Witaj! Logowanie Rejestracja
Czy tu sie cos dzieje? Czyli sezon ogorkowy otwarty:)



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
06-01-2007, 15:03 #81
Polacy ruszyli na zimowy podbój Nanga Parbat

Do tej pory nikomu nie udało się pokonać zimą jednej z najwyższych gór kuli ziemskiej. To jedna z najtrudniejszych gór na świecie. Ponad 60 osób straciło na niej i dla niej życie. Zaledwie ponad 20 śmiałkom udało dotrzeć się na szczyt Nanga Parbat. Ale zimą jeszcze nikomu. Teraz Polacy próbują to osiągnąć.

Nanga Parbat- 8125 m n.p.m. to jeden z czternastu i dziewiąty, jesli chodzi o wysokość, ośmiotysięczników. Jest to tzw. Korona Himalajów i Karakorum. Jak dotąd udało się zimą zdobyć tylko siedem ośmiotysięczników - wszystkiego dokonali Polacy. Co jest takiego w pozostałych, a zwłaszcza w Nanga Parbat, że nie udaje się tego dokonać o tej porze roku?

Przede wszystkim pogoda. Zmienia się jak w kalejdoskopie. Nawet jeśli o 10-tej świeci słońce i niebo jest czyste, nie ma gwarancji, że o 12-tej też tak będzie. Oprócz tego dochodzą naturalne przeszkody, czyli temperatura, lawiny, a nawet trzęsienia ziemi. Na pewno na psychikę wspinaczy źle wpływa świadomość, że ponad 60 osób z 200, które wchodziło na Nanga Parbat, nigdy już na dół nie wróciło.

Właśnie, już po raz piąty, ekipa Polaków ruszyła na Nanga Parbat (8125 m n.p.m.). Czy uda się naszym wspinaczom ? My trzymamy za nich kciuki i wierzymy, że będą pierwszymi, którzy zdobędą Nanga Parbat zimą. I dołączą ósmy ośmiotysięcznik do polskiej kolekcji.

Jak zwykle wszystko zaczęło się od szalonego pomysłu kilku górskich zapaleńców, którzy uznali, że młodym się już nie chce robić dróg długich i trudnych. Zebrali się więc w sobie i zorganizowali niezwykłą wyprawę. Wyprawę, która ma im przynieść nie tyle chwałę i sławę, bo to akurat już mają - ale przede wszystkim niezwykłą radość z samego wspinania.

W zdobywaniu Nanga Parbat uczestniczą najwięksi polscy himalaiści. Wystarczy wymienić Krzysztofa Wielickiego, który zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników (jako jeden z 13. na całym świecie i drugi Polak - po Jerzym Kukuczce). Na swoim koncie ma też pierwsze zimowe wejście na Mount Everest (8850 m n.p.m.), Kanczendzongę (8586 m n.p.m.) oraz Lhotse (8516 m n.p.m.). Towarzyszy mu inny wybitny wspinacz Artur Hajzer - cztery ośmiotysięczniki latem i pierwsze zimowe wejście na Annapurnę (8091 m n.p.m.).

Nasi wspinacze nie dość, że wybrali znacznie trudniejsze, przejście zimowe, to jeszcze droga, którą idą, jest znacznie rzadziej atakowana. Ale mieli nie lada pomoc, bo od człowieka, który jako pierwszy ją przeszedł: Hansa Schella. Po naradzie z nim doszli do wniosku, że rozbiją w sumie nawet pięć obozów, czyli miejsc, w których zostawią namioty oraz sprzęt i w każdej chwili będą mogli do nich wrócić. Ale i tak wszystko będzie zależeć od pogody i ich kondycji.

Pełna lista uczestników zimowej wyprawy na Nanga Parbat:

- Krzysztof Wielicki (kierownik wyprawy)- Zdobywca 14 ośmiotysięczników w tym autor pierwszych zimowych wejść na Mt.Everest, Kanczendzongę i Lhotse.
- Jan Szulc (z-ca kierownika wyprawy) - Uczestnik zimowej wyprawy na K-2, kierownik zimowych wypraw na Shisha Pangmę - 2004 i 2005.
- Jacek Berbeka- Zdobywca 4 ośmiotysięczników
- Artur Hajzer - Zdobywca 4 ośmiotysięczników w tym: 3 nowymi drogami i autor pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę.
- Tommy Heinrich - Argentyna, zdobywca Mt.Everestu, uczestnik 7 wypraw himalajskich, fotograf. W wyprawie uczestniczy jako wspinacz i wysłannik National Geographic.
- Jacek Jawień - Uczestnik zimowych wypraw na K-2 i Shisha Pangmę.
- Przemysław Łoziński - Debiutant w górach wysokich.
- Ghulam Rasool - Pakistan; dwukrotnie zdobył Gasherbrum II, na Broad Peak'u osiągnął wysokość 7300 m.
- Hassan Sadpara - Pakistan; zdobywca wszystkich pięciu ośmiotysięczników w Pakistanie (K-2 bez tlenu).
- Robert Szymczak - Lekarz wyprawy. Uczestnik wypraw do Kirgistanu, Nepalu i Pakistanu - ostatnio na Passu Sar. Jest pracownikiem naukowym specjalizującym się w zagadnieniach medycyny wysokogórskiej ( Katedra Medycyny Ratunkowej i Katastrof Akademii Medycznej w Gdańsku), członek International Society for Mountain Medicine.
- Krzysztof Tarasewicz - Zdobywca 3 ośmiotysięczników.
- Darek Załuski - Zdobywca 4 ośmiotysięczników. Uczestnik zimowych wypraw na K-2, Makalu, Nanga Parbat i Shisha Pangmę.

Źródło: Dziennik




Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
08-01-2007, 23:31 #82
Gorączka złota w brazylijskiej dżungli

Od kilku tygodni tysiące Brazylijczyków ze szpadlami i piłami łańcuchowymi brnie przez dżunglę do miejsca, które nazwano już nowym El Dorado. Nowa gorączka złota niepokoi brazylijskie władze ze względu na potencjalne szkody dla zdrowia i środowiska naturalnego. W kilka tygodni po odkryciu kruszcu, już ponad trzech tysięcy garimpeiros - jak w Brazylii nazwani są nielegalni górnicy - rozbiło obozy w dżungli w odległości około trzech godzin podróży jeepem i przez wodę od miasta Apui.


Źródło: PAP



Geopijatyk-Fan Oderki
Liczba postów:706 Reputacja: 400
09-01-2007, 01:15 #83
Po co sięgać do tak dalekiego przykładu. podobnie kopią w Wałbrzychu. O gorączkach złota polecam książkę Le Brisa (czy jak sie tam nazywał).



Za treść postów mojego męża nie odpowiadam.

Barbara M.M.

Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
09-01-2007, 22:31 #84
Polscy himalaiści walczą z pogodą i słabościami

To już piąta zimowa wyprawa naszych rodaków na Nanga Parbat - jeden z 14 ośmiotysięczników. Nasi himalaiści zdążyli przeżyć małą lawinę, trzy tygodnie bez mycia oraz wizytę sławnego włoskiego wspinacza Simone Moro.

Niemal cała ekipa wyruszyła do Pakistanu 4 grudnia. Po przylocie do Islamabadu 5 grudnia himalaiści nawet nie mieli czasu na chwilę porządnego snu. Cała ekipa biegała po urzędach, załatwiając niezbędne pozwolenia i biorąc udział w konferencjach prasowych. Jak przystało na rasowych specjalistów nie ciągnęli ze sobą całego sprzętu. Część kupili właśnie w Islamabadzie, m.in. generator i tlen. I ruszyli.

Dwa dni jechali autobusem i jeepem, a potem piechotką ruszyli do bazy, czyli miejsca, z którego wszystko zaczynają i do którego wracają, kiedy chcą zregenerować siły. "Nasza baza położona jest na wysokości 3500 m, w miejscu oznaczonym na mapach jako Lati Bo, w bezpośrednim sąsiedztwie szałasów pasterskich. W prowizorycznej wiosce zimę spędza około 15 pasterzy i około 1000 kóz i owiec. Jest też i mułła, który codziennie o 5.30 rano i 17.30 wieczorem swoim śpiewem nawołuje do modłów. Donośny głos niesie się po całej dolinie Rupal, staje się dla nas nowym miernikiem czasu. Dla niektórych - szczególnie o 5.30 rano - nieco irytującym." - opisuje ekipa swój nowy dom w mailach do Polski.

A trzeba przyznać, że jest to dość chłodny dom. Już po drodze okazało się, że miejsce stosownie do pory roku jest zimne, a stopy naszych himalaistów wymagają natychmiastowego dogrzania. Na szczęście w dwóch bazowych namiotach jest ogrzewanie gazowe, więc nogi szybko wróciły do normy. Mimo tego himalaiści nie zasypywali gruszek w popiele i zespół Hajzer-Załuski-Jawień ruszyli w górę zakładać obóz I.

Obóz I - pod znakiem lawiny

Okazało się to dość proste. Pierwszy namiot na obóz I postawili już po dwóch dniach - na wysokości 5100-5200 m n.p.m. Jednak nie obyło się bez przygód. Ekipa, która również wyszła w góry, wywołała małą lawinę. "Po 2 godzinach wspinania w kuluarach, koledzy "spuścili" niewielką lawinę (deskę śnieżną), która lekko raniła Hassana Sadpara. Lekarz Robert, który wraz z Przemkiem wyszedł dziś z bazy, dotarł do rannego, udzielił mu pomocy i zdecydował odesłać naszych kolegów do bazy"- czytamy w opowieści na stronie HiMountain.

Jednak ekipa nie straciła ducha ani na chwilę, mimo że, jak pisał w mailu sam lider, czyli Krzystzof Wielicki: "Góra szybko pozbawiła nas złudzeń na szybki progres i szybkie zdobywanie wysokości." Jednak walka z naturą i własnymi słabościami to coś, bez czego wspinaczka nie byłaby już taka sama. Dlatego zamiast biadolić, że się nie uda, ekipa wynajęła kolejnych trzech tragarzy, którzy biegali z linami i innym sprzętem pomiędzy bazą a obozem I. I himalaiści ruszyli dalej.

Obóz II- marzenia o flaczkach

Przywilej założenia obozu II na około sześciu tysiącach metrów przypadł samemu liderowi i Szymaczakowi. Ku ich nieskrywanej radości odkryli coś, co dało im nadzieję, że są na dobrej drodze na samą górę. "18 grudnia natknęliśmy się na stary hak - klincal (hak z lat 70-ch) - pierwszy ślad po poprzednikach jaki napotkaliśmy na tej drodze. Dzięki czemu upewniliśmy się, że jesteśmy na prawidłowym "szlaku". Tego nam było trzeba!"- czytamy na stronie HiMountain.

Oczywiście nie obyło się bez małych zawodów. "Wspinaczka na prawie 6000m po 7 godzinach wysiłku bez jedzenia i picia byłą naprawdę wyczerpująca - marzyłem tylko o półce na namiot i flaczkach, które niosłem w plecaku."- opowiadał Szymczak. Niestety. Skończyło się na marzeniach. "Odkopaliśmy w sypkim śniegu półkę wielkości 1,5 x 1m i wyrzuciliśmy te kamienie, które dało się ruszyć. Namiot przymocowaliśmy do pętli zarzuconej na skałę oraz do dziab wsadzonych do szczeliny skalnej. Do namiotu wrzuciliśmy karimatę, dwa śpiwory, palnik, jedzenie i siebie."- dodał towarzysz lidera. Niestety musieli się wycofać do bazy, żeby nabrać nieco sił.

Zadanie rozbicia obozu II spadło na duet Jacek Berbeka i Krzysztof Tarasewicz (przyjechał z Janem Szulcem 17 grudnia). Jednak wiał tak silny wiatr, że nic nie wychodziło tak, jak powinno. 22 grudnia "wyszliśmy o 7.15 z "jedynki?, pełni nadziei, że uda nam się rozbić obóz II. Cały dzień prowadził i w dużej części torował Jacek. Krzysiek był słabszy, ponieważ do wyprawy dołączył po dziesięciu dniach od jej rozpoczęcia." - czytamy w relacji Berbeka i Tarasewicza. Kiedy już zapowiadało się, że nie może być gorzej przydarzyła się przykra historia. "Luźny "kamienny telewizor? zsunął się po dłoni Krzyśka Tarasewicza. Teraz jest w miarę OK, ale w dniu wspinania zmusiło to Jacka do dodatkowej opieki nad jednoręcznym Krzyśkiem. Bazę osiągnęliśmy wieczorem i Pan Doktor miał trochę roboty z palcem"- opisuje zespół Berbek- Tarsewicz. Oni też nie podołali zadaniu i zeszli do bazy.

Na szczęście wyprawa trzeciej ekipy zakończyła się sukcesem. Zespół Jawień- Załuski- Hajzer wrócili z tarczą, a dokładnie informacją, że II obóz jest na około 6150 m n.p.m. Oczywiście nie obyło się bez małego zamieszania. Artur Hajzer nieco zagubił się w przestrzeni i został z tyłu całkowicie sam. Poszedł po niego Jacek Jawień. W połowie drogi mógł już okrzykami porozumieć się z Jackiem. "Artur!! Idę po Ciebie!!", - "Jacek!!! Weź dla mnie jumara!!!" (przyrząd do wchodzenia po linie), "OK.!!" . Jacek wkrótce dotarł do Artura. "Daj!! Wezmę Ci plecak", "O nie!! Żeby cała Polska opowiadała, że Jawień musiał Hajzerowi nosić plecak!! Nie dam!! Nic mi nie jest! Power mnie nie opuścił! Ale tam niżej na tej linie został namiot!!! Przyniesiesz??", "Na tej linie?? OK.!!" Potem już było spokojniej. Znalazło się wygodne miejsce na namiot w lodowej grocie. Poszło im na tyle sprawnie, że zdążyli jeszcze zejść na Wigilię do bazy.

Wigilia i Święta - żeby Nanga Parbat dała się pokonać tej zimy

To była prawdziwa uczta. Ale dla kilku uczestników wyprawy to już kolejna Wigilia wysoko w górach: dla Krzysztofa Wielickiego - ósma, Darka Załuskiego - szósta, Jacka Berbeki - czwarta, a dla Artura Hajzera i Jacka Jawienia - trzecia. Więc Ci himalaiści dobrze wiedzą, co zabrać ze sobą na Wigilię wysokogórską. Na stole stał: łosoś wędzony, karp w sosie pomidorowym, boczek, kaczka, rosół z uszkami, zupa borowikowa, oliwki, pomidory, szynka gotowana, murzynek z polewą, parmezan i ser wędzony oraz pieczeń indycza.

"Stół zastawiony potrawami stanął na zewnątrz przy ognisku, na chwilę tylko przenieśliśmy się do świetlicy. Tu była choinka i prezenty pod nią. Każdy dostał czapeczkę Św. Mikołaja i czekoladkę" - opowiadają nasi himalaiści. Jak łatwo się domyślić wśród życzeń świątecznych jedno powtarzali wszyscy: żeby Nanga Parbat dała się pokonać tej zimy.

Niezależnie od wszystkiego himalaiści postanowili się w końcu wykąpać. Można sobie wyobrazić jak się czuli trzy tygodnie bez prysznica. Pomimo sprzeciwu lidera Wielickiego- bo zachorować łatwo - rozbili namiot - łazienkę. "Ma spore rozmiary, ogrzewanie i dobre wyposażenie. Test wypadł pomyślnie. Wszyscy bazowicze wykąpani" - cieszą się już czyści himalaiści.

Obóz III- walka o każdy metr cały czas trwa

I to już bardzo długo. Bo w zasadzie od 27 grudnia, kiedy ekipa Wielicki- Szymczak ruszyła przecierać szlak. Okazało się, że nie tylko pogoda jest przeszkodą w zakładaniu obozu III.

"Pewnym jest, że potrzebujemy więcej lin. W ścianie jest już 3500 metrów - wszystkie nasze zapasy i 500 metrów dokupionych parę dni temu. Musimy mieć więcej. Na szczęście zewsząd płyną oferty pomocy i wsparcia. Miejscowy pasterz Rahim ma 400 metrów Smile Pewnie tych, które sam ściągnął po wyprawie rumuńskiej. Obok, na lodowcu Bazin swoją bazę treningową z wojskowymi adeptami wspinaczki urządził nasz dobry znajomy, szef Army High Altitude School - pułkownik Cornel Wally. On też zaoferował liny"- czytamy na stronie HiMountain. Zresztą naszym himalaistom przyszedł z pomocą znany włoski wspinacz Simone Moro, który jako jeden z niewielu nie- Polaków chce się wspinać tej zimy na Broad Peak albo K2. Bowiem Moro przywiózł naszym himalaistom kolejne 800 metrów liny.

Mimo to warunki na górze były tak złe, że wszyscy zeszli do bazy. Na szczęście nasi wspinacze nie poddali się i ustalili nowy plan gry - jak zdobyć Nanga Parbat. Zaakceptowany przez całą ekipę niemal od razu został wcielony w życie. Po drodze dokonano inwentaryzacji sprzętu i okazało się, że oprócz gazu, tlenu czy żywności w bagażach są... drewniane klocki lego. "Szybko znalazł się też właściciel - to doktor Robert je tu doniósł! Jak zeznał w celu dokonania testów psychofizycznych :-0 !!!" - czytamy w relacji z wyprawy.

W tej chwili walkę o III obóz prowadzi zespół Wielicki - Berbeka - Tarsewicz - Szulc. Pogoda się nieco poprawiła, więc pomimo że lider ma pewne wątpliwości, być może obóz III jest bliżej niż dalej. W co wierzy dwójka wspinaczy Przemysław Łoziński oraz nadworny lekarz, czyli Robert Szymczak. "Zostało jeszcze około 1500 m Nangi do załojenia, Czas Młodych Trójmiejskich Wilków dopiero się zaczął !!!"


Źródło: Dziennik - Marta Buler/Hi Mountain



libero Banned
Liczba postów:879
10-01-2007, 11:27 #85
23-latka dotkliwie pobiła i okradła 29-latka

23-letnią mieszkankę Głogowa aresztował tamtejszy sąd pod zarzutem rozboju na 29-letnim mężczyźnie. Kobieta napadła na niego, dotkliwie pobiła i okradła - poinformował rzecznik głogowskiej policji Romuald Szyszka.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu w Głogowie. Na policję zgłosił się pobity i okradziony 29-latek. Według jego relacji, nocą na jednej z ulic, nieznana mu kobieta rzuciła się na niego, przewróciła go na ziemię i pobiła. Napastniczka m.in. kopała go po głowie i twarzy. Potem przeszukała mu kieszenie zabierając znalezione w nich: pieniądze, dokumenty oraz telefon komórkowy.

- Mężczyzna, po ataku kobiety wymagał pomocy medycznej - powiedział Szyszka.

Funkcjonariusze z sekcji kryminalnej głogowskiej komendy, dysponując m.in. rysopisem sprawczyni, zatrzymali 23-letnią mieszkankę Głogowa. Sąd rejonowy aresztował ją. Za rozbój kobiecie grozi od dwóch do 12 lat pozbawienia wolności.


<gazeta.pl>



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
10-01-2007, 19:51 #86
Historia buddyjskiego mnicha jest lepsza. BO ateiści mówią że z zaświatów nie ma powrotu...

==

<http://www.se.com.pl/se/index.jsp?place=subLead&news_cat_id=41&news_id=134625&scroll_article_id=134625&scroll_gallery_aid=134625&layout=1&page=text&list_position=1>



Geopijatyk-Fan Oderki
Liczba postów:706 Reputacja: 400
10-01-2007, 20:09 #87
Blady Niko Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Historia buddyjskiego mnicha jest lepsza. BO
> ateiści mówią że z zaświatów nie ma
> powrotu...

Pozwolę sobie zauważyć, że buddyzm jest religią ateistyczną, a więc buddyści to też ateiści.






Za treść postów mojego męża nie odpowiadam.

Barbara M.M.

Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
11-01-2007, 10:22 #88
Z kroniki towarzyskiej.

==

Natalia Siwiec o byłym narzeczonym

"Nie mam czego żałować" - mówił niedawno w wywiadzie dla "Faktu" o rozstaniu z modelką Natalią Siwiec reprezentant Polski w piłce nożnej Damian Gorawski. "Pewnie że tak, skoro interesował go tylko mój wygląd" - odpowiada jego była dziewczyna.

Jedna z najpopularniejszych polskich modelek zapewnia, że dwa lata temu nie związała się z powoływanym od czasu do czasu do kadry zawodnikiem z chęci wypromowania samej siebie.

- Nigdy nie traktowałam Damiana Gorawskiego jak piłkarza, dzięki któremu mogę zrobić karierę. Nigdy nie pomógł mi zawodowo. Związek z nim raczej komplikował mi pracę. Jednak pozowanie do zdjęć jest moją pasją, a przy tym gwarantuje mi niezależność finansową, więc robiłam wszystko, by te rzeczy pogodzić - mówi modelka.

Piękna Natalia jest rozczarowana zachowaniem zawodnika rosyjskiego FK Moskwa. W rozmowie z "Faktem" piłkarz przyznał, że swoją byłą dziewczynę traktuje obecnie, jak obcą osobę i nie chce mieć z nią nic wspólnego.

- Dopiero z "Faktu" dowiedziałam się, że Damian już dawno mnie nie kochał. Przez cały ten czas to on mnie oszukiwał. Ja od dłuższego czasu nie karmiłam go pięknymi słówkami. Widziałam, że jest źle, brakowało między nami ciepła i miłości. Skończyłam to i cieszę się z ucieczki od kłamstwa - przekonuje Natalia.

- Przestałam też wierzyć, by Damian kiedykolwiek mnie kochał. Gdyby tak było, nie wygłaszałby takich oszczerstw na łamach prasy. Był ze mną tylko dla tego, że dobrze wyglądam i mógł się mną chwalić. A dla niego to są priorytety. Teraz wiem także, że kilka razy mnie zdradził - dodaje.

To boli Natalię, tym bardziej że "Gora" to właśnie jej zarzucał spotykanie się z innym mężczyzną.

- Mój ówczesny rzekomy romans z Mariuszem Raduszewskim to totalna bzdura! Od 4 lat byliśmy bardzo dobrymi znajomymi, ale utrzymywaliśmy towarzyskie kontakty. Dopiero kiedy rozstałam się z Gorawskim, między mną i Mariuszem zaczęło się coś tworzyć. Teraz mogę mówić o prawdziwym szczęściu i spełnionej miłości. Mam kogoś, kto widzi we mnie coś więcej niż tylko urodę. Jest najlepszym przyjacielem, partnerem i kochankiem - mówi Natalia.

Od niedawna Gorawski też ma nową dziewczynę, również modelkę Kasię Kraszewską.

- To moja przyjaciółka, a raczej osoba, która za taką się podawała. Jeszcze niedawno w takiej formie dzwoniłyśmy do siebie, powierzając sobie różne sekrety. Teraz okazuje się, że ona robiła to tylko w jednym celu - żali się Natalia.

Damian Gorawski zarzucał swojej poprzedniej narzeczonej, że chciała zrobić karierę na jego sławie. Tymczasem jego nowa miłość Kasia Kraszewska próbuje promować się właśnie w taki sposób. Po raz pierwszy zrobiło się o niej głośno, kiedy zaczęła pokazywać się w towarzystwie dziennikarza i prezentera telewizyjnego Mateusza Borka. Gdy Borek jej się znudził, zawróciła w głowie bokserowi Przemysławowi Salecie, ale zostawiła go, kiedy tylko zorientowała się, że jest on bez grosza. Teraz wybrała towarzystwo piłkarza, który zarabia w Rosji pół miliona dolarów rocznie, ale wierzy, że kochałaby go nawet gdyby był górnikiem lub hutnikiem...

Oto pełne oświadczenie Natalii Siwiec (zachowano oryginalną pisownię):

Przede wszystkim Gorawskiego nigdy nie traktowałam jako piłkarza dzięki, któremu mogę zrobić karierę i to totalne bzdury, że kiedykolwiek pomógł mi zawodowo. Jeśli chodzi o moją pracę to związek z nim tylko komplikował i ograniczał mnie czasowo jednak praca w charakterze fotomodelki to w szczególności moja pasja która gwarantuje mi niezalezność finansową i robiłam wszystko żeby te rzeczy pogodzić, a do tego dochodziły jeszcze studia...

Zostawiłam go i jak się okazuje zrobiłam bardzo dobrze, dopiero z Faktu dowiedziałam się, że Damian już dawno mnie nie kochał i przez cały ten czas to on mnie oszukiwał. Cieszę się, że uciekłam od tego kłamstwa. Ja jego od dłuższego czasu nie karmiłam pięknymi słowami. Widzialam, że jest źle, nie ma ciepła i miłosci i to skończyłam... Nie wierzę też, by kiedykolwiek mnie kochał, ponieważ osoba, która kochała nie wygaduje takich oszczerstw na łamach prasy. Poza tym wszyscy dobrze wiedzą dlaczego Damian był ze mną. Dlatego. że dobrze wyglądam i mógł się mną chwalić, a dla niego to sa priorytety!!! Teraz wiem także, że zdradził mnie parę razy.

Co do mojego rzekomego romansu to totalna bzdura!!!! Z Mariuszem Raduszewskim od 4 lat byliśmy bardzo dobrymi znajomymi i utrzymywaliśmy kontakty towarzyskie. Dopiero w momencie kiedy zakończył się mój związek z Gorawskim zaczeło się tworzyć coś między mną i Mariuszem (który mimo, że był w tym czasie żonaty, to nie mieszkał już z żoną ponad pół roku). Teraz mogę mówić o prawdziwym szczęściu i spełnionej miłości. Mam kogoś, kto jest najlepszym przyjacielem, partnerem i kochankiem... Jest to osoba, która widzi we mnie nie tylko urodę. Spędzamy ze soba prawie każdy dzień od momentu kiedy jestesmy parą. Dziś już wiem, że życie w związku, ale każde daleko od siebie, zabija wszystko.

Dzięki tej sytuacji zobaczyliśmy ilu mamy wokół siebie prawdziwych i fałszywych przyjaciół. I mimo, że ludzka zawiść nie raz próbowała nas rozłaczyć my trzymamy się razem. Już nie raz udowodniliśmy sobie jak bardzo się kochamy i potrzebujemy.

Niedawno dowiedziałam się, że Gora spotyka się z moją przyjaciółką, a przynajmniej osobą która za taką się podawała jeszcze do końca roku i w takiej formie dzwoniłyśmy do siebie i powierzałyśmy sobie różne sekrety. A ona robila to w jednym celu. Dziś wiem, że nikomu nie można ufać.

Źródło: Dziennik - Krzysztof Jordan



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
12-01-2007, 00:15 #89
Ciąże w małopolskich szkołach policzone. 861 uczennic z Małopolski zaszło w ciągu ostatnich dwóch lat w ciążę.

Źródło: gazeta.pl - Olga Szpunar



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
12-01-2007, 00:54 #90
Skandal w FIFA: Mecz RFN - Austria na Mundialu 1982 był ustawiony.

Mecz podczas mistrzostw świata w 1982 roku pomiędzy RFN i Austrią był ustawiony. Piłkarze z Niemiec wygrali 1:0, bo dogadali się z rywalami. Taki wynik dawał obu reprezentacjom awans do 1/8 finału kosztem Algierii. Po tym spotkaniu Algierczycy złożyli protest do FIFA. Napisali o "niesportowej i niemoralnej postawie piłkarzy obu drużyn". Ale oczywiście nic to nie pomogło. Natychmiast pojawiły się komentarze, że coś było nie tak. Gazety pisały o "antyfutbolu", ale nikomu nic nie udowodniono.

A wyglądało to tak. Horst Hrubesch już w 10. minucie strzelił gola dla Niemiec. A potem - w "dziwny" sposób - żadna z drużyn nie angażowała się w grę i więcej bramek nie było. Ówczesny trener Niemców, Jupp Derwall udawał Greka. "Pytanie o to, czy wynik meczu został wcześniej uzgodniony, traktuję jako obrazę. Przez kontuzje nie mieliśmy szans zdobyć bramki, natomiast gole strzelone przez przeciwników mogły nas wyeliminować z turnieju" - powiedział po meczu trener.

Ale po latach prawda wychodzi na światło dzienne. Mecz był ustawiony. Dziś przyznają się do tego austriaccy piłkarze. "Tego nie trzeba było specjalnie uzgadniać. Prawie wszyscy na boisku, może z wyjątkiem Hansa-Petera Briegela i mojego rodaka Waltera Schachnera, wiedzieli o co chodzi" - opowiada ówczesny obrońca austriacki Bernd Krauss.

Sam Schachner jest zdziwiony, że nikt go nie wtajemniczył. "Sprawę uzgodniono z kilkoma czołowymi zawodnikami w przerwie meczu. Ja o niczym nie wiedziałem. O wszystkim dowiedziałem się później, kiedy usiłowałem uzyskać odpowiedź od trenera dlaczego nie otrzymywałem podań" - powiedział Walter Schachner, aktualnie trener TSV 1860 Monachium.

Na turnieju w Hiszpanii Niemcy zajęli drugie miejsce. W finale przegrali z Włochami 1:3.


Źródło: Dziennik - Łukasz Zaranek



libero Banned
Liczba postów:879
12-01-2007, 13:08 #91
Sportowcy lubią łóżkowe igraszki

"Bardzo lubię uprawiać seks przed zawodami, to bardzo relaksuje w trakcie meczu" - zdradza dziennikowi.pl jeden z najlepszych polskich koszykarzy, rozgrywający Łukasz Koszarek. "Jeżeli ktoś nie korzysta z tego naturalnego dopingu, wówczas jest spięty i gorzej mu idzie. Spółkowanie naprawdę potrafi zdziałać cuda. Wpływa nie tylko na umysł, ale i na ciało. Informacje o tym, że poprzedniej nocy było dobrze, w jakiś sposób przechodzą do mięśni. I całe ciało może potem więcej znieść w trakcie meczu. Wiem to po sobie" - dodaje Koszarek, od niedawna szczęśliwy narzeczony.

Profesor Lew-Starowicz uważa, że takie podejście jest nawet zalecane. "W zasadzie lekarze nie zalecają wstrzemięźliwości. Na większość sportowców celibat wcale nie działa korzystnie" - mówi seksuolog.

Legendarny koszykarz, nieżyjący już Wilt Chamberlain, postępował w myśl tej zasady, tylko że on najbardziej chciał bić rekordy. Na boisku nikt mu nie dorównywał. To jedyny koszykarz, który zdobył 100 punktów w jednym meczu. Podobno także nie miał sobie równych, jeżeli chodzi o ilość kochanek. Chamberalin chwalił się, że przez jego łóżko przewinęło się około... 20 tysięcy kobiet.

Przykładów w świecie sportu jest dużo więcej. Może nie na taką skalę, ale też interesujących. Kiedy piłkarska reprezentacja Brazylii zdobyła mistrzostwo świata w 1970 roku, trener Mario Zagallo regularnie jeździł z drużyną po... agencjach towarzyskich. Zadowolenie piłkarzy przełożyło się potem na ich grę. Mistrzostwo zdobyli w cuglach. W finale rozbili reprezentację Włoch 4:1.

Najlepszy obecnie piłkarz świata, Ronaldinho, też lubi spędzać czas na baraszkowaniu. Przed mistrzostwami świata w 2002 roku pewna Angielka opowiedziała gazecie, jak to Brazylijczyk ją poderwał i w trakcie upojnej nocy potrafił spółkować aż siedem razy.

Łukasz Koszarek nie chwali się takimi "popisami", bo jest skromnym człowiekiem. Ale też lubi spędzać upojne noce. "Ciężko jest tylko, jak jedziemy z drużyną na obozy. Wtedy trzeba się obejść bez kobiety. Nawet nie chodzi o seks, ale o bliskość drugiej osoby. Jak jesteśmy z kolegami z drużyny, to najczęściej rozmawiamy o seksie" - mówi polski koszykarz.


<Dziennik>




Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
14-01-2007, 23:01 #92
Niedawno "Dziennik Łódzki opisywał sprawę, w której jakaś babcia w dwa dni straciła w majestacie prawa mieszkanie. Mieszkała we własnościowym mieszkaniu spółdzielczym z córką, zięciem i wnuczką. Córka z zięciem zginęli w wypadku samochodowym, a jadąca z nimi razem wnuczka została ciężko ranna i zmarła w dwa dni później. Otóż gdyby nieszczęsna wnuczka zginęła razem z rodzicami, to starsza pani odziedziczyła by mieszkanie po córce. Ale skoro wnuczka zmarła w dwa dni później, to ona była pierwotnym spadkobiercą, natomiast jak napisał Dziennik Łódzki według polskiego prawa dziadkowie nie dziedziczą po wnukach. Tak więc mieszkanie z całą zawartoscią przeszło na własność skarbu państwa, i jedyne możliwe postępowanie miało polegać na zlicytowaniu na wolnym rynku mieszkania, bez żadnego faworyzowania dotychczasowej mieszkanki.

Hm. Jak to jest możliwe, żeby w dwa dni, tak sprawnie kobitę pozbawić wszystkiego.




SaNtO
Liczba postów:18,134 Reputacja: 8,735
16-01-2007, 18:19 #93
a czytaliście dzisiaj w fakcie może artykuł o jakimś plicjancie który został komendtantem gdzieś i mówił że wzozuje się na błaszczykowskim ?Big GrinBig Grin

a dobra przepisze wam i tak mi się nudzi

CHCĘ SOBIE RADZIĆ JAK BŁASZCZYKOWSKI

Mł.insp. Tadeusz Budzik(45l.) nowy szef małopolskiej policji, chce być skuteczny jak jego krajan, piłkarz Jakub Błaszczykowski.

Obaj pochodzą z Częstochowy i obaj przybyli do Krakowa, by zrobić karierę i walczyć o swoją pozycję. Wczoraj Tadeusz Budzik przejął oficjalnie obowiązki szefa małopolskich gliniarzy. Mimo obaw chce twardo wziać się za bandytów(w domyśle pewnie chodziło o nas Tongue-[przyp.]santo)Czy będzie taki szybki i skuteczny jak Jakub Błaszczykowski z Wisły Kraków?

To się okaże, ale wszystko wskazuje na to, że nowy komendant bedzie prawdziwym szeryfem. Znany z doskonałej pracy w częstochowskim CBŚ'u poznał, co to drybling wśród cwanych przeciwników. Był tak skuteczny, że przejął koszulkę kapitana drużyny wszystkich śląskich agentów CBŚ. Na razie nowy komendant chce jak najszybciej zająć się robotą i wspomina swojego krajana. - Mam obawy, ale radzić sobie chcę tak jak Jakub Błaszczykowski!-powiedział świeżo upieczony szef policjantów. Panie komendancie, życzymy sukcesów w walce z przestępczością w Małopolsce.

ale jaja Big GrinBig GrinBig GrinBig GrinBig Grin:Big GrinBig GrinBig GrinBig GrinBig GrinBig Grin



Gość Gość
 
18-01-2007, 12:13 #94
Rewolucja w przepisach budowlanych. Żeby postawić własny dom, nie trzeba będzie czekać miesiącami na zgodę urzędników - zapowiada Ministerstwo Budownictwa.

O tym, że szykują się rewolucyjne zmiany w przepisach, pisaliśmy przed miesiącem. Obecnie znamy już więcej szczegółów, bo resort ogłosił właśnie na swojej stronie internetowej założenia do projektu nowego prawa budowlanego. "Uprzejmie zapraszam do szerokiego udziału w tej konsultacji" - zachęca minister budownictwa Andrzej Aumiller.

Potwierdziło się m.in. to, że na budowę domu jednorodzinnego niepotrzebne będzie pozwolenie! Wystarczyłoby samo zgłoszenie do starostwa powiatowego z dołączonym projektem domu. Urzędnicy w starostwie mieliby jedynie sprawdzić, czy projekt spełnia wymogi planu zagospodarowania, np. dotyczące linii zabudowy i gabarytów budynku. Zachowane musiałyby być także odległości od działek sąsiadów. Brak reakcji urzędników przez miesiąc oznaczałby zgodę na rozpoczęcie budowy.

"To bardzo dobry pomysł. Wreszcie skończy się to wszechwładne łapówkarstwo" - skomentował jeden z naszych czytelników na forum Gazeta.pl. "Jedyna korzyść to mniej łażenia po urzędach i czekania na decyzje" - napisał inny. Odezwał się także czytelnik z Kanady: "Propozycje ministerstwa nie są wcale nowe. U nas procedura uzyskania zgody na budowę domu jednorodzinnego jest prosta. Wystarczy mieć projekt, który spełnia wymagania określone dla dzielnicy, w której działka jest zlokalizowana, i to wszystko. Projekt złożony w urzędzie miejskim podlega zatwierdzeniu automatycznie, jeśli jego realizacja nie zawiera odstępstw od obowiązujących norm".

I właśnie o to chodzi autorom założeń. - Radykalnie zmniejszymy zakres ingerencji administracji - deklaruje wiceminister budownictwa Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa. - Popieramy ten kierunek myślenia. Państwo powinno interweniować tylko wtedy, gdy ktoś łamie przepisy - chwali szef Prezydium Konferencji Inwestorów Ryszard Kowalski.

Najpewniej każdy, kto buduje dom, potwierdzi, że najwięcej mitręgi wymaga uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy. Nasz czytelnik z Warszawy "walczył" o nią przeszło siedem miesięcy! Dzieje się tak dlatego, że w mało której gminie są uchwalone plany zagospodarowania przestrzennego, które mówią, co i gdzie można zbudować. Ale nawet jeśli taki plan jest, to i tak trzeba uzyskać pozwolenie na budowę. Czeka się na nie zwykle miesiąc.

Czy jeśli w gminie nie będzie planu zagospodarowania przestrzennego, to decyzja o warunkach zabudowy, a potem pozwolenie na budowę domu jednorodzinnego, nadal będzie wymagane? Okazuje się, że nie, bo resort proponuje rozwiązanie awaryjne, tzw. normatyw urbanistyczny dla terenów nieobjętych planami. Ale szczegółów na razie brak. Tę kwestię ma określić przygotowywana równocześnie nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Minister Janiszewska-Kuropatwa zapewnia jednak, że planów będzie szybko przybywać. W dodatku resort zaproponuje ich uproszczoną formę, zwaną przepisami urbanistyczno-architektonicznymi (gminy miałyby je uchwalać na terenach zabudowanych). Określą one m.in. dopuszczalną wysokość budynków, geometrię dachu i udział powierzchni zabudowanej w stosunku do powierzchni działki.

Żeby zapobiec nielegalnym przeróbkom, budowy miałaby być kontrolowane (prawdopodobnie na koszt inwestora). Z naszych informacji wynika, że resort rozważa dwie takie kontrole. Pierwsza, już po zamknięciu stanu zerowego, czyli wylaniu fundamentów. Chodzi o to, by od razu było wiadomo, czy budynek został prawidłowo posadowiony. Ta sprawa (zachowanie odpowiednich odległości) jest najczęstszą przyczyną sporów sąsiedzkich.

Dodajmy, że sąsiedzi byliby jedynie informowani o planowanej inwestycji. Zaskarżać nie mieliby czego, więc przed samowolą inwestora mogliby się bronić w sądzie (nie blokowałoby to budowy, chyba że sąd nakazałby wstrzymanie robót) lub donosząc do nadzoru budowlanego. Wykryte przez inspektorów odstępstwa od projektu (np. okno w miejscu, w którym nie ma prawa go być) będą - podobnie jak i dziś - karane grzywną (może ona wynieść nawet kilka tysięcy złotych).

Ale uwaga! Obowiązywać miałaby zasada "żółtej kartki" - za pierwszym razem inwestor musiałby doprowadzić budynek do stanu zgodnego z projektem bez konsekwencji w postaci zatrzymania budowy i grzywny.

Druga kontrola odbyłaby się po zakończeniu budowy. Janiszewska-Kuropatwa nie wyklucza jednak, że w przypadku prostych domów takie kontrole nie zawsze będą potrzebne.

Takie kontrole wykonywały licencjonowane prywatne firmy. Resort proponuje, by w okresie przejściowym (trzech lat) prawo miałoby umożliwiać inwestorowi zlecanie tego typu zadania dowolnym fachowcom ze stosownymi uprawnieniami bądź nadzorowi budowlanemu. Uwaga! Kontroler będzie się musiał ubezpieczyć od odpowiedzialności cywilnej (jak dom będzie spartaczony, zapłaci odszkodowanie).

Ministerstwo proponuje też, aby w razie śmierci inwestora lub sprzedaży rozpoczętej budowy, ten kto ją przejmie, jedynie informował o tym fakcie starostwo. Obecne prawo wymaga decyzji przepisania pozwolenia na budowę, co w tym pierwszym przypadku wymaga przeprowadzenia postępowania spadkowego.

Kiedy te pomysły wejdą w życie? Projekt ma trafić do Sejmu w czerwcu. Ustawa zacznie więc obowiązywać nie wcześniej niż w 2008 r.



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
19-01-2007, 08:33 #95
Romek Kosecki w akcji.

==

Posłowie PO nocą dobijali się do posłanki

Posłowie PO Roman Kosecki i Andrzej Biernat w środku nocy dobijali się do sejmowego pokoju Sandry Lewandowskiej z Samoobrony. Posłanka domaga się przeprosin na piśmie. Kosecki poczuwa się do winy, Biernat nie.

Poseł Roman Kosecki kupił już Sandrze Lewandowskiej kwiaty i bombonierkę oraz wysłał SMS-a. Ale jego partyjny kolega - Andrzej Biernat - do niczego się nie przyznaje.

Godzina trzecia nad ranem. Noc po wyborze Sławomira Skrzypka na prezesa NBP. Kosecki i Biernat idą korytarzem hotelu poselskiego. Zatrzymują się pod pokojem Sandry Lewandowskiej, najatrakcyjniejszej posłanki obecnej kadencji.

[Obrazek: Poslanka_domaga_sie_fot_1423222.jpg]

"Obudziło mnie głośne walenie pięściami w drzwi. Podeszłam więc i spytałam: kto tam?. Roman się przedstawił i chciał zaprosić mnie na drinka, ale odmówiłam. Razem z nim był Andrzej Biernat. Musieli wracać z jakiegoś pijaństwa" - opowiada Lewandowska.

Kosecki przyznaje, że obudził posłankę Samoobrony, ale niechcący.

"Może faktycznie zachowywaliśmy się trochę za głośno i ją obudziliśmy, ale to wszystko. Teraz mam nauczkę, że w Sejmie trzeba się zachowywać cichutko jak myszka, żeby innym nie przeszkadzać" - mówi zawstydzony. Pytamy, czy pukał do Lewandowskiej. "Sam już nie wiem. Może i oparłem się o drzwi czy futrynę" - zastanawia się.

Co w tym czasie robił Biernat? "Ja już wtedy byłem na zakręcie i na pewno do nikogo się nie dobijałem. Roman na chwilę zatrzymał się pod jej drzwiami, coś tam zażartował, uśmiechnął się i poszedł dalej" - twierdzi.

Lewandowska obstaje jednak przy swoim. "We dwóch uderzali w moje drzwi pięściami" - przekonuje. Mówi, że Kosecki z Biernatem już nie pierwszy raz dobijali się do jej pokoju. "Identyczne zajście miało miejsce rok temu. Wtedy przymknęłam na to oko. Pomyślałam, że chłopcy są jeszcze nieokrzesani, bo to początek kadencji. Myślałam, że z czasem nabiorą ogłady" - denerwuje się.

O sprawie wie kierownictwo PO. Posłanka Samoobrony poprosiła o interwencję szefa klubu PO Bogdana Zdrojewskiego. Chciała, by wyegzekwował od Koseckiego i Biernata pisemne przeprosiny. "Kosecki przysłał mi SMS-a, kilka dni temu przyszedł do mnie z kwiatami i bombonierką. Myślałam, że ma pismo i chce się pogodzić jak kulturalny biały człowiek. Kazałam mu zabierać te czekoladki i powiedziałam, że czekam na pisemne przeprosiny" - opowiada.

Pismo z przeprosinami musiał sporządzić sam Zdrojewski. W rozmowie z DZIENNIKIEM stwierdził, że sprawa jest zamknięta. "Z tego, co wiem, Kosecki przeprosił panią poseł" - mówi. Przepraszać nie ma za to zamiaru Biernat. "Nie ma takiej potrzeby" - ucina. " On zwala całą winę na biednego Koseckiego, a przecież jest tam samo winny" - dodaje Lewandowska.

Kosecki do tej pory cieszył się wśród innych posłów nieposzlakowaną opinią. "Znam go jako bardzo grzecznego i kulturalnego człowieka" - mówi poseł PO Sławomir Nitras. Kosecki to były piłkarz reprezentacji Polski. Jest nie tylko posłem, ale także społecznikiem: prowadzi darmowe szkółki piłkarskie dla dzieci.

Źródło: Dziennik - Michał Krzymowski



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
21-01-2007, 17:23 #96
Od 20 do 25 tys. osób zgromadziło się w niedzielę pod Wielką Krokwią, mając nadzieję na rozpoczęcie zawodów PŚ w skokach narciarskich - wynika z szacunków zakopiańskiej policji. Według organizatorów imprezy, w niedzielę elektroniczne czytniki przy bramkach prowadzących na stadion zarejestrowały ok. 13 tys. wejść z biletami. Jednak według policji, na stadionie było znacznie więcej kibiców.

W momencie odwołania zawodów policja wzmocniła siły w centrum miasta. Obawia się, że niezadowoleni kibice mogą wszczynać ekscesy na Krupówkach i przyległych ulicach.

Źródło: PAP



Blady Niko
Liczba postów:7,248 Reputacja: 200
21-01-2007, 17:44 #97
Przodująca niemiecka technika

Hauptbahnhof w Berlinie został dziś ewakuowany i zamknięty w związku z ostrzeżeniem przed wichurą - poinformowała rzeczniczka niemieckiej kolei.

W nocy z czwartku na piątek dworzec ten - oddany zaledwie przed ośmioma miesiącami - również ewakuowano i zamknięto z powodu huraganu Kyrill. Wówczas silny podmuch wiatru wyrwał ze szklanej konstrukcji fasady budynku jeden z betonowych filarów, inne obluzował. Ważący dwie tony element spadł na znajdujące się 40 metrów niżej schody.

Źródło informacji: PAP



Geopijatyk-Fan Oderki
Liczba postów:706 Reputacja: 400
21-01-2007, 21:40 #98
Ja się zastanawiam, czy nie ma zamkniętych z trzech stron dolinek w górach, gdzie można by zbudować skocznię. Poza tym czy nie można by zrobić skoczni, ktora by miała zeskok w jakiejś dziurze, wyrobisku etc. Przecież są wielkie dziury w ziemi, np piaskownice, wyrobiska, zapadliska etc. Jakbyście widzieli jak wygląda największa odkrywkowa kopalnia miedzi w Bingham Canyon w Utah, to by wam gały wyszły z oczu. Mamuta w niej zbudować takiego jak w Planicy lub Harrachovie to piquś. Zmieściłby się podwójny mamut. Zeskok by się znajdował poniżej poziomu Ziemi, gdzie nie sięgalby wiatr. Ludzie staliby na krawędzi takiego wyrobiska i patrzeli jak zawodnik znika w dole.



Za treść postów mojego męża nie odpowiadam.

Barbara M.M.

.Pokuś
Liczba postów:21 Reputacja: 0
21-01-2007, 21:56 #99
faktycznie robi wrażenie
[Obrazek: bing9.jpg]
[Obrazek: bingham_canyon_copper_mine_1.jpg]

zawsze mnie rozbrajały te CENŻARÓWY
[Obrazek: MVC-112F_BinghamCanyonMine.JPG]






.-.. .- ...- .. -.. .- . ... ... ..- . -. ---

tytus, romek. i a'tomek
Liczba postów:983 Reputacja: 0
21-01-2007, 23:58 #100
ja w temacie reklam, z 3 strony niniejszego tematu

ostatnio dużo siedzę nad papierami i "chodzi" mi tv,
i się czasem coś rzuci w oczy

mam jedną reklamę która się podoba
i jedną która wk..wia

podoba się radio eska
jak laska, nie jakaś super odlot, ale ładna kręcone ogniste włosy
naśladuje głos różnych piosenkarek
pomysł może nie najnowszy, ale ciekawy i nie wyeksploatowany

co mnie wk...
to reklama Okocimia Mocne z tymi orłami
porażka normalnie w styczniu reklamę puszczać z klimatami letnimi
poza tym te orzełki bynajmniej nie zachęcają do pifka

... ale znam coś nie coś marketing z Bokserskiej i nie dziwią
pierdolnięte reklamy Okocimia i Carlberga
to raczej jakieś constans w tym szalonym świecie gdzie wszystko płynie








Skocz do: