Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
01-09-2018, 17:06 #101
Rozdział 8.
Aberdeen

O ILE PRZEZ te wszystkie lata, winny byłem udziału w tak licznych starciach, że trudno spamiętać, to jednak było też kilka takich awantur, gdzie do winy się nie poczuwam. Przynajmniej nie w pełni. Aberdeen na wyjeździe, towarzyski sprawdzian przed sezonem, w sierpniu 1996., to była właśnie jedna z nich. W związku z ciągłymi problemami, jakie powodowaliśmy za granicą, władze klubu postanowiły zrezygnować z tradycyjnego tourne po Europie, jako części przygotowań do nowego sezonu. Miała je zastąpić seria gier "towarzyskich", rozgrywanych na brytyjskiej ziemi. Chyba im się lejce kompletnie poyebały, bo zaproponowali Aberdeen, Wrexham i Birmingham. Wszystkie w przeciągu 7 dni.No to chyba sobie możecie wyobrazić, bez pomocy jednego z tych uczonych profesorów z Uniwersytetu w Leicester, specjalistów od psychologi tłumu, ekspertów w temacie chuligaństwa kibiców piłki, że spotkanie kibiców Evertonu, którzy uchodzili wtedy za jedną z aktywniejszych nowych ekip w Anglii, z Aberdeen, którego kibice zawsze pretendowali do miana najlepszej bandy w Szkocji, musi przerodzić się w masowy pojedynek pięściarski. W zamieszki na pełną skale. Więc zamiast wycieczki do Europy, zorganizowali ustawkę w kraju. Jeszcze lepiej ustawili nas na sobotę. Na bank musieli coś brać. Nie było cienia wątpliwości, że czeka nas weekend pełen brutalności, przemocy i bezprawia. I tak właśnie było.
W tamtym okresie, dorobiliśmy się takiego swojego małego lokalu w centrum, gdzie wstęp był TYLKO DLA EVERTONU . Nazywał się the Valuts i była to naprawdę extra baza. Otworzyło go parę znajomych lasek, a chłopaki od nas stali na bramce. Wszystko tam uchodziło i taka miejscóweczka była wielce użyteczna, gdy się prowadziło taką działalność jak my.
W piątek wieczorem zaczęliśmy się tam schodzić i obecni byli praktycznie wszyscy co być powinni. Około 3.nad ranem, gdy nasz stan osobowy wyniósł 60+ na pokładzie, wyruszamy z naszej siedziby, w daleką drogę do Aberdeen. Wiele osób miało też bilety na samolot. Ostatecznie do Szkocji wybrało się kilka tysięcy fanów EFC. Powiem tak, zbyt wielu szalikowców i koszulkowców to ja tam nie widziałem. Było za to mnóstwo chłopaków. W różnym wieku i w różnym stopniu zaawansowania. Weterani i ciut młodsi stażem. Cała paleta Urchins, od tych najstarszych, po całkowitych gnoji, takich jak ja, kiedy zaczynałem jeździć. Pokolenia evertońskiej chuliganki. Royal Blues of Merseyside. Naprawdę topowy skład rozsiadł się w barach w centrum, pół godziny po tym jak rzuciliśmy bagaż w pokojach hotelowych, po odświeżającej kresce i prysznicu. Chociaż nie było jeszcze 12.,większość miała już dobre porobieri. Pamiętam Shaun'a Maca jak wyszedł w hawajkach i japonkach i oświadczył, że w klapkach nie da się spjerdalać, więc on na pewno nie będzie i żeby nikt mu się nie ważył i go nie zostawił. To był chory pomysł, ale spodobał nam się. W mieście nie było nikogo po za hordami zakupowiczów. W zasadzie tylko Mike snujacy się na własną rękę, trafił dwóch typów. To znaczy trafił jednego, a drugiemu moment się przypomniało, że na gwałt potrzebuje nowych tenisówek i uciekł do sportowego.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY


the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
02-09-2018, 12:44 #102
Ruszyliśmy w końcu na stadion i nie widzieliśmy nawet jednego zawodnika owianych złą sławą Aberdeen Soccer Casuals. Wyglądało na to, że prysł kolejny mit o tym, że Jocks(Szkoci), mogą się dorobić ekipy, która byłaby równorzędnym rywalem dla ekip z Anglii. Tak to wyglądało, ale ja wiedziałem, że tak nie jest. Ja widziałem ekipę Aberdeen na Euro 96 i było tam kilku chłopaków. Kilku dobrych chłopaków. Może nie było ich w pobliżu, ale wiedziałem, że gdzieś tam są.
Gdy podeszliśmy pod stadion, udałem się za potrzebą i mijając punkt sanitarny, gdzie udzielano pierwszej pomocy, zobaczyłem wychodzącego z tamtąd Oniona. Dostał w łeb rzuconą przez kogoś breszką. Cebula za playboya raczej nie uchodzi, nawet gdy jest w swojej najlepszej formie, ale z cebulowatym łbem, obwiązanym grubo bandażem i z ściekającą po nalanej gymbie krwią, nie przedstawiał się pięknie, z żadnej strony i w żadnym świetle. Chyba, że w zupełnych ciemnościach. Zawsze myślałem, że jego ksywa, wzięła się od kształtu jego głowy zakończonej takim ogonkiem, tak, że idealnie przypominała płaczliwe warzywo. Ostatnio jednak dowiedziałem się, że wzięła się ona od tatuażu na jego brzuchu. Otóż nasz Cebula, kazał sobie wydziargać wokół pępka, piękne hasło "Born Evertonian" (urodzony Evertończyk), ściął się jednak z artystą, który miał wykonać wzorek, co do poprawnej pisowni. Cebula był przekonany że właściwa forma to "Born Evertonion". W końcu postawił na swoim i tatuator dziabnął my buraka, to znaczy cebulę. Za jednym zamachem wyrobił sobie dziarkę i ksywę.
W każdym bądź razie, Onion potwidził, że mają ekipę. Około 30 głów. Trafili go, kiedy wraz ze swoim skromnym gangiem,odbierali bilety. Wkrótce ich przytyczyłem i ze ździskiem wielkim, rozpoznałem kilku typów, którzy szli z nami na stadion. Myślałem, że są z Evertonu. To byli Jocks. Przyciąłem z jednym z nich bajerę. Powiedział, że większość chłopaków od nich, pojechała na koncert Oasis do Loch Lomond. Słaba wymówka. Trzydziestu? Myślałem, że jesteście lepsi. Skwitowałem. Przyznał, że nasz skład, to najlepsza banda, jaką widzieli tam od lat. Powiedział, że jak przyjdziemy później do miasta, to postara się zorganizować jakąś grupę i będziemy się mogli sprawdzić, koło 8.,na przystani w zatoce.
Życzyłem mu szczęścia, bo wiedziałem, że będzie go potrzebował. Uścisneliśmy sobie wity i ruszyłem na stadion, holując Oniona, przedstawiającego żałosny widok.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-09-2018, 12:46 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
02-09-2018, 19:15 #103
Tą bajerką i uściśnięciem graby, jeszcze mi się będzie odbijać.
Wygraliśmy mecz, ale nikogo to już nie interesowało. Gdy rozeszły się wieści, że jednak mają ekipę, wszyscy byli zainteresowani tylko tym, żeby jak najszybciej wyjść ze stadionu i zatańczyć ze Szkotami. Miejscowe psy trzymały wszystko pod kontrolą. Dostaliśmy bardzo liczną eskortę z powrotem do miasta. Znów ani śladu opozycji. W tym momencie mieliśmy już potężną armię. Tak po prawdzie, to było nas o wiele za wiele. Już przed meczem były tego efekty, gdy niepostrzeżenie wmieszali się między nas. A skoro Jocks mogli się między nas wmieszać, to i psy też mogły. Powinniśmy się trzymać zwartą grupą. Jak się okazało i tu też niestety miałem rację.
Rozbiliśmy obóz w dwóch pubach i po jakiejś godzince Szkoci zaczęli się zbierać na moście dwie ulice dalej. Obserwowali nas stamtąd. Po krótkiej chwili, jeden z nich wszedł do Burger Kinga i ja też tam podbiłem. Wyjaśnił mi, że wciąż jeszcze nie mają konkretnej liczby i potrzebują jeszcze trochę czasu, ale, że plan ze spotkaniem o 8. w zatoce jest wciąż aktualny. On wrócił do swojej grupy, a ja z powrotem do naszej knajpy. Drutneli mnie zaraz jak tam doszedłem. Przeszukali mnie, Podjechał van i wrzucili mnie do środka. Przez jakieś 20 minut, przepytywali mnie, co do naszych planów na wieczór. Zlewałem ich zasadniczo. Dopóki nie usłyszałem: "Przeczytaj sobie to Andrew." Nie podawałem im moich danych, więc to znaczyło, że mam doczynienia z wąsami z komórki ds. chuligaństwa futbolowego. Znowu celnie. Podsuneli mi pod nos jakieś akta. Tam było wszystko. Cała moja kariera ze szczegółami. Wszystkie sprawy sądowe, wraz z listą wyroków, zdjęcia, nawet stare ksywy, o których już nawet zapomniałem, że je kiedyś nosiłem. Byłem trochę w szoku, bo żadnych spostrzegawczych z naszej komendy , wcześniej jakoś nie dostrzegłem. Oświecili mnie, że już na samym początku, zrobili mi fotkę i wysłali do Liverpoolu. Po godzinie dostali moje pełne dossier. Powiedzieli mi , że jesteśmy mile widziani i możemy zostać całą noc, po tej stronie miasta. Po tej stronie, bo jeśli ruszymy się do zatoki, to ja będę pierwszym, który doświadczy niegościnności miejscowych sił porządku. Pokazali mi jeszcze na planie, rozmieszczenie monitoringu na ulicach, by zniechęcić nas do podejmowania prób prześlizgnięcia się. Na koniec życzyli mi miłego pobytu i pożegnali się ze mną grzecznie. Wychodziło na to, że wystarczy, iż któryś z chłopaków puści bąka na mieście i od kopa jestem mielony. Typy z Aberdeen widzieli jak mnie zwijali i gdy tylko psy odjechały, znów zostałem wezwany na spotkanie. Chciałem iść sam, ale jeden z naszych chłopaków nie ufał Szkotom. Tak więc para od nas przeszła przez most idąc na spotkanie i mając w doopie to wszystko. W tym momencie to był już koniec zabawy na ten weekend. Przynajmniej dla mnie. Spotkaliśmy tego chłopa, z którym gadałem wcześniej i przedstawił mi jednego z ich czołowych decyzyjnych, Davie'ego Reid'a. Typ był chudy jak Golum, ale sprawiał wrażenie walczaka i wypowiadał się dość sensownie. Znów zostaliśmy poczęstowani tą ściemą o Oasis, ale zaraz dodał, że stara gwardia jest na miejscu i nie będą robić żadnych durnych przypałów, by się wymigać od starcia. Dodał też, że zatoka,to jedyne miejsce, gdzie jeszcze nie zainstalowano kamer. Gdy już mieliśmy odbijać, pojawił się kolo, co wyglądał na dobrze nayebanego i zaczął jazdę o scouse-koniojebcach i tym podobne. Wyśmialiśmy go głośno, nie bardzo wiedząc o chooj mu się rozchodzi. Typ złapał korbę i zaczął napjerdalać do mnie butelkami z dwóch metrów. Fartem, nie trafił ani jedną, bo gdyby trafił to pewnie by mnie zdjął. Reid kazał mu się uspokoić i doszło do małej szamotaniny, gdy na siłę wtłaczali furiata do pubu. Gdy odchodziliśmy już, jeszcze kilka butelek poleciało za nami. Nie było to zbyt ładne zachowanie z ich strony. Powiem wprost, zachowali się strasznie choojowo i to, że mieliśmy bekę z tego świra, to jeszcze nie powód, żeby cały ich pub ruszył na nas. Tak się nie robi. Nie omieszkaliśmy o tym powiedzieć Reid'owi i na odchodne, usłyszał od nas parę cierpkich słów, o ekipach, które nie tylko nie mają odwagi, ale przede wszystkim pozbawione są resztek honoru. Widocznie zabolało, bo zaraz nas dogonił i wyjaśnił, że ten typ, z którego żeśmy polewali, to były zawodnik z ich ekipy i nie był trafiony, tylko miał uszkodzenie mózgu po tym jak gang hool'sów z Hearts, kopał go po głowie przez kilkanaście minut. To by wyjaśniało zachowanie tego typa, ale nie usprawiedliwiało całej reszty, która zgotowała nam takie chłodne przyjęcie. Powiedzieliśmy mu, żeby zdoopcał ze swoimi tłumaczeniami i przypomnieliśmy mu o umówionym spotkaniu o ósmej, chyba, że mają w planach koncert Slade w Falkirk.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
03-09-2018, 14:48 #104
Gdy wracaliśmy do knajpy, w której siedzieli nasi, gdzieś w połowie drogi spotkaliśmy 150 chłopa, biegnących nam na ratunek i atakujących boozer Jocks'ów. Usłyszeli brzęk szkła, zobaczyli, że butelki latają nam nad głowami i pomyśleli, że już się zaczęło. To była kompletna katastrofa. Zanim zdążyłem wszystko wyjaśnić, dookoła słychać już było odgłosy regularnej bitwy. I tym razem naprawdę się zaczęło.
Jocks próbowali bronić wejścia do pubu, ale zostali rozniesieni w pył. Nasz nowy znajomy, nieszczęśnik Davie Reid, nie zdążył do środka i będąc praktycznie sam na zewnątrz, przez chwilę stawał dzielenie, wykazując się serią kilku prostych i imponując kilkoma wysokimi kopnięciami, które niestety były tylko elementem tak zwanej walki z cieniem. W starciu z rzeczywistym przeciwnikiem, nie dostał już szansy na kolejny pokaz swych umiejętności. Dostał czopsa na brodę i padł jak ścięty, ze szczęką w dość nienaturalnej dla siebie pozycji. Prawdopodobnie na skutek pęknięcia. Wszystko to działo się na moich oczach i całe szczęście, bo gdy nieprzytomny Davie padł na glebę, od razu się znalazł ochotnik, żeby go pochlastać. Odciągnąłem typa z przedłużaczem od jego niedoszłej ofiary. Davie pokazał, że jednak jest walczakiem, chociaż mógł próbować zdoopcać. Nie zasłużył na igłę z nitką i pamiątkowe blizny. Jocks'om udało się zabarykadować w środku. Zablokowali drzwi przy pomocy ogromnej tacy do kanapek. Próbowaluśmy przejść przez tą ich barykadę i biorąc pod uwagę, jak niewielu ich tam było, to dali radę i unikneli cięższych obrażeń. Nastąpił krótki przestój po czym nagle wszystko znów wybuchło, jeszcze gwałtowniej niż na początku. Próbowali nas odrzucić rzucając wszelkimi pociskami, ale nie było ich dosyć, żeby podjąć walkę na zewnątrz. Żadna inna ekipa, w tak nielicznym składzie, nie postawiłaby się tak twardo. Za to, zawsze będę miał dla nich szacunek, jako hoolibandy. Szczególnie dla Reid'a, który nie cofnął się ani o pół cala, dopóki nie zabrali go na noszach. Na szczęście na drutowanie szczeny, a nie na zszywanie rozkrajanego policzka. Kolejny, który miał szczęście, że nie wszyscy Scousers są maniakami ostrych zabawek, na jakich wszędzie się nas kreuje.
Wycofaliśmy się w końcu, gdy pośród zgiełku bitewnego, jęków rannych, wołania o pomoc i dzikich wrzasków tych co wpadli w amok walki, dało się słyszeć syreny policyjnych radiowozów. Wszedłem w boczną uliczkę i zacząłem sobie pluć w brodę, że nie potrafiłem się opanować, że nie odpuściłem sobie udziału w tej awanturze. Ale po to tu przyjechaliśmy. To było silniejsze. Jak narkotyk, który musisz mieć. Przemoc na meczach to bardzo silny narkotyk i zażywanie go, zwykle powoduje bardzo poważne konsekwencje. O czym miałem się przekonać za niecałą godzinę.
Podzieliliśmy się na mniejsze grupy i ta, w której ja byłem, dotarła do hotelu. Umówiliśmy się, że spotkamy się wszyscy znów w tym samym barze i będziemy się trzymać razem, choć by nie wiem co. Inaczej mogło się to niefajnie skończyć. Wiedzieliśmy, że ich czołowy zawodnik jest w kiepskim stanie. Rozyebaliśmy im knajpę. W takich okolicznościach, zwykle dochodzi do ataków na pojedyncze osoby, które odłączyły się od grupy. Jest to jakaś forma rewanżu, gdy wyłapałeś wpjerdol banda na bandę. My to wiedzieliśmy, ale czy reszta fanów Evertonu też? Nie byłem tego taki pewien. Często zemsta dosięga nie tych, którzy byli sprawcami czynów, zemsty wymagających.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
03-09-2018, 21:53 #105
Przygotowaliśmy się na wieczór i razem z Franny'm usiedliśmy przy piwku na zewnątrz. Czekaliśmy aż reszta chłopaków się odświeży i każdy psikanie Lynxem pod pachą. Mieliśmy jednego na 60 typa. Zapytasz u nas na wyjeździe o szczura, albo kosałkę w ofertach będziesz mógł przebierać, jak w przebieralni. Poproś o dezodorant, albo odświeżacz, jeden, maksymalnie dwóch pomyśli, żeby je ze sobą zabrać. My w WC (Wciągające Czterdziechy) mam własną hierarchię wartości. To była słoneczna noc i gawędziliśmy przy pianie. Pamiętam jak Franny powiedział:"Wyobraź sobie, że cię tu zamykają i trzymają cały weekend w celi. Dopiero w poniedziałek idziesz do sądu Wiesz co jest.". Niektórych chłopaków, powineli na Szkocja-Anglia i doświadczyli surowego jocks-wymiaru sprawiedliwości. Gdzieś tam w kąciku mojego umysłu, wciąż czaiła się ta myśl, że mnie wkrótce to też czeka. Wiedziałem, że tak będzie.
Zebralibyśmy się,wszyscy tak samo pachnący i ruszyliśmy się do tej samej knajpy co przedtem. Uszliśmy może z dziesięć jardów od hotelu i heja. Jazda od nowa. Mieli niewielką, ale zwartą grupę. Rozciągneli się wzdłuż ulicy. Było ich jednak znowu zbyt mało, by stawić nam czoła. Pojechaliśmy jak tramwaj, zostawiając na szynach kilka kolejnych ofiar tej jazdy. I tak mieli szczęście, bo chwilę wcześniej, rozebraliśmy piękne kute ogrodzenie, z którego wymontowaliśmy takie półtora metrowe dzidy stalowe. Porzuciliśmy je jednak, jako, że mogły być nieporęczne przy wchodzeniu do klubu. Wyszliśmy na główną ulicę. Momentalnie podjechał van pełen psów i grupsko nieoznakowaną furą. Wygarneli mnie z tłumu i bez żadnych pytań, zapakowali. Jadziem panie kierowco. Adres pan dobrze zna. Najbliższy komisariat policji. Tam mnie odtransportowali. Przez najbliższe 48 godzin, miałem nie zobaczyć światła dziennego. Wrzucili mnie do celi i zatrzasneli drzwi. Zero gadki. Nawet nazwiska nie podałem na recepcji, ale byłem pewien, że niedługo zasypią mnie taką ilością pytań, jakby książkę o mnie chcieli napisać. I to nie jakąś broszurę. Raczej coś w stylu "Wojna i pokój".
Nigdy nie miałem problemów z zasypianiem w takich miejscach, a po wszystkich atrakcjach ostatniej doby i po wszystkich browarach, co spłonęły tego dnia moim przełykiem, nawet nie zauważyłem kiedy się ululałem w objęciach Morfeusza. Gdy się obudziłem, poprosiłem o coś do picia i ze zdziwieniem usłyszałem, że przespałem porę wydawania herbaty i w tej chwili przysługuje mi tylko chooj wielki od kelnerki. Następna herbata, dopiero rano. Co jakiś czas podnosił się kukiel, co miało chyba pozbawić mnie spokojnego snu. Ale nie ze mną takie osrane gierki. Znowu odleciałem w kimę bezkolizyjnie. Obudzili mnie następnego ranka przed siódmą.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
04-09-2018, 19:11 #106
Szykowałem się na jajka na bekonie, albo coś w tym stylu, a tu kolejne rozczarowanie. Prosto na przesłuchanie. Na czczo. Zabrali mnie do pokoju, w którym było kilku detektywów i sierżant dyżurny. Pokazano mi całe mnóstwo moich foci, które zdjęto poprzedniego dnia, o różnych porach i w różnych miejscach.
Jakiś ich starszy podchujaszczy pogratulował mi występu. Powiedział, że byłem gwiazdą całego przedstawienia. Podobało im się to wszystkim bardzo, bardzo. Chociaż nasz autobus odjeżdżał dopiero za parę godzin, zaczynało do mnie docierać, że szanse na to, że się nim zabiorę są znikome, albo nawet żadne. Zostałem oskarżony o udział w nielegalnym zgromadzeniu i w zamieszkach. Poinformowano mnie również, że rzeczywiście autokar odojedzie bezemnie, jako, że zarezerwowano mi kolejny nocleg w pensjonacie pod celą. Chłopaki zrobili zrzute w autobusie, na bilet lotniczy dla mnie. Przynieśli kasę na psiarnie, ale wąsy odmówiły przyjęcia gotówki. Oświadczyli, że według ich rozeznania, przez najbliższe parę miesięcy, żadne środki finansowe nie będą mi potrzebne, jako że nigdzie się stamtąd nie ruszam. Z prasy się o tym, dopiero później dowiedziałem. Nie napisali niestety, czy były szydercze uśmieszki na policyjnych mordach. Chłopaki przynieśli więc ponoć ogromną torbę McDonalda, która miała mi starczyć na cały dzień . Kazali im ją zostawić na pulpicie i nie zostawiać żadnej floty. Powiedzieli, że mogę dostać gazetę. Chłopaki wsadziły w nią gryps z informacjami co się w ogóle dzieje. Parę osób poprosiło o widzenie, ale nie otrzymali zgody. Powiedziano im, że przebywam w policyjnym areszcie i do czasu, aż sąd zadecyduje co ze mną dalej, może się ze mną kontaktować tylko mój adwokat. A, gdy jeden z naszych, wrócił z gazetą dla mnie, wszystkie psióry na komisariacie opychały się moim McDonaldem. To było jak średniowiecze. Więzienie, w którym osadzeni mieli prawo jedynie do milczącej akceptacji faktu, że zostali pozbawieni wszelkich praw.
To były dwa najdłuższe dni w moim życiu i trochę się to odbiło na mojej psychice. Gdy leżałem na Brixton, albo zagranicą, zawsze coś się działo. Robiliśmy sobie jaja, były spacery. Tutaj tylko zamknięcie w odosobnieniu. W cztstej postaci. Przeczytałem po dziesięć razy każde słowo, we wszystkich sześciu gazetach jakie dostałam. Zrobiłem setki pompek i przysiadów. Miałem nadzieję, że zmęczą mnie na tyle, że prześpię dłuższy czas,ale nie było szans,gdy w końcu dotarło do mnie w jakie rzadkie gówno się wpakowałem. Szambo, w którym tkwiłem po uszy, mogło równie dobrze, być na drugim końcu świata.


ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-09-2018, 19:19 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

sterby
Liczba postów:7,529 Reputacja: 7,707
04-09-2018, 19:49 #107
Tata czyta, ale w Bocheńskim KS chyba nie było takich klimatów.



[Obrazek: gf-JzRg-qYWu-XW5A_janusz-filipiak-664x442-nocrop.jpg]
Człowieka jest łatwo oszukać.
O wiele trudniej przekonać go, że został oszukany.

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
05-09-2018, 10:09 #108
Szkocja to zacofany kraj. Mają opóźnienia we wszystkim co mnie interesuje. Przynajmniej o kilka lat. Jeśli chodzi o futbol casuals, to tak, jakby cały dzień się oglądało sitcomy na UK Gold ( kanał komediowy w UK TV). Ale więzienia tutaj, to już kompletnie inna skala. Jakby z mil czy kilometrów, przeskoczyć nagle na lata świetlne. Nie wydaje mi się, żeby zakłady karne w Turcji, albo w Chinach, były dużo gorsze. Na śniadanie, dostałem zeschłego tosta i herbatę, a na lunch przynieśli mi wielki, głęboki talerz, z odrobiną gulaszu na dnie. Albo tam nic nie było, tylko ten talerz był po prostu niedomyty.A nie. Przepraszam, pod gulaszem był jeszcze pudding,więc nie myli go przez dłuższy czas.
W poniedziałek trzymali mnie w celi do 2.Potem przyszło paru detektywów. Po krótce obwieścili mi, że jestem odpowiedzialny za zamieszki, że o 5. jest posiedzenie sądu specjalnego i, że będą oponować zwolnieniu mnie za kaucją. Zapytałem, czy mogę zadzwonić. Kazali mi się pjerdolić. Powiedzieli, że w sądzie spotkam się z adwokatem. Nie chcieli mi powiedzieć, ilu oprócz mnie zostało aresztowanych. Gdy koło 4.,wypuścił mnie do toalety, żebym się przemył, zobaczyłem jeszcze 2 Evertończyków i 5 z ASC. Znałem obu tych chłopaków z Evertonu. Jeden był hool'sem, drugi nie. Ten, który był zwykłym fanem, wyglądał nienajlepiej, a czuł się chyba jeszcze gorzej. Ten drugi Bernie, to mój dobry ziomek i ucieszył się bardzo na mój widok. Mnie osobiście, najbardziej ucieszyłby widok drogowskazu z napisem "południe". Uhahana gęba Berniego, specjalnie na moją deprechę nie działała. Umyliśmy się trochę i odprowadzili nas do sądu. Nie założyli nam kajdanek, tylko skuli łańcuchem i prowadzili kilkaset jardów do Biura Wysokiego Szeryfa, które znajdowało się w tym samym kompleksie budynków, co cele. Potem mieliśmy spotkanie z naszymi prawnikami. Okazało się, że są pewne nieścisłości w akcie oskarżenia, jako że został on oparty o jakiś starożytny akt "O gwałtach, buntach i tumultach" ,który współcześnie niezmiennie rzadko był wyciągany na światło dzienne. To było kwintesencja tego miejsca i całego kraju. Prawo w Szkocji, ma się nijak do angielskiego i walijskiego, mimo, że to wciąż Wielka Brytania.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
05-09-2018, 20:35 #109
Zezwoliłbym im na skopiowanie naszego systemu prawa. Niech się cieszą. Przecież oni dopiero za jakiś czas odkryją, że pudding podaje się na osobnym talerzyku. Prawdopodobnie stanie się to jeszcze przed rokiem 3000.
Musieliśmy stanąć przed Szeryfem. Siedział w gabinecie, za wielkim biurkiem, otoczony kilkoma prawnikami. Nie trwało to dłużej niż parę minut. Wszyscy zwolnieni za kaucją. Okazało się, że nie jest obyty z tego typu oskarżeniami i musi zasięgnąć dalszej porady prawnej,w związku z tym, byliśmy wolni i mogliśmy sobie pójść dokąd chcemy. Ja za daleko nie zaszedłem. Grupa detektywów czekała na mnie przy wyjściu z aresztu. Zatrzymali mnie w celu przesłuchania. Chodziło im o ustalenie tak zwanego sprawstwa kierowniczego, czyli kto za tym wszystkim stał. Kto to obmyślił i przygotował. Tych dwóch chłopaków od nas, czekało następną godzinę, a mi w tym czasie serwowano tradycyjne gówno a la przesłuchanie. Dziesiątki zdjęć podtykanych pod nos. "No dalej Andy. Powiedz nam, kto to jest. Znasz ich na pewno. Przecież ty wszystkich znasz. No.. Pomóż nam, a my pomożemy tobie." Zawsze te same pytania i zawsze ta sama odpowiedź. "Nie znam nikogo z nich. Odpjerdolcie się. Macie coś jeszcze na mnie? Nie? To zayebiście, bo chciałem wreszcie jechać do domu.". Pokazali mi wtedy zdjęcie jak gadam z nimi wszystkimi. Nie wyglądało to dla mnie najlepiej. Byłem zszokowany ilością zdjęć i to praktycznie na każdym etapie. Z całego dnia. Może i bym im pomógł trochę w tym ich śledztwie, ale nie. Za ten numer z puddingiem, nie. Niech sobie wyciągają słomki z kapelusza, niech zgadują, co, kto, gdzie i kiedy. Ewentualnie w końcu mnie wypuścili.
Poważnie, całe to przesłuchanie to była jedna, wielka strata czasu. Chyba się z choojami na łby pozamieniali, jak myśleli, że dam któregoś z chłopaków. Ale też zdawałem sobie sprawę, że paru świrów od nas może mieć kłopoty. Przynajmniej czterech, widziałem na zdjęciach, które być może i pięknie wyglądałyby oprawione w ramki i powieszone nad kominkiem, ale w aktach sprawy, jeśli dopasowane zostaną do nich nazwiska, będą raczej bardzo niewygodnym dowodem. Dużo nie trzeba było. To nie były policyjne fotki takie jak zwykle. Robione z półtorej mili, na których było tylko przeważnie widać rozmazane punkciki. Te, które mi pokazano, wyglądały jak z profesjonalnej sesji zdjęciowej. Wywiadowcy z wydziału antychuligańskiego w Liverpoolu, rozpoznają ich, bezbłędnie i bez zastanawiania. Wszyscy czterej byli tam dobrze znani. Tak więc wystarczy, że prześlą je naszym wąsom, a następnego dnia o świcie, do paru drzwi w Liverpoolu, ktoś natarczywie zapuka. Na to też mógłbym postawić każde pieniądze.
Dotarliśmy na stację i jak to zwykle bywa, po wyjściu z dołka na wyjeździe, spóźniliśmy się na ostatni pociąg kilka minut. Poszliśmy na autobus. Udało nam się złapać National Express do Preston. Pieprzony express, zatrzymywał się we wszystkich dziurach po drodze. W tych zabitych dechami i przy tych w płotach też. Potem przesiadka na taryfę. Kolejna dość długa jazda. Wreszcie stanąłem pod drzwiami mieszkania mojej panny.Był wtorek rano. 6.10.Wyszedłem od niej w piątek popołudniu. Jej minę możecie sobie wyobrazić. Nie była najszczęśliwsza . Ale pokazałem jej papiery z Aberdeen i trzeba jej przyznać, że wytrzymała ze mną do końca tej sprawy.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
06-09-2018, 12:40 #110
W środę graliśmy z Wrexham i poszedłem na mecz. Nie żeby mnie to spotkanie interesowało, albo w poszukiwaniu kolejnych kłopotów. Chciałem strasznie spotkać się z chłopakami. Powiedzieli mi, że ciąg dalszy gorączki sobotniej nocy, był również bardzo ciekawy i obfitował w liczne atrakcje na ulicach Aberdeen. Aż do godziny 2.w nocy non stop dochodziło do starć w pubach i klubach w centrum. ASC przegrupowali się i zaatakowali hotel i nasz autokar, w którym oczywiście wyszklili wszystkie okna. Na deser, w drodze powrotnej, chłopaki zrobiły postój w Carlisle i przyatakowali ulubiony boozer, króla chuliganów Paul'a Dodd, ale pan gwiazdor był akurat nieobecny. Ostrzegłem paru chłopaków o zdjęciach, które mi pokazywali i po pierwszej połówce wyszedłem ze stadionu. Ostatnia rzecz jaka była mi potrzebna, to spotkanie z typami z Wrexham Frontline, którzy chyba wciąż mieli do mnie żal, za to, że parę lat wcześniej, na Littlewood's Cup, przeprowadziłem bocznymi uliczkami ich miasta, małą, ale śmiałą ekipkę i wpadli wtedy w naszą zasadzkę.
W sobotę graliśmy z Newcastle i lokalna stacja radiowa podała, że nad ranem, policja dokonała nalotów na kilka adresów w Liverpoolu. Trzech mężczyzn zostało aresztowanych w związku z zamieszkami w Aberdeen. Trzech, to chyba nie najlepszy rezultat, bo jeśli dostali te zdjęcia co ja oglądałem, to powinni wygarnąć przynajmniej ośmiu i wysłać ich z powrotem do Szkocji.Miesiące minęły zanim sprawa trafiła do sądu. Gdy wreszcie się rozpoczęła, usłyszeli od nas zwyczajowe niewinny. Gdy pojechaliśmy tam pierwszy raz, atmosfera nie była zbyt przyjazna. Kilku starszych typków z ASC, kręciło się w pobliżu. Chyba nie zrobiliśmy na nich dobrego wrażenia, ale jak to w takich sytuacjach bywa, najpierw kose spojrzenia, później jakaś wymiana zdań, aż w końcu zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Okazali się normalnymi kolesiami i z kilkoma wciąż utrzymuję bardzo dobre koleżeńskie kontakty.
Najbardziej traumatycznym przejściem ,była projekcja zapisu video z zamieszek, na wielkim ekranie, na sali sądowej. Zanim to puścili, mój papug spytał mnie, czy nie chcę zmienić swojego oświadczenia i przyznać się do winy. Powiedział, że wtedy urywki na których mnie widać, nie zostaną pokazane. On widział wcześniej ten film i niebardzo mu się podobał. Nie zgodziłem się i wszyscy oglądaliśmy siedem minut drastycznych scen, które rozegrały się tamtego dnia, pełnego agresji i przemocy. Jaja mi opadły normalnie do ziemi. Czułem się jakby mnie ktoś wypatroszył. Jak po badaniu prostaty przy użyciu gaśnicy. Przez jakieś sześć i pół minuty byłem na pierwszym planie. Franny, który siedział za mną, o mało się nie pojszczał z zachwytu. Było jak ściskam miejscowym chłopakom wity. Jak wracam do naszego pubu. Jak spotykam się z ASC w Burger Kingu.Gadamy. Wychodzę, wracam, gadam z naszymi. Patrzę na zegarek. Idę na spotkanie. Poznaje się z Davie Reid'em. Potem zaczyna się młyn. Reid zostaje znokautowany. Potem jak wracam do hotelu i wychodzę odświeżony, gotowy na dalsze tańce i hoolanki.
To był jakiś koszmar. Franny mówił mi później, że plama potu na moich plecach,w trakcie projekcji, rosła w oczach z każdą sekundą. Nie mógł w to uwierzyć.


ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
06-09-2018, 19:22 #111
Zanim skończył się ten film, miałem już myśli samobójcze. Było tam naprawdę kilka brutalnych momentów, a co najgorsze, z przebiegu całości wynikało, że to ja byłem mistrzem ceremonii. Byłem odpowiedzialny za przygotowania i za realizację. Mój prawnik zwrócił mi uwagę, że tak to wygląda, bo tak właśnie było. Trudno się było z tym nie zgodzić. Powiedział, że spróbuje uzyskać zgodę, na przeglądnięcia tego filmu. Tym razem tylko my dwaj. Może uda mi się wynaleźć jakieś rzeczy, na które będę potrafił znaleźć chociaż namiastkę sensownego wytłumaczenia. Musiałem siedzieć z moim adwokatem i z prorokiem i gapić się na to wszystko klatka po klatce. Każde jedno ujęcie. Raczej nie było sensu wykłócać się, że tu i tam to nie ja. Rozjaśnili i powiększyli wszystko tak, że konik na znaczku mojej połówki Ralpha Laurena, był wielkości prawdziwego zwierzęcia hodowlanego. Prorok postawił mnie przed wyborem. Albo idę dalej w zaparte i wtedy on będzie się domagał 7 lat,albo zmieniam oświadczenie i przyznaję się do winy, a wtedy on zgadza się na paragraf mniejszego kalibru i mogę liczyć na jakieś 18 miechów. Rachunek był prosty. Nie było się nad czym zastanawiać. Paru innym oskarżonym wyszedł ten sam wynik i w sumie czterech z nas zmieniło oświadczenia. Jednym z nich był typ o ksywie Monkey. Kolo na filmie przechodził samego siebie i obok mnie był chyba drugim wiodącym mącicielem. Było nawet pokazane jak po jednym ze starć, ewakuuje się na High Street. Tam zmienia bluzę i wraca na ring,na kolejną rundę. Davie Reid, też odzyskał zdrowy rozsądek i przyznał się do zarzucanych mu czynów. To co miał ugrane, zanim został wykluczony z gry, też wystarczyłoby na dłuższą pajdę. Jeszcze jeden kolo od nich, poszedł za przykładem. To był starszy chłop.Nazywał się bodajże Corbett. Nagle z doopy, wyciągnęli nowy filmik, z nim w roli głównej. Krótkometrażowy, ale zagrał oskarowo. To było już później w nocy, pod jakimś pubem, walczył sam jeden, chyba z tuzinem od nas. Jebbany Wańka-wstańka. Co chwilę wyłapywał dobre petardy, po których nie miał prawa wstać, ale za każdym razem wstawał i rzucał się na nich z pięściami. Był naprawdę niezniszczalny, bez krzty przesady. Nie zerwał się chociaż mógł i na koniec wszyscy go mieli już chyba dosyć. Gdy nasza grupa weszła do pubu, znów się pozbierał, złapał za stojący na zewnątrz stołek barowy i wjechał z nim dośradka. Za chwilę widać jak wylatuje, dosłownie, przez drzwi, a za nim nasza banda. I znów wszystko od nowa.
Największym idiotyzmem w tym wszystkim było to, że pomimo iż przyznaliśmy się do winy, musieliśmy się stawiać na wszystkie pozostałe rozprawy, tak byśmy mogli być skazani jednocześnie. Kosztowało nas to furę kasy. Trzy razy jechaliśmy tam tylko po to by podać swoje personalia i podpisać kaucję. Beceluj 200£, ciężko zarobione,. Tania okazja. Polecam. Jeszcze przed zakończeniem procesu, dwóm od nas i jednemu z Aberdeen, przejadło się to i też przyznali się do winy. Franny był jednym z nich i też jeździł z nami na wszystkie pozostałe wagi. Ten drugi typ przestał jeździć i po prostu zniknął. Chociaż był dobrze znany, zwłaszcza na meczach reprezentacji, przestał się zupełnie pokazywać. Stracił to wszystko. Różnie ta sprawa odbiła się na psychice różnych ludzi. Ustatkuj się i ożeń. Tak chyba było w przypadku tego typa.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
07-09-2018, 12:05 #112
Sędzia chciał zobaczyć nasze opinie środowiskowe. Moja wyglądała zayebiście, ale kuratora trochę poniosło i rekomendował nałożenie jakiejś grzywny, albo parę godzin prac społecznych. Sędzia spytał mnie, jak dotarłem do sądu. Odpowiedziałem, że przyleciałem samolotem. Zapytał, czy mam bilet powrotny. Pomyślałem "Jest dobrze."Ale nie było. Kazał mi wracać, spotkać się z kuratorem i poprosić go o uzasadnienie, dlaczego powinienem dostać 6 miechów, a nie 2 lata.
Właśnie tego potrzebowałem. Niezgodność pomiędzy sędzią i kuratorem. Naprawdę się wkoorwiłem, bo musiałem wracać do domu i w ciągu tygodnia zgłosić się do sądu w Aberdeen, gdzie czekała mnie gwarantowana odsiadka. To bardzo relaksujący tydzień, niczym pobyt w celi śmierci. Spotkałem się z moim kuratorem, ale upierał się, że nie może już zmienić, raz wystawionej opini. No to kupiłem kolejny bilet na samolot do Aberdeen.Będąc przekonanym, że idę do pieca, tym razem w jedną stronę. Pożegnałem się nawet z rodziną i moją panną. Zostawiłem też list w pracy, żeby mi przytrzymali tą robotę.
Pod budynkiem sądu zgromadziło się całe mnóstwo dziennikarzy i reporterów. Myślałem, że jesteśmy główną atrakcją dnia. Ale jak się okazało, tej nocy miała miejsce największa operacja policyjna w historii miasta, wymierzona w handlarzy narkotyków i podziemie przestępcze. Od rana specjalnie powołane trybunały, zajmowały się lokalną śmietanką. Papug powiedział, że to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności, który odsunie nasze awanti na dalszy plan. Zadowoleni, przesiedzieliśmy przy piwku parę godzin. Ogłoszenie naszych wyroków, przesunięto na czwartą. Poszliśmy do baru Willi'ego Millera i miło spędziliśmy czas, osuszając kolejne butelczyny, aż przyszedł jeden prawnik i powiedział, że to już.
Wytrzeźwieliśmy szybciutko i nawet Willie rzucił za nami "Z fartem chłopaki!" . Chyba był naszą babcią-dobrą wróżką. W sądzie zaprowadzono nas przed oblicze jakiegoś sędziego niższej rangi, jako że top szeryf zajęty był z prawdziwymi draniami. Nasze akty oskarżenia zostały odczytane ponownie i nowy sędzia poprosił o odtworzenie dla niego jeszcze raz zapisu video. Prorok chyba nie był przygotowany, bo mieli tylko kasetę z wygłupami Małpy. Poprosił więc o odroczenie sprawy. Sędzia odrzucił jego wniosek, uzasadniając, że prokuratura miała 12 miesięcy na dostarczenie wszystkich dowodów i wyroki zapadną na podstawie materiału dowodowego jaki był dostępny w tamtym czasie. Czyli poza "planetą Małpy" niewiele.
Sprawy nabierały bardzo pozytywnego obrotu. Aż za bardzo. Wszyscy detektywi z miejscowej komendy, którzy do tej pory siedzieli sobie wyluzowani, czekając aż sąd postawi konkretną kropę nad i, która będzie uwieńczeniem ich sukcesu, teraz nagle stali się bardzo nerwowi, a rozdrażnienie im prawie z doopy wylatywało. Pierwszy na tapecie był Monkey. Trzeba przyznać, że jego papug, wymalował mu piękną laurkę w ostatnim słowie. Ojciec dzieciom. Głowa rodziny, zabierająca córkę na mecz. Zaangażował się przez przypadek, pod wpływem emocji, zupełnie niepotrzebnie, czego teraz strasznie żałuje. Później odczytano listę jego dotychczasowych przestępstw i wykroczeń, wraz z wyrokami i, żeby was nie skłamać zajęło to niemniej niż 20 minut. O ile nie dłużej. "Dwa lata", wyszeptałem do Marka, który siedział obok mnie. Sędzia spojrzał. Uniósł brew i zmarszczył czoło, poczym dał 200 godzin prac społecznych. Przysięgam wam, po stężałych twarzach psów, płynęły łzy wściekłej bezsilności.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
07-09-2018, 14:00 #113
Byłem następny i na dzień dobry dostałem to, czego się spodziewałem. Że jestem łobuz, co sprowadził swój gang do jego kraju, po to tylko, żeby żyjącym tu w spokoju dobrym ludziom, zepsuć piękny dzień i przeszkadzać w dobrej zabawie. Nacisk połóżył zwłaszcza na "mój gang" i "jego kraj". Prawie o włos, a dostałby główną rolę w "Braveheart". Na zakończenie podsumował:"Nie mogę tego zaakceptować panie Nicholls." "No dalej fiucie" -pomyślałem. "Wyduśże to wreszcie!".Sześć miechów tutaj, uznam za bardzo dobry rezultat, tylko w końcu wyrzućże to z siebie.
"Nakładam na pana karę... grzywny w wysokości 400 funtów sztyrlingów." Zadeklarował. "Może pana nie będzie przez jakiś czas stać na mecze piłki nożnej." Niebardzo pamiętam co się działo przez następną godzinę. Wszystkie te zmartwienia, cały ten stres, a w efekcie jestem tylko cztery stówy w plery. Czułem, że chyba wycałuję doopę Willie'go Millera ze szczęścia, ale przemyślałem sprawę i mi przeszło. Opuściłem salę sądową i czekałem na korytarzu na pozostałych. Wychodzili jeden po drugim, każdy z bananem na gębie, ale to takim jak motorówki ciągną w nadmorskich kurortach. To nie było w porządku. Psy były zdruzgotane. W akcie desperacji, podjechali tam gdzie poszliśmy później na browara. Myśleli chyba, że znów sobie skoczymy do gardeł, czy ja wiem co. Nic takiego się nie wydarzyło. Teraz już byliśmy wszyscy ziomale. I z Monkey'm. I z Reid'em. I nawet ten pacjent z porytą psychiką, "Korba"-Corbett już wtedy normalnie z nami gadał. Gdy wyskoczyłem z baru na chwilę, by pójść zarezerwować sobie bilet lotniczy, zatrzymała się fura miejscowego naczelnika. Pomyślałem "O ho! Jedziemy od nowa." Ale nie. Punkt dla niego. Rzucił mi tylko przez okno:" Ty farciarzu pieprzony. Niezły wynik. Przyznaję." Dodał też, że sami to zkiepścili, myśląc, że już jest po sprawie i nie przynosząc kaset do sądu. Na koniec zrobił coś, czego się w życiu nie spodziewałem. Uścisnął mi grabę i powiedział, że w porządku ze mnie gość. I że cały ten dzień bitewny, to była niezła frajda. Naprawdę tak było . Możecie powiedzieć,że brał mnie na koniec pod chooj, ale myślę, że to było jednak szczerze i na serio.
Po powrocie do domu, nie trzeźwiałem przez tydzień. Chciałem dać mojemu kumplowi z pracy trochę czasu, na wyjaśnienie tej całej afery z listem, który napisałem myśląc, że się powalę.
Mówią, że darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Ale ja i Mark postaniwiliśmy to zrobić. Nie płaciliśmy tej grzywny i miesiąc później wąsy nam wyjechały na chaty. Mieliśmy do wyboru, płacimy całość na miejscu, albo wracamy pod celę w Aberdeen. Od razu wydzwoniłem Providenta. Aberdeen naoglądałem się tyle, że mi wystarczy na całe życie. Albo nawet cztery życia. Z drugiej strony 400 £ piechotą nie chodzi, więc warto było obejrzeć tego konia.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-09-2018, 14:08 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
07-09-2018, 18:18 #114
Jak czekacie na szybkie zakończenie, to info., że to dopiero 44%.Czyli nawet jeszcze nie połówka. Chyba, że wody ognistej, jak ktoś lubi czytać, przed 13.00

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-09-2018, 00:47 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
07-09-2018, 19:43 #115
Rozdział 9.
Heysel

W DNIU 29 MAJA 1985 roku, Liverpool grał z Juventusem, na stadionie Stade du Heysel w Brukseli. To był finał Pucharu Eurooejskich Mistrzów Krajowych, popularnie zwany Pucharem Europy. Tego wieczoru, około godziny 19.30, skończyła się futbolowa przemoc, w formie, w jakiej znaliśmy ją do tej pory. Wystarczy samo słowo "Heysel" i w głowie każdego kibica, automatycznie pojawiają się chyba najdrastyczniejsze sceny, jakie kiedykolwiek pokazano podczas transmisji sportowej. Te sceny, pokazane na ekranach milionów telewizorów na całym świecie, sprawiły, że wszystkie angielskie kluby, zostały wykluczone z europejskich rozgrywek.Na czas nieokreślony. Efekt domina, zmiany w prawie i w sposobach kontrolowania kibiców i potencjalnych chuliganów, były przerażające.
Heysel to także bolesne wspomnienie dla wielu Evertończyków. Uważają oni, że tamte tragiczne wydarzenia, zadecydowały o losach naszego ukochanego klubu, przekreślając jego szansę na sukces we współczesnym futbolu. Myślę, że mają rację. Ale nie przyłączam się do chóru, gdy na derbach skandowane jest "mor-der-cy!!!" i nie śpiewam o tym, że "39 martwych Włochów nie może się mylić.", ani żadnych innych tego typu piosenek. Nie robię tego, bo tamtego fatalnego wieczoru, ja też tam byłem z nimi.
Wiele rzeczy zostało powiedzianych i napisanych, krążyły wieści, o wydarzeniach tamtej nocy. Pewne osoby, ostatecznie, stanęły przed obliczem wymiaru sprawiedliwości i poniosły odpowiedzialność za udział w tamtych zajściach. Do dzisiejszego dnia, tak zwani naoczni świadkowie i przeróżne autorytety podpierane przez ekspertów, muszą wtrącać swoje dziesięć groszy w temacie. Gdyby to nie chodziło o tragedię, w wyniku, której śmierć ponieśli ludzie, większość tych rzeczy odbiłaby się pustym śmiechem. Niektóre opisy są prawdziwe, inne zklecone zostały z wyjątkowych bzdur.
Moja relacja jest szczera i obiektywna. Nie sprawia mi żadnej przyjemności opowiadanie tej smutnej historii. Prawdę mówiąc, to początkowo nie planowałem o tym pisać. Mimo tego, oto moje prawdziwe wspomnienia o tamtych wydarzeniach.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-09-2018, 00:51 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
08-09-2018, 00:30 #116
Dzięki temu, że przez parę miesięcy byłem na zwolnieniu lekarskim, mogłem jeździć za Evertonem i świadkować naszemu podbojowi Europy (patrz rozdział 12).Strasznie głupio było wracać, do ponurego kieratu życia, bez jeszcze jednej zagranicznej wycieczki, jako że nasz najwspanialszy sezon w historii, zbliżał się ku końcowi. Został nam jeszcze wyjazd na Luton, ale tytuł zapewniliśmy sobie już parę tygodni wcześniej. Więc, kiedy paru Czerwonych zaproponowało mi wyjazd do Brukseli, na finał Pucharu Europy, zamiast oglądania naszych rezerw w pojedynku z the Haters, nie zastanawiałem się zbyt długo. Ziomuś Roger, który był Czerwonym z krwi i kości, organizował podróż i jak zwykle jej standard był podły. Tanio, wesoło i w wąskim gronie. Z wszystkich Czerwonych jakich znałem, Roger zaliczał się do tych najfajniejszych. Poświęcał całe tygodnie, organizując chłopakom wyjazdy i nigdy nie przyrobił na tym ani pensa. Zmarł w wieku zaledwie 33 lat i strasznie go szkoda. Nie był bandytą. Był kimś, kto zrobiłby wszystko dla Liverpool FC i dla jego kibiców, jedynie z wyjątkiem kłamstwa.
Wyruszyliśmy w poniedziałek w nocy i było to klasyczne Scousers on tour. Karty, browary i promocje na bezcłówce. Jakieś lolki i na koniec kłótnia wszystkich ze wszystkimi. Czy może być piękniejszy sposób na spędzenie wieczoru z kumplami? Wiem, że brzmi to jak tani stereotyp, ale tak to w rzeczywistości wyglądało. Harry Enfield zrobił fortunę parodiując Scousers'ów i założę się, że były to łatwe pieniądze, bo wystarczyło właśnie pojechać na jeden wyjazd z Evertonem lub Liverpoolem i tak zwany researching miałeś zaliczony.
Do Brukseli dojechaliśmy we wtorek rano i było tam już pełno kibiców Liverpoolu. Albo raczej tych co chcieli uchodzić za fanów LFC. Tysiące zgromadziły się na głównym placu i panowała przyjazna atmosfera. Podobna do tej w Rotterdamie, gdy grał tam Everton. Tutaj były jednak trochę inne okoliczności. Pomimo, że Liverpool ma kibiców na całym świecie, była to trochę taka rywalizacja włosko-angielska. Niewielu tam było Włochów, ale jak się już pojawili to głównie śpiewano im to irytujące "Ingerland, Ingerland". Mi to pasowało. Wolałem mieć w uszach to, niż przez cały dzień słuchać "Liverpool, Liverpool",albo co jeszcze gorsze, to skłaniające do podcięcia sobie żył "You will never walk alone". Ten ich hymn niewydarzony. Więc zirytowany, czy nie, miałem wyjebbane i łykając Stelle za Stellą, obserwowałem januszy, jak smażą się w upale za swój klub, lub raczej za kraj i królową.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
08-09-2018, 13:49 #117
Było tam też amnóstwo "pracusiów". Co 5 minut, wpadały na plac gangi Urchins, sprzedające, to co ostatnio najmodniejsze w sklepach odzieżowych. Kupujących były setki. To było jak program edukacyjny. Jeśli chodzi o złodziejke, to Czerwoni posiadali profesorskie zdolności. Mnie tam jakoś nigdy nie pociągało, ryzykowanie własnej wolności w jakimś obcym mieście, za kilka polówek Lacost. Za wysoki koszt jak dla mnie. Gdyby planowano promocję u jubilera, no to pewnie bym się skusił, bo łup tłusty, ale za cenę kilku butelek ale... Już wolę pohandlować lewymi biletami. Każdy ma swoją działkę, czy działalność i niech uprawia to, co mu najlepiej wychodzi.
Wieczorem całe centrum było już szczelnie wypełnione tłumem. Pojawiło się więcej Włochów. Główna ekipa Juve podróżowała na wyjazdy organizowane przez klub. Zresztą zawsze, gdziekolwiek na świecie, grała jakaś włoska drużyna, to wszyscy Włosi z okolicy, którzy wyemigrowali z Włoch i akurat ten zakątek wybrali na swoją nową ojczyznę, zjawiali się na meczu. Wyglądało, że w Brukseli mieszka więcej Włochów niż Belgów.
Było pewne i nieuniknione, że między pewnymi grupami dojdzie do starć. Stałoby się tak niezależnie od tego, kto by grał. Była tam jednak jedna grupa the Reds, bardzo agresywna i bardzo zdeterminowana by dorwać makaroniarzy. To była konkretna bandą Urchins'ów Liverpoolu i rozeszła się fama, że kilku z nich zostało pochlastanych rok wcześniej na finale w Rzymie. We wszystkich relacjach tych co byli wtedy w stolicy Włoch, powtarzano, że tamtego wieczoru, polowano na kibiców Liverpoolu i wielu oprawiono na ostro. Tak więc, ta ekipa przyjechała wyrównać rachunki.
Nie pjerdolili się z nikim i nie brali jeńców. Omijałem ich szerokim łukiem, bo wiedziałem, że te ich zabawy, prędzej czy później muszą skończyć się ogólną nadoopcanką. Wtedy jeszcze nie znałem zbyt wielu ich decyzyjnych. Było wielu chętnych, żeby ich sprawdzić i to zarówno Włochów jak i Anglików. Rozjebbali wcześniej bar, a siedzący w środku mocno oberwali. Tam były praktycznie osoby z każdej półki, z każdej kibicowskiej kategorii. Zrobił się po tym niesmak. Ale Urchins mieli w głowie tylko rewanż za Rzym i czy było to dobre czy złe, nieważne. Atmosfera robiła się coraz gęściejsza. Gdy udawałem się w zacisze naszego hotelowego baru było ich tam już dobre parę stów i zaczynało się rabowanie sklepów. Następnego ranka dowiedziałam się, że ominęło mnie wejście z drzwiami do jubilera i przyznam, poczułem się trochę rozczarowany.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-09-2018, 13:52 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
08-09-2018, 17:47 #118
Rankiem w dniu meczu, ja i mój kolega z pokoju Pat, też Evertończyk, zostaliśmy obudzeni przez chór z the Kop, z baru na ulicy pod nami. Oczywiście ich dołujący hymn. Natychmiast napełniłem reklamówkę wodą i poleciała na nich lobem. Dwie sekundy póżniej usłyszałem, że na dole rozpętało się piekło, więc postanowiłam się delikatnie wychylić i ostrożnie oblukać. Na dole jeden typek, przemoczony do majtek, wyskoczył z Mercedesa kabrio, którym wjechał na chodnik i o mało nie przejechał stojących tam the Reds. Atakował całą bandę Czerwonych. W kabriolecie siedziała jego świnia, również przemoczona do majtek. Trochę mi zeszło. Czerwoni chcieli mu dać lekcję bezpiecznej jazdy, on się wkoorwiał, bo myślał, że to oni wrzucili mu bombę wodorową do fury.Zwykłe nieporozumienie. Po co te nerwy. Taki piękny początek dnia. Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół, na bułeczkę z bekonem,zanim Czerwoni przytyczyli nas chichrających się w oknie. Zanim dodali dwa do dwóch i pierwszy raz w życiu wyszłoby im cztery.
Zabraliśmy się z główną ekipą z placu. Krążyły dookoła trochę podejrzanie wyglądające bilety i wielu Włochów krążyło w ich poszukiwaniu. Bilety na sektor Liverpoolu l były po 300 franków i można je było zgonić za podwójną, albo nawet potrójną przebitkę. To właśnie według mnie, było główną przyczyną tragedii i zgadzam się z tym, że ludzie, w tym wasz autor, przyczynili się do niej sprzedając Włochom bilety. Trzeba jednak pamiętać, że nie był i wciąż nie jest fenomen liverpoolski . Tak dzieje się przed każdym meczem cieszącym się dużym zainteresowaniem, pod każdą szerokością geograficzną.To zjawisko wymaga globalnych rozwiązań. Sami Scousersi go nie zlikwidują.
Bilety na sektory Liverpoolu to były te z oznaczeniem sekcji X i Y. Reszta, stanowiąca jedną trzecią całej trybuny, to była sekcja Z, teoretycznie zarezerwowana dla kibiców neutralnych. To oznaczało, że trzecią część biletów na trybunę Liverpoolu, dostali miejscowi. Belgowie. Wszystkie te bilety miały datę i mapkę stadionu z zaznaczonymi sekcjami X, Y lub Z,w zależności do której sekcji miałeś trafić. Na pozostałych biletach zaznaczano tylko sektor czarnym flamastrem. To było marzenie fałszerzy. Dziecinnie proste do zrobienia. Nie posiadały nawet znaku wodnego. Nie ma wątpliwości, że w pizdu lewych biletów było w obiegu. Wczesne popołudnie i praktycznie wszyscy są już dobrze najebbani. Bary i puby, które wcześniej witał Liverpoolczyków z otwartymi ramionami, teraz raczej tego żałowały. Kasy fiskalne zostały przeważnie opróżnione, a asortyment wyparował,podczas fali grabieży na tak zwanym żywiole. Byłem z gangiem, który wypromował furgonetkę z dostawą do restauracji. Kolo przyciął, że kierowca zaparkował i po prostu zszedł do knajpianej piwniczki. Typek wsiadł, przekręcił pozostawiony w stacyjce kluczyk i odjechał. Proste jak masło z tostem.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-09-2018, 18:33 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
08-09-2018, 20:31 #119
Zaparkował uliczkę dalej i opróżniliśmy jej zawartość w pół minuty. Jeśli chodzi o Liverpool w 85. w Brukseli, to robili co chcieli. Kompletna dominacja.
Rozmawiałem z typami z kilku ekip tego dnia. Byłem na drinku z kolesiami z Chelsea, spotkałem West Ham i Birmingham. Ale to nie były duże grupy. Po parę osób, które przyjechało się zabawić i obziorać jak to wszystko będzie wyglądać. Ale z Liverpoolu była armia, typowe pospolite ruszenie, najebbane w trzy doopy z prawdziwą chuliganką nie mający wiele wspólnego po za jednym, chęcią wywołania kłopotów. Gdy więc na placu wybuchła mała szamotanina, całe to tałatajstwo z ochotą włączyło się do akcji i cały plac eksplodował. Wszyscy Włosi, którzy mieli na tyle nierówno pod czapkami, żeby chcieć się spróbować, zostali spacyfikowani szybko i dość boleśnie. Wszystko to przy akompaniamencie okrzyków "Pamiętajcie Rzym!". Każdy kto był tam rok wcześniej, miał misję - oddać Włochom.
Ruszyliśmy na stadion wcześniej, bo wysprzedaliśmy się ze wszystkich biletów i musieliśmy poszukać jakiegoś sposobu, żeby się wbić w miarę tanio. Przez wszystkie moje lata jeżdżenia na piłkę, w kraju i zagranicą, nigdy, przenigdy nie widziałem czegoś takiego, jak to co zobaczyliśmy, gdy podeszliśmy pod Heizelstadion, czyli Stade du Heysel,w zależności, którą nazwę preferujecie. Trochę chłopaków było tam przez całą noc i w tym czasie nie próżnowali. W murze otaczającym cały obiekt, wybili sporych rozmiarów dziurę. Teraz już wystarczyło przepchać się na sektor, gdzie nie było kołowrotków i jesteś na trybunach. Tak przy okazji, to nie był obiekt Accrington Stanley ani Rhyl FC. Mówimy tu o stadionie narodowym przodującego europejskiego kraju i najważniejszym meczu w europejskiej piłce klubowej, a prawdopodobnie także na świecie. To był wstyd, ale tak się dzieje gdy pozwala się wybierać zjebomm. Przebiliśmy się obok "scouse-biletera", który próbował nas zkasować 100 franków od głowy i byliśmy w środku. Było gdzieś koło 18.
Na trybunach było jeszcze gorzej. Od razu dało się wyczuć, że kłopoty są tylko kwestią czasu. Sekcja Z, ta tak zwana strefa buforowa, prawie w całości była wypełniona fanami Juve. Było tam też trochę Liverpoolu. Sekcje były od siebie oddzielone tylko przerdzewiałą, chwiejącą się siatką i rzadkim kordonem młodziutkich belgijskich psów, których chyba przywieźli prosto z policyjnej szkółki i którzy mieli kake w swoich służbowych majtach, zanim w ogóle cokolwiek się wydarzyło.
Gdy się już zaczęło, to stało się to w przeciągu paru sekund. Nie było żadnego rosnącego napięcia i wszystkie te farmazony o dzieciakach z Liverpoolu, bitych na sektorze Juventusu, są dokładnie tym , zwykłymi farmazonami. Było tam kilka mniejszych starć, ale wywoływałi je głównie fani Liverpoolu, którzy znaleźli się po złej stronie ogrodzenia i teraz próbowali się przebić do swoich.
Wszystkie te łby, mistrzowie napinki, obrzucający się z Włochami obelżywymi epitetami, zaczęli szarpać tym śmiesznym płotkiem i po chwili leżał on już na glebie. Stałem może oddalony o jakieś 200 jardów i pomyślałem, że szykuje się porządna bitwa, ochoczo więc przyłączyłem się do atakujących.

ŚWIEŻO MALOWANE



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY

the Painter
Liczba postów:883 Reputacja: 3,159
09-09-2018, 00:34 #120
To co widziałem wtedy to uciekający po prawej Włosi i po lewej Liverpool przechodzący z sekcji Z do sekcji Y. Właściwie to niewielu biegło w przeciwnym kierunku, by gonić Włochów. Jak sobie dokładnie obejrzycie tamto nagranie, to zobaczycie, że wyprowadzono może 20 strzałów. Po pierwsze, większość ekipy Liverpoolu, wciąż była na zewnątrz, a chłopaki z Juventusu, siedziały wogóle po przeciwnej stronie stadionu. Za drugą bramką.
Nie ulega wątpliwości, że wywrócenie ogrodzenia i miniszarża, która potem nastąpiła, spowodowała wybuch paniki i sprawiła, że Włosi zaczęli uciekać. Murek w rogu sektoru zawalił się i doszło do tragedii. Trzydzieści dziewięć osób straciło życie. To właśnie się wydarzyło i takie są fakty. Nie dyskutuje się o tym nawet na "szczytach władzy" na Anfield. Tam mówi się, że winę ponoszą wszystkie strony.
-Kibice Liverpool za wywołanie początkowej paniki;
-Włosi, bo przyjechali bez biletów i nie przeszkadzało im, że będą siedzieć po niewłaściwej stronie stadionu;
-Koniki sprzedające im bilety po czarno rynkowych cenach;
-UEFA za zorganizowanie tak ważnej imprezy na stadionie będącym kompletną ruiną i nienadającym się do rozgrywania tam żadnego meczu, nawet o Puchar przewodniczącego gminy.
Więc mniej więcej wina rozkłada się po 25 procent. Cóż, nie wiem czy dokładnie tak po równo się to rozkłada. Wiem natomiast bardzo dobrze, co możesz usłyszeć w ujściu rzeki Mersey, gdy rzucisz hasło Heysel.
"To nie myśmy to zrobili. To była Chelsea."
"To nie my. To był National Front."
"To przez to, że ogrodzenie się przewróciło."
"To przez to, że murek się zawalił."
No i na koniec kompletne usprawiedliwienie:"Gdyby stali i się bili, a nie spjerdalali, to by do tego nie doszło."Dlaczego ci, którzy mają krew na rękach, nie potrafią ich podnieść i powiedzieć:" Tak to przez nas. My żeśmy to zaczęli. To nasza wina." Nawet kiedy kończyłem tą książkę, to oglądałem jakąś pseudodokumentalną serię zatytułowaną Football Fight Club i przeprowadzali tam wywiad z jakimś samozwańczym top boyem od nich. Minęło 20 lat, a typ dalej obwiniał o tamte wydarzenia, każdego jednego człowieka na tej planecie i jego psa też.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2018, 00:47 przez the Painter.



URODZONY BIAŁO-CZERWONY
WYCHOWANY NA CRACOVIA PANY






Skocz do: