Witaj! Logowanie Rejestracja
Dalsze losy naszych byłych sportowców, trenerów, smakowite historyjki itp..



Bruno
Liczba postów:1,269 Reputacja: 1,155
02-04-2020, 16:39 #6,541
(01-04-2020, 22:09)koziołek napisał(a):  
(01-04-2020, 16:34)kaleb napisał(a):  Jeśli Piątek wróci do Włoch, a potem znów go gdzieś sprzedadzą (oczywiście za granicę), to czy jakaś kasa z tego będzie dla nas? Jeśli tak, to niech wraca i się odbuduje Smile

To ciekawe bo liczy się niby zmiana federacji ale sam nie wiem gdyby wrócił do Włoch czy wtedy też jest to tak samo liczone? Oczywiście gdyby potem znowu gdzieś wyjechał to ekwiwalent za wyszkolenie się należy.
Każda zmiana kraju daje solidarity payment.



..Musha rain dum a doo dum a da ..whiskey in the jar-oo !


Rock
Liczba postów:10,428 Reputacja: 9,944
02-04-2020, 17:30 #6,542
To ile mieszkań jeszcze Dżejkob za niego kupi? Dajcie spokój.



- niech się wstydzi ten co robi, a nie ten co widzi -

Bruno
Liczba postów:1,269 Reputacja: 1,155
02-04-2020, 19:07 #6,543
Od lata tego roku miał wejść przepis o ekwiwalencie za transfer definitywny w jednym kraju.Ale teraz nie wiadomo,co będzie..


Rock
To ile mieszkań jeszcze Dżejkob za niego kupi? Dajcie spokój.

Jeszcze milion zaoszczędzony na niemieckim Hiszpanie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2020, 08:09 przez Bruno.



..Musha rain dum a doo dum a da ..whiskey in the jar-oo !

hank
Liczba postów:12,743 Reputacja: 19,896
11-04-2020, 11:17 #6,544
Cztery i pół roku temu Bartosz Kapustka już nawet po debiucie w pierwszej reprezentacji wciąż mieszkał w ośrodku Cracovii, zajmując klitkę cztery metry na cztery. Miejsca może nie było zbyt wiele, ale nie to się liczyło. Miał w sobie Kapustka nieopisaną radość, która pchała go i poprowadziła na francuskim EURO, a później wprost w objęcia mistrzów Anglii. Dziś tamta twórcza beztroska została stłamszona, odarta z najlepszych właściwości. Cel na najbliższe miesiące to wywołać ją z powrotem niczym dżina z butelki.
Bartosz Kapustka w 2016 roku trafił do Leicester City. W tym czasie był wypożyczany do SC Freiburg i OH Leuven. Po kontuzji zaczął treningi z Lisami, ale pandemia przerwała zajęcia. Do treningów ma wrócić 4 maja
Wersy ułożone przez O.S.T.R., pod którymi piłkarz się podpisał, brzmią jak manifest: „Sami doradcy, wokół zaklinacze prawdy, Kapi nie, Kapi źle, Kapi wyjedź do Holandii. Pseudoznawcy, życia nie da się oszukać, żaden nie dałby rady zrobić kroku w moich butach” – rapował za namową dziennikarzy prowadzących kanał „Foot Truck"
Odwróciliśmy sytuację. Fragmenty utworów jednego z jego ulubionych raperów miały pomóc Kapustce w tym, by opowiedział, jak w ostatnich latach winda zabierała go to w górę, to w dół – pisze Łukasz Olkowicz
Najpierw była nużąca wyprawa z Anglii do Polski. Piłkarze Leicester City dostali zgodę od szefów na opuszczenie miasta, z której obcokrajowcy ochoczo skorzystali. Pierwszy trening zaplanowano na 4 maja, ale do tej daty – co dziwić nie powinno – nie ma co się przywiązywać.
Bartosz Kapustka wybrał podróż samochodem. Bardziej niż długą trasę zapamiętał postój przed granicą niemiecko-polską, w kraju zaczynało się właśnie opuszczanie szlabanów. On utknął na siedem godzin w kolejce. Wracał z kolegą, który przyleciał do niego w odwiedziny. Po powrocie do kraju obaj towarzysze niedoli wspólnie przechodzili dwutygodniową kwarantannę w Krakowie. Zabić nudę, ale też pozostać w formie, pozwoliły im piłki tenisowe. Nie policzą, ile meczów jeden na jednego zagrali w zamknięciu, ile zrobili nimi żonglerek.
Koronawirus kiedyś zniknie, piłkarze wrócą na boiska, a wtedy wielu kibiców może zaskoczyć fizjonomia Kapustki. Zaowocowała praca w siłowni, rozrosły się mięśnie. Dziś waży cztery kilogramy więcej niż przed operacją więzadła krzyżowego – wtedy waga wskazywała 70. A gdyby jeszcze bardziej cofnąć się w czasie, to po francuskich boiskach na EURO biegał jako 67-kilogramowe chuchro.
Pracuje indywidualnie, a żeby przez koronawirusa nie pozostać w blokach, przeszperał serwis allegro i zamówił hantle czy ketle. Z taką przenośną siłownią przed świętami Wielkanocy zjawił się u rodziców w Pogórskiej Woli. – Każdy z nas zaczął doceniać proste rzeczy, na które na co dzień nie zwracał uwagi. Przykładając to do piłkarzy, to najbardziej brakuje treningów i meczów. Akurat ja zrozumiałem to wcześniej. Zerwane więzadło w kolanie skazało mnie na najdłuższą rozłąkę z piłką. Nie grałem kilka dobrych miesięcy, a koronawirus jest przedłużeniem tego stanu – zauważa 23-latek.
Dziś podobnie jak wielu kolegów z szatni może cofnąć się do dzieciństwa, przymuszony spustoszeniem powodowanym przez wirusa. Jacek Góralski wychodzi z piłką przez blok w kazachskich Ałmatach, Piotr Zieliński nie mógł znaleźć towarzysza do gierek, więc kiwa się z psem. Kapustka też przeniesie się w przeszłość, gdy będzie mógł pograć na podwórku z tatą, może ustawią przed domem boisko do siatkonogi.

W wolnym czasie, którego jest teraz przecież w nadmiarze, może też otworzyć szufladę w domu. Znajdzie w niej zeszyty z zapisanymi wersami, które układał jako nastolatek poznający hip-hop. Poskładane zdania zostaną dla niego, nie będzie się uzewnętrzniać, ale wtedy czuł potrzebę, by eksperymentować z takim sposobem opisywania świata.
Być może ta ciekawość pozwoliła mu lata później scementować znajomość z Adamem Ostrowskim, znanym jako O.S.T.R. Szesnaście lat różnicy między nimi nie miało znaczenia. To łódzki raper był jednym z powierników znających emocje Kapustki, gdy sytuacja w Leicester czy Freiburgu paskudziła jego nastrój. Pewnie to pozwoliło mu szybko (o zadaniu dowiedział się wieczorem, rano zaprezentował efekty) napisać dla młodszego kompana kilka wersów, gdy dziennikarze kanału „Foot Truck” poprosili Kapustkę, by rapował o sobie. Wersy ułożone przez O.S.T.R., pod którymi piłkarz się podpisał, brzmią jak manifest: „Sami doradcy, wokół zaklinacze prawdy, Kapi nie, Kapi źle, Kapi wyjedź do Holandii. Pseudoznawcy, życia nie da się oszukać, żaden nie dałby rady zrobić kroku w moich butach”.
Odwróciliśmy sytuację. Fragmenty utworów jednego z ulubionych raperów miały pomóc Kapustce w tym, by opowiedział, jak w ostatnich latach winda zabierała go to w górę, to w dół.
Po powrocie po kontuzji każdy trening w Leicester był dla mnie na wagę złota, czymś w rodzaju meczu. Wielkie święto. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że jestem daleko od grania, muszę czekać na koniec okna transferowego, kiedy być może dostanę zgodę na odejście. Mimo to codziennie pojawiałem się w ośrodku treningowym uśmiechnięty. Wracać po długiej kontuzji mogłem w klubie Premier League, otoczony świetnymi piłkarzami i w dobrych warunkach do treningów.
Wcześniej jednak w Anglii straciłem pewność siebie. Cztery lata temu, gdy związałem się z Leicester, czerpałem garściami. Szybko zagrałem w ekstraklasie, zaraz debiut w reprezentacji, wyjazd na EURO. Przekonany byłem, że tak samo będzie w Leicester. I na początku miałem powody, by tak myśleć. Dzień po podpisaniu kontraktu debiutowałem z Barceloną, dobrze wypadłem.
Tata mówi, żebym cieszył się życiem. Od dzieciństwa spędzaliśmy dużo czasu razem, bardzo dobrze mnie poznał. Kiedy przeniosłem się do gimnazjum w Krakowie, potrafił wstać przed piątą rano, zawieźć mnie do internatu i wrócić do pracy na ósmą.
Był świadkiem tego, jak moja kariera przyspieszyła, widział szczęście po debiutach w Cracovii czy w reprezentacji. Ale widział też ten okres w moim życiu, gdy barwy z kolorowych zmieniły się na szare. Po wyjeździe z Polski nie do końca byłem przygotowany na to, że coś może pójść nie po mojej myśli. Widział, jak dobijały mnie niepowodzenia, zamykałem się na rozmowę, nawet z nim. Też musiał to przeżywać. Bo najpierw obserwujesz, ile szczęścia może dać piłka twojemu synowi, a później, jak szybko zabiera uśmiech z jego twarzy. A najgorsze, że nie możesz nic z tym zrobić.
„Ciesz się życiem” – powtarza tata. O co chodzi? Żebym nie dał przygnieść się problemom. Tylko trudno nie przenosić ich na życie prywatne, one zawsze zostawiają ślad.
U mnie też ekipa została ta sama. Ekipa ze szkoły na Nowej Hucie. W klasie sportowej uczyło się nas 24 czy 25, a osiemnastu to byli – podobnie jak ja – przyjezdni. Mało mieliśmy krakusów. Mieszkaliśmy w internacie, z wieloma tymi kolegami utrzymuję kontakt do dziś.
Lubię wracać myślami do tamtych czasów. Chciałbym znowu mieć tyle radości z życia, co wtedy. Mój dzień wypełniała piłka. Z kolegami nie mieliśmy jej dość. Po powrocie ze szkoły jedliśmy kolację i wychodziliśmy pokopać. Szczęście, że boisko było oświetlone, mogliśmy grać do późna.

Nikt nie miał telewizora w pokoju, internetu też raczej nie używaliśmy. Żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Nie było telefonów, tysiąca wiadomości na różnych komunikatorach, nie przeglądałeś Instagrama czy Facebooka, nie nagrywałeś filmików na Tik-Toka. Miałeś za to kolegów obok i trzeba było zorganizować czas. Spędzaliśmy go na różne sposoby, bardzo kreatywnie.
Pamiętam, jak przyszedł czas bierzmowania i często musieliśmy chodzić na nauki. Pewnego ranka wpadliśmy na pomysł, a czekał nas długi dzień w szkole i lekcje do 17, że pomogą nam właśnie te nauki. Wybraliśmy kolegę z mocnym, twardym głosem. Brzmiał na starszego niż był w rzeczywistości. Zadzwonił do szkoły, podał się za księdza i zapytał, czy może nas zwolnić z lekcji z uwagi na bierzmowanie. Nauczyciele się zgodzili. Podarowany czas spędziliśmy na boisku 400 metrów do szkoły. I „ksiądz” też z nami grał.
Dumny jestem z gry w reprezentacji, piękne czasy. Nie zdążyłem o niej pomarzyć, a przyszło pierwsze powołanie. W klubie coraz głośniej mówiło się o tym, że trener Nawałka może wezwać kogoś z Cracovii. Absolutnie nie myślałem o sobie, nawet nie brałem tego pod uwagę. Wszyscy typowali Damiana Dąbrowskiego i też byłem przekonany, że dostanie powołanie – świetnie grał, dawał drużynie dużo jakości.
Trener Zieliński zaprosił mnie do gabinetu. Okazało się, że chodzi o mnie. Usłyszałem, że trener Nawałka mocno się mną interesował i jeżeli nie wydarzy się nic niespodziewanego, to za kilka dni mogę spodziewać się powołania. Nie dowierzałem. Dziś mogę powiedzieć, że nikomu o tym nie wspomniałem, z nikim nie podzieliłem się tą wiadomością. Dlaczego? Bo po prostu nie mogłem uwierzyć.
Dzień później spotkaliśmy się całą drużyną na grillu. Siedziałem na ławce między chłopakami, gdy na telefonie wyświetlił się nieznajomy numer. Odszedłem na bok. Dzwonił Bogdan Zając. Powiedział, że mam dostać powołanie i przekazał telefon trenerowi Nawałce, bo akurat siedzieli razem. I po chwili już rozmawialiśmy, aż się spociłem z emocji.

Wróciłem do drużyny i musiałem zachować kamienną twarz. Selekcjoner poprosił, żebym tę rozmowę zachował dla siebie. Jedyni, którzy o niej się dowiedzieli przed powołaniami, to byli rodzice.
Poczułem się dziwnie. Mecze Roberta Lewandowskiego, Kuby Błaszczykowskiego czy Łukasza Piszczka oglądałem w internacie, cieszyłem się z ich goli w Lidze Mistrzów, a nagle mieliśmy trafić do jednej szatni. Znałem ich, ale z telewizji. Zanim jednak zdążyłem analizować, jak to będzie, już jechałem na zgrupowanie do Warszawy.
Na boisku tremy już nie miałem, tak już mam, że im większa publika, tym bardziej się mobilizuję. Stres mnie nie dosięga. Może to śmiesznie zabrzmi, ale bardziej niż przed pierwszym meczem na EURO z Irlandią Północną denerwowałem się meczami w kadrze województwa małopolskiego. Wtedy nikogo tam nie znałem, byłem jedynym piłkarzem z Tarnovii, reszta chłopaków z Wisły, Cracovii czy Sandecji. O, albo pierwsze spotkanie w podstawowym składzie Cracovii u Roberta Podolińskiego i od razu derby Krakowa. W dniu meczu, przed obiadem, trener zaprosił mnie na rozmowę i dowiedziałem się, że zagram. I wtedy, mówię to z ręką na sercu, stres był większy niż na EURO. Kiedy Miro Čovilo usłyszał, że wyjdę w pierwszym składzie, to się przeżegnał. Był w jeszcze większym szoku niż ja.
W reprezentacji nie mam tych meczów tak mało, w wieku 19 lat było ich czternaście. Licznik się zatrzymał, ale ja, nie to, że jestem przekonany, ale bardzo mocno wierzę w powrót do kadry. Niech no tylko pandemia się skończy, żebym mógł znów być na boisku. To, jak wychodzisz w koszulce reprezentacji przy 50 tysiącach ludzi, strzelasz gola, tego... Tego nie zapewnią ci największe nawet pieniądze. O takie coś się walczy. I ja nadal będę walczył, bo chcę znów to przeżyć.
Można powiedzieć, że też pochodziłem z ulicy. Mówię to z lekkim uśmiechem, ale w Krakowie różne rzeczy widziałem. Wychowując się w gimnazjum w Nowej Hucie przed szkołą nie czekało na nikogo Ferrari, a raczej pięciu zakapturzonych typów, którzy mogli cię pogonić. Poznałem wielu chłopaków, którzy żyli – mówiąc delikatnie – w mocno średnich warunkach. Ale takie mieli możliwości. Bardzo doceniam tamten okres, kiedy też wcale nie miałem dużo.
Czy lubię być sam? W moim nastoletnim życiu, tym prowadzonym w internacie czy nieco później, wokół siebie miałem znajomych, spędzałem z nimi czas. Po wyjeździe do Anglii trudno było się przyzwyczaić do ich nieobecności. Za to zacząłem doceniać ciszę – można wtedy poświęcić czas na refleksję, analizę.
Trudno było ułożyć w głowie konsekwencje tak poważnej kontuzji, jak moja. I w takim momencie. Omijał mnie turniej, do którego konsekwentnie wspólnie parliśmy – Młodzieżowe Mistrzostwa Europy. W pierwszych tygodniach po operacji najlepszą odskocznią był trening. Zamykasz się wtedy na półtorej-dwie godziny i skupiasz na ćwiczeniach. Dlatego starałem się ćwiczyć jak najczęściej, jak najwięcej. Z tygodnia na tydzień widziałem postępy, efekty na siłowni czy boisku napędzały, a cieszyły drobnostki. Takie, że mogłem sam chodzić po domu, po ulicy, nie musiałem się podpierać.
W kadrze U-21 czułem się rewelacyjnie. Zżyłem się z kolegami, do dziś z wieloma mam kontakt, często rozmawiamy. Z trenerem Michniewiczem nasza relacja się budowała, później już obaj wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć. Ja w tej kadrze miałem różne momenty, nie zawsze dobre. Chciałem być postacią wiodącą, a zdarzały się spotkania, w których – chyba przez brak regularnej gry w klubie – wypadałem niezadowalająco. Wymagałem od siebie więcej, przecież byłem już w pierwszej reprezentacji.
Widzę po sobie, że jeżeli pokazuję jakość na boisku, przekłada się to na życie w szatni. Wtedy nie boję powiedzieć się tego, co myślę, nie mam oporów wyjść przed szereg. Może nie krzyczę za każdym razem, ale potrafię przekazać myśli w dosadny sposób. W Cracovii miałem 18 lat i trener Podoliński zastanawiał się, czy nie zrobić mnie kapitanem. Zacząłem grać regularnie, czułem się dobrze. I może to było... Nie chcę powiedzieć bezczelne, bo zawsze okazywałem szacunek tym bardziej doświadczonym, ale zwracałem uwagę pięć lat starszemu, jeśli widziałem błędy. Tylko do tego, jak wspominałem, muszę czuć się pewnie. W Leicester czy Freiburgu było o to trudno. Bo zanim się odezwiesz, najpierw musisz pokazać coś na boisku, tym budujesz pozycję.
W U-21 lepsze mecze grałem po przenosinach do Oud-Heverlee Leuven. Druga liga belgijska może nie była specjalnie wymagająca pod względem jakości, ale dodała mi pewności siebie. A to przełożyło się na mecze młodzieżowej kadry. Po Freiburgu cieszyłem się na myśl o każdym meczu, mocno mi ich brakowało.

Jedyny moment w U-21, kiedy mignęła mi przed oczami przeszłość w pierwszej reprezentacji, to MME we Włoszech. Byłem już po operacji, poleciałem wspierać chłopaków. Przed pierwszym meczem z Belgią wyszedłem z nimi na murawę i... cóż, zaskoczyła mnie frekwencja. Impreza, tak przez nas wyczekiwana, a na trybunach cztery tysiące ludzi. Myślami wróciłem nawet już nie do Francji, a do EURO U-21 sprzed dwóch lat w Polsce. Wtedy w tunelu czułem, co nas czeka. Turniejowi we Włoszech pod względem frekwencji czy presji daleko było do tamtego stanu.

Co dalej ze mną? Mój kontrakt z Leicester wygasa za rok, nie wiem, co będzie dalej. Ktoś mówił, że w sumie wybuch pandemii może być dla mnie dobry, bo dzięki przymusowej przerwie dostałem więcej czasu na powrót do formy. Ja tak nie myślę. Bo jeżeli na mecz czekasz prawie rok, a teraz jeszcze dodatkowo nikt nie gra, to trudno być zadowolonym. Zobaczymy, jak będzie po powrocie. Głód piłki jest ogromny.
Świetnie pracuje mi się z Brendanem Rodgersem, najlepszym trenerem, jakiego poznałem. Dla mnie byłoby korzystniej spotkać go zaraz po transferze z Cracovii. W tym systemie, który preferuje wiem, że mógłbym pójść do przodu. Wymaga utrzymywania się przy piłce, myślę, że w Premier League częściej przy niej jest tylko Manchester City i Liverpool. W meczach z Chelsea czy Arsenalem prowadziliśmy grę, zajmujemy trzecie miejsce w Premier League. W klubie coraz wyraźniej można odczuć ambicje, żeby co sezon być w top 5 ligi.
Miałem przyspieszone dojrzewanie. Rodzinny dom opuściłem jako 12-latek i przeniosłem się do Krakowa, siedem lat później byłem już sam za granicą. Uśmiecham się pod nosem, gdy ktoś myśli, że mam tych lat 28. Pewnie dlatego, że wcześnie zacząłem grę w kadrze. Ale ja w grudniu skończę 24 lata i mocno wierzę w to, że to co najlepsze jest przede mną. Modlę się tylko o zdrowie, bo kontuzja mocno mnie wyhamowała w momencie, gdy wszystko wracało na właściwe tory. Grałem w kadrze U-21, słyszałem o zainteresowaniu innych klubów i byłem bliski odejścia z Leicester. Myślę, że po coś ta kontuzja była, na pewno fizycznie w tym okresie wiele nadrobiłem, rozwinąłem się.
Mam wokół siebie osoby, raczej to jest wąskie grono, na które mogę liczyć. To ich opinia jest dla mnie ważna, bo doradzać mi chcieliby też inni. Nauczyłem się już kierować w życiu tym, co czuję i czego potrzebuję. Pewnie dlatego, że sam siebie znam najlepiej.

za https://www.onet.pl/sport/przeglad-sport...t,0bc36c23



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

Karvin
Liczba postów:6,847 Reputacja: 3,546

hank
Liczba postów:12,743 Reputacja: 19,896
16-04-2020, 14:53 #6,546
Trzymaj się , Jacku .



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

Diabel
Liczba postów:5,852 Reputacja: 4,908
17-04-2020, 04:58 #6,547
Hanku, no litosci, zakazenie przechodzi bezobjawowo, czego ma sie trzymac????????
do oficjalnej to samo, ludzie, walczcie z wszechpanujaca glupota



= sietniok na Madagaskar, won z Cracovii!! ===
To My

Camron
Liczba postów:2,464 Reputacja: 626
17-04-2020, 07:44 #6,548
Ja sam gdy jestem chory lub coś mi dolega to przechodzę to bezobjawowo. Nie biadolę, ale czasem krzywo na mnie patrzą i widać że coś nie tak. Smile
Nie kpię sobie ale sami przyznacie że osobliwie brzmi że dowolną dolegliwość można przejść bezobjawowo. Confused



Kibic Cracovii traci cierpliwość w niedzielę wieczorem, ale koło środy powinien znów być cierpliwy.

hank
Liczba postów:12,743 Reputacja: 19,896
17-04-2020, 12:01 #6,549
Jakieś objawy na pewno są , bezobjawowo to określenie dotyczy braku biegunki czy wysokiej gorączki . Czy nie będzie z tego jakichś konsekwencji przekona się póżniej . Oby nie - czego życzę .



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

zejniov
Liczba postów:189 Reputacja: 183
19-04-2020, 17:50 #6,550
Wywiad z Darkiem Pawlusińskim:
https://weszlo.com/2020/04/19/trafienie-...uratowalo/



hank
Liczba postów:12,743 Reputacja: 19,896
20-04-2020, 17:58 #6,551
Co to był za mecz , nie zapomnę nigdy . Smile



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

Miszczu2007
Liczba postów:7,405 Reputacja: 3,147
21-04-2020, 04:42 #6,552
"Trochę talentu na starcie na pewno otrzymałem. Reszta to treningi i… mała stopa. Łatwiej mi było uderzać z daleka niż zawodnikom z dużo większymi stopami. Mój rozmiar buta to raptem 38"

Możliwe, że mała stopa miała znaczenie, ale sama technika uderzenia była do wyuczenia. Trener powinien uczyć piłkarzy takich rzeczy. Zwłaszcza teraz, kiedy zawodnicy siedzą w domu i mogliby samodzielnie trenować uderzenie. Kiedyś jak czegoś nie umieliśmy, to oglądaliśmy filmiki na youtube z zagraniami najlepszych i staraliśmy się ich naśladować. Im więcej czasu spędzi się nad tym na treningu, tym bardziej rośnie skill, a im bardziej rośnie, tym dalej można dzięki temu zajść i zarobić więcej kasy. To smutne, że dziś w drużynie Cracovii nie ma nikogo potrafiącego tak uderzać, a są zawodnicy z takim potencjałem. W naszej lidze rzadko pilnują zawodników na 25-20 metrze. Jest sporo rzutów wolnych, które można uderzać bezpośrednio.

" - Najlepszy w pana wykonaniu był sezon 2008/09, w którym Cracovia sportowo spadła z Ekstraklasy. Pan wykazał się lojalnością i od razu zadeklarował pozostanie. Nie żałował pan później, że nie skonsumował bardziej tego okresu?

- Faktem jest, że wtedy naprawdę dobrze mi szło. Jeżeli boczny pomocnik strzela 10 goli w jednym sezonie Ekstraklasy, jest to jakieś osiągnięcie, zwłaszcza że cała drużyna strzeliła zaledwie 24. Ale czy mogłem to lepiej wykorzystać? De facto nie miałem jakichś konkretniejszych ofert, więc nawet nie było większego dylematu."

Darek mógł i nawet powinien sprostować bzdurę, że Cracovia spadła wtedy sportowo, bo:
- nie spadła, gdyż ŁKS zajął wyższe miejsce w nieuczciwy sposób, zatrudniając piłkarzy, na których nie było ich stać
- gdyby nie rekordowa ilość pomyłek sędziowskich na naszą niekorzyść, zajęlibyśmy wyższe miejsce
- mecz Piast - Lechia 0:2 w ostatniej kolejce śmierdział na kilometr, a bez tych trzech punktów Lechia zajęłaby miejsce spadkowe zamiast Cracovii

To jest chyba ten brak umiejętności rozpychania się łokciami Wink
Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-04-2020, 04:48 przez Miszczu2007.



zac
Liczba postów:6,572 Reputacja: 779
26-04-2020, 12:46 #6,553
Ciekawy wywiad z naszym byłym graczem, a teraz raperem Smile
https://weszlo.com/2020/04/26/daniel-dus...dzi-w-rap/
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2020, 12:46 przez zac.



SaNtO
Liczba postów:17,265 Reputacja: 5,903
26-04-2020, 12:48 #6,554
najciekawszy fragment. jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości jak się załatwia rozmowy kontraktowe w tym klubie..

Z wspomnianej trójki: Duszyk, Kapustka, Szewczyk, tylko ty nie zadebiutowałeś w ekstraklasie. Czego zabrakło?

– Na przeszkodzie stał prezes, który zrobił pod górkę, gdy poszedłem zapytać o dofinansowanie od klubu. Jestem wychowankiem, od małego byłem w Cracovii. Rodzice wiecznie dokładali do mnie, płacili od żaczka za obozy. Jak wreszcie dostałem się do pierwszej drużyny, minęło trochę czasu, umówiłem się na rozmowę do trenera Stawowego. Spytałem, czy mogę liczyć na jakieś dofinansowanie. Obiecał umówić mnie do prezesa Tabisza, żebym z nim na ten temat porozmawiał. Po czym jak przyszedłem do prezesa, zostałem bardzo niemiło potraktowany. Wtedy posypała się moja przygoda z piłką w Cracovii.

Rozumiem, że wtedy, mimo że w pierwszym zespole, nie byłeś na żadnym kontrakcie, stypendium?

– Kompletnie nic nie było. Nie miałem ani umowy, ani stypendium, nawet klub za szkołę wtedy nie płacił. Za wszystko płacili rodzice, klub nie dał nic poza możliwością trenowania z pierwszym zespołem.

Co takiego powiedział ci prezes Tabisz podczas tej rozmowy?

– Trwała ona mniej więcej trzydzieści sekund. Powiedział mi, że jak mi się nie podoba to, że trenuję z pierwszą drużyną, to mam *****ć. Moje zachowanie było takie, że odwróciłem się na pięcie, trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Nie chciałem w ogóle z tym człowiekiem rozmawiać i dawać się poniżać.



zac
Liczba postów:6,572 Reputacja: 779
26-04-2020, 12:58 #6,555
Dokładnie SaNto, to jest obecna Cracovia w pełnej krasie Sad



squier strat
Liczba postów:5,554 Reputacja: 5,495
26-04-2020, 13:05 #6,556
chamstwo typów z korporacji za marne 14%
niestety WIELU pamięta obecną Cracovię tak jak Duszyk



mariusz
Liczba postów:1,729 Reputacja: 98
26-04-2020, 13:30 #6,557
Niestety dopóki doputy będą w klubie tabisz i bałdys ta sytuacja się nigdy nie zmieni.Trzeba im powiedzieć to samo co mówią wielu innym Wypierd.lać z Cracovii !



Ojcze Święty Czuwaj nad Swoją Cracovią.



CRACOVIA PANY

MakuKSC Banned
Liczba postów:3,231
26-04-2020, 13:56 #6,558
Comarch w pelnej krasie.



kaleb
Liczba postów:5,109 Reputacja: 2,765
26-04-2020, 14:01 #6,559
To powtarza się od tylu lat od dzieciaków po pierwszą drużynę, a także w sekcji hokejowej, i nic? Wiem, że niektórzy spośród kibiców kręcą swoje prywatne interesy z wyżej wspomnianym duetem, ale żeby osoby decyzyjne nie zdecydowały się przez te kilkanaście lat na żadną prawdziwą akcję przeciw wspomnianym? Jest mi wstyd, ale co ja mogę, piknik z prawie pięćdziesięcioletnim stażem na Pasach.
Tabisza należy BEZWZGLĘDNIE odsunąć od jakichkolwiek kontaktów interpersonalnych z zawodnikami, a szczególnie od dzieci i młodzieży.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2020, 14:02 przez kaleb.



mariusz
Liczba postów:1,729 Reputacja: 98
26-04-2020, 15:08 #6,560
Tabisza należy bezwzględnie odsunąć od Cracovii !Mamy intruza w Klubie i nikomu to nie przeszkadza bardzo to jest żenujące.



Ojcze Święty Czuwaj nad Swoją Cracovią.



CRACOVIA PANY






Skocz do: