Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
21-02-2019, 12:55 #361
Ciekawe czy jakieś psiury czytają? Czy one wogóle umieją czytać?
Hej, fani rzeki, spływać, nie czytać. NIE DLA PSA KIEŁBASA. Przecież wy się nie wzorujecie na kibicach z Anglii, jak mówił rzecznik szankrów w kominie, na filmie.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY


sterby
Liczba postów:7,525 Reputacja: 7,688
21-02-2019, 16:19 #362
7 miesięcy, przeważnie pasjonującej, lektury dzięki.
Może teraz Makbet, tylko takim językiem zrozumiałym dla kibiców Big Grin



[Obrazek: gf-JzRg-qYWu-XW5A_janusz-filipiak-664x442-nocrop.jpg]
Człowieka jest łatwo oszukać.
O wiele trudniej przekonać go, że został oszukany.

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
21-02-2019, 16:31 #363
Stoke City
6 grudnia 1980 roku, świętowałem swoje 18.urodziny. Świętowałem w wielkim stylu, bawiąc się z trzema stówami gości. 300 Scallies, na wyjeździe zwykłym pociągiem do Stoke, które tak dla zabawy, przewróciliśmy do góry nogami i na lewą stronę. Zwykle pociągi to była legenda wśród Scousers'ów. Zwykłe, albo rejsowe z rozkładu, to była alternatywa dla specjali organizowanych przez klub. Parę ładnych lat, zajęło innym ekipom rozkminienie czemu nazywamy je zwykłymi, a o nas mówią, że jesteśmy tępi.
Stoke to było ponure zadupie. Gdy maszerowaliśmy na stadion, autochtoni zatrzymywali się na nasz widok, rozdziawiając gęby w niemym zadziwieniu. Śmiesznie ubrany ludek, pewnie nigdy wcześniej nie spotkał takich młodych, przystojnych, noszących się elegancko, od stóp do głów. Sweterki Lacoste, dżinsy Lois'a, białe Stan Smith'y i grzywki zczesane na bok. Każdy jeden. Od szczyli, po dojrzałych już chłopów. Policja w swoich raportach, nazywała nas później plagą szarańczy. Kradliśmy wszystko, co miało jakąś wartość i co dało się ukraść. Rzeczy bezwartościowe i te, których ukraść się nie dało żadnym sposobem, rozpjerdalaliśmy w drobny mak. Co mieliśmy robić, jak nie było co robić? O ekipie miejscowych, mogliśmy zapomnieć. Paru błaznów, siedziało na ledwo co do połowy wypełnionyn sektorze i śpiewało jakieś błazeńskie piosenki. Stoke na wyjazdach, przypominał w tamtych czasach, dzieci na wycieczce szkolnej, które zgubiły się w wielkim mieście swojemu opiekunowi. Zremisowaliśmy, pomimo, że dwukrotnie byliśmy na prowadzeniu. Na meczu obecnych było niecałe 15 000 widzów. Grubo poniżej ich średniej. O Stoke mówi się, że to śpiący olbrzym, ale do nas rzadko przyjeżdżali ich kibice. O chłopakach, to już wogóle można było zapomnieć. W zasadzie to jakiś wielki wstyd nie był, bo w tamtych latach, wogóle mało kto do nas przyjeżdżał. Na tamtym wyjeździe było ogółem sześć tysięcy kibiców Evertonu. Więcej niż ich kiedykolwiek u nas, a oba miasta, dzieli zaledwie godzina drogi.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2019, 01:03 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
21-02-2019, 16:39 #364
@sterby
Daj mi spokój z Makbetem. Robiłeś komiks z "Potopu" na J. Polski? Ile zrobiłeś? Jedną scenę, pojedynek Kmicic vs. Wołodyjowski. Ja na wycieczce w górach, zamiast z klasą katować wina, w półtorej doby zrobiłem całego Makbeta. Rysunki plus tekst. Tyle, że nie musiałem czytać, tylko kumpel obok mnie jechał z oryginałem, a ja.. malowałem i uwspółcześniałem tekst.
NIGDY WIĘCEJ!

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
22-02-2019, 12:25 #365
Minęło kilka lat i tym razem oni zawitali do nas w III rundzie FA Cup. W historii Evertonu, ten mecz ma swoje specjalne miejsce, ale nie ze względu na przeciwnika. Chodziła wtedy fama, niepotwierdzona nigdy, ale raczej prawdziwa, że jeśli nie wygramy tego meczu, menadżer Howard Kendall, zostanie zluzowany na swoim posterunku. Zamieni się go na lepszy model. Wygraliśmy 2:0 i Kendall przyznał później, że zamiast rozmów motywacyjnych w szatni, otworzył tylko okno i kazał drużynie słuchać jak śpiewają trybuny. Reszta, jak to się mówi, to już historia. Wygraliśmy i wygrywaliśmy dalej, by zdobyć tego roku Puchar. Pierwszy raz, od 1966 roku. Po meczu, jedyna różnica była taka, że Stoke, zamienili swoje donkey jackets, na ciuchy, które w Liverpoolu też były modne. Jakieś cztery lata wcześniej. W następnym sezonie, graliśmy u nich i to był wyjazd na którym widziałem najliczniejszy kontyngent Evertonu, jaki widziałem na wszystkich moich wyjazdach. Może z wyjątkiem meczy, gdy gramy w kloace, po drugiej stronie parku. Pojechało tam szacowane 16 000 i kilka osób ze Stoke, co było na stadionie musiało obserwować, jak świętujemy kolejną wiktorię, która przybliżyła nas o kolejny krok do pierwszego od piętnastu lat tytułu mistrza.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
23-02-2019, 14:27 #366
Oni zaś, zaliczyli spadek w tamtym sezonie i nie powrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej już nigdy więcej (pisane w roku 2001-dop. tłum.). Trzeba jednak oddać im sprawiedliwość, bo na początku tamtego sezonu, pojawili się nielicznym, ale charakternym składem u nas i w drodze powrotnej do autobusów zaparkowanych na Priory Road , spróbowali się z nami nawet co nieco. Wyglądało na to, że poza boiskiem, idzie im coraz lepiej.
W 2002., po 22 latach, niezliczonych zatrzymaniach, po odbyciu wyroku i po tych wszystkich bijatykach, których nie jestem w stanie spamiętać, byłem z powrotem na Stoke, w III rundzie Pucharu Anglii. Od czasów gdy organizowałem tam moją osiemnastkę, rzeczy uległy na Stoke gruntownej zmianie. Wtedy nie mogliśmy tam znaleźć godnego przeciwnika. Teraz na karku miałem już piąty krzyżyk (4 z przodu) , ale i tak nie byłem najstarszy w naszej firmie, która spuchła na ten wyjazd do dwóch stów, gdy wyjeżdżaliśmy z Lime Street. O ile nasz skład, niewiele się różnił od tego, jaki mieliśmy w 1980.(pewnie tylko wraz z włosami, poznikały grzywki zczesane na bok, ale wciąż naczesani tyle, że w głowie, a nie na-dop. tłum.), to ekipa Stoke, zaliczyła znaczący postęp i była już wtedy zaliczana do chuligańskiej elity, w skali całego kraju. Zebraliśmy naprawdę prężny skład, ale nie ot tak sobie, dla jaj, tylko dlatego, że tego wymagała od nas nowa rzeczywistość. Tamten dzień, z żadnej strony i pod żadnym względem, nie przypominał szkolnej wycieczki.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
23-02-2019, 19:34 #367
Wysiedliśmy na Crew, w nadziei, że być może spotkamy się z Birmingham, jadącym na Anfield,ale jazda z psami była już jednak gruba i nawet z peronu nie wyszliśmy. Pojawiły się wąsy z Evertonu i to w towarzystwie Willa "Curling'a", najlepszego policyjnego spotter'a (nieumundurowany funkcjonariusz policji, którego zadaniem jest wyszukiwanie znajomych twarzy w tłumie kibiców, to jakby ktoś jeszcze nie wiedział-dop. tłum.) w Liverpoolu. Było to trochę dziwne, bo myślałem, że to Zulusów właśnie, będzie wpatrywał na peronie, na Lime Street. Wyjaśnił nam, że to nie tak, że tam nie spodziewają się kłopotów, ale że komenda główna, uznała nasz wyjazd za target pryjorytetowy . Ma to być największa akcja policyjna, w historii Stoke City FC. A to komplement nieziemski! - żachnął się jeden z chłopaków. Ja tam nie łykałem tego gówna. Śmierdziało mi to strasznie. Myślę, że kryło się za tym, coś innego. Ten cały syf, krążący od kilku tygodni, na tych tak zwanych hool-stronach w necie. Szumne zapowiedzi i puste groźby, wymieniane gęsto przez tych żałosnych cyberchuliganów, z obu stron, co to regularnie klepią, tylko klawiaturę. Ale na peronie w Crew, mogę was zapewnić, nie było ani jednego z nich.
Byliśmy w kontakcie z chłopakami, którzy pojechali wcześniejszym pociągiem i zdecydowaliśmy, że wysiądziemy parę stacji wcześniej,bo w Stoke, psów było ponoć tyle, że się ledwo mieścili.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2019, 00:55 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
24-02-2019, 14:25 #368
Zabawa w kotka i myszkę już się zaczęła, a było dopiero koło 12. Powinniśmy jechać od razu na miejsce i zaryzykować urwanie się eskorcie, albo zostawić to Stoke, niech oni próbują dorwać się do nas. Wyglądało, że są na to gotowi pod każdym względem. Jednak, jak to u nas zwykle bywało, zbyt wielu było szeryfów, a za mało Indian i wylądowaliśmy tam gdzie zawsze. W jakimś pubie, w samym środku niewiadomogdzie. W przeciągu kilku minut, cała miejscówa została otoczona policyjnymi vanami do tłumienia zamieszek. Po pół godziny, zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia pubu. Wszyscy byliśmy trzepani i fotografowani. Potem wsadzono nas do autokarów, które zawiozły nas dosłownie pod same kołowrotki na nowym, robiącym wrażenie Britannia Stadium. Wypełniliśmy jednego miejskiego piętrusa, jeden autokar wycieczkowy, dwa minibusy i wciąż jeszcze dwadzieścia osób musiało się upchać do policyjnych vanów. To były wyśmienite dwie stówy. Wysoka jakość i pełna moc.Ziomki, którzy pojawili się gościnnie na tym wyjeździe i przestali jeździć jakiś czas temu, byli zaskoczeni, że wciąż potrafimy wystawić taką bandę. Mieliśmy XXI wiek i technochuliganka zaczynała już święcić tryumfy. Komórki rozgrzewały się jak ziemniaki wrzucone w żar ogniska,gdy Stoke próbowali coś z nami ustalić i jakoś rozwiązać tą całą sytuację. Ale na stadionie atmosfera wydawała się być o wiele bardziej dojrzała.O ile w miejscach słynących z niegościnności, nawet na trybunach można wyczuć wrogość jaką tłumy pałają do przyjezdnych, to na Stoke tego jeszcze nie było. Na bank działała tu magia nowego stadionu i tak bywało też w innych zakątkach kraju, gdzie powstawały nowe obiekty. Wyjątkiem z pewnością jest tu New Den, gdzie przyjezdni mają tak samo przejebbane i wpjerdol obskoczyć można, niemalże równie łatwo, jak na starym obiekcie.
Stoke przekazali nam instrukcje, by po wszystkim iść w prawo, ale nie było na to szans, bo po meczu wielka brama wciąż była zamknięta. Kilku od nich szwędało się w pobliżu, ale nie były to żadne znaczące siły, więc olaliśmy ich i poszliśmy na parking. Nie zatrzymaliśmy się tam jednak, tylko przeszliśmy przez cały i wkrótce staliśmy na początku jakiejś ulicy, bez jednego psa w zasięgu wzroku. Wyglądało, jakbyśmy znów byli w grze. Mieliśmy zajebbistą ekipę, zajęliśmy zajebbistą pozycję na terenie przeciwnika. Jedyne czego nam brakowało, to sparing partnerzy. C'mon! Let the game begin! Jak się jednak okazało, znów wyszła z tego wielka pyta. Ślepy prowadził kulawego i zaprowadził go na jakieś dzikie wysypisko gruzu. Nagle ze wszystkich stron wystrzeliły reflektory policyjnych vanów i zostaliśmy momentalnie otoczeni w zasadzce, przez dobrą setkę żółwi w pełnym rynsztumku.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2019, 14:37 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
24-02-2019, 15:58 #369
Nad głowami zafurkotało nam śmigło policyjnego helikoptera. Największą antychuligańska operacja w historii hrabstwa Staffordshire, zakończyła się spektakularnym sukcesem policji. Kosztowało to pewnie wszystko dziesiątki tysięcy funtów, ale w oczach oficerów policji, z pewnością warto było. Ja w to wątpię. Zamiast zapobiegać kilku minutowej młócce, dwóch grup złożonych z dorosłych chuliganów, na jakimś zapomnianym wysypisku gruzu, można te pieniądze było przeznaczyć na jakiś bardziej pożyteczny cel. Zamiast tego miejscowi i nasi funkcjonariusze, nabili sobie całą furę nadgodzin, które pomogły spłacić debet na karcie, po ostatnich Świętach.
Naprawdę postarali się tym razem. Majstersztyk i top-hat trick. Całe miejsce mieli usiane reflektorami, w tym mnóstwo szperaczy, niczym plan filmowy u Steve'na Spielberga. Nie było problemów, że zdjęcia niedoświetlone, albo, że na filmie nic nie widać. Każdego jednego z nas, było widać jak na dłoni i każdemu zrobiono zdjęcia z każdej strony. Czuliśmy się jak gwiazdy filmowe na czerwonym dywanie. Brakowało tylko, żeby paparazzi wołali nas po ksywach. Potem przepchnięto nas w stronę jakichś autobusów i kazano nam do nich wsiadać. Tak na zdrowy rozum, to ta nasza firma, była w chooj za duża. Przyznacie chyba, że dwustu chłopa idących po wyjściu ze stadionu w przeciwnym kierunku, niż reszta fanów, wygląda nieco podejrzanie. Mimo to na siły policyjne i tak posypały się pochwały, że udało im się nas znaleźć.
Jeden z kierowców autobusów, powiedział nam, że jedziemy prosto do Crew, kazałem mu się więc zatrzymać i zaczęliśmy wysiadać. 30 sekund później stał koło mnie oficer policji odpowiedzialny za zabezpieczenie, który niestety, był też odpowiedzialny za megafon i przy pomocy tegoż urządzenia nagłaśniającego, poinformował mnie, że: "WSZYYYSCY!!! KTÓÓÓ-BUU!!! (sprzężenie) RZYYY!!! NIEE!! WSIĄĄDĄĄ!!! NAAATYCHMIAST DOOO!!!! AAUTOBUUUSU!!! ZOSTANĄ!! AAARESZTOOWANI!!!" Ja nie mam problemów ze słuchem. Przynajmniej nie miałem, dopóki nie zaczął mi ryczeć do ucha przez tą swoją tubę. Debil. Zacząłem się wykłócać, że wielu chłopaków poparkowało samochody i busy pod dworcem w Stoke, więc jaki jest sens, żeby jechali do Crew. To była ściema, ale oficerowi dowodzącemu z miejscowej police intelligence (policyjny wywiad, ale też taka gra słów, bo po angielsku to oznacza też policyjną inteligencję - dop. tłum.), to wystarczyło. Znów uruchomił swój megafon i oznajmił, tym razem wszem i wobec, że dwa autokary jadą do Crew, a jeden pod dworzec w Stoke.Doradził nam mądrze:"CI!! KTÓRZYBUU!! (sprzężenie) pyy-pyy.. MAJĄ SAMOCHODY I BUSY ZAPARKOWANE! POD DWORCEM! PROSZĘ WYSIĄŚĆ Z DWÓCH PIERWSZYCH AUTOBUSÓW! I PRZESIĄŚĆ SIĘ DO TRZECIEGO!!" Jak ktoś nas znał, mógł łatwo przewidzieć, co się stało za chwilę. Jakieś dwieście osób przypomniało sobie, że przecież przyjechali furą. Stoi pod dworcem. Mam nadzieję, że jakieś chamy, mi jej nie zarysowały.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
24-02-2019, 20:07 #370
Wyglądało na to, że nikt nie przyjechał pociągiem. Czołowy miejscwy gliniarz nie potrafił tego przetworzyć. Nastąpiło przegrzanie procesora. Obruszył się bardzo, gdy pies z Evertonu, przejął stery i wyjaśnił mu co jest trąfem. Wtedy zgodził się, że jeden tylko z autobusów, może jechać do Stoke, dwa pozostałe do Crew. I znów zaczął wrzeszczeć przez swój megafon, pokazując na autokary: "Crew! Crew! Stoke!". Tylko że tym razem, zapomniał włączyć swojej tuby propagandowej. Spojrzał na nią, włączył i spróbował ponownie: "Crew! Crew! ..." Nie mogłem się oprzeć: "Barney Magoo!"(postać strażaka z kreskówki dla dzieci, tej samej, co sierżant Dibble, oryginalnie Barney Mcgraw -dop. tłum.). Dokończyłem za niego, a cała ekipa niemal posikała się ze śmiechu. Nawet evertońskie psy się podśmiechiwały, ale starszy podchoojaszczy ze Stoke, nie wytrzymał i zayebał mi w łeb swoim megafonem. Zostaliśmy wtłoczeni z powrotem do autobusów i w trakcie przepychanek, zostałem ugryziony przez policyjnego konia w głowę. Coś takiego nigdy wcześniej mi się nie przydarzyło.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2019, 20:52 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
25-02-2019, 09:41 #371
Na dworcu w Stoke, gdy zaparkował tam pierwszy autobus, część chłopaków wysiadła i od razu próbowali przejść na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się pub pełen typów ze Stoke. Policjanci spóścili służbowe psy, które rzuciły się na stojącego z boku, zupełnie niewinnego fana Evertonu. Ciężko pogryziony, spędził tydzień w szpitalu i musieli mu tam zrobić kilka przeszczepów skóry,ale zanim tam trafił, najpierw został drutnięty. Byliśmy otoczeni i nie mogliśmy się ruszyć nawet na krok, dopóki nie przyjechał nasz pociąg. Wysiedliśmy w Crew, wciąż podniecając nadzieję na spotkanie z Birmingham, jeśli uda nam się przejść na drugą stronę peronu. Ale gdzie tam. Marzenia ściętej głowy. Stacja przypominała ciężkie więzienie. Od psów aż się roiło, były ich setki. Przez kilka dni później, lokalne media przerabiały temat ataków na kibiców Evertonu w Stoke, włączając w to rodziców, prowadzących po meczu dzieciaki do zaparkowanych samochodów. To my byliśmy ekipą i to my powinniśmy być celem tych ataków. Najwidoczniej ten tak zwany element "h" na Stoke, zamiast nas, woleli nayebbać, zwykłych fanów, którzy pojechali na wyjazd, obejrzeć mecz. Nigdy ich intęcją nie było uczestnictwo w jakichkolwiek awanturach. Może niezbyt honorowo, ale na bank, tak bezpieczniej dla "hool'sów" ze Stoke. Wiem, że takie rzeczy się zdarzają i wiem, że typy, które się w to naprawdę bawią na Stoke, pogardzają taką "chuliganką", tak samo jak my. I mają rację.


ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
25-02-2019, 13:04 #372
Mieliśmy tak ze trzy piętrusy, wypełnione ekipą, jakiej nie widziałem na wyjeździe od lat. Było tam mnóstwo chłopaków w moim wieku, kilku nawet starszych i cała kupa małolatów, którzy potną cię, od pierwszego wejrzenia. Nie mogę jednak powiedzieć, że miejscowi zapolowali na nas. Wiele ekip twierdzi, że Stoke ma firmę na dobrym poziomie. OK, być może, ale tacy, którzy biją zwykłych fanów jadących w koszulkach na mecz, a jeszcze nie daj Boże z dziećmi, ci u mnie nie mają nawet odrobiny szacunku i tylko robią koło doopy ich prawdziwej ekipie.

Stockport County
To był następny lekki deszczyk, który miał się przerodzić w rzęsistą ulewę, dzięki szczęściu, podczas losowania w FA Cup. Ale jak to mówią, z dużej chmury ... Oberwanie się nie zmarerializowało. Zawiedli po całości, jak wielu innych. Przyjechali na Goodison w tym samym sezonie co Port Vale i po meczu, w którym udało im się wyciągnąć remis, ja i Poul, przytyczyliśmy niewielką grupę od nich, na Goodison Road. Podbiliśmy do nich, żeby im powiedzieć, by szli dalej w tym samym kierunku, w którym podążali, nieco nerwowo rozglądając się na boki. W takich sytuacjach, było to dla mnie oczywiste, można się śmiało zbliżyć do przeciwnika, by udzielić mu wskazówek, jak ma trafić na miejsce ewentualnego spotkania. Więc podchodzę do paru typów i mówię:"W porządku chłopaki. Idźcie dalej prosto. Miniecie knajpę i tam dalej za nią się znajdziemy.
Zamiast powiedzieć, że spokojówka, albo, że nie, nie mają ochoty, jebbane pedały, chcieli mnie przekopać. Ogródek sobie znaleźli. Jaki fajny, sam się zgłosił. Przekopka, to dla mnie nic nowego. Morda nie szklanka, a doopa nie śpiwór. No, ale w takich okolicznościach , gdzie próbuję tylko pomóc kolesiom, odnaleźć się w tej całej sytuacji? No miejcież litość, tak się nie bawimy. Wyłapałem sztukę na ryj, potem jeszcze kilka dla dobrej miary. Odskoczyłem, otrząsnąłem się i zobaczyłem, że kilku siadło też na Poula i że jest w opałach. Natychmiast ruszyłem mu z odsieczą i tym razem dostałem takiego strzała, że sobie siadłem na doopie.To były wielkie chłopy i potrafili dobrze pjerdolnąć. Przez chwilę moja świadomość, krążyła gdzieś w górnych warstwach stratosfery i cieszę się naprawdę, że nie mieli noży, bo przez dobrą chwilę, mieli mnie na widelcu.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2019, 13:06 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

sterby
Liczba postów:7,525 Reputacja: 7,688
25-02-2019, 14:53 #373
Malarzu to jest jakiś suplement? Przecież ogłosiłeś parę dni temu, że książka się skończyła.



[Obrazek: gf-JzRg-qYWu-XW5A_janusz-filipiak-664x442-nocrop.jpg]
Człowieka jest łatwo oszukać.
O wiele trudniej przekonać go, że został oszukany.

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
25-02-2019, 15:27 #374
Powariowali normalnie. Jakiegoś wsh-celebryte chcą ze mnie zrobić. Nic takiego nie obwieszczałem. Wspomniałem tylko w poniższym oświadczeniu, że lektura ma się ku końcowi. Ale jeszcze parę kartek zostało.
92%-pękło.
Painter napisał(a) :
Taka może refleksja mała, większy dopisek tłumacza, bo książki zostało DOSŁOWNIE PARĘ STRON. .(..)

Suplement, to dopiero chyba będzie po tym rozdziale. Z tego co pamiętam.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2019, 15:43 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
26-02-2019, 11:47 #375
Gdy doszedłem do siebie i otrzepałem się z ulicznego kurzu, zobaczyłem, że tamtych otoczyła teraz nasza banda. Jeśli o mnie chodzi, to zjawili się jakieś dwie minuty za późno. W każdym bądź razie, teraz przyszła ich kolej na wyłapywanie klapsów. Mancs szybko pokazali, że i na tym polu są nieźli, efektem czego były ich płaczliwe wołania o pomoc, skierowane do najbliższego patrolu policji. Na ich szęście, znalazł się takowy w pobliżu i po chwili nasze ofiary zostały przygarnięte pod bezpieczne skrzydła niebieskiej eskorty,która doprowadziła ich, do zaparkowanego minibusa. Nie spuszczaliśmy ich jednak z oka. Ku naszej wielkiej radości, wyglądało na to, że gdzieś im się driver zapodział i nie mieli jak odjechać. Główne siły policji oddaliły się po jakimś czasie, pozostawiając ich samych sobie.Na naszej niełasce. Ruszyliśmy więc na nich, dokończyć to, co nam przerwano. Ale cóż za transformacja. Pisałem wam, że ci co mnie i Poula klepali, to były same chłopaki i to w konkretnych rozmiarach. Teraz pod vanem stały małe, zalęknione dziewczynki, tępo patrzące w ziemię, szukające tam chyba jakiejś króliczej nory, do której mogłyby się schować przed otaczającą je, brutalną rzeczywistością.Dla mnie to nie jest żaden wstyd, jak ktoś wyłapie kilka czopsów, albo pali wroty, próbując ratować doopę. Oni wypłacili mi parę konkretnych sztuk. Jednak gdy przyszło do transakcji zwrotnej, gdy, to na nich przyszła kolej i przyszło nadstawić mordę, zwyczajnie dali doopy. Myślę, że dopadł ich ten strach przed pochlastaniem, który tak często dopada i krępuje naszych rywali. Nie winię ich za to. Everton po zmroku, to wredna i zła, przerażająca okolica. A typom ze Stockport znów włączyła się tęsknota za opiekuńczymi liverpoolskimi psami, więc chórem zaczęli wznosić płaczliwe wołania o ich pomoc. Ostatecznie pojawiły się pały, spakowały ich w taryfy i wywiozły z miasta.
Na replayu, mieli wielu chłopaków na ulicach i na trybunach, ale nasze oddziały, były praktycznie wszędzie i można powiedzieć, że zajęliśmy miasto z marszu. Niczym potężna armia, wkraczająca do samotnej twierdzy, której obrońcy stracili wiarę w sens oporu, przeciwko potędze najeźdźców. Mecz był słaby. Bardzo słaby. Strzeliliśmy w ostatniej minucie. Jak to Everton. Wylecieliśmy na murawę. Jak to Everton. W pewnym momencie doszło tam do kilku symultanicznie rozgrywanych pojedynków bokserskich w parach i zostałem skręcony. Straszna lipa, bo po meczu cały Everton poszedł po bandzie łupiąc i demolując centrum miasta. Mnie niestety, ominęły te wszystkie atrakcje.
Parę lat później, wracałem pociągiem z Barnsley, z typem, który miał mnóstwo wyjazdów na reprę i znał praktycznie każdego. Na jednej ze stacji, dosiadła się nieprzyjemna, skromna banda. Okazało się, że to Stockport właśnie. Myślałem, że będzie wpjerdol, ale kilku z nich rozpoznało tego koleżkę z meczów reprezentacji i przysiedli się do nas. Okazali się całkiem w porządku. Mieli duży podziw i uznanie dla Evertonu, za ten najazd i ekipę jaką przywieźliśmy wtedy na Puchar. Znam jednego typa o ksywie China, który chociaż kibicuje Man. City, był tam z nimi i wypiłem z nim browara. Wszyscy oni wysiedli w Manchesterze, na dworcu Piccadilly i poszli w miasto. Mówili, że idą zapolować na United i proponowali mi nawet, żebym się do nich przyłączył. Nie skusiłem się jednak i grzecznie odmówiłem, dziękując za zaproszenie. Dość miałem problemów z United, biegając z Evertonem, żebym ich jeszcze miał szukać z jakimś innym gangiem. Nie sądzę z resztą, żeby Men in Black, wogóle zawracali sobie doopę kimś takim jak Stockport, choć ekipkę mieli dobrą. Kiesząkową, ale dobrej jakości.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-02-2019, 12:10 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
26-02-2019, 12:19 #376
@sterby
Mam tylko jedną wiadomość, ale za to złą. Sprawdziłem i po tym rozdziale jest jeszcze rozdział 18. Extra time: Anderlecht, a potem jeszcze jest Epilogue: Full Time or do time.
So sorry mate

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
26-02-2019, 22:34 #377
Sunderland
Może w latach siedemdziesiątych, był w Anglii stadion, bardziej przeyebany niż Roker Park, ale ja na nim nie byłem. Jeśli nie byłeś tam opatulony po czubek baniaka w biel i czerwień, a nam się to raczej nie zdarzało, wpjerdol. Nie było żadnych okoliczności łagodzących. Czy emeryt, czy małolat,nad Tyne i Wear (okolice Sunderland, niech Sqiure Strat Wam wyłoży, skąd ta nazwa - dop,. tłum.)nie byli wybredmi pod tym względem, ani trochę.Nie, jak te inne kołki, co sobie zawęźają tak kryteria, że przez cały sezon nie mogą znaleźć przeciwnika. Nienawidziłem tam jeździć i przeszło mi dopiero gdzieś po moich 20. urodzinach.
Mój pierwszy raz tam, to był sierpień 79' roku. Pierwszy mecz w sezonie i pogoda w sam raz na t-shirta. Po upływie zaledwie kilkudziesięciu sekund od przybycia pod stadion zacząłem uciekać. Zanim pokonałem strach i odwróciłem się, żeby zobaczyć, czy wciąż mnie gonią, pokonałem dystans kilku mil. Mogłem się nie obracać. Wciąż byli za mną. Ale najpierw pod stadionem, zostaliśmy wtłoczeni między całą kolumnę vanów Tyne Tees Television (lokalna stacja TV - dop. tłum.),a obiekt. Vany stały tak blisko poparkowane, że między nimi były tylko wąskie szpary. Przez te szpary, próbowały się przecisnąć niezbyt sympatyczne grubasy z Sunderland, żeby się do nas dorwać. Niebardzo im to wychodziło, ale próbowali zaciekle. Ci co nie mieli cierpliwości, rzucali w nas kubkami z browarem, lub z moczem. Pamiętam, że patrzyłem na nich, zdjęty przerażeniem i myślałem: "Ja pjerdolę. Oni mają tyle lat co mój stary."

[Obrazek: 8df7feff8a16269b6898121daf2c2fc2.jpg]

Trybuny Roker Park

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-02-2019, 22:39 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
27-02-2019, 10:32 #378
Kilka lat później przyjechali do nas niewielką ekipą Casuals i wygoniliśmy ich z Blue House'a.Postawili się jednak dobrze. O niebo lepiej, niż Newcastle. Wiele lat później, pojawili się znowu na terenie naszej posiadłości i tym razem mieli bandę naprawdę kozak. Doszły mnie słuchy, że na mieście strasznie się wszystkim naprzykrzają, rozdając lepce na lewo i prawo, przygodnie napotkanym przechodniom. Uderzyłem więc do Blue House'a, poniuchać tam trochę, co i jak. Było ich tam ze 30 i ich główny dyspozytor okazał się być w porządku gościem. Nie mogę sobie teraz przypomnieć jego ksywy, ale było go trochę. Pamiętam, że miał na głowie, brązową, wełnianą czapeczkę Lacoste. Boziu, oni tam naprawdę kochają wełnę.
Ustawiliśmy się, że postarają się dotrzeć sami na Anfield i tam się spotkamy, po 18. 30, jak już wszystkie psy będą miały fajrant. Wiedziałem, że są do zrobienia, bo wielu z nich, od razu zaczęło się wypytywać nerwowo, ilu nas będzie i czy wszyscy mamy kosy. Gdy zaczynasz zadawać takie pytania, jesteś na prostej drodze do porażki. Trzymaliśmy się z bocura, z naszym gangiem i tylko upewniliśmy się, że goście wyjdą z knajpy, przez nikogo nie draśnięci. Kręciło się dookoła trochę narwańców z Evertonu, co to byli za tym, żeby ich zrobić, tu i teraz. Mogliśmy poczekać. Czym jest półtorej godziny, jeśli ma to zmniejszyć szanse, że cię zawiną. Małolat pojechał taryfą na Anfield i przywiózł pozytywną odpowiedź. Wszyscy oni siedzieli w the Arkles. Więc zebraliśmy osiem dyszek, podzieliliśmy się na dwie grupy operacyjne i dwiema stronami Stanley Parku, ruszyliśmy w stronę przeciwnika. Wyszliśmy z parku jednocześnie. Z dwóch stron podeszliśmy pod pub,... a tam pusto. Rozpłynęli się w rzadkim powietrzu. Nie mam pojęcia, jak udało im się stamtąd tak szybko zwiatrować, ani tym bardziej nie wiem, dlaczego to zrobili.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
27-02-2019, 12:53 #379
W 2001, doszły nas słuchy, że przyjeżdżają do nas i chcą zostać na noc, jako że było to zakończenie sezonu. W dzień meczu, jeden z chłopaków dał znać, że znowu szukają. Siedzą nayebani na Placu Williamsona i leją na wszystkich browar. Parę osób od nas, się przespacerowało zobaczyć i rzeczywiście siedziało tam ich z 50. Same chłopaki. Zachowywali się jak gówniarzeria, co się jednym winem pierwszy raz nayebali. Kopali po doopach jakichś janków i chlapali piwem laski, w wyjściowych kreacjach. Wróciliśmy do the Crown, gdzie zbierała się nasza ekipa. Parę osób poszło zajrzeć do Wetherspoon'a, bo oni się zdążyli już tam przenieść. Poszli zobaczyć, co Sunderland planuje. Ich zachowanie nie uległo poprawie i non stop dopjerdalali się do typów, którzy organizowali tam wieczór kawalerski. Nawet nie byli żadnymi kibicami. W kilka minut rozpoczęła się zabawa. Zebraliśmy się razem i wjechaliśmy w nich. Cisneliśmy z nimi, całą drogę ze Spoona, dookoła placu, aż po Adelphi i paru z nich odniosło dość poważne obrażenia, za te ich wcześniejsze psoty i harce.
Everton złapał korbę i ruszyliśmy na nich, mimo, że cała okolica była okamerowana.Wiedzieliśmy, że tam są kamery, ale i tak pojechaliśmy z nimi. Okazało się to później, bardzo głupim pomysłem. Gdzie się nie spojrzało, leżeli zmasakrowani kolesie z Sunderland. Ci, którzy próbowali jeszcze uciekać, też nie byli w najlepszym stanie i większość z nich, wkrótce dołączyła do tych zalegających na jezdni, na trawnikach i chodnikach. Gdy w przeciągu, następnych kilku dni, policja zaczęła łomotać o świcie w nasze drzwi, tylko trzech chłopaków od nas, zostało powiniętych, co nie przestaje mnie zadziwiać po dzień dzisiejszy. Jeden typek od nich, Daz, zgubił telefon i spotkałem się z nim po wszystkim, by mu go oddać. Został z nami na resztę wieczoru i przyznał uczciwie, że nie mieli tego dnia podejścia do watahy Evertonu. Niezbyt przyjemny smak w ustach, pozostał nam po tym, jak tych trzech, co ich drutneli na podstawie nagrania CCTV, trafiło do sądu i typy z Sunderland, złożyły tam zeznania obciążające naszych chłopaków. Jeden z nich się powalił. W dzisiejszych czasach naprawdę trzeba się starać, żeby nie trafić do pieca. Nawet bez pomocy konfidetów, bawiący się w chuligankę mają dość przejebbane. Więc gdy spotka cię coś takiego, naprawdę się odechciewa. Jakoś to przełkneliśmy i wyglądało na to, że to koniec tej całej afery. Ale nie. Psy nie odpuszczały. Zidentyfikowali i namierzyli potem jeszcze kilku biorących udział w tamtym awanti. Jeszcze całkiem niedawno, blisko dwa lata po tamtej rozróbie, zawineli ziomka, którego widać było na nagraniu, jak atakuje przyjezdnych kulą bilardową w skarpetce. Długo go nie mogli namierzyć, ale w końcu trafili. Kolejny dobry chłopak, pojechał na wczasy. Jeżeli zabrzmiał kiedyś dla mnie ostatni dzwonek, który przegapiłem, to było właśnie wtedy. Po tamtej awanturze. Już wtedy powinienem sobie dać z tym spokój, raz na zawsze. Dawniej, jeśli cię nie wciągneli od kopa, na miejscu, podczas bójki, dwie minuty później mogłeś swobodnie wziąć udział w następnej. Dziś po jakimś konkretnym awanti, miesiącami nadsłuchujesz kroków i gwałtownego pukania w drzwi, które może oznaczać dłuższą nieobecność i pozbawienie wolności na dłuższy czas.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:874 Reputacja: 3,128
27-02-2019, 16:50 #380
Tranmere Rovers
Był czas, że Everton grał sparingi z Tranmere Rovers, w ramach przygotowań do nowego sezonu. Trwało to przez kilka lat z rzędu i za każdym razem jechaliśmy tam bandą (Tranmere od Liverpoolu dzieli chyba podobna odległość, jak Wieliczkę od Krakowa, chyba jest po drugiej stronie rzeki Mersey, Żarko się spytajcie, bo on tam był - dop. tłum.). Jeden z naszych wyłapał kiedyś szóstaka, za ciężkie pochlastanie Birkenheader'a (Birkenhead to miasteczko w pobliżu Tranmere, chyba nawet większe, na bank mieszkało tam więcej robotników, bo jakieś stocznie remontowe są, albo raczej były dookoła, ale nie mają własnej drużyny, więc kibicują pobliskim Rovers'om-dop. tłum.).Była to kolejna pomyłka wymiaru sprawiedliwości i zupełnie niewinny człowiek, trafił za kraty. Prawdziwy sprawca, wiem to na pewno, nie odsiedział ani jednego dnia. Przynajmniej nie za tamto. Po tym zdarzeniu, sytuacje i przeprawy z tamtejszą policją, przytrafiały się nam na non stopie, więc jeżdżenie tam ekipą, straciło jakikolwiek sens. Mało kto sobie po tym doopę zawracał. Pogonili ponoć parę osób z Evertonu kilka lat temu i uważają to za świetny rezultat w rywalizacji z nami Rzeczywistość wygląda jednak tak, że nie przystają do nas. Nie ta liga. Są niewystarczający i między nami nie ma żadnej rywalizacji. Szkoda nawet o nich wspominać.
Parę sezonów temu, grali u nas w Pucharze i zapowiadali się hucznie. Im bliżej meczu, tym huczniej. Obietnice sypały się jak z rękawa. Z rozmachem. 500 chłopa na promie. Dwie stówy jadą metrem. 300 wariatów wybiera się nowym tunelem. Jak zwykle, słowa, słowa, słowa. Obyło się bez niespodzianek. Jak zwykle na ich sektorze, pojawiło się 60 zahukanych, a przed meczem ukrywali się w knajpie, przy stacji centralnej. My siedzieliśmy w Spoonie i paru chłopaków nudziło, że nie można ich lekceważyć, bo jeszcze wyskoczą z metra i pogonią paru typów sprzedających Echo na Lime Street, a potem znów będą twierdzić, że to kolejny świetny rezultat w rywalizacji z nami. Nagle przyciąłem dwóch kolesi wchodzących bocznymi drzwiami. Rozglądali się. Pytam się jednego czy jest z Tranmere, a on, że taaa . Wyglądało, że chce się spróbować, więc ruszyłem na niego. Obaj jednak z kumplem, wyrwali stamtąd na piśdzie. Wszyscy myśleliśmy, że to takie zagranie, żeby nas wyciągnąć na zewnątrz, ale gdy dobiegliśmy do drzwi, zobaczyliśmy, że jest tam niebiesko od psów, a Tranmere kitra się za plecami panów policjantów. Przed meczem pod stadionem, nie udało nam się ich zlokalizować, a po meczu nie zostawili nawet za sobą śladów, po których moglibyśmy ich wytropić. Pewnie ich zapakowali w jeden autokar i wywieźli z powrotem do tej ich przećpanej heroiną mieściny. Ani jednego nie spotkaliśmy już później.
[Obrazek: b302256973124ac2fb4c287d74d81a4f.jpg]

Nie wiem czy pisałem już o tym na F., ale to mój ulubiony hoolie-movie. Away days opowiada właśnie o fikcyjnej ekipce chuliganów z the Pack, kibicujących prawdziwemu klubowi Tranmere Rovers FC (choć z tego co pamiętam, ta nazwa nie pojawia się ani razu). Jest też o heroine, o Birkenhead i konflikcie pomiędzy Johnno Godden'em I Baby'm.

[Obrazek: a96902642f44fcfd3cd8e31921b3f0af.jpg]

-Hello, Carty lad.
-John
-Long time. Where you've been?
—Elvis's
-Two weirdos ready for tomorrow?

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-02-2019, 19:18 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY






Skocz do: