Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
05-02-2019, 01:56 #321
Ostatnio o mało nie spotkaliśmy się z chłopakami od nich na Goodison. Poszliśmy do the Lounge na drina. Nagle, telefon z pod Dęba, że jest tam paru takich pyskatych i srają się o coś do naszej młodzieży. Gdy dotarliśmy do the Oak, psy już ich stamtąd wyprowadzały. Jeden parsknął śmiechem na nasz widok:"A wy co? Kawaleria?". Nie wiedzieli nawet jak blisko byli stratowania.
Ale nie cały Bolton jest taki nijaki. Znam tam jednego typa, Dużego Shaun'a i sztamę mamy bardzo dobrą. Przyznam się szczerze, że trochę na tym korzystam. Zawsze jak gramy u nich, mam zaproszenie do jego sky boxa. W programie jest też darmowe Ale cały boży dzień, to znaczy na koszt gospodarza. Żadnego dzielenia wydatków. Nie myślcie tylko, że to jakiś naiwny baran. Dobrze wie, że mój ban, obowiązuje także na tych elegantszych częściach trybun.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2019, 08:12 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER


the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
05-02-2019, 09:33 #322
Bristol Rovers
Gdy pracowałem w Bristol, chodziłem na Rovers. Wskazałbym ich jako mój ulubiony klub z całego kraju,z niższych lig. Mają małą, ale śmiałą ekipkę i po może niezbyt udanym starcie, później już jeździlo nam się wspólnie bez zgrzytów. Mam tam wielu ziomków. Stoudy, Mayo i mój kolo Colin,który jeździł też na West Ham. Same dobre chłopaki. Kiedykolwiek tam zawitam, zawsze jestem, bardziej niż mile widziany.
Ale na początku nie było tak po bratersku. Obskoczyłem dobry wpjerdol, gdy pierwszy raz tam zabłądziłem.
Bristol to miasto pełne przemocy, a rywalizacja pomiędzy kibicami Rovers i City, jest zaciekła i intensywna. Podczas mojego pobytu tam, obserwowałem nawet zaostrzenie tego i tak już brutalnego konfliktu. Atak za atak, cios za cios. I zęby za zęby były wybijane po całym mieście. Miejscówy przeciwnika najeżdżano w ramach karnych ekspedycji. W ramach odwetu. W poszukiwaniu zemsty na niekończącej się spirali agresji i nienawiści.
Mieszkałem na Filton, które obok Patchway i Kingswood, należy do bastionów Rovers. Raz ustawiłem się ze znajomkiem, w pubie o nazwie Britannia.Nie wiedziałem, co jest trąfem i kto tam dryni. Nie wiedziałem, że tam się nie wchodzi, chyba, że znasz wszystkich w środku i wszyscy w środku, znają ciebie. Wbiłem do lokalu, rozglądając się za moim ziomkiem na około. Chyba był konkurs karaoke, bo jedna laska śpiewała "I Will Survive". Gdy podszedłem do baru, lokalna Diana Ross zamilkła, a cała miejscówa zamarła w grobowej ciszy. Myślałem, że tylko tak świrują, że to jakaś wkrętka. Psikus, który robią każdemu, kogo widzą pierwszy raz. Zlałem to i najspokniej w świecie zamówiłem sobie browara.
-Dla mnie duży Guinness.
-Dla ciebie mały Guinness. - poprawił mnie barman.
-Nie koorwa. Duży Guinness. Poproszę. Ja pjerdolę. Co, nie macie dużych szklanek?
-Uwierz mi koleś. Dużego tutaj nie zdążysz wypić.
Obejrzałem się. Wielki typ z prezencją rzeźnika nieśpiesznie ściągnął swoją przechodzoną skórę. Rozejrzałem się. W knajpie komplet. Było parę maniur z amstaffami. Niektóre z tych sierściuchów wyglądały przyjaźniej, niż ich "pancie". Rzeźnik patrzył na mnie cały czas i old-schoolowo podwijał rękawy.
-Przyszedłeś na karaoke, czy na coś innego? Bo jak na coś innego, to dobrze trafiłeś.-zapytał z wrednym uśmieszkiem.
Wtedy już byłem pewien, że to nie jest wkrętka, że nie skończy się na podśmiechujkach. Co było robić. Spuściłem uszka zakłopotany i z krótkim, ale gwałtownym zamachem, sprzedałem mu czopsa na brodę. To nie był kiepski strzał. To był kiepski pomysł. Wszyscy, co byli w środku, rzucili się na mnie,włącznie z barmanem. Latalem po całej sali, modląc się tylko, żebym jak najszybciej został dokopany gdzieś w pobliże drzwi. W sumie to było ich tyle, że tak naprawdę poważnej krzywdy, nie mogli mi zrobić. W końcu moje prośby zostały wysłuchane. Celne dośrodkowanie do sieni, przeturlikałem się przez próg i uchylone drzwi na Indianę Jonesa i już byłem na zewnątrz. Cud normalnie, że mnie nie pochlastali. Obolały, otrzepałem się z kurzu, złapałem taryfę i pojechałem do następnej knajpy.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2019, 09:38 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
05-02-2019, 21:39 #323
No, niewiele brakło. Laska co tam śpiewała, nie mogła lepiej dobrać repertuaru.
W następnej knajpie spotkałem tego mojego kumpla. Nie mogłem uwierzyć. Gdzie się do chooja podziewałeś? Powiedział, że był w tamtym pubie, ale gdy wszedł, zobaczył typów wąchających klej, więc zawrócił w progu. Poszedłem się doprowadzić do jako-takiego stanu, do kibla, a tu zaraz za mną wchodzi paru typów. Od razu do mnie, czy jestem za City. To było ponad moje siły. Miałem dosyć i chciałem wracać do domu. Żeby się odyebali powiedziałem im, że jestem z Evertonu i że przyjechałem tu na jakiś czas, bo tu mam robotę. Nastawienie do mojej osoby, zmieniło się natychmiast i to na lepsze. Kolesie okazali się całkiem do rzeczy. Oświecili mnie i posiłkując się wycinkami z lokalnej prasy, wprowadzili mnie w sytuację panującą obecnie na froncie lokalnym. Opowiedzieli mi o wszystkich wyjazdach, atakach i zasadzkach. Pokazali prasowe doniesienia,, o kibicu Rovers, którego niemalże zatłuczono na śmierć, kijami bejsbolowymi, nabijanymi gwoździami. Sprawa była świeża, z przed paru tygodni, więc każda obca twarz na horyzoncie, zaraz powoduje nerwowe ruchy. To by wyjaśniało, chłodne przyjęcie na karaoke.
Okazało się też, że w porównaniu do innych nieszczęśników, którzy nieroztropnie zabłądzili w niegościnne progi Britanni, to i tak tanio się wykpiłem. Tydzień wcześniej, wszedł tam szukać pomocy, Pakistańczyk, któremu pod tym parszywym pubem zepsuła się fura. Bardzo szybko poczuł palącą potrzebę poszukania pomocy gdzieś indziej. Na pogotowiu, policji, albo na straży pożarnej. Podpalili go żywcem. Pełno tam zawsze największych mętów miasta Bristol, którzy nawet w najgorszych miejskich rynsztokach się nie mieścili. Chłopaki z Rovers bekę mieli niewąską ze mnie, że wydostałem się stamtąd. Żywy i w jednym kawałku.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-02-2019, 16:43 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
08-02-2019, 08:36 #324
Zostałem z nimi do późnego wieczora, osuszając kolejne kufle z ale, a potem jeszcze wybrałem się z nimi na kilka meczyków. Top "dzieciory" (kiddies), jak lubili sami siebie przezywać.
Wyjazdy mieli wtedy takie atrakcyjne, jak na przykład Twerton Park w Bath. A nie,przepraszam. Tam grali mecze "u siebie". Uwierzcie mi, łatwej pryszcza na doopie wycisnąć, niż się tam dostać. Ale mieli "Dużego Alistaira" Alisona za menadżera i taki sobie tłum na trybunach. Najlepszy mecz, na jakim tam byłem to derby wygrane przez Rovers 4:0 Cieszyłem się razem z chłopakami. Oni z tego, że lokalnego rywala pogromili strasznie, a ja się cieszyłem, że chłopaki mają się z czego cieszyć. Najlepsze było to, że City przystępował do tego spotkania jak murowany faworyt, top-dog, który miał rządzić i dzielić przez cały sezon. Woop! Woop! Zamiast dominacji, eksterminacja. Piesek Chojrak, mógł sobie obgryźć, co najwyżej własne kosteczki. Zebraliśmy się w jednym podejrzanym klubie na Kingswood i furami pojechaliśmy do Bath. Rovers mają nieliczną, ale niebezpieczną bandę. Jeździliśmy wszędzie szukając wrażeń i ekipy City. Przyjechali późno. Po meczu dołączyłem do składu wyjściowego Rovers. Były jakieś przepychanki i szamotaniny, ale nic poważnego. Gazety pisały tylko o City,ale z moich obserwacji wynikało, że Roversom niczego też nie brakuje.
Trochę się podkoorwiłem, gdy przyszło mi opuścić Bristol. Stało się tak, po jednym starciu, w centrum miasta. Ogromny czarny "kiddie" z City, startował do wszystkich pod frytkami. Pomyślałem krótko- "A chooj, let's go!" i wyskoczyłem na parkiet. Chłop złapał za jeden z tych szpikulców, co się wbija w ziemię i ogradza taśmą, przy nagłych robotach drogowych. Też się złapałem za taki i po chwili wyglądaliśmy, jak Harvey Keitel i Keith Carradine na "The duelists" Ridley'a Scotta. En Gard! Do okoła zebrał się spory tłum ciekawskich. Typ był dla mnie za silny. Zupełnie inna kategoria wagowa. Nawet nie sąsiednia. Gdy upuściłem mój niby miecz, pjerdolnął mi konkret sztycha przez całe moje czoło. Zgasło mi światło i zobaczyłem ciemność. Poczułem nieświadomość i byłem zrobiony po całości. O cal minął moje oko. Po dziś dzień mam wyraźne zgrubienie, w miejscu gdzie pękła mi czaszka. Tłum wciągnął mnie nieprzytomnego do smażalni, ale mojemu adwersażowi, korba odyebała straszna. Wyrwał płytę chodnikową i jebbnął nią w wystawę. Zaraz potem, psy go zamieliły i okazało się, że był na angel dust (PCP,fencyklidyna - dop. tłum.) To by wyjaśniało jego nieziemską siłę.
[Obrazek: c993ae04b3cbc80c5bdd953b41f9d412.jpg][Obrazek: a097ad03f27ea92d460113e3b8dbb065.jpg]

C17H25N

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2019, 11:28 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
09-02-2019, 19:16 #325
Nie było to zbyt sprytne posunięcie z mojej strony i przez tydzień leżałem w łóżku, na rekonwalescencji. Przez to, straciłem pracę,którą tam miałem. Żal mi było stamtąd wyjeżdżać. Polubiłem Bristol i jego surową atmosferę. Miejsce może niezbyt gościnne, ale jeśli znasz tam odpowiednich ludzi i obracasz się w pewnych kręgach, nie ma lepszej miejscówy na wieczorny wypad na miasto. W swojej doskonałej książce pod tytułem "Bovver", Chris Brown napisał: "Dobranoc Irenko". Właśnie tak. Życzę Dobrej nocy. Po ataku metalową sztabą odpłynąłem stamtąd, ale zabrałem ze sobą kupę fantastycznych wspomnień, chwil spędzonych wspólnie z chłopakami z Rovers. Nie powróciłem tam nigdy więcej, z wyjątkiem wyjazdów Evertonu na City. Parę sezonów temu, Rovers grali u nas w Worthington Cup i przyjechało ich całe mnóstwo. Próbowałem w ich tłumie wpatrzyć jakieś znajome twarze, ale dałem sobie spokój, bo psy robiły się bardzo nerwowe, gdy tylko pojawiłem się w pobliżu i zaczynałem się rozglądać. Jeśli jednak ktoś z moich znajomych stamtąd czyta to teraz, pamiętajcie. Zawsze jesteście mile widziani na Goodison.

Cardiff City
Soul Crew (ekipka CC FC-dop. tłum.),to obecnie, chyba najbardziej znana firma w kraju. Złożyły się na to, głównie ostatnia ich inwazja na murawę, oraz rzucanie monetami. Obie te sytuacje, podczas pojedynku z Leeds (tak na marginesie, niewiele więcej tam się wydarzyło). Do tego doszły jeszcze irracjonalne zachowanie ich prezesa Sama Hammam'a i publikacja książki "Soul Crew", napisanej przez Tony'ego River'sa i Davida Jones'a. Nie czuję się kompetentny do ich oceny, jako że byłem tam tylko raz i to w dodatku bardzo dawno temu.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
10-02-2019, 03:38 #326
Widziałem filmiki, które obiegły kibolski półświatek i trzeba przyznać, że mieli masywne ekipy na Stoke i na Millwallu. Czy jednak naprawdę są z nich takie fachury, na jakich się kreują?
Oczywiście po obejrzeniu filmu dokumentalnego z 2002 roku, można śmiało stwierdzić, że Cardiff jest w stanie wystawić ekipę zdolną zdemontować każdego przeciwnika.Tu nie ma żadnych wątpliwości. Mam na myśli, że są w stanie to zrobić. Wyniku z góry nie przesądzam. Są też czasami ekipą do której można się podpiąć, przyjechać po frenczajze. Takie walijskie Chelsea, albo Manchester United.Gdy grają jakiś ważny mecz, to tak jakby tam cały kraj się stawił, z wyjątkiem Swansea i Wrexham. Ja to wiem, bo sam to widziałem. Znam typów z Bangor, co jeżdżą na co najmniej 6 gier w sezonie i setki chłopaków z Valleys (walijskie doliny, obszary zamieszkane-dop. tłum.) robi dokładnie tak samo. Życzę powodzenia. Poza tymi 6 meczami, jest w sezonie jeszcze 40 innych, na których będzie ich tylko parę tuzinów. Uwierzcie, znam mnóstwo takich miejsc, gdzie zawitali nieliczną grupą, tak jak cała reszta nas. Więc fama o tym, że co tydzień mają armię na dwa koła, jest tylko famą.

https://youtu.be/_l9TZd-i17g
https://youtu.be/NCRH1RtV_LA

W 9. ROCZNICĘ TAMTYCH WYDARZEŃ

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2019, 11:00 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
10-02-2019, 12:12 #327
Znam tam jednego z czołowych napastników Cardiff, który jest wspominany w tej książce River'sa i Jones'a. Dobry z niego łobuziak i wielokrotnie był u nas goszczony na Evertonie. Przyznam, że nie spotkałem jeszcze, bardziej szczerego gościa niż on. Myślę, że napisałby trochę inną historię, prawdziwą,ponieważ rzeczy, które o nas napisali dj Dai (Jones) i Lakey (Rivers), są raczej mocno dyskusyjne, oględnie mówiąc. Jak sami przyznali, jeden z nich jest niemal Kopajtem (fanem Liverpoolu - dop. tłum.),więc jak dla mnie, nie dziwi nic. Widziałem się z Lakey'm, gdy był członkiem panelu, na spotkaniu w Liverpoolu, poświęconemu hool-bookom. Pogadaliśmy wtedy dłuższy czas, próbując ustalić nasze niezgodności. Spotkałem też Dave'a. Obaj to dobre chłopaki, ale matematyka nie jest ich najsilniejszą stroną!
Wejźmy przykładowo, pierwsze nasze spotkanie z roku 1977, opisane przez nich. Ich ziomek wspomina, że cztery koła Evertończyków w moherowych sweterkach, przyjechało dwoma pociągami (strasznie długie pociągi musiały jeździć w tamtych czasach) i zostali zdemolowani, po czym biegusiem wrócili na stację, a było dopiero 20 po 4. Owszem Everton cofnął się wtedy, ale na pewno nie byliśmy w pociągu, zanim się mecz nie skończył. Trzymajmy się rzeczywistości. Jeśli to była najważniejsza zdoopcanka, to niezłe bitwy musieli oni tam mieć, przez te wszystkie lata.
Ich opis wydarzeń z dnia, gdy my graliśmy na Newport w Pucharze, a oni w ten sam dzień, podejmowali Millwall, wtedy gdy ich mecz został odwołany i obie firmy (Soul Crew CC i F-Troops z the Wall - dop. tłum.) pojawiły się na trybunach w Newport, ma zayebistych początek. Cały sektor przyjezdnych został wtedy podzielony na trzy, dobrze od siebie odseparowane sekcje. Szkoda, że wszystko popsuli stwierdzeniem, że Everton próbował namówić wtedy Millwall, na wspólny atak wymierzony w Cardiff. To tak, jakby ktoś napisał, że Cardiff błagało Swansea o wsparcie przeciwko siłom Flint Town United FC. Każdy kto zdawał sobie sprawę, jak wiele jest nienawiści pomiędzy nami, po tym jak siedmiu Londyńczyków, zostało podźganych majchrami u nas na Pucharze w latach 70.,wiedziałby, że oni nie naszczaliby na nas, nawet gdybyśmy się palili żywcem.
Pomimo tych nieścisłości, Cardiff nie tylko można, ale wręcz trzeba, zaliczyć do topowych ekip w kraju. Dokument z 2002., jeszcze tylko poprawił im, ich i tak bardzo złą reputację. Ale za naciągane uważam stwierdzenie, że ich banda u siebie, jest nietykalna. Słyszałem, że Mancs z United, pozwalali tam sobie na wiele. Obiło mi się też o uszy, że ostatnio Spurs, powitali ich gorąco i że Walijczykom na długo pozostanie w pamięci, to przyjęcie w północnym Londynie. Byłem też niedawno świadkiem, jak wielu tak zwanych chłopaków od nich, podczas meczu Rosja-Walia, wolało oglądać z bezpiecznego hotelowego baru, to co działo się na zewnątrz, nie przejawiając specjalnych chęci, by przyłączyć się do tańca.
Na bank mają tam potencjał i mogą się stać kiedyś wielkim klubem. Chciałbym, żeby w najbliższej przyszłości, awansowali do Premiership i pokazali na co ich tak naprawdę stać. Pragnąłbym też, żeby ich prezes Sam Hammam przejął Everton. Chłop jest niezły czub i wpasowałby się u nas idealnie. A ja być może dostałbym drugie życie, extra bilkę, kartę "wychodzisz wolny z więzienia" i powróciłbym na mój ukochany Goodison.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
11-02-2019, 09:21 #328
Coventry City
Highfield Road na zawsze pozostanie w mym sercu, jako że był to stadion, na którym zostałem aresztowany po raz pierwszy w życiu. Dobra, żarty na bok. Niektórzy uważają, że nie jest to wcale taki przyjemny wypadzik. Pokazało się to ostatnio, gdy grali z Manchesterem City w Pucharze. Znaleźli się też na czołówkach gazet, po bitwie stoczonej u siebie z Portsmouth, którą pokazywała telewizja. W latach osiemdziesiątych, to prawda. Jeździło nas tam parę tysięcy i był to chyba najłatwiejszy wyjazd na Midlands. Chociaż kiedyś tam wbiłem na główną trybunę i zostałem pogoniony przez całe mnóstwo punków. Gdyby wtedy nie zjawiło się paru typów z Evertonu, którzy ratowali mi doopę, pewnie niejednego martensa miałbym odbitego na ryju. I na doopie też. Spacer z powrotem, ze stadionu na dworzec, często obfitował w atrakcje.Miejscowi lubili przyatakować, gdy przechodziło się przez park w kierunku początku Highfield Road.
Jeden z naszych chłopaków, wyłapał tam wyrok i były to chyba największe sądowe jasełka, jakie widziałem. Wracaliśmy wtedy pociągiem do domu i cała banda dzieciaków, urządziła sobie promocje w wagonie restauracyjnym. Gdy stanęliśmy w Crew, jakieś dwie dychy policji kolejowej (ale nie SOK jak u nas, tylko takie specjalne psy, tylko od środków transportu publicznego. British Transport Police. - dop. tłum.) wjechało nam do pociągu i zaczął się kipisz w poszukiwaniu dowodów. Większość materiału dowodowego została już jednak zjedzona. Kenny, tak dla jaj złapał za puste opakowanie po kanapce i zapytał psa, czy tego właśnie szukają we dwudziestu. Psu żart najwyraźniej nie przypadł do gustu i drutneli Kenny'ego za ... paserkę!Kenny nie przypucował się z założenia i sprawa trafiła do sądu koronnego (Crown Court, sąd wyższej instancji, gdzie o winie decyduje ława przysięgłych-dop. tłum.) Koniec końców, ławnicy uznali Kenny'ego winnym. Następna sprawa na wokandzie, to był policjant, oskarżony o zamordowanie swojej żony i upozorowanie wypadku samochodowego, w celu ukrycia zbrodni. Byli tam dziennikarze z wszystkich ogólnokrajowych gazet, by relacjonować czytelnikom ten proces. Sprawa Kenny'ego była tak idiotycznie śmieszna, że wszystkie pismaki pofatygowały się na salę, na ogłoszenie wyroku. Sędzia zaczął perorować o tym jak to kanapka, w cenie detalicznej 78 pensów, kosztowała podatników 17 tysięcy. I boom! Trzy miesiące odsiadki. Cała sala zaniemówiła. Z wyjątkiem Kenny'ego, który wyprowadzany przez klawiszy, wykrzykiwał bardzo obraźliwe epitety pod adresem brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Mało się nie udusił.
Moje najgorsze doświadczenie tam, to gdy robiliśmy ten stary kasztanowy przewał z biletami. Na każdym stadionie, kilku chłopaków szło do kasy i pytało się panienki sprzedającej, czy ma do odebrania bilety dla mister Young'a. Gdy przeglądała koperty z zarezerwowanymi biletami, chłopaki obcinali tylko i zapamiętywali nazwiska na nich wypisane.Ktoś zauważył nazwisko Quinn i po kilku próbach podając najbardziej prawdopodobne imię, wpadło nam w ręce mnóstwo biletów i wejściówki do baru dla zawodników. Okazało się potem, że były to bilety Mickey'ego, brata Scousersa, który grał w Coventry. To był typ, z którym lepiej było nie walić w chooja.

[Obrazek: b98094e8e1c54e4f7f2ad9253c095c85.jpg]
Tu jeszcze fota do poprzedniego podrozdziału

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-02-2019, 09:52 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
11-02-2019, 20:05 #329
Nie minął nawet kwadrans i zjawił się braciak Quinn'a z całą bandą ziomali. Prawie tam łeb do okienka kasy wsadził, gdy laska oświadczyła mu, że jego bilety parę minut temu już zostały odebrane. Sprawa się szybko nagłośniła między nami i myślę, że mu te bilety wtedy zwrócono. Sto procent pewny nie jestem, bo pobiegłem sobie zająć miejsce na sektorze Evertonu, w tej samej sekundzie, gdy usłyszałem do kogo należą.
Coventry mało nas nie spuścili, parę sezonów temu. Stawili się licznie, szoł zrobili kosmiczny, bawili się ślicznie. My, żeby się utrzymać, potrzebowaliśmy wygrać. Oni wyrównują minutę przed końcem. Cały Away End wybucha w szale radości. My już zbiegaliśmy na sam dół, by wyspać się na boisko. Nagle wrzask. Bolton stracił bramkę. Remis nam wystarcza. Gdybyśmy spadli wtedy, mogłaby być niezła rzeźnia po ostatnim gwizdku. Stało się inaczej. Tak czy siak Coventry, zdawało się to zwalać z chooja. Nie wiem skąd się brał ten ich spokój i opanowanie. Z odwagi godnej podziwu, albo z ograniczenia umysłowego, godnego pożałowania.
Często w życiu, a na boiskach piłkarskich zwłaszcza, odmieniają się dziwnie koleje losu. W 85. pojechaliśmy do Coventry, już jako mistrzowie i to oni musieli nas pokonać, żeby sobie zabezpieczyć pozostałnie w lidze.Nasi piłkarze odstawili wtedy żenującą manianę. Przegrali 4:1 okrywając nasz klub palącym wstydem. Rezultatem Coventry zapewniło sobie ligowy byt, jednocześnie pieczętując spadek Norwich. Gdyby to wydarzyło się dzisiaj, pewnie byłoby śledztwo dlaczego zagraliśmy tak słabo. Po meczu Coventry wbiegło na murawę, a cały Everton śpiewał:"Chaaa-mpions! Chaaa-mpions!". Tak zastanawiam się teraz, gdybyśmy wygrali i Coventry by spadło, czy też by śpiewał cały.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
12-02-2019, 14:03 #330
Grimsby Town
Graliśmy z Grimsby pod koniec lat 70. i na początku 80.Na obu tych meczach próbowali coś zdziałać i trzeba im przyznać, że były to próby całkiem udane. Tak na dobrą sprawę, to byli raczej na pewno, najlepszą firmą z niższych lig, jaka zawitała do nas i mówimy tu o naszych najlepszych latach. Gdy graliśmy u nich, pokonali nas w Pucharze Ligi, a w tamtych czasach to miało jeszcze znaczenie, bo było to trofeum warte zdobycia. Tuż przed końcem spotkania, wybraliśmy się tłumem, na ich sektor. Myśleliśmy, że to będzie spacerek, ale pomyliliśmy się i to bardzo. Skończyło się gwałtowną, brutalną walką, niemal na śmierć i życie. Trochę to trwało, zanim psy przywróciły porządek. Pod stadionem atmosfera przesiąknięta wrogością i zażarta bitwa całą drogę do autokaru. Nie cofnęli się ani o cal, u siebie.
W 85. przyjechali na Everton w tych samych rozgrywkach i wbili wcześnie do Blue House'u, tak jak wiele innych ekip przed nimi. Villa, Boro, Newcastle i Sunderland, wszyscy próbowali tej samej sztuczki. Trzeba jednak przyznać Grimsby, że trochę dłużej nam zeszło niż zazwyczaj, żeby ich wreszcie tam dopaść. Normalnie nie chcieli nas wpuścić. Szturmowaliśmy raz, za razem, co w tamtym okresie było normą. Kilku pochlastaliśmy, co też nie było niczym nadzwyczajnym. Mimo to, oni wciąż byli w grze. Nie byli to żadni casuals, ale wielu tam było wyrośniętych typów, którzy wywalczyli sobie wysokie noty za styl i agresję. Na boisku znów w plecy i goście tak się rozbujali, że po meczu nawet próbowali nas atakować. Wiem, że dla nich to była okazja. Wielki mecz, na który w miasteczku organizuje się pospolite ruszenie. Młode matki pchają wózki, babcie pchają dziadków na wózkach. Jadą wszyscy. Nie ma dyskusji. Mimo to uważam, że była to banda lepsza, niż wszystkie inne, jakie gościliśmy w tamtym sezonie, a odwiedziły nas wszystkie najlepsze.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
12-02-2019, 17:18 #331
Hull City
Jest to jedyna firma, o której tu wspominam, a z którą nigdy nie zaliczyłem żadnego starcia. Widziałem ich kilka sezonów temu w Manchesterze i muszę przyznać, robili wrażenie. Było ich ze 200 i wyglądali na profesjonalistów. Nazywają Silver Cod Squad, od knajpy, w której drynią, a typ, który to tam wszystko ogarnia, jest już grubo po czterdziestce. Mój człowiek z Cardiff przewinął mi, że Hull uzyskało tam nawet korzystny rezultat i na Swansea też. U siebie mogą wystawić jakieś trzy stówy, zwłaszcza na jakiś ważniejszy mecz, wliczając w to wszystkie bramki z miasta i z okolic.
Coś tam się działo na przedsezonowym sparingu z Boro i kilku chłopaków od nich wyłapało za to wyroki. Ich głównodowodzący, autor książki "City Psychos", skontaktował się ze mną, bo organizowali wieczór dobroczynny dla rodzin tych zatrzymanych chłopaków. Wysłałem im parę fantów podpisanych przez Owen'a i Rooneya,żeby je zlicytowali na aukcji, którą robili przy tej okazji. Dzień później, paru typów stamtąd wydzwoniło do mnie z podziękowaniami i z zaproszeniem do nich na meczyk. Miły gest z ich strony. Dziękówa. Jak tylko skończy mi się ban, skorzystam z waszej gościnnej propozycji. Będę też pamiętał zabrać ze sobą więcej talarów. Pracowałem kiedyś z wieloma chłopakami stamtąd i wiem, że potrafią się bić, ale płacić nie lubią bardzo. Skąpe dranie do bólu!

Ipswich Town
Sam nie mogę w to uwierzyć, że pojechaliśmy aż dwa razy do tych pajaców, ale jak za pierwszym razem trochę nawywijaliśmy, to nie wypadało się nie pojawić w następnym sezonie. Mogło się okazać, że jednak sobą coś prezentują. Okazało się, że jednak nic nie prezentują i niepotrzebnie żeśmy sobie wogóle doopę nimi zawracali. Wszystko na co było ich stać, to zaalarmować psiarnie, która węszyła cały dzień, jak tu mnie skręcić za organizowanie przemocy i sprawstwo kierownicze. Powalić się za młóckę z Mancsami, czy z jakąś dobrą Cockney-firmą, to jeszcze zrozumię. Ryzyko zawodowe. Ale pierdzieć w pasiaki za jakiś śmieszny młyn, ze śmiesznym Ipswich - czysta głupota.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
12-02-2019, 22:25 #332
Przysięgam, już tam nigdy więcej nie pojadę.
Pojechaliśmy się tam zabawić i wykorzystać okazję, do zorganizowania małej pępkówy, bo tak się akurat złożyło, że jeden z chłopaków został ojcem. Gdy wieść się rozeszła, mała pępkówa, przerodziła się w pępkówę king-size i na zbiórce frekwencja była zadziwiająca. Wbiliśmy do ogromnej kufloteki pod dworcem i tym razem, kłopoty były ostatnią rzeczą jakiej szukaliśmy. Po jakiejś godzince imprezy, podbija do nas jakiś ogolony na łyso debil, aż żal patrzeć normalnie i mówi nam, że jest chuliganem z Colchester i że ma na telefonie chłopaków z Ipswich, którzy chcą się z nami ustawić i ustalić wynik. Dał nam swój telefon i osoba po drugiej stronie, mieniąca się przedstawicielem ekipy Ipswich, potwierdziła, to co wcześniej przekazała nam chuligańska duma starożytnego grodu Colchester. Powiedziano nam, żebyśmy szli w kierunku centrum i spotkamy się z nimi w połowie drogi. Chociaż pomysł był idiotyczny, zdecydowaliśmy, że pójdziemy i się rozejrzymy. Osobiście uważałem, że to ktoś chce się z nami głupio zabawić, albo co gorsza, wystawić.
Dotarliśmy do ogromnego ronda i rzeczywiście, Ipswich zmierzało w naszym kierunku od drugiej strony. Było ich ze trzy dychy, ale bardzo szybko nastąpiła redukcja o jakąś połowę. Jeszce parę jardów i znów kilku odbiło. Gdy do nas doszli ich liczba stopniała w lejącym się z nieba żarze, do sześciu sztuk. Stwierdziłem, że nie ma co się irytować, ani też kręcić niepotrzebnej afery i trzeba im odpuścić. Ewentualnie zaproponować spotkanie w późniejszym terminie, jak jego kolegom się pofarci i znajdą swoje jaja. Przedstawiłem mu się bardzo uprzejmie i przedstawiłem mu moją uprzejmą propozycję.
-Siemanko ziomuś. Jestem Nicholls. Słuchaj, jak chcesz, możemy się spotkać później, tylko powiedz gdzie i kiedy. Jak nie, to przestrzań nas podkoorwiać, bo zostaniesz przejebbany.
Miał szansę, ale zamiast łapać dary losu, próbował mi wypłacić strzała, mamrocząc coś,o skromnej zawartości mojego portfela. Sam dobrych manier nie miał za grosz. Lekki balans, unik i i piękny prawy zamachowy na szczękę. Od razu mu się włączyło: "TylkoMnieNieChlastajcie!Koorwa!ProszęWas!TylkoNieKosyProszę!".
Nie chciało nam się wyciągać sprzętu na tego barana. Jeden tylko małolacik podbił i oderwał mu z kurtały znaczek Stone Island, tak żeby sobie zapamiętał lekcję. Ale łeb miał chyba zbyt ograniczoną pojemność mózgu, żeby przyswoić taką prostą naukę. Odbiegł kawałek i zaczął drzeć ryja, głównie w temacie moich preferencji seksualnych i ich zaspokajania moją prawą ręką, z którą dopiero co miał nieprzyjemność się zapoznać. Nie odbiegł zbyt daleko, więc dopadłem go po paru szpagatach i dostał konkret kujawiaka w jaja. Podskoczył, odbił się, przeskoczył przez murek i .. zniknął. Wychyliłem się, żeby zobaczyć co jest za murkiem. Nic tam nie było. Jakieś 20 stóp (6 metrów - dop. tłum.) poniżej było przejście podziemne. Leżał tam ten pojebb. Nie mógł się pozbierać.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2019, 22:35 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
13-02-2019, 14:27 #333
Jego ziomale dostali parę lepców, a potem podjechała blacharnia, otoczyli nas i zaprowadzili na stadion.
Wyszliśmy wcześniej, dobre 20 minut i udaliśmy się do tej samej knajpy co przedtem. Czekaliśmy tam z godzinę, albo lepiej, ale nie zauważyliśmy nawet ich cieni, więc ruszyliśmy w drogę powrotną. Czterech chłopaków od nas, poszło na pociąg. Gdy tylko zodtawiliśmy ich na dworcu, Ipswich wpadło i ich zmasakrowali. Okazało się, że czekali tam cały czas zczajeni,licząc właśnie na taką okazję. Żal trochę chłopaków i Terry'emu rozkwasili nos wzorcowo, ale powinni jechać z nami autobusem. Woleli udawać wirachy. Bujasz się koleją w poszukiwaniu wrażeń,uważaj co ci się marzy. Oznaczało to jednak, że znów tam będziemy musieli jechać w następnym sezonie. Słyszałem, że następnego dnia Ipswich wylewało żale po całym internecie, że cztery dychy Evertonu, zmłóciło pięciu typów od nich, z tego dwóch wylądowało w szpitalu. To była ich wina, nie nasza.
W następnym sezonie, też pojechaliśmy autobusem i nie było problemów z zebraniem kompletu. Dojechaliśmy tam przed 12.i uderzyliśmy do centrum. Nigdzie jednak nikogo nie spotkaliśmy i dopiero koło siódmej wieczorem, gdy wbiliśmy do jednej knajpy, miejscowe pały wyprowadziły stamtąd 10 typa od nich, którzy byli bliscy płaczu. Do tego czasu, psiarnia tam miała już nas dosyć i nie mogli się doczekać, aż się wyniesiemy. Jeden wąs odciągnął mnie na bok i mówi, że zaraz podjedzie pod knajpę nasz autobus i mam 15 minut na spakowanie wszystkich. Jak nie to oni mnie spakują do celi, w której będę oczekiwał na poniedziałkowe posiedzenie sądu. Nie miałem problemów z podjęciem decyzji. Wyjeżdżamy stąd.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
14-02-2019, 09:49 #334
I wyjechaliśmy, bez wypłacenia nawet jednego strzała. Ich przedstawiciel od PR, po dziś dzień przesiaduje w necie, krążąc po fanpejdżach, wypisuje, jaki to ze mnie wydyganiec i jeszcze zaklina się, że mnie tam nie było, jak został znokautowany. No cóż, gdyby mu naprawdę zależało, żeby wyjaśnić tą sprawę, skontaktowałby się ze mną i podał mi swój adres, a ja odesłałbym mu ten znaczek Stone Island, który mu odpadł od kurtki, gdy był przez nas sprawiany. Zatrzymałem go sobie na pamiątkę, ale jak mu go brakuje, to mogę mu go odesłać.

Leeds United
Leeds Service Crew,czy też Yorkshire Republican Army, to ekipa budząca największą grozę w kraju. Przynajmniej w Bournemouth na pewno. W latach siedemdziesiątych ceniłem ich, nawet bardzo. Zawsze byli chętni, szukać wrażeń na Priory Road. U siebie gotowali wredny poczęstunek, a spacer na stadion i z powrotem, nie należał do najbezpieczniejszych. W tamtych czasach, nie ważne było, że jesteś kilkunastoletnim brzdącem. Jak nie byłeś zakutany od stóp do głów w biało-żółte barwy, byłeś dla nich odpowiednim celem ataku.
Jednak gdy pojawiła się scena casual w Yorkshire, jakieś kilka lat po tym jak dotarła ona do Manchesteru i jakąś dekadę po tym, jak my ją odkryliśmy, od tamtej pory, jak dla mnie, tłum z Elland Road, przestał się liczyć zupełnie. Jeździli w dużych liczbach do stolicy, zrobili wokół siebie szum na Chelsea, ale w Manchesterze i na Merseyside, już tacy twardzi nie byli. Wielolkrotnie znajdowali się na czołówkach gazet, ale głównie z powodu wandalizmu na masową skale;w moim mniemaniu nigdy nie pozbierali się po zamieszkach ze Strajku Górników, ale wozili się na tym przez kilka lat. Weźmy ich występ na Bournemouth, gdzie "pojechali grubo" . Spalenie kilku leżaków na plaży i rzucanie nawozem osiołków we wczasowiczów, ciężko nazwać solidnym rezultatem w skali ogólnokrajowej.
Od lat siedemdziesiątych, nie przyjechali ani razu na Everton, taką bandą, jaką zwykli odwiedzać nas wcześniej. Szaliki i bluzy Three Stars, zamienili na koszulki z przyciętymi rękawkami i pumpy. Oczywiście, towarzyszyły im kłopoty, ale to już nie był ten sam wymiar co kiedyś i wielu starszych walczaków od nich, dało sobie spokój, nie mogąc wśród nowej mody, znaleźć nic co by na nich pasowało.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
14-02-2019, 15:45 #335
Najlepsze awanti z nimi,miało miejsce u nich, na Pucharze Anglii w 85.Oni nieźle sobie radzili wtedy na drugim froncie, zarówno na boiskach, jak i poza nimi. My mieliśmy lidera w najwyższej klasie rozgrywek. Pojechaliśmy w pięć stów normalnym pociągiem i gdy przybyliśmy na miejsce, zamknięto cały dworzec z nami w środku. Czekaliśmy na specjalne autobusy, które miały nas zabrać na stadion. Przeskoczyłem z peronu przez tory, a tam już był teren Royal Mail (Poczta - dop. tłum.),z którego można było swobodnie wyjść na ulicę. Krzyknąłem na resztę, żeby podążali moimi śladami, ale zaledwie kilka osób się pofatygowało, więc wrzasnąłem na nich:
-Co jest do koorwy nędzy?!Po co żeśmy tu przyjechali?! Tylko koniobijcy czekają na autobusy. Reszta za mną!
Chwilę później 300 Evertonu, wymaszerowało na ulicę i wpadło prosto na ekipę Leeds. Chyba nie zjarzyli z początku, że jesteśmy z Evertonu. Stali, a za chwilę było już za późno. Pierwszy z brzegu, dostał ode mnie z foranta. Impet był taki, że rozjebbał głową, wystawę sklepu. Widząc to, reszta czmychnęła. Zjawiły się psy i próbowały nas zagonić z powrotem na dworzec. Z 300, na wolności pozostała mniej niż setka. Nie przejmując się zbytnio tą drastyczną redukcją naszych sił, kontynuowaliśmy naszą inwazję na Yorkshire. Wkrótce setki Leeds otaczały nas ze wazystkich stron. Po chwili utonęliśmy w ich tłumie i już nikt nie wiedział, kto jest kto. Gdy przechodziliśmy tunelem pod ulicą, ich przeciągłe skandowanie: Leeds! Leeds! Leeds! stało się tak głośne, że prawie rozrywało bębenki w uszach, ale nie mogło zagłuszyć naszych lęków, że oto za moment będziemy wściekle ścigani, albo brutalnie wymordowani. Ewentualnie, spełnią się obie przerażające wizje, jedna po drugiej.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2019, 11:54 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
15-02-2019, 01:18 #336
Zdecydowanie wolę tą pierwszą, ale czy będę miał wybór. Dookoła panował totalny chaos, a ciemności jeszcze go potęgowały. Nikt nie wiedział, kto jest z Leeds, a kto z Evertonu i wszyscy ładowali wszystkich po ryjach. Ci z Leeds na samym przedzie, zatrzymali się i zablokowali drogę. Myślałem, że to już koniec, ale Mark wyciągnął wtedy z pod płaszcza maczetę i zakomunikował wszystkim - Zostaję z tyłu. Jak ktoś będzie mnie próbował minąć, dostanie tym.
Uratowało nas to przed całkowitą zagładą. Zterroryzowani, bez możliwości odwrotu, ruszyliśmy do szaleńczego ataku. Albo raczej uciekaliśmy przed furiatem z karczownikiem do gałęzi. Leeds nie wytrzymało napięcia i zaczęli zpjerdalać. Gdy już nie było wroga przed nami, zrobiliśmy nawrotkę i ruszyliśmy na ekipę Leeds, którą cały czas mieliśmy za plecami. Ci też się cofnęli. Droga do centrum stała otworem. Nie było już nikogo, kto by chciał nam na niej stanąć. No chyba że psiarnia, która znów się pojawiła, skoczyła na nas i zagonili nas na takie schody, do jakiegoś budynku administracji, czy jakiegoś urzędu. Leeds w osłupieniu patrzyło na naszą garstkę, nie mogąc uwierzyć, że dwie potężne ekipy od nich, spaliły wrotki przed czymś, co ledwo na oddział partyzancki się kwalifikowało. Po chwili wybuchła tam gorąca dyskusja, która wkrótce przerodziła się w gwałtowną kłótnie. Ostro tam rozkminiali jak mogło do tego dojść. Zaraz zaczęło się wzajemne obwinianie i odgrażanie. Krzyknąłem do jednego Yorkie, co stał bliżej nas-Właśnie w osiem dych pogoniliśmy dwie wasze bandy. Spojrzał spode łba złym okiem i odparował cierpko - Pjerdol się! Sami żeśmy się nawzajem pogonili. Bull's eye. Kolo trafił w punkt. W tych cholernych ciemnościach i w całym tym koorewskim zamieszaniu, ci z Leeds przed nami, których zaatakowaliśmy pierwszych, myśleli, że Everton to ci wszyscy w tunelu. Także ta ich banda za nami. Oni z kolei, gdy nawróciliśmy na nich, popełnili dokładnie ten sam błąd w ocenie sytuacji, co ich ziomkowie 90 sekund wcześniej. I efekt był ten sam. Poszli w długą.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2019, 01:23 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

Iniemamocny2
Liczba postów:1,007 Reputacja: 47
15-02-2019, 01:40 #337
(14-02-2019, 09:49)the Painter napisał(a):  Od lat siedemdziesiątych, nie przyjechali ani razu na Everton, taką bandą, jaką zwykli odwiedzać nas wcześniej. Szaliki i bluzy Three Stars,
Masz jakieś fotki tych ,,3-star jumpers''? Czytałem o tej stylówce w kilku książkach, ale za uja nie mogę znaleźć zdjęć...



,,Hej mała, dosyć o mnie! Porozmawiajmy o Tobie! Co myślisz o mnie?''
Johny Bravo

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
15-02-2019, 11:47 #338
Nie bardzo  Sam jestem ciekaw jak wyglądały, bo jak ktoś siedzi w temacie Casuals, stale się one przewijają gdzieś w tle. Na filmie "Away days", the Pack, ekipka Tranmere Rovers śpiewa:
There is wooly over there.
And he's got no underwear!
With his THREE STARS jumper half way up his back.
He's a facking woolyback!
Nawet starszych znajomych Angoli pytałem, czy któryś nie ma, gdzieś w kącie w szafie.
A teraz sobie tak pomyślałem facking 'el(7),muszą być jakieś imedże na góglach. No i proszę:

[Obrazek: abe6a95f235c576b4047c81f9da08417.jpg][Obrazek: d19c2ea50cbfdab61ae042a617593308.jpg]

Mówisz image

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2019, 12:01 przez the Painter.



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

the Painter
Liczba postów:839 Reputacja: 2,955
15-02-2019, 14:00 #339
Można więc zaryzykować stwierdzenie, że Leeds pogoniło Leeds, z niewielką pomocą Evertonu. Ale co, to nasza wina jest? Co nas obchodzi, że te tępe błazny, nie wiedzą nawet jak ich ziomale wyglądają.
Dostaliśmy bardzo liczną eskortę na stadion i wcisnęli nas na taką gównianą trybunkę nad padokiem. Leeds zajęło całą trybunę na przeciwko starego the Kop. Wszyscy tam stali na krzesełkach. Rozzer miał rakietnicę i wypalił z niej w kierunku tłumu zgromadzonego za bramką. Coś jednak kiepsko przymierzył, bo flara wylądowała centralnie w bramce. Psy tam pobiegły z akcją gaśniczą, żeby się siatka nie zajęła. Drugi strzał, to było już bezpośrednie trafienie i na sektorze Leeds, można było zaobserwować rzadkie zjawisko, zwane efektem ludzkiego domina. Przewracali się jeden na drugiego w nieskończoność. Myśleliśmy, że może, gdy położą się wszystkie "kostki", odkryje się jakiś sielankowy widoczek z Yorkshire, ale nie. To nie był element ich oprawy.
Wygraliśmy mecz i nastrój miejscowych, pogorszył się jeszcze bardziej. Goniliśmy ich w ich własnym mieście. Strzelaliśmy do nich, na ich stadionie. I wyeliminowaliśmy ich z Pucharu. Mieli ciężki dzień w biurze i byłem pewien, że będzie ciekawie jak wyjdziemy i wmieszamy się między nich. Trzymali nas przez wieki na stadionie po meczu. Z góry sektora, można było zobaczyć, że Leeds organizuje potężna armię, gromadząc się na takim zayebistym nasypie. Takiej okazji nie dało się przepuścić. Sami się prosili. Znów ostrzał z rakietnicy. Znów parę flar wywołało popłoch w szeregach Leeds. Widać było, jak na doopach zjeżdżają po błotnistej stromiźnie. Wjechały psy i wytargały chłopaka z tłumu, oskarżając go o tą strzelaninę. To nie był on,ale na procesie policja przedstawiła dowody, że w laboratorium znaleziono mikroślady flary na jego płaszczu i na tej podstawie został skazany. Wyebali mu 9 miechów, za to, że stał za blisko prawdziwego snajpera.

ŚWIEŻO MALOWANE



Calibre .44
GRAVITY REMOVER

Iniemamocny2
Liczba postów:1,007 Reputacja: 47
15-02-2019, 18:15 #340
(15-02-2019, 11:47)the Painter napisał(a):  Nie bardzo  Sam jestem ciekaw jak wyglądały, bo jak ktoś siedzi w temacie Casuals, stale się one przewijają gdzieś w tle. Na filmie "Away days", the Pack, ekipka Tranmere Rovers śpiewa:
There is wooly over there.
And he's got no underwear!
With his THREE STARS jumper half way up his back.
He's a facking woolyback!
Nawet starszych znajomych Angoli pytałem, czy któryś nie ma, gdzieś w kącie w szafie.
A teraz sobie tak pomyślałem facking 'el(7),muszą być jakieś imedże na góglach. No i proszę:

[Obrazek: abe6a95f235c576b4047c81f9da08417.jpg][Obrazek: d19c2ea50cbfdab61ae042a617593308.jpg]

Mówisz image

ŚWIEŻO MALOWANE
Klasa Smile Przeryłem kiedyś cały internet i nie znalazłem tego wdzianka na zdjęciach chuliganów z epoki. Ten czerwony to strasznie gwardyjski.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-02-2019, 00:53 przez Iniemamocny2.



,,Hej mała, dosyć o mnie! Porozmawiajmy o Tobie! Co myślisz o mnie?''
Johny Bravo






Skocz do: