Witaj! Logowanie Rejestracja
Dalsze losy naszych byłych sportowców, trenerów, smakowite historyjki itp..



leszeczek
Liczba postów:14,945 Reputacja: 11,457
16-03-2020, 10:12 #6,521
(15-03-2020, 22:38)SaNtO napisał(a):  Dwie brameczki Javiego w finale i mistrzostwo Indii

Jak nic czeka go powołanie do reprezentacji Hiszpanii.

Dla niego i Olivy, oczywiście.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2020, 10:16 przez leszeczek.



"dopóki nie było internetu, nie zdawałem sobie sprawy z tego ilu na świecie jest idiotów" S.Lem

Od pewnego czasu pojawiam się rzadko i nie reaguję na zaczepki. Ot taka zmiana.


hank
Liczba postów:13,701 Reputacja: 23,159
16-03-2020, 10:30 #6,522
A Airam to od sieroty ? Wink



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

ancymon
Liczba postów:884 Reputacja: 1,232
16-03-2020, 10:30 #6,523
liga indyjska to taki poziom polskiej 4 ligi czy niżej? bez złośliwości, kiedyś oglądałem program o emerytowanych piłkarzach z europy i ameryki pd grających w tamtej lidze. pełne trybuny ale poziom dramatyczny. Pamiętam taki mecz sprzed powiedzmy 10 lat, reprezentacja Indii grała z old bojami Milanu, i było coś około 7-1 do przerwy dla starszych panów..



Diabel
Liczba postów:6,678 Reputacja: 6,864
16-03-2020, 19:14 #6,524
u nich pilka nozna ma taki prestiz i zainteresowanie jak u nas krykiet Smile



= sietniok na Madagaskar, won z Cracovii!! ===
To My

Bruno
Liczba postów:1,424 Reputacja: 1,449
17-03-2020, 17:04 #6,525
(16-03-2020, 10:30)ancymon napisał(a):  liga indyjska to taki poziom polskiej 4 ligi czy niżej? bez złośliwości, kiedyś oglądałem program o emerytowanych piłkarzach z europy i ameryki pd grających w tamtej lidze. pełne trybuny ale poziom dramatyczny. Pamiętam taki mecz sprzed powiedzmy 10 lat, reprezentacja Indii grała z old bojami Milanu, i było coś około 7-1 do przerwy dla starszych panów..
Piszesz pewnie o tzw.Indian Premier League,utworzonej wzorem zawodowej ligi krykieta w której grały między sobą drużyny z 6 największych indyjskich miast/prowincji.Co ciekawe,zapraszali do udziału w ośmio -tygodniowym turnieju największe gwiazdy,m.in.F.Cannavaro,R.Pires,H.Crespo,F.Morientes,J-J Okocha,R.Fowler.W jednej drużynie mogło grać 4 obcokrajowców i obowiązkowo 6 hindusów poniżej 21 roku życia.Jak widać,po latach,zapraszane gwiazdy nieco się zdewaluowały.



..Musha rain dum a doo dum a da ..whiskey in the jar-oo !

kapalin
Liczba postów:287 Reputacja: 394
17-03-2020, 17:30 #6,526
(17-03-2020, 17:04)Bruno napisał(a):  Piszesz pewnie o tzw.Indian Premier League,utworzonej wzorem zawodowej ligi krykieta w której grały między sobą drużyny z 6 największych indyjskich miast/prowincji.Co ciekawe,zapraszali do udziału w ośmio -tygodniowym turnieju największe gwiazdy,m.in.F.Cannavaro,R.Pires,H.Crespo,F.Morientes,J-J Okocha,R.Fowler.W jednej drużynie mogło grać 4 obcokrajowców i obowiązkowo 6 hindusów poniżej 21 roku życia.Jak widać,po latach,zapraszane gwiazdy nieco się zdewaluowały.
Oni tam mają jeszcze Super League. Szczerze, to nawet nie wiem, w której gra Javi. Moja cała wiedza o hinduskiej lidze (tej SL) sprowadza się do tego, że mieli  - w meczach ligowych - dość wysoki procent remisów do przerwy.



kaleb
Liczba postów:5,438 Reputacja: 3,281
20-03-2020, 13:00 #6,527
Media o planach Kapustki:

- Nie ukrywam, że po tym sezonie w lecie muszę odejść z Leicester, muszę odejść z Anglii i jestem do tego przekonany. Bardzo chciałbym coś zmienić, zacząć nową przygodę i myślę, że jestem przygotowany na taki krok. Trzeba wrócić na dobre tory. Może Ekstraklasa? Sam nie wiem. Nawet jeślibym wiedział, to nie powiedziałbym tego, bo sytuacja na świecie jest tak dynamiczna, że nie zmienia się nawet z miesiąca na miesiąc, co bardziej z tygodnia na tydzień - oświadczył Kapustka w rozmowie z radiem "Weszło".



jarkos_
Liczba postów:646 Reputacja: 754
27-03-2020, 15:21 #6,528
Dzisiaj Robert Podoliński w Hejt Parku na Kanale Sportowym (na youtubie). Kto nie zna formuły programu - można dzwonić i zadawać pytania ludziom w studio (ciężko się ponoć dodzwonić).



SaNtO
Liczba postów:18,164 Reputacja: 8,649
27-03-2020, 20:50 #6,529
Oliva na Instra trenuje w naszej koszulce. Szkoda tego Piłkarza

Oliva > Rafa



sterby
Liczba postów:8,815 Reputacja: 12,831
28-03-2020, 08:22 #6,530
Dalsze losy naszych byłych i obecnych są mocno niepewne.



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

kaleb
Liczba postów:5,438 Reputacja: 3,281
28-03-2020, 11:35 #6,531
(27-03-2020, 20:50)SaNtO napisał(a):  Oliva na Instra trenuje w naszej koszulce. Szkoda tego Piłkarza

Oliva > Rafa

Jak znalazłeś takie zdjęcia, to wrzuć ku pokrzepieniu serc pasiastej braci. W taki czas to miły przerywnik w dość przygnębiającej rzeczywistości.



hank
Liczba postów:13,701 Reputacja: 23,159
28-03-2020, 13:05 #6,532
Co starsi z kibiców na pewno Go pamiętają :

Wszystko zapisane jest tam, na górze .
Choć od blisko trzech dekad musi radzić sobie bez jednej nogi, nie użala się nad sobą. Jeśli chodzi o swoją przeszłość, nie ma dla niego tematów tabu. Bierze życie takim, jakie jest. Nie ma przecież co wybrzydzać - taka deklaracja pada z usta Tadeusza Błachno nieraz.
Tadeusz Błachno występował głównie w Widzewie Łódź i Cracovii
W 1978 roku dwukrotnie wystąpił w reprezentacji Polski
Cieniem na jego życiu położył się wypadek, w którym stracił nogę
Obecnie, w wieku 67 lat, wiedzie ubogi żywot w podkrakowskiej Skale, ale nie narzeka na swoją sytuację
Po raz pierwszy o jego obecnym stanie można było przeczytać na kartach książki "Wielki Widzew" autorstwa Marka Wawrzynowskiego
- Za Jacka Gmocha zagrałem dwa mecze w reprezentacji. Wystawił mnie na prawej pomocy. Z Finlandią wygraliśmy 1:0 na wyjeździe, a z Islandią 2:0, też u nich. Szanowaliśmy się ze "Szczęką" nawzajem, bo wiedzę trenerską wyniósł nie tylko z książek, ale i z boiska.
- W Helsinkach starszyzna rozliczała się za mistrzostwa świata w Argentynie. Ja byłem gówniarz, więc się nie wtrącałem. Powiedzieli mi, żebym "zdupiał", bo to nie moja sprawa. Pokłócili się między sobą o podział premii. Kazek Deyna wziął sobie za dużo i była awantura. Wtedy nie było różnicy, kto ile grał - premie były takie same. Na przykład w Widzewie wszyscy wiedzieli, że Zbyszek Boniek jest od nas o klasę lepszy, ale nie dostawał ani grosza więcej.
- Z Bońkiem z początku nie szło się dogadać. Takie panisko! Chciał za bardzo rządzić, a w Widzewie to nie mogło przejść. Wszyscy wiedzieliśmy, że jest naszym najlepszym piłkarzem, ale nie musiał nami pomiatać. Dlatego nieraz dostał po gębie. Nie umiał się bić, ale cały czas się stawiał. Farba mu się z nosa lała, ale za parę dni znowu się tłukł.
- "Sobol" (Ludwik Sobolewski, były prezes Widzewa Łódź - red.) zastanawiał się, kogo ściągnąć z Zawiszy Bydgoszcz: Bońka czy Heńka Miłoszewicza. Powiedziałem, że tego pierwszego, bo rude to zawzięte. Zawsze był twardy, miał mocną psychikę. Na wyjazdach kibice wyzywali go od ch***, a on jak gdyby nigdy nic strzelał gole.
- Wszyscyśmy mówili na niego na początku "Rudy". Aż któregoś dnia się wkurzyłem i zacząłem wołać do niego "Murzyn". I tak już zostało.
- Czy byliśmy królami życia? Źle nie mieliśmy. Dostawałem trzy pensje: z Widzewa, z zakładów włókienniczych "Wifama" i "1 maja". Byliśmy tylko na liście płac, do roboty oczywiście nie chodziliśmy.
- Imprezowało się, ale przed meczami już się hamowaliśmy. W Widzewie byliśmy umówieni tak, że jeśli trener w środę albo w kolejnych dniach przed meczem wyczuwał alkohol, to trzeba było wrzucić do skarbonki nawet pół wypłaty. Tyle że po jakimś czasie Jezierski przychodził i mówił: "Tadziu, weź sobie pieniądze z tej skarbonki, przecież to było dawno". Karał przy wszystkich, ale jak ktoś później grał za dwóch, doceniał to.
- Chociaż nie powiem, że nie było większych wybryków. Kiedyś trener Jezierski wyciągał mnie z izby wytrzeźwień. Piliśmy w parku, zaczęliśmy śpiewać, przyjechała milicja. Ja się ich nie bałem, zaczęła się kłótnia. Doszło do szarpaniny, zabrali mnie na izbę wytrzeźwień. Jak dyrektor izby mnie zobaczył, to zaczął krzyczeć: "Kogoście tutaj przywieźli?!". Rano Jezierski dowiedział się, gdzie wylądowałem. Straszną awanturę zrobił. Na całą Łódź!
- Byli też tacy, którzy musieli coś wypić przed wyjściem na boisko. Inaczej byliby chorzy! A tak to wracała im i odwaga, i szybkość.
- Trener Jezierski był dla mnie jak ojciec. Pomagał mi w różnych życiowych sprawach, a ja odwdzięczałem mu się dobrą grą. Urodziłem się w Skale, ale tułałem się po różnych miastach, więc potrzebowałem kogoś takiego jak on.
- Czy mogłem więcej pograć w reprezentacji? Pewnie tak, ale przyszedł "Śmieszek" i to był już koniec. Pojechaliśmy do Rumunii, przegrywamy, a on się śmieje. Kulesza, znaczy się. Uśmiech nigdy nie schodził mu z twarzy. Po tej Rumunii powiedziałem, co o nim myślę, i się skończyło. U nas, w Widzewie, wszystko mówiło się prosto w oczy. No to mu powiedziałem, że się nie nadaje.
- Widzew to nie była byle jaka drużyna. Za moich czasów wyeliminowaliśmy przecież Manchester City. Jak pojechaliśmy na mecz wyjazdowy, pytali nas, gdzie jest ten Widzew. No, to szybko się przekonali, bo ich wyeliminowaliśmy. Oni grali tylko do boku, a potem dośrodkowanie.
- Trener Jezierski był bardzo wymagającym i sprawiedliwym człowiekiem. Nigdy do składu nie był w stanie załapać się przypadkowy zawodnik. Jeśli nie wywalczyłeś sobie miejsca na boisku robotą na treningu, to tyle, nie było cię. Niezależnie od tego, jakie miałeś nazwisko.
- Na boisku tworzyliśmy prawdziwą drużynę, jeden za drugiego by życie oddał. Ale poza nim nasze drogi się rozchodziły. Od Zbyszka Bońka mieszkałem 100 m, ale przez sześć lat byłem u niego ze dwa razy.
- Prezes Sobolewski potrafił być surowy, ale za dobre mecze potrafił wynagrodzić jak mało kto. Miał dojścia do władzy ludowej, nikt mu się nie wtrącał. Kogo chciał, mógł kupić. Oprócz Deyny (śmiech).
- Z "Kaką" spotkałem się w Legii. Nie mieliśmy zbyt wielu okazji do wspólnej gry, bo wystąpiłem tylko w dwóch meczach. Przy Deynie, Ćmikiewiczu czy Pieszce nie było nawet jak palca włożyć. Ja tylko sprzęt po nich nosiłem i czyściłem im buty. Taka była hierarchia.
- Pan Kazimierz rozkładał się zawsze w szatni ze swoimi rzeczami, musiał mieć dużo miejsca. Młodszym, w tym mnie, nie pozwalano przebierać się w głównej sali, tylko na korytarzu. Może przeskrobałem sobie tym, że na jednym z pierwszych treningów wyciąłem Deynę?
- Poza boiskiem były mu tylko karty w głowie, ale trzeba przyznać, że w piłkę grać potrafił. Mruk był z niego niesamowity. Zdania nie potrafił sklecić. Co innego Ćmikiewicz - kultura i obycie na całkiem innym poziomie niż pan Kazimierz.
- Z tą Legią wyszło trochę na wariata. Jak byłem w Hutniku Kraków, odesłano mnie do Sanoka, żebym odbył służbę wojskową. Zagrałem tam w kilku sparingach w Stali, strzeliłem parę bramek i upomniała się o mnie Wisłoka Dębica. Miałem pojechać do Szklarskiej Poręby na obóz. Rozeszła się fama i zanim dotarłem na zgrupowanie, bilet do jednostki w Warszawie już na mnie czekał. Dogadali się z Sanokiem wojskową drogą.
- Po pewnym czasie w Legii uparli się na Władysława Dąbrowskiego, środkowego napastnika Widzewa. "Sobol" powiedział: "Dajcie mi Błachnę, dołóżcie trochę pieniędzy i kwita". W papierach wpisano mi, że odbywam służbę wojskową w Orle Łódź, ale nie musiałem się tam nawet pokazywać.
- Jak stuknęła trzydziestka, grałem jeszcze w Cracovii, ale rozglądałem się za nowym zajęciem. Wtedy Adam Kopczyński, taki hokeista, namówił mnie na wyjazd do Belgii. Pograłem tam rok w drugiej lidze, do awansu zabrakło nam trzech punktów. A powtarzałem w klubie, że jeśli nie kupią 10 punktów, to nie awansujemy. "U nas się nie kupuje" - usłyszałem. Skończyło się tak, że inni kupili, a my zostaliśmy z niczym.
- W Polsce w tamtych czasach też tak to wyglądało: jeśli nie kupiłeś co najmniej 10 punktów, to nie było szans zdobyć tytułu mistrza Polski. Tak, mecze też się sprzedawało. Nieraz piłkarze z przeciwnych drużyn robili pod nas podchody. Zdarzało się, że zapłacili naszym czterem, później trzech podzieliło się z resztą ze zespołu, a ten czwarty zostawiał swoją część tylko dla siebie. "Bo mi się należy" - twierdził. O kogo chodziło? Mniejsza o to.
- W Belgii pograłem półtora roku, potem pracowałem tam przy wydawaniu butów na lodowisku. Później była jeszcze Holandia i Austria. Co tam robiłem? Jak to się mówi, na budowie pracowałem. Nieźle było. Zarobki w porównaniu z Polską to było niebo a ziemia.
- Nie ma pan papierosów? Aha, nie pali pan... Że co, kupi mi pan? E tam, nie będę redaktora naciągał... No dobrze, byle czerwone, mocne.
- Po powrocie do kraju trochę kasy było, to odkupiłem wytwórnię wód gazowanych. Szło mi naprawdę dobrze, dziennie rozwoziłem po 2000 butelek oranżady. W pewnym momencie państwo zaczęło się mną interesować. Jak dokładnie? Nasyłali na mnie kontrole, coraz bardziej deptali mi po piętach. Aż w końcu w Skale powstała państwowa wytwórnia, która miała pierwszeństwo w sprzedaży, do tego oferowała niższe ceny. No i tak mnie wykończyli.
- Potem ta historia z tramwajem... To był przypadek. Działo się to na Placu Centralnym w Nowej Hucie, jechałem do cementowni. Patrzę, tramwaj jest ode mnie 40 m, ale tam jest ruch okrężny, więc miałem szansę zdążyć. Wszedłem na torowisko, tramwaj zahaczył mnie za lewą nogę, obróciło mnie i wpadłem pod koła. Ciach, nie ma całej prawej nogi. Gdybym był słabszy fizycznie, to odrzuciłoby mnie na bok, ale za mocno stałem na nogach i poszedł piruet.
- Tyle pamiętam. Obudziłem się w szpitalu. Opowiadali mi, że wylało się ze mnie tyle krwi, że szykowali już na mnie specjalny, zasuwany waciak, żeby wysłać mnie na tamten świat. Ale się nie dałem!
- Na szczęście w szpitalu poznał mnie lekarz. Od razu powiedział pielęgniarkom, że to nie jest zwykły człowiek, tylko Tadziu Błachno. "Ładować w niego krew, to wytrenowany organizm, wróci do zdrowia" - polecił.
- Bardzo przejąłem się tym wypadkiem. Za bardzo... Brak nogi to duże obciążenie. I fizyczne, i psychiczne. Nie poradziłem sobie z tym. Zaczął pojawiać się alkohol. I to często. Była kasa, to przyjaciele też byli. Sponsor nad sponsorami, pół wsi balowało za moje. Z czasem kolegów ubywało, bo było coraz mniej pieniędzy. Samo życie. Ale stało się i co mam zrobić?
- Z żoną też nie ułożyło się jak trzeba. Po wypadku zaczęły chodzić słuchy, że poznała zdrowego, bardziej sprawnego. Rozwiedliśmy się.
- Czy potrzebuję pomocy? Jak straciłem nogę, Cracovia zorganizowała dla mnie mecz charytatywny. Uczciwie przekazali mi wszystkie pieniądze. Teraz mam 1000 zł renty, zostało mi jeszcze trochę w źródełku, choć zaczęło wysychać. Jak ma się 67 lat, to nie ma co wybrzydzać.
- Czy czegoś żałuję? Nie ma co myśleć o przeszłości. Życie się bierze takim, jakie jest. Nie ma się czym przejmować. To nie ja rządzę swoim życiem, tylko Pan Bóg. To on decyduje o moim losie. Jestem katolikiem i przyjmuję wszystko, co Bóg mi daje. Tam, na górze, wszystko jest zapisane. Tak samo z moim wypadkiem. Najwidoczniej tak miało być.

(z oddali) Ej, Wojtek! Jedziesz na Ojców? Nie? To dajże przynajmniej szluga.
- Pyta pan, dlaczego Wojtek. Tu, w Skale, mam tak na imię. Od zawsze mi tak mówią. Tak, jestem Wojtek. Wojtek Błachno.

za https://sport.onet.pl/pilka-nozna/tadeus...ji/rvpbjsx



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:13,701 Reputacja: 23,159
31-03-2020, 10:09 #6,533
P. Jaroszyński: Pasy są mi bliskie .
Korzystając z wymuszonej przerwy w rozgrywkach ligowych postanowiliśmy wirtualnie odwiedzić włoskie Salerno, by porozmawiać z byłym zawodnikiem Pasów Pawłem Jaroszyńskim.
- Jak się czujesz? Wszystko u Ciebie w porządku?

- Wszystko na szczęście w porządku - wszyscy zdrowi, wiec nie ma czym się martwić. Nie mieliśmy testów stricte pod koronawirusa, ale mieliśmy regularne badania potencjalnych objawów, w tym temperatury. Teraz jesteśmy można powiedzieć na „urlopie” w domu.

- Jak sytuacja i życie we Włoszech z Twojej perspektywy?
W samych Włoszech jest teraz ciężko, wszystko jest pozamykane i my z rodziną też staramy się nie opuszczać domów. Wychodzimy tak naprawdę tylko do sklepów. Odgórnie z klubu dostaliśmy zalecenie, żeby nie opuszczać miasta, nie pojawiać się na stadionie czy w ośrodku treningowym. Mamy też specjalne wytyczne i plany treningowe, które realizujemy jako zawodnicy indywidualnie.

- W marcu rozegraliście dwa spotkania w Serie B – było wtedy czuć jakieś podenerwowanie w szatni?

- Graliśmy bez kibiców, przy zamkniętych stadionach. Wszystkie osoby techniczne w maskach, niektórzy nawet w kombinezonach. Policja na każdym rogu, więc dało się odczuć zaniepokojenie. Jako zawodnicy dostaliśmy wytyczne, żeby przed meczem nie witać się. Nie wiem jak to wszystko (sezon Serie B) się skończy i jakie będą rozstrzygnięcia na koniec.

- Podejmując decyzję o organizacji meczu brak już samego powitania można uznać za pewnego rodzaju absurd?!

- Oczywiście. Każdy chyba przytaknie. Najpierw nie możemy podać sobie ręki na powitanie, a potem mamy kontakt z innymi zawodnikami na boisku. Piłka nożna to gra kontaktowa, więc nie rozumiałem tego, ale trzeba było się przystosować do ustalonych reguł.

- Mówi się coś na temat rozgrywek - myślisz, że Serie B wróci do gry w tym sezonie? Czy też problemy dnia codziennego i sytuacja życiowa jest na tyle niepewna, że nie mam mowy o myśleniu o calcio?

- Statystyki zakażeń i niestety śmiertelności cały czas idą w górę, ale pojawiają się już jakieś spekulacje na temat potencjalnych terminów wznowienia rozgrywek. Słyszałem, że jakieś decyzje zapadną w perspektywie dwóch, trzech tygodni. Później, patrząc realnie też na perspektywę kolejnego sezonu, może już nie być możliwości. Wszystko się przeciąga i zobaczymy, jak to wszystko się potoczy. Myślę, że wszyscy chcą dokończyć sezon. Mamy swoje cele i wiele jest do wygrania, w szczególności takie zespoły jak Benevento, które już niemal awansowało (przewaga 20. punktów na drugą drużyną w tabeli).

Zostawiając kwestie epidemii COVID-19 na chwilę na boku – we Włoszech grasz już prawie trzy lata, z perspektywy czasu to był dobry kierunek?

- Na pewno nie żałuję tego wyboru. Podoba mi się całe podejście, fascynacja Włochów do piłki. Pomogło mi to zobaczyć, czym tak naprawdę jest ten sport i rozwinąć się.

- To, że z roku na roku trafia tam co raz więcej Polaków pomaga? W lutym przeciwko Twojej drużynie zadebiutował wypożyczony do Trapani Filip Piszczek, a na boisku łącznie zagrało czterech Polaków

- Rzeczywiście jest nas coraz więcej z roku na rok i na pewno jest to plus. Widziałem się tak naprawdę z każdym z zawodników na boisku w tym sezonie i wszyscy są bardzo zadowoleni.

- Można porównać ligi włoskie do polskiej Ekstraklasy? Nawet nie tyle piłkarsko, co pozasportowo?

- Trudno powiedzieć, patrząc na względy taktyczne i kulturę gry to różnice widoczne są nawet porównując Serie A i B. Pozasportowo, organizacyjnie wszystkie te trzy ligi są na wysokim poziomie. Oczywiście wszędzie jest czołówka i słabsze drużyny, gdzie to funkcjonowanie wygląda trochę gorzej. Porównując na przykład kwestie przygotowań do meczów wyjazdowych, wygląda to bardzo podobnie. Wyjeżdżamy dzień wcześniej, nocujemy już w hotelu na miejscu. Dużo spotkań odbywa się we Włoszech o 21:00 i wtedy często rano mamy rozruch czy mały trening.

- Śledzisz jeszcze Ekstraklasę i grę Cracovii?

- Staram się w miarę możliwości. Oczywiście samemu grając w piłkę i będąc poza domem nie zawsze jest możliwość na obejrzenie meczu „na żywo”, a we włoskiej telewizji hotelowej nie ma wielu transmisji. Są jednak później jakieś powtórki czy skróty. Pasy są mi bliskie, spędziłem w Krakowie wiele lat. Mam nawet kontakt z niektórymi kibicami.

- Masz taki mecz, który najlepiej wspominasz?

- To zawsze ciężkie pytanie, ale chyba to będzie ostatni mecz sezonu 2015/2016, kiedy awansowaliśmy do europejskich pucharów. Pokonaliśmy u siebie Lechię Gdańsk 2:0. Było to zwieńczenie całego sezonu, w którym prezentowaliśmy się naprawdę bardzo dobrze.

- Dziękuję Paweł za poświęcony czas i przede wszystkim życzę zdrowia!
Paweł Jaroszyński trafił do Cracovii w 2011 roku z Górnika Łęczna. Początkowo występował w juniorach i drużynie grającej w Młodej Ekstraklasie. W Ekstraklasie zadebiutował 23 sierpnia 2013 przeciwko drużynie Zagłębia Lubin, łącznie rozegrał w niej 62 mecze. Aktualnie jest wypożyczony do grającej w Serie B US Salernitana 1919 z Genui CFC.

za https://cracovia.pl/aktualnosci/cracovia...i-bliskie/



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

Orlean
Liczba postów:2,947 Reputacja: 1,397

hank
Liczba postów:13,701 Reputacja: 23,159
01-04-2020, 11:57 #6,535
(31-03-2020, 20:41)Orlean napisał(a):  https://sport.onet.pl/pilka-nozna/liga-w...an/s6knwtd
No , to już rzewne jaja . Big Grin



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

axe
Liczba postów:1,130 Reputacja: 2,739
01-04-2020, 12:28 #6,536
Tekst o Tadku Smile Błachno to najlepsze w tym całym wątku - i zgodne z tematem - prawdziwe "smakowite historyjki".


-----------------
Błachno to mój pierwszy pasiasty idol z młodości więc... ten charytatywny mecz Cracovii z Widzewem na Wieczystej musiałem dla niego zorganizować.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-04-2020, 19:06 przez axe.



hank
Liczba postów:13,701 Reputacja: 23,159
01-04-2020, 15:33 #6,537
Pozwolę sobie sprostować - Tadku .



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

kaleb
Liczba postów:5,438 Reputacja: 3,281
01-04-2020, 16:34 #6,538
Jeśli Piątek wróci do Włoch, a potem znów go gdzieś sprzedadzą (oczywiście za granicę), to czy jakaś kasa z tego będzie dla nas? Jeśli tak, to niech wraca i się odbuduje Smile



docent
Liczba postów:8,018 Reputacja: 2,949
01-04-2020, 21:02 #6,539
Ale jak to nie jest prima aprilis, to co jest? Dzisiaj nikomu nie do śmiechu, no ale bez jaj...



Futbol to jest prosta gra.
Wystarczy popatrzeć na Liverpool, Bayern, Real Madryt i starać się robić to samo.

koziołek Moderator
Liczba postów:3,836 Reputacja: 2,639
01-04-2020, 22:09 #6,540
(01-04-2020, 16:34)kaleb napisał(a):  Jeśli Piątek wróci do Włoch, a potem znów go gdzieś sprzedadzą (oczywiście za granicę), to czy jakaś kasa z tego będzie dla nas? Jeśli tak, to niech wraca i się odbuduje Smile

To ciekawe bo liczy się niby zmiana federacji ale sam nie wiem gdyby wrócił do Włoch czy wtedy też jest to tak samo liczone? Oczywiście gdyby potem znowu gdzieś wyjechał to ekwiwalent za wyszkolenie się należy.



433...164...
Ultras Lech `01

Dumny z bycia Pyrą, za co wszyscy nienawidzą.






Skocz do: