Witaj! Logowanie Rejestracja
ŚMIERĆ W BIBLIOTECE albo Najbardziej Brutalni - Kibice z Księgarni!



the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
20-05-2020, 21:12 #21
Nie wiem czy jeszcze żyje, bo nie pracujemy razem od paru lat. Nie był chuliganem. Był zwykłym kibicem. Tyle, że Millwallu i przez to świadkował różnym wydarzeniom. Nie lubiał o nich opowiadać. Głęboka trauma.

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.


sterby
Liczba postów:8,720 Reputacja: 12,489
20-05-2020, 21:15 #22
To mówisz, że Millwall miał zwykłych kibiców? Big Grin



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
20-05-2020, 22:12 #23
Wróćmy więc do roku 89.Już wtedy zawód konika i spekulacja biletami, to była złota robota na OT (Old Trafford-dop. tłum.) Pod wieloma względami, była to wtedy lepsza fucha niż teraz, bo z dostaniem biletów po zniżkowej cenie, czy z rabatem, nie było problemów. Źródeł było wiele. A godzinę przed meczem, ludzie z kolejek do kas gotówkowych, łykali je po nominalnej cenie, jak ciepłe bułeczki z prxypiekanym boczkiem.
Millwall, korzystał ze swojego statusu topowej firmy, kiedy tylko się dało i wszystko co robili, robili tak, żeby odbiło się głośnym echem. Kochali poklask. Ot choćby wyczarterowanie odrzutowca, którym polecieli na wyjazd, na północnywschód. Jadąc na OT, tym razem 200 osobowa ekipa, zapakowała się na pokład Airbusa. Dalsza setka dołączyła autokarami. Mając w podświadomości, cały ten trud, włożony przez ekipy w tamtych latach, nikogo nie powinien dziwić fakt, że bilety rozeszły się błyskawicznie, a zamówienie napływały z każdego zakątka w kraju. Przez naszych Cockneys Millwall zgłosił zapotrzebowanie. "Chcemy 300 biletów na część waszej trybuny. Wybieramy się do was i mamy zamiar zrobić dobrą robotę. Wiemy, że jeszcze nikt tego nie dokonał. Pokażemy, więc wszystkim jak to się robi." Pamiętajmy, że najlepsze wrażenie, zrobił na nas West Ham, zjawiając się na chwilę na United Road w 82. Millwall musiał być najlepszy. Mdliło ich na myśl, że jeszcze nie są. Ambicji odmówić im było trudno.
Choć może to rozdrażni paru naszych byłych działaczy, pięciu konikom od nas, zdobycie 300 biletów, nie zajęło nawet dwóch minut. Ciała pula na trybunę B, z delikatną marżą została wysłana do Londynu,trzy-cztery godziny, od momentu wpłynięcia zamówienia. To było 3 tygodnie przed spotkaniem . W dniu meczu, dwie stówy od nich, przyziemiły bezproblemowo i wpakowali się do pociągu z lotniska do centrum. W planach mieli super show. Na tym jednak odcinku, siły porządku sprawowały kontrolę i nic poza kontrolą nie miało prawa się tam wydarzyć. Jeśli macie wspomnienia z tamtego okresu i sięgnięcie do nich, zgodzicie się z pewnością, że pod koniec lat osiemdziesiątych, Dibble (manchesterska ksywka dla policjantów -dop. tłum.) był takim samym wrzodem na doopie, jak przez całe lata 90te.
Nie wiem czy Millwall miał ze sobą te pierwsze komórki, wielkie jak wojskowa radiostacja, które pojawiły się pod koniec lat dziewięćdziesiątych, ale wszystko pykło im idealnie i pod stadionem ci z samolotu i dwa autokary, zjawili się niemal jednocześnie. Autokarom zezwolono na wjazd na podwórko przed starym sklepikiem z pamiątkami. Millwall był cwany. Momentalnie rozpłynęli się w morzu swoich Janków w koszulkach, by po dwóch, po trzech wolno dryfować w stronę trybuny B. Naszych chłopaków stało tam po pięciu, sześciu na metr kwadratowy, ale nikt nawet nie myślał, żeby coś zaczynać na placyku. Uwaga wszystkich skierowana była na main event tego wieczoru Niektóre dzieciaki, co wyskoczyły z autobusów, odgrażały się nawet głośno, że też idą na B i żebyśmy nie zapomnieli też się tam zjawić. Wielu chłopaków od nas dobrze się na kombinowało by dostać się na nasze pozycje na trybunie połódniowej. Niektórzy nadłożyli spory kawał, maszerując szparko. Innym przydarzyła się rzecz bez precedensu. Byli na trybunach już 14.30. Godzinę przed meczem, weszło ostatnie parę stów.
Wszedł Millwall i trzeba przyznać, prezentowali się solidnie. Szli w kierunku swoich krzesełek na luzaku. Bezstresowo.Z jednym zamiarem. Wtedy na samym dole, wybuchł okrzykiem Old Trafford padok. Wszyscy wiedzieli, że oni, to oni. Gdy tylko ogłoszono, że z nimi gramy, wieść tą obiegła miasto w cztery i dwie dziesiąte sekundy, według pomiarów. Gdy łobuzy tylko pojawiły się na trybunach, oczy całego stadionu, skierowane zostały w ich stronę. Ekipa chciała poczekać na bramkę, albo jakiś ostry faul, ale młodzieży z OT padok, nie chciało się czekać i ruszyli na najeźdźców, biegnąc wzdłuż całej głównej trybuny. Tak więc czas przebiegłych taktyk i planów strategicznych minął bez powrotnie, ale nasze pozycje okazały się głównym atutem w tej rozgrywce. Cała firma na A jak jeden, wjechała w ich tyły. Jeszcze większa grupa była po ich lewej i dawali znać, że tam są. Najgorszym błędem jednak w strategii Londyńczyków, było nie wykupienie całej trybuny B, więc mieli też małą, ale śmiałą grupę, tuż po swojej prawej. Wyłapywali strzały z trzech stron, a nastawili się na obronę z czwartej. To nigdy nie jest dobry początek walki.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-08-2020, 14:04 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
21-05-2020, 01:59 #24
Nas musiało być około 700-800 ogółem. Nawet na C i D byli bandyci od nas i był ich tam tłum. Żeby dostać się do Millwallu, musieli się przedzierać przez sektory na wprost skyboxów i loży zarządu. Nigdy nie zapomnę moralnego oburzenia jakim omal nie zachłysnął się Martin Edwards: "To było jak morze zwierząt. Absolutna hańba. Byli u nas goście z Millwall, a hordy bandytów, nacierały na fragment trybun przez nich właśnie zajmowany. Itd., itd." Nawet nie przerwali meczu, mimo że tysiąc chłopa toczyło batalię na głównej trybunie. Piekło przetaczało się po Ziemi, tam i z powrotem.
Zaciekłość z jaką atakowały nasze chłopaki, mogła przerażać. Millwall był dobry, ale ich opór nie trwał nawet 60 sekund. Przewagę mieliśmy tak przygniatającą, że nawet nie wiedzieli, co ich zmiotło i w którym kierunku. Tu nie chodzi tylko o przewagę liczebną. Nam chodziło tylko o jedno. Udzielić srogiej lekcji. I nie chodziło tylko o kibiców The Wall, ale o kibiców z całego kraju, którzy przyjechali na ten mecz i wogóle o wszystkich kibiców, którzy kiedykolwiek na Old Trafford będą się wybierać. Żeby im podobnie głupi pomysł, nigdy do głowy nie zawitał. Kibice Millwallu padali i byli masakrowani. Jedno co mnie zdziwiło, że nikt tam na padoku nie zszedł, ale widok bandytów biegających w górę i w dół sektora, próbujących namówić w większości nieprzytomnych już Londyńczyków do dalszej zabawy, dawał do myślenia nawet największym psychopatom.

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
21-05-2020, 09:59 #25
Niektórzy nawet wspinali się na ogrodzenia, żeby się tam dostać. Skyboxy opustoszały, na głównej trybunie pobojowisko, dookoła rzesze dyszące od żądzy walki, a gdzieś tam w środku tego całego bałaganu 22 facetów kopie piłkę.
Na tym etapie, masz nie więcej jak dwie minuty kontaktu z przeciwnikiem. Więc przez pierwsze 60 sekund, oni próbowali się bronić, a przez następną minutę wyłapywali klapsy. Potem policja przerwała zabawę. Plan mieli prosty. Zepchnąć Cockneys na sam dół i schować pod trybunę B. Słabo to zadziałało, bo my zbiegliśmy bocznymi schodami i już tam na nich czekaliśmy. I jazda od nowa. Na dole, w ciasnej zamkniętej przestrzeni, walki toczono najzacieklej. Tylko dla krańcowo zdeterminowanych. Ma tu na myśli hyper-przemoc. Tam zniknęły ostatnie oznaki człowieczeństwa, wszystko co dała nam cywilizacja. Pozostał naturalny instynkt w czystej postaci. To było jak powrót do epoki kamienia. Ciężko o większą frajdę w życiu. Przynajmniej dla nas. OBi (Old Bill, policja-dop. tłum.) zdecydował się na coś, czego jeszcze nigdy nie zrobili. Otworzył główną bramę i ewakuował ich ze stadionu, za nim pojawią się pierwsze ofiary śmiertelne. Było już blisko. W całej tej sakramenckiej mątwie, fan Millwallu został ugodzony nożem w doopę. Jednego z jego kumpli, spotkałem kilka lat później i wspominał: "W głowach nam się to nie mieściło. Żeby w tamtych latach ktoś jeszcze żenił kosy?! I to na stadionie!!Koorwa, to jakaś masakra. Na taki horror, nie poszlibyśmy nawet do kina." Dibble ostatecznie odeskortował ich dookoła na sektor gości. Oprócz tych, co wciąż leżeli nieprzytomni na B.

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
21-05-2020, 12:24 #26
Chyba jacyś tam jeszcze zostali. Dokładnie nie pamiętam. Pewnie się zastanawiali:"Na chooj nam to wszystko było?". Mogli się się pojawić, pokazać, że są, że są w porządku i wycofać się o własnych siłach na swój sektor. Ale nie. Oni chcieli zagwieździć. Zabłyszczeć z wysoka. Wysoka, była tylko cena jaką zapłacili za swoją pychę.
Po meczu, co w tamtych czasach, było obowiązującą modą, policja miała sytuację opanowaną w szczegółach. Trzymali Millwall w środku przez wieki, podczas gdy na zewnątrz, czekały wszystkie firmy United i całe pospolite ruszenie, co agresywniejszych fanów Czerwonych, na codzień nie parających się chuliganką. Razem jakieś 2000 głów. Ci z autobusów, zostali spakowani i bez problemów wywiezieni w eskorcie z miasta. Ci, którzy szli na pociąg.., ich nie odprowadzono tylko na stację. Wiedziano, że będziemy czekać na torach. Zamiast tego więc, zaprowadzili ich na starą stację Old Trafford, opróżniwszy ją wpierw kompletnie, zablokowali dostęp na tory, aż do następnej stacji i zamknęli wszystkie inne przystanki po drodze. Przy stacji, gdy już nas rozrzedziło, Millwall przyatakował jakieś 200 osób, próbując ratować resztki mocno nadszarpniętego wizerunku. Była to jednak sztuka dla sztuki. Znikomy kontakt, zwykła pokazówka. Lepsze starcie mieliśmy z policją, co w 89., bywało raczej rzadko, ale ustawiły nas dość szybko i to by było na tyle.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -



Wydarzenia z meczu z Millwall, były dla GMP jasnym sygnałem, że bandytyzm na United, wciąż funkcjonuje i utrzymuje się na tym samym wysokim poziomie, co lata temu. Policja musiała to ukrócić. Ażeby to osiągnąć, musieli się dowiedzieć, kto za tym stoi. W nowo powstałej komórce antychuligańskiego wywiadu, z wolna zaczęto gromadzić dossier wysoko postawionych figur. Najbardziej wpływowych i najaktywniejszych chuliganów Manchesteru United

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
21-05-2020, 17:58 #27
Na temat O'Neilla nie napływały jednak żadne dalsze informacje, aż do 18 marca 89. roku, kiedy to został aresztowany, po meczu z Nottingham Forest. Forest przyjechali bandą na Old Trafford i chłopaki z United postanowili przyjąć ich godnie, żeby nie było urazy. Miejscowi zaangażowali się licznie.

TONY:To był mecz pucharowy. Pamiętam, że przegraliśmy 0:1.Banda Forest pojawiła się dość wcześnie i cały dzień było biegane i szukane. Chłopaki dostawali korby, żeby ich trafić. Przeczesywali całe miasto bezustanku. I tak byśmy ich nie dorwali, bo byli dobrze chronieni przez psiarnie. Następna rzecz, wchodzę na stadion, a tam młyn jak skoorwysyn.Jestem w szoku, ocb? Aaa! Padł właśnie bardzo dyskusyjny gol i Old Trafford zagotowało gniewem. Całe. Murawa, trybuny, ławka rezerwowych. Wszyscy. Na murawie było najgorzej. Po meczu, maszerujemy dookoła stadionu pod sektor gości. Zwykle trzymali przyjezdnych tak długo, aż nie zniknęli ostatni uczestnicy komitetu pożegnalnego, ale na tamtym meczu, odpowiedzialnym za zabezpieczenie, był oficer z zaledwie dwutygodniowym stażem. Typ nie wiedział co robi. Kompletnie bez pojęcia. Wykoncypował zbretamózgowiec, że skoro oba zestawy fanów noszą czerwono-białe barwy, wypuści Forest samopas razem ze wszystkimi. Przyjezdni wymieszają się z miejscowymi i jedni i drudzy, nieświadomi jego przesprytnej zagrywki, bezproblemowo wrócą sobie do domków. Trzeba być fair i przyznać, że chłopaki z Nottingham próbowali wyjść do nas, ale była to próba skazana na niepowodzenie. Na całym placyku przed bramą rozlokowały się liczne siły United. Zanim goście wyszli za bramę, lawina ciosów zawróciła ich do środka. Nie zamierzali się jednak tam bunkrować. Spróbowali wyjścia na Warwick Road i to nie tylko banda, ale wszyscy ich kibice, którzy byli na sektorze gości. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego i mówię wam,widok to był niesamowity. Dobrze wiedzieli, że czeka tam na nich, wpjerdol murowany,że za moment zostaną ciężko zbombardowani, a mimo to, szli wszyscy razem, po męsku z podniesionymi głowami.
Policja próbowała naprawić gafę swojego bossa i odzyskać kontrolę, ale byli bezradni. Na kontyngent przyjezdnych gęsto spadały ciosy. Przez dobre 5 minut uderzenia leciały że wszystkich stron, mimo to oni też próbowali zadać nam jakieś straty. I gdy się tak odbijali od jednej latary po następną, ich tłum ulegał stopniowej dezintegracji. Zanim dotarli na koniec Warwick, stało ich w kupie, maksymalnie 20. Próbowało ich chronić kilku policjantów. Prowadzący, zatrzymał ruch, by przeprowadzić ich na drugą stronę ulicy pod Trafford pub. W międzyczasie, ci z Forest, którzy się rozbiegli, zgrupowali się i dołączyli, by jeszcze raz spróbować się nam odciąć. Później już aż do Piccadilly mieli mega eskortę.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-05-2020, 18:03 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
21-05-2020, 20:23 #28
Gdy już ucichło na Chester Road, zaczęliśmy się przemieszczać w stronę centrum. Popełniłem błąd przechodząc na drugą stronę ulicy, w niewielkiej grupie chłopaków. Psy już nas przycięły i zdecydowały, że teraz, gdy jest tak spokojnie, to jest właścwa chwila."To jest ten choojek!" Policyjny van zatrzymał się przed nami i wyskoczył z niego sierżant Johnson z komisariatu na Longsight, a za nim jego ludzie. Drutnęli mnie i jeszcze jednego typa, Notty'ego. Zasadniczo, to oni się kompletnie pogubili wcześniej i teraz nadszedł czas naprawiania błędów i aresztowań. Rzucono mną do vana i dociśnięte butem do podłogi. Za towarzystwo miałem kilku funkcjonariuszy. Gdy mnie tam wrzucali, przylukałem, że za nami stało grupsko nieoznakowaną furą. Dla mnie było oczywiste, że to ekipa Football Inteligence. W vanie było nas trzech skręconych, bo dorzucili typa, którego nie znałem. Przyszedł oficer FI, wskazał na tego kolesia i jego wyciągneli. Przewieziono nas na komisariat i tam postawiono nam zarzut udziału w bójce. Nie wiem jakim cudem, bo w momencie aresztowania, żadnej bójki w zasięgu mojego wzroku nie było. Oni mieli swoją wersję, a ja swoją. Gdy nadszedł dzień rozprawy przed Sądem Magistrackim na Trafford, zdecydowałem się, że będę się sam bronił na sali. Przebrnąłem przez zeznania 4 policjantów gruntownie. Notty powinien stawać na wagę ze mną, ale jego pełnomocnik prawny, gdy tylko usłyszała, że chcę się sam reprezentować, z punktu wystąpiła o wyłączenie swojego klienta., do osobnego postępowania. Ta kobita, jego solisytorka, była przekonana, że mi coś odjebało i, że na bank się powalę, pociągając za sobą Notty'ego. Nie miała pojęcia, o czym mówi. Ja natomiast wiedziałem, że sprawa jest do obrony, tylko muszę odpowiednio naświetlić kłamstwa zawarte w zeznaniach policjantów. Moimi jokeremi z kapelusza, byli moi świadkowie. Usłyszałem o typach, którzy, gdy kasa jest odpowiednia , zeznają pod przysięgą wszystko co im karzesz. Nie mają żadnych oporów moralnych. Dowiedziałem się o tym, gdy przez dwa dni słuchałem psów wyjaśniających sędziemu. Uciekła im jedna drobna rzecz i żaden z nich nawet się nie zająknął o tym psie z FI, co podbił wyciągnąć tego trzeciego typa. Tu cię mam. tu cię mam. Grillowałem ich też przez dwa dni i stawili się moi świadkowie. Gdy przyszła moja kolej i prorok siadł na mnie ze swoimi pytaniami, stałem tam przed sądem i odbijałem wszystkie jego piłeczki, niemalże od niechcenia. Nie robił biedak sztycha i nie miał do mnie startu, a moi świadkowie, wywoływali u niego fale rozpaczy. W kącie stali policjanci, wyglądający jak stado owiec, przeznaczone na ubój. Ich miny wskazywały, że się pogodziły z losem. Tak wyglądają ci, którym misterna konstrukcja, zbudowana na kłamstwie, w jednej chwili zwali się na głowę. Byli jedynymi ofiarami katastrofy, którą sami zaprojektowali.
Nie mogło to umknąć uwadze sędziego. Było jasne, że zostałem wyselekcjonowany i próbowano mnie wrobić w mocno naciąganą historię. Że policjanci od początku byli dobrze poinformowani kogo trzeba udoopić, chociaż w zeznaniach palili janków non stop , że byłem dla nich "nieznanym trzydziestoparo-letniem mężczyzną, o którym dowiedzieli się później, że jest to Tony O'Neill". Strasznie długie były ich zeznania, bo za każdym razem gdy mówili o mnie, wygłaszali tą przydługą formułkę. Po blisko dwóch tygodniach, zostałem uniewinniony. Śmialiśmy się i bawili po wyjściu z sali sądowej. Podbił do mnie prorok, z grabą i gratami za wynik. Jeszcze spytał na koniec bezczelnie:"Ale powiedz teraz, jak to naprawdę było? " Spojrzałem na niego z politowaniem-"Psy łgały jeden przez drugiego i przez nich wyszedłeś na fiuta.Zrobili z ciebie idiotę." Skrzywił się, ale zaraz przywołał fałszywy uśmiech. "Ja też jestem za United" - oświadczył pojednawczo. "Także,Glori, glori, alleluja. Tak, czy siak Czerwoni znowu wygrali mecz". Okazało się, że tu akurat mówił prawdę. Był za United.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-05-2020, 20:35 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
22-05-2020, 10:37 #29
Wspaniale się czułem po zakończeniu procesu i to nie tylko dlatego, że wygrałem, ale przede wszystkim dlatego, że sam się wybroniłem w sądzie, a wyraz na twarzach policjantów, zrobionych przez stadionowego bandziora,.. Bezcenne.
Po wyjściu z Magistra (sądu magistrackiego - dop. tłum.) na Trafford, udałem się prosto do biura Olliers Solicitors-Porady prawne. Naświetliłem im całą sprawę. Powiedziałem im kim jestem i jak się próbuje mnie wrobić. Chciałem złożyć pozew z powództwa cywilnego, o bezpodstawne aresztowanie, fałszywe oskarżenie i bezprawne zatrzymanie. Chciałem, żeby Olliers poprowadzili tą sprawę. Po otrzymaniu porady, zleciłem im założenie sprawy przeciwko Chief Konstablawi Policji Greater Manchester.
Proces ciągnęł się w sądzie przez dziewięć lat. Jak było do przewidzenia, w końcu przyprowadzili tego oficera z Football Inteligence, co pokazywał palcem i ten czytał jakieś dokumenty z opisem moich poczynań, jeden za drugim, kompletnie bez sensu, bo nic, żadnych dowodów nie zawierały. Pozostali funkcjonariusze, mieli jedną śpiewkę i chórem powtarzali na okręta:"Nie pamiętam. To było 9 lat temu. Dla mnie, oznaczało to, że moja raczej na bank wygrana sprawa, przepadła, bo po 9 latach odwlekania, jedyne co oni mieli do powiedzenia, to:" Nie pamiętam. Mam do dyspozycji tylko moje notatki. "Tylko po co im był tym razem ten sztab prawników, którzy wybronili ich od posługiwania się FI przeciwko mnie, czemu wcześniej tak żarliwie zaprzeczali.
Żeby nie przedłużać, przegrałem tą sprawę i zamiast dostać tłusty przelew z odszkodowaniem, dostałem po raz kolejny z buta w jaja. Tym razem tylko w przenośni. Nie mogłem w to uwierzyć. Miałem świadków, uniewinniający wyrok, wszystkie zeznania spisane i podpisane. Wszystko było tak jak trzeba, dopięte na ostatni guzik i co? System i tak mnie wyjebbał Jeśli się w to zagłębić i zacząć czytać między wierszami, sprawa jest oczywista. Drutnęli mnie wtedy, bo potrzebowali mi podkolorować kartotekę, wyrokiem za chuligankę. To był jeden z elementów budowy, odpowiedniej kompleksowej otoczki futbolowego chuligana, potrzebnej im do zakończenia Operacji Mars, w efekcie, której miałem zostać ujebbany po całości. Raz a dobrze. Ale najpierw potrzebowali, żebym miał nasrane dobrze w papierach. Jakie cwane skoorwysynki?

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-05-2020, 14:09 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
22-05-2020, 14:45 #30
Zabawne było to, że gdy założyłem im sprawę po raz pierwszy, o bezpodstawne aresztowanie, w sierpniu 1990., w swoim uzasadnieniu do pozwu napisałem: "Nie jestem paranoikiem z uprzedzeniami do policji. Jestem jednak przekonany o tym, że policja prowadzi kampanię wymierzoną przeciwko mojej osobie."
Dla mediów futbolowa chuliganka, to bardzo gorący temat i duże zaiteresowanie dziennikarzy, trwa od wielu lat. Odbyło się kilka głośnych procesów, jak choćby Chelsea, West Ham, czy niedawna sprawa Manchesteru City. Nie ździwiłbym się ani trochę, gdybym i ja został wytargany z wyra o świcie, podczas fali aresztowań, przeprowadzonych z użyciem licznych jednostek policji. Jestem sobie w stanie wyobrazić przygotowany przez policję akt oskarżenia, dotyczący rzekomego chuligaństwa na Manchesterze United. Mnie pewnie obsadziliby w roli jakiegoś wodza, czy generała,z zarzutami o udział i sprawstwo kierowanicze, liczby przestępstw i czynów karalnych, przeciwko porządkowi publicznemu. Mogło się tak zdrzyć, co nie? Teraz, nie myślcie tylko, że robię z siebie, jakiegoś wróża, albo jasnowidza, ale 4 miesięce pożniej, wizja, którą wam przedstawiłem, urzeczywistniła się ze szczegółami (patrz roz. 3.)

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-06-2020, 12:09 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
22-05-2020, 18:46 #31
------------------------

Dnia 27 maja, dwa miesiące od aresztowania Tony'ego po meczu z Forest, sierżant Fox i detektyw konstabl, wybrali się na Hampden Park w Glasgow.Mieli być spotterami podczas międzypaństwowego meczu Szkocja-Anglia. Będąc na miejscu, podążali wszędzie za sporą grupą, próbując wypatrzyć w tłumie znajome im twarze i dopasować do nich nazwiska i pseudonimy. Zużyli przy okazji mnóstwo filmów, a migawki ich aparatów, trzaskały nie przerwanie. Jednak z powodu przeciążenia pracą i licznymi zadaniami, klisze te,zostały wywołane, dopiero 5 miesięcy później. Gdy w końcu się do tego zabrali, na jednej z fotografi zrobionych podczas bójki pod stadionem, z zaskoczeniem rozpoznali Tony'ego O'Neila w grupie agresywnych fanów atakujących przeciwnika.

TONY:Mecze międzypaństwowe nigdy mnie jakoś nie kręciły. Z jednej, prostej przyczyny- byłem fanatykiem United. Całą moją miłość, miał mój kluby i tylko on. Pochłaniał mnie całego. Nic innego nie dawało mi tej satysfakcji, co mecze United. Nawet reprezentacja. mojego kraju. MU to było całe życie Miałbym dopingować jakiś inny zespół? Stać i śpiewać wspólnie z kibicami z jakichś innych klubów? Nie. To nie dla mnie. Mój dzień, zaczynam myśląc o moim klubie i nie przestaje do momentu, aż wieczorem zamkną mi się oczy na kojo. Wciąż nie mogę zrozumieć tych, którzy przerzucają się na inny klub. Od kołyski, aż po grób. Tak to powinno wyglądać, co nie? Na meczach repry masz cały zalew kolesi z różnych mniejszych klubów. Jadą żeby się pokazać na reprze i wymienić pozdrówki z podobnymi im ekipami. Później jak grają ze sobą, to unikają kontaktu, no bo jak tu się lać z ziomalami z międzypaństwowych. I jeszcze ta śmieszna otoczka patriotyczno-patetyczna, doprawiona rzadkim gównem politycznym. Ten cały lojalizm, za Królowa i za kraj, nigdy nie poddamy się IRA. Nie róbcie jaj. Oranżyści. Rule Britania? W mojej doopie. Dla mnie liczy się tylko mój klub. Lewactwo, prawictwo? Sram na nich wszystkich. Faszyści, rewolucyjni bolszewicy, materialiści, czy idealiści, czy jacyś tam inni. No żesz koorwa mać. Gdzie oni wszyscy mają mózg?
Mecze reprezentacji, to była dobra scena dla występów chuligańskich, w 70., 80. i nawet jeszcze na początku dekady lat 90.Sporo chłopaków z United, lubiało jeździć i podróżowali na mecze repry regularnie. Historie o promocjach, demolkach, walkach z Holendrami, o ściganiu Niemców, mogliby sypać z obu rękawów. Inne gangi też jeździły. Scousersi i Cockneys, ale oni dopiero gdzieś od lat 70. Wcześniej nie bardzo się mogli zebrać do kupy.

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
23-05-2020, 02:11 #32
Cockneys, to nawet nie potrafili się zebrać na Szkotów, chociaż mecze były rozgrywane na ich podwórku, w miasteczku Londyn. Tak było, aż do czasu wprowadzenie segregacji i alokacji biletów. Oczywiście mogę się mylić, ale jakoś nie przypominam sobie, żeby w latach 70tych, jeździli za Anglią zbyt często. Z tego co pamiętam, to były w większości chłopaki z płn.-zach. Ale tak jak napisałem, mogę się mylić, więc proszę tam na połódniu, nie przelewać swoich frustracji na klawiaturę.
Na meczach Anglii, przez całe życie, byłem wszystkiego cztery, albo pięć razy. Pierwszy raz, to pojechałem do Glasgow w 1989. Godzina szósta na Manchester Piccadilly, 60 typa od nas. Po nas, dobiło jeszcze trochę i ostatecznie w składzie 120 głów pakujemy się do składu na głównym. Na miejscu jesteśmy 10.30. Myśleliśmy, że przywitają nas tłumy Jocksów (tak angole nazywają Szkotów-dop. tłum.) A tu cicho, głucho i nie ma nikogo. Więc po chooj było to całe gadanie przed meczem?Rozczarowanie.I to duże. W tamtych czasach nie było tych wszystkich marudzących ekip z klubów angielskich. Żadnego Birmingham, chcącego się sprawdzić z Wolves w Glasgow. Żadnego Boro, biegającego za Newcastle. Bo w tamtych czasach, nie istniało coś takiego jak ochrona policji. Nie to co dziś. Powodem było to, że w tamtych czasach, jak przyszło co do czego, nie było pleców, za które można się było przykitrać.
Doszliśmy do wniosku, że tak, czy siak i raczej prędzej, niż później, będzie się roić w okolicy od wściekłych Jocksów. I na kim się będą chcieli wyładować?Na nas. Proste. Podjęliśmy, więc decyzję, że wybijamy stamtąd. W drodze, dwa przystanki na szybkiego pajnta i w końcu parkujemy w pubie, jakąś milę od stadionu. Kompletnie nieświadomi, że ów pub, znajduje się przy jednym z głównych szlaków prowadzących na stadion, najspokojniej w świecie, opróżnialiśmy tam w środku, dwie owocarki i automat ze szlugami. Na zawnątrz zaś, przewalały się już hordy Jocksów. Cali wybierani w te swoje błazeńskie kraty. Gdy wyszliśmy z pubu i ciasno zwartą grupą, ruszyliśmy z tłumem w stronę Hampden, wszyscy gapili się na nas, jakbyśmy byli rycerzami Jedi. Żaden z nas nie nosił kraciastej garderoby, zero barw. Wogóle wyglądaliśmy zupełnie inaczej niż oni. Patrzyli się wszyscy, ale nikt nie wiedział o co chodzi. Żartuję. Dobrze Jocksy wiedziały, że jesteśmy hoolies.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-05-2020, 12:00 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
23-05-2020, 13:11 #33
Szkoci, tańczyli, śpiewali i generalnie, robili straszne bydło. Na nasz widok,zlecieli się wokół nas i zaczęli te swoje plemienne okrzyki wojenne. Wrzeszcząc obwieszczali głośno, jak to bardzo nienawidzą Anglii, Anglików i czegoś tam jeszcze. Nie do uwierzenia, ale oni poważnie, byli zaskoczeni i zszokowani, gdy zaczęliśmy im zamykać te rozdarte mordy i sadzać ich na doopach. Nie wiem co oni sobie tam myśleli. Że mogą się tak zachowywać, bez żadnej reakcji z naszej strony? No cóż. Paru z nich, daliśmy okazję, przemyśleć swoje postępowania, w pozycji leżącej na glebie.
Gdy dotarliśmy do końca ulicy, była już tam policja na koniach. Dookoła wszędzie stało mnóstwo Jocksów i kiedy tam podeszliśmy, zasypała nas lawina pocisków wszelakiego asortymentu. Rzucali w nas kamieniami i puszkami z piwem. Cegły, butelki, kawały jakiegoś drzewa i my, próbujący wydostać się z tego bombardowania. Ominęliśmy siły policyjne na koniach i wjechaliśmy w pierwszych Jocksów z brzegu. Totalny rozpiździej. Psy ściągane z siodła, Szkoci leżący na glebie, w powietrzu wciąż morze pocisków. To była dobra zabawa,z dużą ilością zamieszania, ale niewiele bezpośrednich, brutalnych akcji. W końcu udało nam się przedzrzeć przez ten cały chaos, z eskortą policyjnych koni, którym było wszystko jedno, kogo tratują kopytami.
Tamtego dnia tylko części z nas, udało się wbić na stadion. Grupa ta jednak była na tyle liczna, że jakby ktoś się chciał spróbować, było nas dosyć. Ale nic się już nie wydarzyło godnego uwagi. Po meczu, policja trzymała nas dłuższą chwilę, a gdy nas w końcu puścili, spotkaliśmy resztę chłopaków, czekających pod stadionem. Kilkanaście setek, ruszyło z obstawą policji, z powrotem w stronę miasta. W czasie marszu, przycięliśmy taką grupę, czających się za rogiem. Wśród nich, rozpoznaliśmy kilka znajomych twarzy z Nottingham Forest,więc szybciutko i sprawnie wymknęliśmy się z eskorty, która i tak już rzedła, jako że nasi rozłaźili się w różne strony, do swoich środków transportu. Zwarliśmy szeregi i uderzamy za winkiel, gdzie na chodniku stała ta grupa, przy kilku zaparkowanych autobusach. Długo nie postali. Wraz z pierwszym pjerdolnięciem, w powietrzu rozległ się okrzyk: Uuu-niii-teed!! Nie mieli pojęcie, co ich jebbło. Nie mieli szans. Rozbiegli się na wszystkie strony momentalnie.
Po tym ataku, rozdzieliliśmy się i ustawili na ponowne spotkanie, za godzinę. Nie chcieliśmy się rzucać policji w oczy, a w rozproszeniu, dużo łatwiej było pozostać niezuważonym. Ostatecznie, zebraliśmy się w jednym pubie i zakotwiczyliśmy tam z myślą o jakiejś wieczornej rozrywce. Spokój próbowały nam zakłócić jedynie, jakieś obdarte cipki,mieniące się ekipą Aberdeen, ale efekt tego był żałosny i odprawiliśmy ich bez zwłoki.
Zbliżała się godzina odjazdu naszego pociągu, ale że w pubie, atmosfera była przednia, srwierdziliśmy - Je bać to. Zostajemy do zamknięcia, a potem wsiadamy do pociągu. Byle jakiego. Jak jakiś, będzie jeszcze jechał. Okazało się, że jest tylko jeden. 23.30, przez Preston i Crew, do Londynu. Wbiliśmy się w kompani najlepszych, z pośród manchesterskiej British Transport Police, którzy czekali na nas na dworcu, wiedząc, że w końcu, musimy się tam pojawić. Wiedzieliśmy, że zależy im bardzo, żeby jak najszybciej odstawić nas na bazę, więc uprzejmie przekierunkowali skład pociągu przez Manchester. Trudno się dziwić. Chcielibyście, żeby nasza grupa wylądowała w waszym miasteczku w środku nocy? Funkcjonariuszom z BTP,ta wizja średnio się podobała. Chociaż paru chłopaków od nas, pewnie wykorzystałoby szansę, odkuć się za ten wyjazd. Niekoniecznie legalnymi metodami.

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

sterby
Liczba postów:8,720 Reputacja: 12,489
23-05-2020, 13:53 #34
Z tego co pamiętam, to autor książki o Toffies nie miał jakiegoś wielkiego respektu do United, ale może punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
23-05-2020, 14:15 #35
Zachęcam w takim razie do ponownej lektury. "My tutaj, bardziej cenimy United."-to cytat ze Scully-Spowiedź chuligana klasy C. Andy opisuje tam nawet spotkanie z Tonny'm O'Neill'em (choć nie podaje nazwiska, ograniczając się do nazywnia go "Mój kontakt na Old Trafford") i okoliczności aresztowania generała MU, po ataku na ekipę Stoke przed meczem reprezentacji w Manchesterze.

Do końca darmowych sampli Facetów w Czerni, pozostało 37 stron.
Kurcze pióro. Czytam teraz sample "Czerwonoskóry generał" i powinienem od tego zacząć. Teraz wyjdzie tak po holiwoodzku. Najpierw część II.

Nie pękaj koleś. Nie łam się, przecie
Jest w HP wątek- ŚMIERĆ W BIBLIOTECE.
Malarz maluje, tam obrazowo.
Bitwy kiboli, wojnę domową.
Jak Ci dokucza nuda, lub chandra,
Otwórz i czytaj o dzikich bandach.
O bójkach, zrywkach i o pościgach,
Z których słynnęła angielska liga.

Taka propozycja piosenki integracyjnej dla forumowiczów, którzy pojawiają się tu regular.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-05-2020, 02:16 przez the Painter.



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

hank
Liczba postów:13,548 Reputacja: 22,624
23-05-2020, 15:55 #36
Kolega Malarz objawił nam jeszcze talenty poetyckie , brawo .Smile



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

the Painter
Liczba postów:1,030 Reputacja: 5,001
23-05-2020, 17:04 #37
Talentów ci u nas dostatek.
Ale jak w tej przypowieść biblijnej,jeden swe talenty zainwestował, drugi talenty zakopał, a Malarz część swoich zepsuł, a resztę zgubił.

ŚWIEŻO MALOWANE



Róże są czerwone, a fiołki niebieskie.
Lepiej być byle kim, niż psim być wytryskiem.

MakuKSC
Liczba postów:3,580 Reputacja: 6,221
23-05-2020, 17:45 #38
(23-05-2020, 17:04)the Painter napisał(a):  Talentów ci u nas dostatek.
Ale jak w tej przypowieść biblijnej,jeden swe talenty zainwestował, drugi talenty zakopał, a Malarz część swoich zepsuł, a resztę zgubił.

ŚWIEŻO MALOWANE
Elokwencja zostalaWink  Fantazja tworcza raczej tez.



"Cracovio ma, tyś dumą mego miasta...."
Activity.Sleep(Timeout.Infinite);

sterby
Liczba postów:8,720 Reputacja: 12,489
23-05-2020, 18:03 #39
(23-05-2020, 15:55)hank napisał(a):  Kolega Malarz objawił nam jeszcze talenty poetyckie , brawo .Smile
U niego to rodzinne.



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

MakuKSC
Liczba postów:3,580 Reputacja: 6,221
23-05-2020, 18:17 #40
(23-05-2020, 18:03)sterby napisał(a):  
(23-05-2020, 15:55)hank napisał(a):  Kolega Malarz objawił nam jeszcze talenty poetyckie , brawo .Smile
U niego to rodzinne.
Skromność to cnota Tongue



"Cracovio ma, tyś dumą mego miasta...."
Activity.Sleep(Timeout.Infinite);






Skocz do: