Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
21-01-2019, 11:47 #281
Alfie, bezpiecznik ma bardzo słaby, długo więc nie trzeba było czekać aż mu go wypjerdoli. Wstał i znokautował pajaca, za co został usunięty ze stadionu. Samotność mocno doskwiera pod stadionem Millwall, zwłaszcza jak jesteś przyjezdnym, więc kilku chłopaków, wyszło razem z nim na zewnątrz i uderzyli do najbliższego pubu pod stadionem. Przyszło dwóch Cockney'i, całkiem w porządku, można było z nimi pogadać. Powiedzieli, że jak chcemy się sprawdzić po meczu, to żebyśmy przyszli do the Tropics. Poszli nawet z typem od nas, żeby mu pokazać gdzie to jest. Powiedzieli, że będą tam czekać. Po meczu policja odgrodziła nas dokładnie na jakimś placyku. Powiedzieli, że zanim ruszymy, Millwall musi się najpierw rozejść, a było ich kilka stów. Nie bardzo w to wierzyłem. Czekaliśmy tam całą wieczność. W końcu zaczęli nas prowadzić w górę ulicy. Większość fanów skręciła w lewo, ale my wiedzieliśmy gdzie jest the Tropics i poszliśmy w prawo. Jeżeli z tymi kilkoma stówami Millwall to prawda, to nasza misja miała charakter samobójczy. Było nas 40, rozbójników. Ale co mieliśmy robić? Po to tam przyjechaliśmy. Nic do stracenia, nic do zyskania i cała reszta tych pjerdół. Po kilku minutach marszu, dostrzegliśmy ten pub. Gdy już prawie dochodziliśmy, kilku chłopaków od nich, co stało w drzwiach, wbiegło do środka. Myślałem, że jest posprzątane. W końcu to była ich główna miejscówa. Ani jednego policjanta w zasięgu wzroku. Mimo to, zamiast wybiec całą bandą na nas, oni zabarykadowali się w środku, blokując drzwi wielką deską do krojenia. Okazało się, że nawet nasza niewielka gromadka, znacznie przewyższa liczebnie ich siły. Tego się nie spodziewałem, mając cały czas w pamięci wrogość jaka panowała pomiędzy naszymi gangami. Johnson pisze w swojej książce:
Nienawiść jaką wielu fanów Millwall pała do Evertonu, ciągnie się aż od roku 1974., kiedy to wielu kibiców the Wall, zostało podźganych podczas bójek na Goodison i poza stadionem. Tego im nigdy nie zapomnimy i gdziekolwiek Millwall będzie grał z Evertonem, prawdopodobieństwo masowych zamieszek będzie bardzo duże. No cóż Collins, chyba zapomnieliście, że gramy tamtego wieczoru, bo to co zaprezentowaliście, to jedno z największych rozczarowań w całej mojej chuligańskiej karierze.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black


the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
21-01-2019, 15:30 #282
Ja wiem, że każdemu się może zdarzyć. Nie będę się tu z nich nabjał, bo wiem, że są dobrzy. Tak dobrzy jak to tylko możliwe,ale byłem po prostu w szoku tym ich niestawiennictwem. Kilku. Kpina jakaś. Nie pokazali się i to jest fakt.
Paru napalonych, podjęło niezbyt przekonywującą próbę wdarcia się do the Tropics. Bruce'owi i paru innym nawet się udało. Millwall wyparował przez drzwi z tyłu, a przez drogę szarżowała już na nas niebieska kawaleria z pałami. Otoczyli nas i odeskortowali do autokaru. Oprócz tajemniczej nieobecności Bushwackers, zagwozdkę miałem jeszcze jedną. Niczym Mr. Blonde na filmie Tarantino. Skąd psy tak szybko znalazły się na miejscu. Sprawa wyjaśniła się po rozmowie z Rey'em w autobusie. Otóż co zaszło. Po meczu Rey, nie będąc zainteresowany atrakcjami okołomeczowymi, pozostał pod czujnym okiem eskorty i z resztą fanów udał się na parking, pod autokary. Kibice się zapakowali. Rey stoi z naszym kierowcą pod pojazdem. Idzie pies. Starszy podchoojaszczy. Pyta kierowcy z pierwszego autokaru:
-Ilu masz na liście?
-56
-Ilu na pokładzie?
-56
-Dobra. Możesz jechać.
Następny bus, te same pytania, te same odpowiedzi. Pan policjant podchodzi do naszego środka transportu. Te same pytania, ale odpowiedzi już trochę inne.
-Ilu masz na liście?
-54
-Kogoś brakuje?
-Wszystkich.
Nie takiej odpowiedzi spodziewał się pies. Chciał się już odwrócić, skamieniał, znów powrócił do kierowcy, z karpiem, który powtarzał bezgłośnie-Że co?Że jak? Tlenu.. Dajcie mi tlenu! Po chwili ochłonął. Dotarło do niego i przetrawił informację. Rozgorączkowany zaczął wrzeszczeć do szczekaczki, że wszyscy mają nas szukać. Już! Natychmiast!! Wtedy pojawił się jak dobra wróżka, a żeby go obesrało, Paddy Cook i zapytał o pub najbliżej stadionu, do którego nie powinniśmy się zbliżać.Gdzie pewny wpjerdol. Londyński Bobby pomyślał i mówi - No chyba the Tropics. Tam są! - wyjaśnił mu Paddy. Wiedzieli zanim tam doszliśmy. Potem kiedyś pytałem Pata, dlaczego pozwolił nam się wtedy odłączyć?Nie poszedł za nami?Wzruszył ramiomi i mówi:Lokalni z antychuliganki zapewniali mnie, że mają was pod kontrolą. Że jesteście filmowani i że zaraz was rozpracują. Kazali mu się trzymać na uboczu. Mówił, że oglądał później to nagranie. Siedział z 5 minut z kolegami ze stołecznej, oni się gapią, a telewizor niewłączony. Paddy myśli WTF?! Na co oni się gapią? W końcu pyta się typa obok cichaczem - Dlaczego nie idzie? Przecież idzie. - obruszył się tamten. Taka była jakość tego filmu. Antychuliganka. Chyba w mojej doopie.
[Obrazek: 4e0b1f5fc18040fd0c27d2891789054a.jpg]
[Obrazek: ff2e70805398e9ece51bcc2287d14df8.jpg]

Dla uatrakcyjnienia lektury minikonkurs od wydawcy. Skąd wziął się przydomek Everton FC, The Toffees?
Wskazówka na 18.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2019, 01:36 przez the Painter.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

sterby
Liczba postów:9,237 Reputacja: 14,572
21-01-2019, 17:12 #283
Przy ich stadionie były (są?) sklepiki z cukierkami.



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

[Obrazek: 0_0_520470275_jest_chujowo_ale_stabilnie...middle.jpg]

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
21-01-2019, 18:04 #284
Ciepło. Cała historia z tymi sklepikami. Ale poczekam. Może się znajdzie ktoś, kto zna.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
22-01-2019, 12:49 #285
W rewanżu u siebie, mieliśmy ponad setkę ekipy jak marzenie, ale Millwall nie przyjechał w zauważalnych ilościach, co również przyznaje Johnson na kartach swojego dzieła.. Jak dla mnie to kolo uczciwie opisuje wszystko jak było. Nie wiem skąd ta etykieta bajoka. Przegraliśmy 2:4, mimo że prowadziliśmy 2:0 i po meczu wielu Cockneys wyłapało klapsy. Najlepszy fajt to był jak taka junior-mafia z Evertonu, przytyczyła 5 Londyńczyków idących w stronę zaparkiwanego wozu. Dla naszych młodzieżowców była to bolesne doświadczenie. Trafili na nie na tych gości, co trzeba. Tych 5 ogrów, nie przejęło się wcale ilością napastników i rozdając lepce na lewo i prawo, przegonili nasze młode koguciki po całej ulicy. Wtedy dołączyło się paru starszych Evertończyków i w efekcie, Cockneys z pichami odjechali swoim Mercem, niemal rozjeżdzając wszystkich po drodze. Psychhopaci. Z naszych młodzieżowców mieli beczkę &śmiechu i wesela. (kolejny szczery chuligański autor). .

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
23-01-2019, 11:21 #286
Leicester City
Baby Squad, to może nie jest najbardziej mrożąca krew w żyłach nazwa firmy, ale ja dla chłopaków z Leicester, zawsze będę miał szacun. Za co? A choćby za to, że przyjechali na Goodison dobrą bandą już w pierwszym sezonie po awansie. Za każdym razem u nich, też zawsze były jakieś atrakcje. Zwykle tak bywa, że beniaminek ma zawsze dobre wsparcie, w pierwszym sezonie po promocji, zwłaszcza gdy przeciwnik jest grubszego kalibru. Dziś, większość tak zwanych większych klubów z zaplecza Premiership , ma wyśmienite ekipy,ale z wyjątkiem takich klasycznych przypadków jak Millwall i Cardiff, które w chuligankę bawią się od zawsze, reszta nie zasługuje na zbyt wiele uwagi. Dziś bardzo łatwo udawać jeżdżących wszędzie twardzieli, pod czujną opieką kamer i eskorty,
ale gdzie oni wszyscy byli w latach siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych, gdy w łeb można było dostać od każdego. Wszędzie i zawsze. Wiem, wiem. West Brom i Stoke zaraz zaczną obracać kota ogonem. Że to, że tamto,ale sprawa wygląda właśnie tak. Fakty mówią same za siebie. W tamtym okresie byli niezauważalni. Każdy kto wtedy działał wie o tym dobrze.
Ale jak już pisałem, Leicester u siebie to była bardzo dobra banda, tylko tak jak wielu innych nie pokazywali się na Goodison. Dlatego gdy graliśmy z nimi w ich pierwszym sezonie, gdy pod stadionem usłyszałem, że mają konkretną bandę na mieście, myślałem, że ktoś sobie jaja robi. Już było za późno na szukanie ich na mieście, więc kilku z nas czekało, aż przyprowadzą ich pod stadion. W końcu się przykulali i byli tam przedstawiciele wszystkich możliwych grup występujących na trybunach. Casualsi, wielu czarnych, co zawsze sprawie, że ekipa z jakichś powodów prezentuje się lepiej, piwne brzuchy, z których niejeden potrafi dobrze strzelić w zęby, oraz mnóstwo starszych typów, noszących się na lata 70.,z mnóstwem tatuaży, również z epoki. Wszyscy do kupy stanowili chyba najlepszy skład jaki odwiedził trybuny Goodison w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Czekaliśmy, aż staną w kolejce do kas, by wtedy ich zaskoczyć. Widać było po nich, że nie czują się zbyt pewnie. Z naszą skromną, na prędce zwołaną gromadką, bez problemu daliby radę, ale jak to zwykle bywa na Goodison, a także na Anfield, gdzieś głęboko pod czaszką wszystkich kibiców przyjezdnych, czai się ten gnębiący, nieustający niepokój-A jak te skoorwysyny mnie potną?

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
23-01-2019, 15:08 #287
Czas na rozwiązanie naszego minikonkursu.
Wszystkie odpowiedzi jakie do nas nadeszły, były prawidłowe..ale najlepszą wysłał kolega Sterby, bo jedyną. Wszystko się tam zgadza z tym, że sklepy z cukierkami, znajdowały się nie pod stadionem Evertonu, a pod stadionami. A było to tak. Początkowo po zawiązaniu się w 1887 roku, Everton FC rozgrywał swoje mecze na Anfield. Nie, żeby musiał z kimś dzielić obiekt, jak w koszmarnej wizji Andy'ego z mistrzostw świata we Włoszech, o nie. Przez pierwsze 5 lat, Everton był jedynym klubem w mieście, a czerwony wrzód LFC, został założony dopiero w 1892. Tam na Anfield, pod Rupert's Tower, znajdował się sklep z łakociami, szacownej pani Mo Bushell. Jej tofi cieszyły się ogromną popularnością wśród fanów Evertonu. I wtedy stała się rzecz straszna. Władze klubu postanowiły się przenieść na nowy obiekt na Goodison. Tam istniał już sklep z cukierkami, należący do Mamy Nobletts, a jej miętówki podbiły serca kibiców tak bardzo, że biało-czarne paski na strojach piłkarzy były zaczerpnięte właśnie od miętusów Ms. Noblestts. Widmo plajty zajrzało w oczy pani Bushell. Jak mogli jej to zrobić. Nieustępliwa Mo wymusiła spotkanie z władzami klubu. Jeśli czegoś nie wymyślicie skończę w przytułku dla ubogich. No i wymyślili. Pani Bushell otrzymała oficjalne zezwolenie na sprzedaż swoich wyrobów, bezpośrednio na trybunach. I tak Everton został "Karmelkami", ale gdyby nie upór pani Bushell, mogliby dziś grać w biało-czarnych paskach a la miętówki.
PS. Na zdjęciu,cukierkami częstuje kibiców wnuczka Mo Bushell.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-01-2019, 01:38 przez the Painter.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
24-01-2019, 01:36 #288
Tak czy siak, było nas 30 i postanowiliśmy się pokazać. Ot tak, na pokaz. Ja i Steve wryliśmy się do kolejki. Od razu zrobiło się wokół nas luźniej. Wszyscy obserwowali nas kątem oka. Dobrze wiedzieli kim jesteśmy. Wreszcie ktoś nie wytrzymał i krzyknął:Chłopaki od nich tu są!!Wtedy wszyscy rozstąpili się, odsuwając się od nas. Dopiero wtedy zdali sobie sprawę, ilu nas jest. Mimo to nikt nie wypłacił nawet strzała. Nic się nie wydarzyło. To krótkie zamieszanie zwabiło "Kaszkieta" i chwilę później zostaliśmy przegonieni z powrotem na Park End. Na stadionie prezentowali się kozacko. Widać było, że rząd za rzędem stoją tam same chłopaki. Także na górnej trybunie Bullens Road mieli prawie cały swój sektor. Z takimi siłami mogliby zadać nam dość poważne straty. Gdyby tylko chcieli. Ale nie chcieli. Po meczu wraz z eskortą odmaszerowali grzecznie w stronę miasta i już nigdy więcej nikt ich u nas nie widział. Oczywiście, należy im się uznanie, za to, że potrafili przyjechać takim składem, zwłaszcza, że było to w okresie wyciszenia wszelkiej chuligańskiej aktywności. Tylko po co jeździć taką ekipą i nic nie nawywijać. To jakby mieć Prosie 911 w kabriolecie i całe lato trzymać je w chlewie. To znaczy w garażu. Ja gdybym miał takie, tyrałbym je bez przerwy od zmierzchu do świtu, a gdybym miał taką ekipę jak oni tamtego dnia, to spaliłbym całe miasto do gołej gleby. Wraz z przyległościami. Nie było szans, że w rundzie rewanżowej, wybierzemy się do nich podobną bandą, więc niezawodna 40 zabrała się w podróż. Wycieczka tylko z zaproszeniami. Brak wolnych miejsc dla tych co mają miękkie kolana. Tylko osoby z naszej maszoperii. Leicester jest bardzo zaniedbane, zwłaszcza stadion i okolice Filbert Street. Gorszy obiekt ma chyba tylko Fulham, ale oni na szczęście spadli Dotarliśmy na miejsce i chcieliśmy się oczywiście wbić do jakiegoś pubu, ale nie było na to żadnych szans. Zamiast tego, zaczęliśmy się włóczyć po mieście. Było jeszcze bardzo wcześnie. Żadni konkretni kolesie się nie pojawili. Wyglądało, że będzie to dzień jak wiele innych, kompletna strata czasu. Jednak wkrótce miało się to zmienić. W zasadzie kręciliśmy się dookoła stadionu. Przy głównej trybunie zaczepił nas czarnoskóry sprzedawca biletów z pod lady i zaproponował nam, byśmy poczekali tam dwie chwilunie i jeden moment, a on w tym czasie zorganizuje ekipę z którą będziemy się mogli sprawdzić. Na początku wydawał się spożo i do pogadania. Niestety z czasem, zaczął się rozkręcać z jakimiś pretensjami do nas. Co chwilę jakieś gorzkie żale, skargi i kazania, że tak się nie robi. Jak? Ano nie przyjeżdża się tak wcześnie konkret ekipy to uderzają do centrum, powinniśmy zadzwonić, dać znać, że przyjeżdżamy i tak na okrętkę. Cała litania. Ileż można? No ile, ja się pytam. Więc Joe zayebał mu laczka w ryj z wyskoku i ścigał go aż na koniec ulicy. Typ pogubił te swoje bilety z pod lady. Gdy oddalił się już całkiem sporo, zaczął coś do nas krzyczeć. Coś jak-"Koniojebbcy! Poczekajcie. Nie ruszajcie się stąd!". Coś takiego. Słabo go było słychać, bo dystans między nami był naprawdę bezpieczny. Ostrożny chłop. Wolał nie ryzykować.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
24-01-2019, 18:34 #289
Stadion wciąż jeszcze był zamknięty, więc dla odmiany zaczęliśmy się kłócić o to co robimy. Idziemy do miasta, czy zostajemy pod stadionem. Kilka osób poszło zamówić sobie burgera i wydawało mi się, że jest tam jakaś kotłowaninka. Myślałem, że kolo od burgerów, został obrabowany z wpływów, ale okazało się, że to paru zgredów z Leicester dojebbało się do Kelly'ego. Jeden z nich strzelił go w zęby i zaczął się zrywać truchtem w stronę parkingu. Na ryju malował mu się szeroki uśmiech cwaniaka. Myślał sobie pewnie-Ale leszcze przyjechały. Biegł centralnie w miejsce, z którego obserwowałem całe zajście. Dobiegł do mnie i zamachnął się sierpem jak cepem, który minął moją szczękę o dobre pół metra. Po czymś takim, musiał się zatoczyć w moim kierunku. Prawa fizyki. Odchyliłem tułw lekko do tyłu i z całym impetem wyjebbałem mu z foranta w ten jego uśmiechnięty, nalany jasnym pełnym ryj. Już się nie uśmiechał. To było naprawdę imponujące uderzenie z głowy i nawet przy wszystkich główkach, jakie strzelili Bob Latchford, albo Andy Gray, grając w słynnych koszulkach w królewski błękit, nie musiałbym się za nie wstydzić. A Billy "Nalana gęba" Brew, odpłynął do krainy wiecznych łowów. Albo raczej wiecznego chlanie w jego przypadku.
Zaraz zrobił się hałas i jego kumple zostali rozgonieni jak muchy. Postanowiłem przeczekać, aż się trochę uspokoi w sklepiku z pamiątkami Leicester. Jedyną przeszkodą, był "Nalana gęba" leżący pod moimi nogami. Przestąpiłem nad nim, jak nad powalonym pniakiem i jak gdyby nigdy nic, poszedłem zobaczyć na nowe szaliki Lisów.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
24-01-2019, 23:53 #290
Gdy stamtąd wyszedłem, trochę się przeraziłem, bo wciąż leżał nieruchomo w tym samym miejscu. Jakaś kobieta przykryła go swoim kożuszkiem, a lekarz i sanitariusz z pogotowia, próbowali go przywrócić do życia. To była jego wina, ale poważnie, nie wyglądał najlepiej.Założę się, że gdy wybudził się ze śpiączki, parę tygodni później, nie wyglądał dużo gorzej. Ja miałem małe rozcięcie na czole, ale przez kilka tygodni cierpiałem bóle głowy. Gdy w końcu wybrałem się do lekarza, ten wyciągnął mi stamtąd kawałek jego zęba. To by tłumaczyło moje migreny.
Nie minęło dużo czasu, gdy na horyzoncie pojawił się czarny konik, minus bilety, z niewielką ekipą , złożoną z ich podstawowych zawodników. My tymczasem, z własnej, albo z przymuszonej woli, porozłaziliśmy się wszędzie. Część poszła na burgery do innej budki, obok sektora dla przyjezdnych. Przez parę pierwszych chwil wynik starcia nie był przesądzony i parę osób od nas musiało się wściekle bronić. Gdy jednak nadbiegła reszta od nas, tamci momentalnie odpalili wrotki. Stałem znowu koło tej budki z burgerami i gdy zobaczyłem, że zarządzili odwrót, nie mogłem się powstrzymać. Złapałem za wielką butlę keczupu, stojącą na ladzie i pjerdolnołem nią w typa, który z kumplem atakował Poula. Chłop miał na sobie biały płaszcz Stone Island. Przefarbowałem mu go na karminowy. Gdy podjechały wąsy i sytuacja się uspokoiła, ten kolo najpierw oddalił się spokojnie, ale po paru krokach zaczął się histerycznie wydzierać, że go pochlastaliśmy. Przerażenie miał takie na twarzy, że psy łyknęły kita. Też postanowiłem się stamtąd oddalić. Zatrzymałem się dopiero, gdy coś mnie solidnie łupnęło w tył głowy. Obracam się i widzę wielkiego babsztyla z budki z burgerami. Najwyraźniej pracowała w systemie jeden burger sprzedany - jeden burger zjedzony. Takiego strzała, mogę to przyznać z ręką na sercu, nie dostałem nigdzie cały sezon. Zwróciłem jej grzecznie narzędzie zbrodni, ale już podjechała policja i zaczęli nas rewidować. Nawet po chwili zaczęli rechotać, gdy pocięta ofiara ze zdumieniem odkryła, że w jego krwiobiegu płynie Heinz nr 57. Puścili mnie, gdyż póki co, doprawianie kogoś sosem, nie funkcjonuje jako przestępstwo w kodeksie karnym.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
25-01-2019, 21:29 #291
Wchodząc na stadion, wciąż miałem z tego bekę.Na sektorach Leicester doszło do niewielkich starć, gdy ochotnicze siły Evertonu, zostały tam wyniuchane. To był trochę jak powrót do lat 80. Mecz, to było takie same szaleństwo, jak to co działo się pod stadionem. Najpierw prowadziliśmy 2:0. Potem dwóch graczy Evertonu zostało odesłanych do szatni i skończyło się tak, że Leicester wywalczył remis. Przez cały mecz rzucali w nas drobnymi, ale i tak bawiliśmy się świetnie. Gdy strzelili drugą, fotelik o centymetry minął moją głowę. Jakaś kobieta podała mi to krzesełko i zamierzałem zagrać return na podwójną dwójkę. Z butlą keczupu lepiej mi poszło. Zamiast na podwójną dwójkę, trafiłem na podwójną trójkę, czyli w typa jakieś sześć rzędów odemnie. Trzeba się było już stamtąd zbierać i kilku nas spotkało się przy wyjściu. Leicester już tam czekał i jechali z tymi fanami Evertonu, którzy chcieli wyjść wcześniej. Pyskaty Jocks tam brylował. Cwaniak z przedłużaczem. Gdy zwykli kibice cofnęli się przed nim, ja wjechałem prosto w niego i wyłapał takiego buta w jaja, aż zawył. Wtedy zjawiły się psy, a że widzieli z daleka, że machał kosałką, zawineli go od kopa. Mnie też chcieli drutnąć, ale tłum wstawił się za mną, mając na uwadze, że prawdopodobnie uchroniłem parę osób, przed szyciem na pogotowiu i wyrwali mnie z ramion stróżów prawa i porządku. Zostałem przepchnięty i ukryty gdzieś z tyłu, ale w tłumie i w zamieszaniu, straciłem moją ulubioną kurtkę, która kosztowała mnie ponad cztery paczki. Na zewnątrz jazda na całego. Leicester próbował się przegrupować, po tym jak zostali odepchnięci przez główne siły Evertonu. Za chwilę jednak psy przejęły kontrolę nad sytuacją. Kelly dał mi swoją kurtkę i jakoś doszedłem do autobusu. Gdy tam siedziałem zobaczyłem typa w mojej kurtale. Moment podbiłem do niego i odzyskałem moją ulubioną część garderoby. Z radością mogłem się pożegnać z Filbert Street. Starczyło nam jeszcze czasu na promocję w monopolu, a potem zjazd na autostradę. Wesoły był powrót do domu, a historię o typie, w którego żyłach zamiast krwi płynął keczup, opowiadano ze śmiechem do późnej nocy.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
27-01-2019, 01:34 #292
Pięści i styl
Po niedługim czasie, problemy ze znalezieniem transportu na wyjazdy, zaczęły się nam piętrzyć. Policyjny wydział ds. zwalczania futbolowego chuligaństwa odrobił zadanie i przejrzał naszą taktykę. Gdziekolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek byśmy nie pojechali, ciągnął się za nami policyjny ogon. Okazało się, że każda firma transportowa i każdy przewoźnik w rejonie Merseyside, ma obowiązek informować policję w przypadku, gdyby fani Evertonu próbowali wynająć u nich autokar. Jazda pociągiem to już wogóle była strata czasu. Gdy tylko wsiadaliśmy do jakiegoś, zaraz był tam kipisz, spisywanie, obstawa. Pojechaliśmy raz pociągiem do Barnsley, to ja, Steve i Kelly, musieliśmy siedzieć w barze na stacji, podczas gdy wszystkim innym zezwolono iść do pubu. Grożono nam, że jak się stamtąd ruszymy, zamielą nas od kopa. Żadnych tłumaczeń. (Bo co? - dop. tłum.)Wtedy zaczęliśmy wypożyczać minibusy, ale po występach na Boro, wypożyczalniom zakomunikowano, że mają nam więcej nie wynajmować żadnych pojazdów. Mieliśmy dosyć. Na koniec sezonu postanowiliśmy zaszaleć, Snorty Fourty przekształciła się w Twenty i do Blackburn pojechaliśmy pięcioma przedłużonymi limuzynami.
Ten dzień przeszedł do historii i opowiadano później o nim legendy. Żałuję tylko, że nie graliśmy wtedy z jakąś poważną drużyną, bo to całe Blackburn, to dajcież mi spokój. Śmiechu warte. Raz ich zmasakrowaliśmy na stacji na autostradzie, po najgorszym meczu w historii o Tarcze Dobroczynności, przeciwniko nim na Wembley. To był ten sezon kiedy sobie kupili tytuł za miliony Jack'a Walker'a. Lepiej by chyba było dla nich, gdyby wychylali butelkę whiskey. Na całym stadionie było może ze trzy dychy, z tego zaledwie pięć koła z Blackburn. Pojechałem autobusem. Co z tego, jak cały dzień podążali za mną jak cień, smutni panowie ze scouse i z cockney komendy. To nawet nie był żaden hool-bus, pełno tam było chłopaków, ale nie koniecznie rozrabiaków. Sami tacy, którzy jechali tam, by miło spędzić czas w gronie znajomych. Niestety mój dzień zepsuła kompletnie policja. Wtedy po raz pierwszy, uświadomiłem sobie, jak oni tam wszyscy ciężko pracują nad moim przypadkiem. Przed meczem byłem chyba przeszukiwany ze cztery razy. W końcu próbowałem się ukryć gdzieś na Swiss Cottage, parę mil od stadionu. Siedzimy z trzema kumplami przy bronkach w ogródku Wine Baru. Cisza, spokój. Upał jak cholera. Żadnych bitewnych manewrów. Nie byliśmy zainteresowani. Nagle podjeżdża dwóch gostków, obcieli nas i stanęli na zakazie. Akurat przechodził mundurowy krawężnik i zwrócił im uwagę, że nie mogą tam parkować. Coś do niego zagadali i sobie poszedł, a oni rozsiedli się w ogródku po drugiej stronie ulicy. Byłem pewien, że jeśli się ruszymy, oni podążą za nami. Tak też się stało. Gdy się podnieśliśmy, oni już czekali na chodniku. "Dokąd to Nicholls? Jakie plany?". I następne kilkanaście minut stracone, gdy grzebali mi nieśpiesznie po majtkach, w poszukiwaniu ostrych narzędzi, twardych narkotyków,materiałów wybuchowych, pierwiastków rozszczepialnych, pornografi dziecięcej, nie wiem czego jeszcze. Poprosiłem o protokół przeszukania, który w przypadku kolejnych zatrzymań, powinienem okazać i zostać puszczony wolno. W praktyce jednak, zanim wyjechałem z miasta, rewidowano mnie jeszcze pięć razy. Rozumiem , jakbyśmy grali z jakąś Chelsea, ale kilku chłopaków z browarami w rękach, na wyjeździe na mecz z Blackburn, naprawdę ciężko uznać za organizację terrorystyczną, zagrażającą bezpieczeństwu narodowemu.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
27-01-2019, 15:33 #293
Pomimo tego, gdy w drodze powrotnej, zatrzymaliśmy się na stacji serwisowej, trafiliśmy akurat, jak autobus chłopaków od nas, oprawiał Blackburn i to grubo. Plastikowym Mancsom się chyba lejce poyebały. Myśleli, że w przewadze liczebnej są nie do ruszenia. Brutalnie zostali wyprowadzeni z błędu. Spjerdalali w pola, nie oglądając się za siebie.
Więc gdy na koniec następnego sezonu, pojechaliśmy tam limuzynami, myśleliśmy, że może będą szukać rewanżu, ale gdzie tam. Przez cały dzień nie wypatrzyłem ani jednego zawodnika z Blackburn. Chyba od tamtej pory, wogóle już nigdy nie widziałem żadnego. Jadąc tam po drodze zatrzymaliśmy się w Preston. To była beka. Ludzie na ulicach zatrzymywali się, myśląc chyba, że to grupa jakichś celebrytów odwiedziła ich miasteczko. Nie mieli pojęcia, że w limuzynach podróżuje banda wrednych hooltaji, którzy robią sobie jaja z policji, za to, że ta utrudnia im organizowanie wyjazdów. Dojechaliśmy do Blackburn, a szoferzy poinstruowani przez nas, zajechali pod główne wejście. Gdy tam podjeżdżaliśmy, psy wstrzywały ruch na skrzyżowaniach. Zajechaliśmy na parking dla VIPów i wysiadając, machaliśmy prezesom. Beka jak chooj.Najlepszy motyw był przy wjeździe na parking. Bramę otwierał nam usłużnie sam Paddy Cook, a gdy zorientował się z kim ma doczynienia, tak nerwowo zaczął uruchomiać swoją kamerkę, że prawie mu z rąk wypadła.
Po meczu zostaliśmy obdarzeni konkretną eskortą i wywiezieni z miasta. Chyba się nasz żart funkcjonariuszom nie spodobał. I znów trafiliśmy do Preston. Poszliśmy do klubu. Dołączyło do nas paru chłopaków z pociągu i była nas jakaś 30. Bawiliśmy się świetnie do czasu, aż przy wejściu zaczęło się jakieś awanti pomiędzy bramką i grupą tubylców. Pozwoliliśmy się wykazać bramkarzom, myśląc, że to nie ma nic wspólnego z nami. Ale nie. Poprosili nas o opuszczenie lokalu, jako że grupa na zewnątrz to kibice lokalnej drużyny, którzy wrócili właśnie ze swojego wyjazdu, dowiedzieli się o nas, że bawimy się w ich mieście cały dzień i teraz próbują się wedrzeć do środka, aby się do nas dobrać.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
27-01-2019, 17:30 #294
To był błąd z ich strony, którego konsekwencje okazały się dla nich dość bolesne. Gdy po raz drugi próbowali się przedrzeć przez bramkarzy i wbić do środka, paru ich kumpli, którzy już byli na sali, zaczęło wiraszyć. Szybko się uspokoili, jak wyłapali po kilka liści. Ja i Steve widzieliśmy co się zbliża i zgodnie stwierdziliśmy, że trzeba to ztłumić w zarodku. Zdmuchnąć świeczkę, zanim się spali stodoła. Witty prał się z kolesiem i stracił jakieś 600 funtów w złocie, gdy po jednej z wymian, jego sikor i kajdan przeleciały na drugą stronę parkietu. Włączył się Steve i wyłączył typa jednym strzałem z akcji. Mieliśmy wolną drogę do wyjścia. Stali na zewnątrz i darli mordy, żebyśmy do nich wyszli. To nie była firma, która mogłaby grać w naszej lidze. Gdy wyskoczyliśmy na nich, od razu się cofnęli, patrząc jeden po drugim, szukając w swoich szeregach bohatera wieczoru, który poprowadziłby ich do zwycięskiego boju. Nie było takiego. W związku z brakiem aktywności ze strony przeciwnika, przejęliśmy pałeczkę. Steve skrócił dystans i wypłacił latarę pierwszemu z brzegu. Ruszyłem na dobitkę, ale Steve tylko machnął ręką, dając znać, żebym sobie dał spokój. Wzorcowo mu siadło, typ rozkraczył się, jak mała żyrafa tuż po porodzie. Nie było co poprawiać, więc zajęliśmy się resztą. Ale oni mieli już game over. Szliśmy wzdłóż ulicy pełnej barów i nie mogliśmy znaleźć przeciwnika. Odwracano się do nas plecami, albo spuszczano wzrok. Skończyło się na aferze z bramkarzami, którzy nie chcieli nas wpuścić do knajpy, w której schroniły się małe myszki, co rzucały do nas, kotów burych szklankami. Jak się szklanki skończyły, uciekły do dziury. Taki młodszy ziomuś od nas złapał za solidną tacę i zaczął szklić okna w tej imprezowni, jedno po drugim. Na psy nie trzeba było długo czekać. Otoczyli nas i odeskortowali do limuzyn. Gdy odjeżdżaliśmy stamtąd, z jednego z wozów dobiegało puszczone na całą pytę "Hope and glory".

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-01-2019, 17:34 przez the Painter.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
27-01-2019, 21:22 #295
Potem mieliśmy jeszcze kilka ciekawych wypadów. Przede wszystkim weekend w Aberdeen, który dla mnie osobiście, mocno się przedłużył. Ale wkrótce stało się praktycznie niemożliwością, pojechać gdzieś tak, żeby policja nie zepsuła, albo nie uratowała dnia, zależy kto, z której strony patrzy. Paddy Cook, został zastąpiony przez panią funkcjonariuszkę, która nasze harce i wybryki brała bardzo do siebie. Paddy Cook wykonywał swoją robotę rzetelnie. Rozkminił jak działamy i wiedział co nas cieszy. Zawsze starał się byśmy mogli się napić w pubie i potrafił powiedzieć, czy w danym dniu mieliśmy misję do wykonania, czy tylko chlanie i dobrą zabawę w planie. Wielu chłopaków myślało, że wśród nas był konfident, który donosił mu o naszych planach. Ja tak nie uważam. Myślę, że po prostu był dobry w tym co robił. O niebo lepszy od innych wąsów, z którymi mieliśmy doczynienia. Sami żeśmy doprowadzili do zaostrzenia sytuacji, przez te wszystkie nożowe sprawy, ale tego nie był nikt w stanie kontrolować.
W końcu jednak wszystko zaczęło się sypać. Ten się położył, tamten się położył, tego i tego zbanowali. Na miejsce każdego chłopaka, który odpadł z jakichś tam powodów, w kolejce czekało już kilku młodych, gniewnych, ale dla mnie to już nie było to samo. Chociaż według mojej wiedzy, dziś Everton może w każdej chwili wystawić podobną liczebnie, lub nawet większą grupę, dla mnie to już nie będzie tym, czym kiedyś było. Niektórzy się z tym nie zgodzą i mają do tego prawo. Żyjemy w wolnym państwie. Dla niektórych chłopaków Everton nigdy nie cieszył się reputacją na jaką zasługiwał. Nigdy na trybunach nie staliśmy się potęgą, chociaż stać nas było na to. Zawsze pozbawieni przywódcy, słabo zorganizowani. Ale to był właśnie typowy Everton. Jedno jest pewne. Jeśli miałeś zły dzień i nadziałeś się na Snorty Fourty, zapamiętałeś ten dzień na długo. Zwłaszcza gdy nie byliśmy w nastroju do żartów. Ze wszystkich moich sezonów jakie rozegrałem w mojej długiej karierze, jak ja to lubię nazywać, te kilka należało do najlepszych. Byliśmy kumplami, zarówno do śmiania jak i do zgryzot. Tylko ci, którzy byli w takich niewielkich, blisko związanych ze sobą ekipach, znają ten klimat. Tą bandę, którą mieliśmy, wystawiłbym każdego dnia, przeciwko każdej, zbliżonej w liczbach z jakiegokolwiek klubu.
Widywałem Everton często, jak obrywał bęcki i nieraz darliśmy zelówy na różnych stadionach w latach siedemdziesiątych, gdy wszyscy jeszcze byliśmy młodzi. W latach osiemdziesiątych takie przypadki były już sporadyczne. Natomiast z lat dziewięćdziesiątych, nie pamiętam, żeby ktoś zrobił naszą 40. Ani razu. Takie są fakty i tylko farmazoniarz będzie im zaprzeczał. Wciągająca Czterdziecha była niepokonana i z dumą piszę te słowa-Byłem jednym z nich.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-01-2019, 21:26 przez the Painter.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
28-01-2019, 01:16 #296
Rozdział 17
U siebie i na wyjeździe

PRZEZ CAŁĄ TĄ KSIĄŻKĘ, chciałem oddać jak najrzetelniej i szczerze to co mnie spotkało jako futbolowego chuligana. Oczywiście nie da się uniknąć pewnych wypatrzeń, czy subietywizmów, spowodowanych tym, że jestem z Evertonu i byłem związany z tą, czy tamtą firmą. Ale starałem się trzymać faktów i pisząc o niektórych sprawach, podpierałem się tym co udało mi się znaleźć podczas szperania w bibliotekach na dany temat. To ważne, bo ile osób uwierzyłoby, że horda Scousers'ów, jest w stanie zawrócić statek na środku Morza Irlandzkiego i zmusić go do powrotu do portu po paru pozostawionych na keji chłopaków. Niewiele, ale ja mam gazety, które o tym piszą. Całkiem poważne tytuły. To samo w sprawie autobusu klubowego AFC Wimbledon. Moglibyście zapytać Vinnie'go, albo poprosić mnie, żebym wam pokazał relacje prasowe i zdjęcia. Tak samo moja obecność na ławce podczas meczu Szwecja-Anglia i hymn śpiewany z piłkarzami na murawie. Dziś takie rzeczy wydają się niedopomyślenia Ale to wszystko się wydarzyło naprawdę. Gdybym ja sam, coś takiego przeczytał, uznałbym to za knoty wyssane z palca, albo przynajmniej historię mocno ubarwioną.
Co najbardziej mnie irytuje w książkach o chuligance dostępnych na rynku, to to, że nie ma w nich tła, podbudowy faktami i dla wszystkich, którzy mają pojęcie, są zwykłą fikcją, beletrystyką. Książki West Ham i Chelsea są niesamowite. Czy kiedykolwiek, ktokolwiek z Londynu dostał po główie, albo musiał uciekać? Jeśli nie potrafisz przyznać, że dostałeś wpjerdol, lepiej wejź spjerdalaj. Jeśli twierdzisz, że nigdy nie spjerdalałeś, wejź nie pjerdol. Albo jesteś kłamcą, albo jesteś z Londynu.

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
28-01-2019, 01:48 #297
Słowo od wydawcy
Nie mogłem się powstrzymać
Maybe it's becouse I'm a Londoner

Wydaję mi się, że opinia autora o kibicach ze stolicy jest tylko częściowo prawdziwa. Tak w 50%,to znaczy, jeśli chodzi o WHU. Czytałem dwie książki kibiców CFC i na bank w "Armed for a match" autor przyznaje szczerze, że był świadkiem jak ICF zajęła the Shed i Headhunters nie mieli nic do powiedzenia. Pisze też o tym jak uzbrojeni w bejsbole poszli w rewanżu na sektor West Ham i bardzo szybko stamtąd uciekli bici po głowach tymi samymi bejsbolami. W książce Kinga, nie pamiętam przykładów, ale autor przytacza słowa typa z MC - "Jeśli ktoś twierdzi, że jest chuliganem z 30 letnim stażem i nigdy nie dostał wpjerdol, ani nie spjerdalał, to albo kłamie, że jest chuliganem, albo nie potrafi przyznać się do porażki. Tak czy siak jest kłamcą." i podpisuje się pod tymi słowami.
Tymczasem Bill Gardner, legenda ICF (na pewno barwna postać, bigger than life jak to tutaj mówią) oświadcza wprost tymi słowami: I've never been done and I've never run. Nigdy nie dostałem i nigdy nie spjerdalałem. Powołuje się nawet na jakieś schorzenie, które nie pozwala mu biegać. Ma pono nawet papier od lekarza. A jego kumpel Andrew Swallow, w jednym z pierwszych rozdziałów swojej książki pisze o wpjerdolu bodajże na Sheffield (ten przynajmniej szczery) "Wszyscy padali od nas po kolei. Padł Cass. Ja ledwo stałem. Potem GARDNER. I ja też."
No i kto tu jest kłamcą?
Z jakichś nieznanych mi powodów autor jednak czuje mięte do kibiców WHU. Nawet do thc, sorry TH FC (full of shits).

ŚWIEŻO MALOWANE



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
28-01-2019, 12:54 #298
Gdybym chciał zmyślać i przekręcać historie, nigdy nie przyznałbym się do tego, że spjerdalałem na QPR, i to tak, jakby od tego zależało moje życie. Nie pisałbym o tym, że zostałem posadzony na mojej tłustej doopie, przez takich potentatów jak Oxford, czy Stockport. Gdzie tylko było to możliwe, umieszczałem wyłącznie moje własne wspomnienia. Czasami, przyznaję nie mogłem uniknąć zapożyczeń i musiałem skorzystać z relacji innych. Starałem się jednak, żeby było tego jak najmniej.
Nie mam wątpliwości, że wielu z was, pyta się teraz, kto to jest ten kolo, Nicholls? Nie miałem nigdy takiej prasy jak mój stary znajomek Mr. Dodd, podczas jego krucjaty by stać się England's no.1.Ani nawet takiej jak jego mentor, nieżyjący już Poul Scarrott. Obaj ci panowie, gdy byli u szczytu swojej sławy, pojawiali się częściej w gazetach, niż rodzina królewska, a za parę miedziaków wrzuconych do kieszeni, sprzedawaliby nawet własne doopy na Euston. Taka komedia może mieć tragiczne zakończenie za kratami. Wielu reporterów i dziennikarzy próbowało namówić mnie na rozmowę, czy wywiad. Nieraz do zgarnięcia była niezła sumka za opowiedzenie historii i kilka zdjęć. Miałem okazję być w TV i tam rozmawiać na temat, który tak mnie pochłania. Przemyślałem jednak sprawę i odrzuciłem tą propozycję, tak samo jak wszystkie pozostałe. To nie był właściwy czas. Teraz jest.
Nie musisz być superstar, jak Doddy, czy ś.p Poul Scarrott, żeby być szanowanym w każdym zakątku kraju. Wejźmy takie Cardiff, Manchester United, Middlesbrough i Aberdeen. Same firmy z czołówki tej branży. Wszędzie tam mogę pojechać nawet dziś i topowe chłopaki stamtąd wezmą mnie na browar. Będziemy chlać cały boży dzień i ani razu nie będę musiał sięgać do kieszeni. No może z wyjątkiem Aberdeen. Co, Szkotów nie znacie? Jeśli nie darzyliby mnie szacunkiem, nie miałbym tam czego szukać. Guza co najwyżej. Wielu chłopaków z innych firm, może przyjechać na tych samych zasadach na Everton, bo tak samo jak ja, są ze starej szkoły. Te fiuty, które mącą dzisiaj, w czasach gdy kibolskim światem rządzili tacy kolesie jak O'Neills, Swallow, czy Chellews, nawet do obczajki by się nie łapali. Chyba tylko na wystawę dla przeciwnika i to nie na pewno, bo tam też trzeba mieć nerwy i trochę sprytu. Tak więc teraz możecie dopasować nazwisko do ryja tego typa, którego widzieliście tyle razy na stadionie, o ile chciało się wam szukać pozameczowych emocji. Stanąć i się spróbować. Tak szczerze, to niewielu miało na to ochotę. Byłem na około 70 stadionach w całym kraju i walczyłem na większości z nich, lub w ich okolicy.
Pierwsza publikacja tej książki, zbiegła się mniej więcej w czasie, z opublikowaniem informacji o ilości zakazów dla chuliganów z poszczególnych klubów, dotyczących wyjazdu na mistrzostwa świata w Japonii i Korei. Że też im się chciało. Jaki był sens wogóle?Ale przynajmniej pomogło mi to przelecieć przez wszystkie kluby i odświeżyć sobie w pamięci, które z nich mają dobre chuligańskie zaplecze.

81% książki

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-01-2019, 19:07 przez the Painter.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,065 Reputacja: 5,316
28-01-2019, 19:46 #299
Tabela była raczej płynnym przewodnikiem, po tym, gdzie, ilu osobom zabroniono jechać na MŚ., ale nie mam wątpliwości, że po całym kraju dzwoniono w dzwony i puszono się na necie-U nas najwięcej banów. Mamy najlepszą firmę. Czy rzeczywiście? Przyjrzyjmy się. West Ham-13 banów. Shrewsbury-14 banów. Czy to znaczy, że wyjazd na Gay Meadow jest bardziej niebezpieczny niż popołudnie we wschodnim Londynie? Birmingham-16, Derby-37. DLF wykazuje większą aktywność niż Zulu Army? Everton-5,Liverpool-6,razem do kupy mniej niż Lincoln City. Lepiej już dajmy spokój. Biedne Brentford, Bournemouth, Kidderminster, Macclesfield Town, Southend, Torquay i Wycombe. Ich kibice nie otrzymali ani jednego zakazu. Czy to znaczy znaczy, że u nich nie ma chuliganów? Raczej tamtejsze psy są zbyt leniwe, bo każdy klub w kraju ich ma.
Chciałbym zobaczyć podobną "tabelę niesławy", przed Mundialem w 82'.Z dzisiejszymi sądami, spotterami, monitoringiem. Pewnie wyglądałoby to jakoś tak. West Ham-1597 banów, Everton-1364, Liverpool-1196,Manchester United-1845 i tak dalej. Musieliby chyba zakotwiczyć statki na Morzu Irlandzkim i przerobić je na pływające więzienia, żeby nas wszystkich pomieścić i trzymać z dala od trybun. 50% przebywających w zakładach penitencjarnych, to byliby futbolowi bandyci. Większość ekip z dużych klubów, została już przeze mnie omówiona wcześniej, więc ten rozdział poświęcam tym wszystkim, o których się jeszcze nie zająknąłem. Nie dlatego, że nie cenię tych ekip. Raczej dlatego, że nie mieliśmy okazji się spotkać i stanąć na przeciw siebie. Birmingham, Cardiff, Portsmouth, czy Millwall mają jedne z najlepszych band w kraju, ale to nie moja wina, że ich drużyny grają pytę, obijając się sezon za sezonem w niższych ligach.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-01-2019, 02:00 przez the Painter.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

sterby
Liczba postów:9,237 Reputacja: 14,572
28-01-2019, 20:36 #300
nie nadążam z czytaniem, jakieś zawody w tłumaczeniu na czas są?



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

[Obrazek: 0_0_520470275_jest_chujowo_ale_stabilnie...middle.jpg]






Skocz do: