Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
09-09-2018, 13:48 #121
Liverpool przyznał okrężną drogą, że niektórzy jego kibice ponoszą odpowiedzialność za to, co się stało. Już po początkowym zamieszaniu, prawie nikt nie zdawał sobie sprawy z tego co się właśnie wydarzyło. Niewielu wiedziało, że tam zginęli ludzie i że właściwie to, wciąż umierali. Kibice LFC, wciąż bawili się świetnie i zajęli wyludnioną sekcję. Całe to miejsce, było pokryte pozostawionymi rzeczami osobistymi. Wszyscy policjanci stali między boiskiem a trybunami, pomagając tym ściśniętym w rogu, albo powstrzymujących Włochów z drugiej strony stadionu, przed wtargnięciem na boisko. Nie upłynęło dużo czasu i wieści zaczęły się rozchodzić, o tym, że rzeczy nie przedstawiają się zbyt pięknie. Ci, którzy dopiero wchodzili na stadion, opowiadali o naprędce zorganizowanej na parkingu kostnicy, do której znoszono zwłoki. Na początku nikt nie chciał wierzyć, że ktoś zginął. Jednak z czasem coraz więcej faktów to potwierdzało, a rzeczywistość stawała się coraz bardziej makabryczna. Do wielu zaczynało docierać, że są odpowiedzialni za największą tragedię na stadionie, od dziesięcioleci. Widziałem kibiców Liverpoolu, którzy płakali i wielu opuściło stadion. Ich menadżer, Joe Fegan podszedł pod sektor i zwrócił się z apelem o zaprzestanie walk. Na to już było za późno. Walki już dawno się skończyły i powiedziałem mu to. Chłop nigdy już nie doszedł po tym do siebie. Zrezygnował i przeszedł na emeryturę.
Nie mogłem uwierzyć, gdy ogłosili, że mecz jednak zostanie rozegrany. To była decyzja kogoś całkowicie pozbawionego wszelkich uczuć. Kogoś kto tylko potrafił dobrze liczyć kasę. Oglądałem z sektora, gdzie wcześniej stali kibice Juventusu. Wciąż nie było oficjalnie potwierdzone, że ktokolwiek zginął, ale atmosfera tego miejsca była taka, że można to było odczuć. To było jak stanie nad czyimś grobem. Piłkarze musieli wiedzieć, bo widać było, że nie wkładają serca i Juventus wygrał po dyskusyjnym karnym.
Po końcowym gwizdku, na zewnątrz, Liverpool znów pokazał. Zdemolowali stoiska z pamiątkami i ogólnie zrobili konkretną rozpizdówe. To również jest fakt. Było to zupełnie niepotrzebne i głupie, jak wcieranie soli w rany i tak mocno już dotkniętych belgijskich psów, więc niektórzy za wypromowaną czapeczkę, dostali konkretny oklep od policji. Na mieście informacje o zabitych potwierdziły się. Nieznana była jeszcze liczba. Miasto przypominało ghost town. Wszystkie bary były zamknięte. Hordy reporterów polowały na tych, co uraczą ich krwawą historią o ataku na Włochów. Roiło się aż od takich, co za parę franków zaprzedadzą duszę diabłu.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę


the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
09-09-2018, 17:07 #122
Na drugi dzień dopiero można było zobaczyć pełen obraz tego horroru, gdy na wszystkich pierwszych stronach gazet i we wszystkich dziennikach TV, pokazywano ludzi, wydających ostatnie tchnienie. To było straszne i sam ten widok sprawiał, że robiło mi się niedobrze. Tam mógł być każdy. Twój ojciec, albo twoje dzieci. To nie było nic, co dla mnie wiązało się z chuliganką. Dwie ekipy, składające się z dorosłych ludzi, biorących odpowiedzialność za siebie i za swoje czyny. Tak, biorące się za łby, ale dobrowolnie. Wciąż mam wyrzuty sumienia. Nie tak bardzo dlatego, że wziąłem w tym udział, bo nie wziąłem, ale dlatego, że tam byłem. Powrót do domu zabrał nam cały dzień, bo promy nie chciały nas wpuszczać na pokład. Port zamienił się w medialny cyrk. Ostatecznie udało nam się zaokrętować i dopłyneliśmy do Dover. Całą drogę do domu, mieliśmy policyjną eskortę, bo na poboczach i wiaduktach, ludzie z cegłami czekali na przejeżdżające autobusy wiozące kibiców Liverpoolu.
Oto prawdziwy opis tego, co wydarzyło się na Heysel. Bolesna prawda, ale jestem przekonany, że wypadki potoczyłyby się tak samo, gdyby zamiast Liverpoolu, grał tam jakiś inny, duży angielski klub. Różnica być może byłaby taka, że kibice tych klubów zaakceptowaliby swoją winę, a nie jak mamy doczynienia w wielu obecnych przypadkach, obwiniali wszystkich innych.

Rozdział 10.
Jedziemy Z Nimi!
(Get In Them!)
JEST TAKIE powiedzenie, że każdy w życiu, ma swoje pięć minut, czy też jeden dzień sławy(Everybody will be famous for a day in his life) . Nie bardzo kumam, o co tu chodzi. Znam całe mnóstwo ludzi, których nazwisko nie pojawiło się nawet na ścianie kibla w podstawówce, mniejsza o ogólnokrajową prasę, czy stacje telewizyjne.
Ja jednak mogę się pochwalić, albo pożalić, że dzięki moim pozaboiskowym występom i towarzyszącym im procesom sądowym, parę razy trafiłem na łamy lokalnych gazet. Zadziwię was, ale zdarzało się też, że możena było o mnie przeczytać, także po moich występach na murawie. Byłem dość solidnym zawodnikiem i jeszcze lepszym menadżerem, zwłaszcza w okresie gry w potężnych Feathers FC, z którymi doszedłem od dywizji IV, do mistrzostwa dywizji I, w regionalnej lidze okręgowej. Po raz pierwszy w historii tego zasłużonego klubu. Wiem, że to sława wypisana drobnym druczkiem, na ostatniej stronie Liverpool Echo, albo Daily Post. Zawsze jednak coś.
Moje pięć minut sławy, przyszło tak naprawdę, gdy zostałem redaktorem naczelnym, pomysłodawcą i wydawcą fanzina o futbolowym chuligaństwie zatytułowanym "Jedziemy Z Nimi" (oryginalnie Get In Them czyli w skrócie GIT-w slangu ang. Zgred). Artykuły o tym wydawnictwie ukazały się na pierwszych stronach the Sun i reportaże o nim były też w wiadomościach ITN i BBC. Po ukazaniu się pierwszego numeru, wydawanie tego fanzina zostało zakazane przez rząd .

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2019, 21:35 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
09-09-2018, 18:37 #123
W efekcie zaangażowania się w to przedsięwzięcie, miałem tyle kłopotów, że wasz drogi autor, poyebał to, za nim zarobił na tym choćby piątka. O fortunie jaką planowałem zgarnąć, nie ma nawet co wspominać.
Pięć lat po incydencie, w który był zaangażowany niemiecki piłkarz Jurgen Klinsmann i ja sam, na stadionie Elland Road (patrz rozdział 15.),na ostatniej stronie the Sun, pojawiła się informacja, że rzekomo, został on przeze mnie zaatakowany. Więc możecie mnie włączyć do tego elitarnego grona, do którego zaliczają się piłkarskie sławy, takie jak George Best i Poul Gascoigne, którzy pojawili się na pierwszej i ostatniej stronie the Sun, najbardziej popularnego tabloidu, sprzedawango na Wyspach Brytyjskich.Podejrzwam jednak, że ci dwaj powyżej, zarobili na tym trochę więcej niż ja.
Pomysł z wydawaniem własnego funzina, pojawił się w momencie, gdy pisałem do oficjalnego wydawnictwa skierowanego do kibiców Evertonu, zatytułowanego "When skies are grey". Współpracowałem z nimi przez kilka lat, aż do momentu gdy zrobili się trochę rzadcy i doszli do wniosku, że moje teksty, to już lekka przesada. Przestałem u nich zbierać pochlebne recenzje i rozumię, że klub zaczął na nich naciskać i zostali nawet postraszeni skierowaniem sprawy na drogę sądową,więc zależało im na stonowaniu publikowanych artykułów.Ale w tamtym czasie, miałem odmienne zdanie i uważałem, że fanzin powinien być właśnie tym, magazynem dla fanów i o fanach. Alternatywą, zwłaszcza w tamtym okresie, dla nudnego oficjalnego programu meczowego. Teraz wiem, że robili to dla kasy, chociaż nie jestem pewien, czy cokolwiek zarobili, ale rozumiem teraz ich powody. Wkurzało mnie wtedy strasznie, że mnóstwo artykułów, które napisałem, lądowały zwyczajnie w koszu na śmieci, więc postanowiłem zacząć wydawać własny magazyn.
Początkowo chciałem wydawać moje własne "When Skies Are Grey", ale gdy pokazano mi listy jakie oni otrzymali od klub, zrezygnowałem z takiej opcji. Wiedziałem, że jak tytuł mojego nowego magazynu będzie powiązany z Evertonem, to klubowi prawnicy, wypiorą mi kieszenie z ostatnich pensów. Na rynku było wiele niezależnych tytułów, takich jak "When Saturday Comes" i jeśli chodzi o poziom, to ustępowały nawet magazynowi "Shoot", więc zdecydowałem się, że mój będzie się nazywał "Niezależny Magazyn Chuligański", jako że większość materiałów jakie miałem przygotowane, dotyczyła właśnie tego tematu.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2018, 21:27 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
09-09-2018, 21:26 #124
W poście powyżej znów opuściłem parę zdań w końcówce. Pop raw i one. Sołrry!

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
09-09-2018, 22:00 #125
Nie chciałem też, żeby tytuł mógł być powiązany z jakimś szczególnym klubem, w ten sposób, żaden klub nie mógł mi zabronić pisać, redagować i wydawać co mi się żywnie podoba. Przynajmniej wtedy w to wierzyłem. Wiara ta okazała się jednak swego rodzaju naiwnością. W tamtym okresie nie wiedziałem praktycznie nic o komputerach i druku, więc mój ziomuś Ernie, przystąpił do spółki, skazanej na szybki i spektakularny sukces. Skalkulowaliśmy, że w kraju są 92 profesjonalne kluby, plus kilka w Szkocji i każdy ma średnio po około 100 chuliganów. Byliśmy bardzo ostrożni w swych rachunkach, bo niektóre kluby swój element "h", mogły liczyć w tysiącach. Wystarczyło, że ogarniamy 10 procent tego rynku i zarabiamy na tym tauzena tygodniowo.
Wyglądało to właśnie tak prosto, więc naprędce urządziliśmy naszą redakcję. Pożyczyliśmy komputer wielkości pralki do prania i wszystkie systemy operacyjne odpaliły, a my rozpoczęliśmy naszą karierę na rynku prasy, z naszym pierwszym niezależnym chuligańskim fanzinem w Zjednoczonym Królestwie. Wymyśliłem nazwę, która była fajnym zawołaniem we wszystkich ekipach, gdy buty wchodziły do akcji. "Get In Them!" i skrót też był fajny GIT. Krótko, na temat i trochę garosko. Pomysł był doskonały i powinien przynieść oczekiwany sukces finansowy. Niestety wszystkie takie przedsięwzięcia, skazane na szybki i spektakularny sukces, mają swoje pułapki związane głównie z kosztami i marketingiem. W naszym przypadku o niepowodzeniu zdecydował konserwatywny gabinet i prasa bulwarowa.
Miałem dosyć materiałów na pierwsze wydanie już wystukanych. To były te odrzucone przez wydawców związanych z Evertonem. Wystarczyło naszkicować trochę karykatury prasowej, parę kontrowersyjnych wycinków z gazet, nota od redakcji i gotowe.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
10-09-2018, 01:36 #126
Żaden z nas nie był chętny do podania swojego adresu do korespondencji, z oczywistych przyczyn, więc znaleźliśmy typka, George'a London'a, który mieszkał w wynajętym mieszkaniu, który za parę bronków, zgodził się otworzyć nam skrzynkę pocztową pod numerem jego adresu. W tydzień sprawa była załatwiona.
Poskładałem to do kupy i wciąż było tego strasznie mało, więc dołączyliśmy listy, rzekomo od czytelników, fanów i chuliganów z całego kraju, które sami żeśmy napisali. Oznaczyliśmy wydanie pierwsze numerem 2.,że niby te listy, są w odpowiedzi na nr1. Który nigdy nie istniał. To było w sprytne zagranie i mieliśmy niemalże tyle stron, co większość magazynów na rynku. Wtedy wyruszyliśmy na poszukiwania drukarza, naiwnego na tyle, żeby nam wydrukował kilkaset kopii. Znałem jednego typa, który drukował praktycznie wszystko co mu się zleciło. Robił dla mnie kilka razy, tak zwane promocyjne bilety, zarówno na mecze jak i na wyścigi. Zgodził się i na wyjazd na Chelsea, mieliśmy zamówione 200 kopii i następny 1000, jeżeli pierwsze dwie stówy sprzedadzą się dobrze.
Były jak przysłowiowe "gorące bułeczki". Nawet specjalistyczny sklep z prasą sportową z Londynu- "Sportspages", zamówił 100 egzemplarzy. Wróciłem tego wieczoru do domu pociągiem i myślałem, że jestem pieprzoną Enid Blyton (autorka książek dla dzieci, które rozeszły się w nakładzie ponad 600 milionów egzemplarzy). Mój ziom Ernie, pojechał w ten dzień na stadion Wrexham Racecourse Ground z pięćdziesięcioma kopiami i wszystkie rozeszły się w parę minut. Mówił, że w przerwie na głównej trybunie,która w tamtym okresie należała do Wrexham Frontline, kompletny element "h", pogrążony był w lekturze. Tamtejsze siły porządkowe, próbowały od lat zaprowadzić tam spokój. Nam udało się to, w przeciągu kilku minut. Sprawy układały się pomyślnie, więc udaliśmy się do drukarni z prośbą o zwiększenie nakładu, jednak pan drukarz, który w międzyczasie, zapoznał się z treścią naszego periodyka, zmienił zdanie i postanowił zerwać z nami współpracę, gdyż uznał przedsięwzięcie za zbyt ryzykowne. Dał nam jednak namiary na kogoś, kto miał jeszcze bardziej niż on wyjebbane na prawo, o ile taka osoba w ogóle istnieje. Okazało się, że tak i na następną sobotę, mieliśmy 1000 kopii, które zamierzaliśmy pogonić na Evertonie, na meczu przeciwko Aston Villi. Villa radziła sobie bardzo dobrze w tym sezonie i spodziewaliśmy się, że przyjedzie ich parę koła. Całe rzesze od nich jeździło na reprę i na bazie tego, oczekiwałem, że będą zainteresowani, a nawet jeśli nie, to znałem wszystkich na Evertonie i wiedziałem, że oni też to kupią.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
10-09-2018, 09:51 #127
Nie myliłem się i w Koronie, obok Lime Street, sprzedałem 200 w pół godziny , gdy podjechał pierwszy pociąg z kibicami AV.
Naprawdę wierzyłem wtedy, że złapałem Pana Boga za nogi. Jedynie sprzedaż, to był ból doopy, ale byłem przekonany, że uda mi się zorganizować małą armię, która będzie wykonywać robótki ręczne, to znaczy biegać po stadionach, podczas gdy ja skupię się tylko i wyłącznie na pisaniu i pracy redaktorskiej, na czele GIT Imperium. Stara pani Blyton, nie biegała ze swoją "Słynną piątką" po ulicach. Pomyślałem, że co się opłaciło Enid, to i dla mnie zrobi robotę.
W następną sobotę, był finał FA Cup, pomiędzy Manchesterem United i Crystal Palace. Typ z MU,wziął tam setkę. Ja wtedy jeszcze nie miałem tylu znajomości na United. To było nasze pierwsze potknięcie. Wielu Mancs próbowało się pozbyć mojego człowieka i na Euston, gdy wyciągnął kosałkę, został zawinięty. To był chuligański fanzine, znaleziony przy wywijającym przedłużaczem chuliganie, więc nie trzeba było mieć zdolności dedukcyjnych Sherlocka Holmesa, żeby wykoncypować, że warto się przyjrzeć bliżej tej publikacji.
W międzyczasie, udaliśmy się na pocztę i wróciliśmy z wielkimi worami listów z całego kraju. Wysłałem po egzemplarzu do profesora od chuliganki z Uniwersytetu w Leicester i do Johna Williams'a, który zawsze wypowiadał się w telewizji, na tematy związane z chuligaństwem pośród kibiców. Dostałem odpowiedź i czek, za zamówienie następnego wydania. Jedna z kopii, w niewiadomy sposób, dostała się w ręce kogoś z agencji prasowej i nagle miałem kontakt od włoskiej TV,z prośbą, bym przedstawił swoje prognozy, dotyczące potencjalnych problemów z kibicami, na zbliżających się mistrzostwach świata, które za parę tygodni, miały być rozegrane w ich kraju. To było szaleństwo i w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałbym, że mój magazyn zrobi taką furorę.
Tak po prawdzie, to tam było zwykłe gówno i ściemy na wkrętkę. Jakość była na samym dole skali i taki shit można było robić na szkolnej fotokopiarce. Były tam może dwa, albo trzy artykuły warte przeczytania, a mimo to zleciało to nieźle, więc chyba był popyt na tego typu wydawnictwa. Pracowałem wtedy na lotnisku w Manchesterze i wszystkie chłopaki z okolicy zaopatrzyli się u mnie. Gdy wylądował samolot z Londynu, kolo, który nazywał się Poul, kupił odemnie sztukę. To był kawał oślizgłego, tłustego skoorwiela. Okazało się, że był to brat, jakiegoś reportera-wolnego strzelca. To co się wydarzyło potem, to naprawdę trudno w to uwierzyć.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
10-09-2018, 13:50 #128
Obudziłam się w czwartek rano, a właściwie to obudził mnie dzwoniący telefon. Myślałem, że zaspałem, ale jak zobaczyłem że mam jeszcze godzinkę do pierwszego ale, za kasiorę zrobioną z GITa, przewróciłem się tylko na drugi bok. Dalej dzwonił, więc musiałem wyciągnąć wtyczkę i dopiero wtedy, mogłem spokojnie pójść dalej spać. Kiedy wstałem automatyczna sekretarka, była zapchana wiadomościami. Zanim odsłuchałem którąkolwiek, zadzwoniła moja narzeczona, która wkrótce miała zostać moją żoną i szlochając do telefonu, zaczęła robić mi wyrzuty. Nie mogłem za bardzo rozkminić o co jej chodzi, ale wciąż powtarzała, że nie wiedziała, że taki jestem i żebym sobie przeczytał dzisiejsze gazety. Nie mogłem zbyt wiele więcej z niej wydobyć, więc odłożyłem słuchawkę i udałem się do pobliskiego kiosku, celem zakupu jakiegoś dziennika,z którego może wreszcie się dowiem, o co to całe zamieszanie. Gdy wszedłem tam, od razu się dowiedziałem. Tytuł na pierwszej stronie the Sun mówił wszystko:"OTO MAGAZYN ZŁA". Żeby nie było wątpliwości, pod spodem było zdjęcie pierwszego wydania GIT. Wracałem do domu, na przemian śmiejąc się i panikując podczas czytania artykułu. Jaja zrobiły się dopiero wtedy gdy zadzwoniłem do mojej narzeczonej, która nie miała już zostać wkrótce moją żoną, bo chciałem ją uspokoić, że to co wypisują w the Sun to same bzdury. Momentalnie uświadomiłem sobie, że ona jeszcze nie widziała the Sun, tylko Dailly Post i jak usłyszała o the Sun, to o mało nie zeszła na zawał. Ześwirowała i zapowiedzi w kościele, zostały odwołane.
Poszedłem do pracy i tam była jedna wielka beka. Kumple mieli kopie tego wszędzie i nie dało się wytrzymać. Wziąłem, więc wolne na resztę dnia. Poszedłem się spotkać z moim prawnikiem. Zabrałem ze sobą jeden egzemplarz GIT i kopie the Sun. Siedliśmy razem i przebrnęliśmy przez wszystkie artykuły, by sprawdzić, czy cokolwiek w tym co piszą w the Sun jest prawdą. Nagłówek opatrzony tagiem EXCLUSIVE, głosił:"Futbolowi bandyci zachęcają kibiców do przemocy". Pod spodem było zdjęcie GIT, a pod nim artykuł, w którym czytamy:"Ohydna chuligańska biblia jest sprzedawana kibicom, w przeddzień rozpoczęcia mistrzostw świata. 24 stronnicowe wydawnictwo, napakowane jest zdjęciami zakrwawionych ofiar, oraz zawiera porady, jak uniknąć aresztowania."
Chodziło im pewnie o karykaturę przyjezdnego fana z gardłem poderżniętym Stanley'em.
" Policja już dokonała nalotu na magazyn, w którym znaleziono sprzedawane po 50p., egzemplarze... "
I tak dalej, całe to gówno. W ekskluzywny sposób skupiono się na naszych "poradach" jak uniknąć aresztowania. Nawet prawnik podśmiechiwał się z zażenowaniem, z rzetelności najpopularniejszego dziennika w Wielkiej Brytanii.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2018, 14:19 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
10-09-2018, 15:41 #129
Na jednej ze stron umieściliśmy list, zatytułowany "10 sposobów jak uniknąć aresztowania". Można tam przeczytać:
Metoda na mycie okien -
Zawsze noś przy sobie wiaderko z wodą, bałwanka, skłidżi i kilka szmatek. Gdy policja wjedzie i zacznie wszystkich skręcać, ty zacznij gwizdać i myć najbliższe okno."

Metoda na turystę -
Gdy zaczną cię mielić, musisz wyciągnąć apart z potężnym teleobiektywem, zawieszony na pasku wokół twojej szyi i zacznij robić zdjęcia, krzycząc" English Hooligans" ze śmiesznym akcentem.

Metoda na drabinę sznurową -
Gdy pojawią się psy i zrobi się gorąco, łap się jak Fantomas, drabinki sznurowej, opuszczonej z prywatnego helikoptera twojego starszego. Porada tylko dla Cockney'ów, którzy mają więcej kasy niż zdrowego rozsądku.

I tak dalej. To była tak prymitywna wkrętka, że niemożliwym było, żeby ktoś potraktował to poważnie. Nie wziąłem pod uwagę, bystrych redaktorów the Sun. Oni potraktowali serio i tak przedstawili to swoim czytelnikom. Patrzcie jacy przebiegli bandyci. Jak się szkolą, byle uniknąć odpowiedzialności. I tak pokazali naszego GITa,a niestety niewielu pamięta, że "nie należy wierzyć we wszystko co wypisują w gazetach.
Chociaż w niektórych miejscach coś było na rzeczy, większość tego reportażu to były totalne bzdury. Konkluzja była taka, że publikacja ma na celu zachęcanie kibiców do przemocy i że jesteśmy rasistami. No tak. Jeśli chodzi o to, to byli blisko. Z wiadomości wycieliśmy zdjęcie z Południowej Afryki, na którym była ogromna ciężarówka, wypełniona murzynami uzbrojonymi w kałasznikowy i dzidy. Pod spodem zamieściliśmy podpis. "Nikogo się nie zostawia, gdy autobus Birmingham Zulus, wyrusza na kolejny wyjazd." To miał być humor, a nie rasizm. Mój prawnik zwrócił mi jednak uwagę, że w dzisiejszym świecie poprawności politycznej, ten żart mógłby zostać odebrany, jako sugestia, że wszyscy czarni ludzie noszą włócznie.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-04-2019, 15:11 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
10-09-2018, 19:36 #130
Zasugerował mi, żebym przez dzień, lub dwa, pozostał cichociemny i zobaczymy, czy sprawa zostanie rozdmuchana, czy też szybko o niej ucichnie. Pod żadnym pozorem nie powinienem rozmawiać z prasą, ani z policją. A przede wszystkim zapomnieć o następnym wydaniu. Zgodziłem się, w skrytości ducha, co do dwóch pierwszych punktów, ale w sprawie następnego wydania... No cóż, zyskaliśmy ogromną popularność i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Myślałem, że trzeba kuć żelazo. Miałem już diabelski plan jak odwrócić role. The Sun miało nas na pierwszej stronie,to teraz my będziemy mieli the Sun na okładce GITa. Wróciłem do domu i mój aparat telefoniczny był rozgrzany do czerwoności. Skontaktował się ze mną George i powiedział, że policja mu wjechała i zrobiła kipisz. Szukali maszyny drukarskiej. Adres dostali z poczty, gdzie otworzył nam skrzynkę. Niczego oczywiście nie znaleźli, ale dziennikarze oblegali jego chatę i musiał się stamtąd ewakuować. Przez jakiś czas był nawet śledzony i jego prawnik zmuszony był odczytać oświadczenie pod jego domem. Policja uwierzyła mu, że ze sprawą ma niewiele wspólnego. Po paru godzinach, sytuacja tam uspokoiła się i tylko paru najwytwarlszych gryzipiórków czekało u niego pod domem. Zaproponowali mu nawet kilka srebrników, żeby zdradził personalia wydawcy, ale kazał im wypjerdalać. Jeden kolo z the Sun, zostawił mu swoją wizytówkę i prosił o kontakt, gdybyśmy chcieli przedstawić na łamach jego gazety, swoją wersję tego wszystkiego. Zadzwoniliśmy do niego, ale postawiliśmy warunek, że musi wybecelować tysiaka z góry. Nie był zainteresowany. Powiedział, że cała historia, to są już wczorajsze wiadomości i już nie ma kasiory, do wyciągnięcia tutaj. To dranie. Zarobili hajc robiąc z nas sensację, a teraz nie mają floty, jak my chcemy przedstawić swoją wersję. Na koniec ostrzegliśmy go, że jesteśmy pojebbani i że jak się jeszcze raz tu pokaże, to go pochlastamy, ale zaśmiał się tylko i kazał nam spjerdalać.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
11-09-2018, 18:28 #131
Następnego dnia, ukazało się skromne dokończenie histori. Reporter pisał, że policja dokonała nalotu na zapuszczone mieszkanie. Obok umieszczono zdjęcie domu z plakatem anty-poll tax w oknie. Reporter twierdził też, że podszedł do niego 2 metrowy skinhead i groził mu, po czym odjechał z piskami Fordem Cortiną. Nawet 24 godziny po całej sprawie, wciąż wypisywali bzdury na ten temat, a co najgorsze, my nie mieliśmy z tego ani szylinga! Do tego czasu,także lokalne media podłapały temat. Radio Merseyside, to trzeba im przyznać, dostało egzemplarz GITa od nas i pojechało po the Sun, rekomendując słuchaczom, by nie kupowali szmatławca. Myślę, że dalej nie mogli zapomnieć, jak brukiwiec obsmarował Scousers'ów, że niby po tragedii na Hillsborough, okradali ciała ofiar z osobistych drobiazgów i że policjanci próbujący nieść pomoc byli przez nich atakowani. Gazeta ta jest wciąż najbardziej znienawidzoną na Merseyside i wiele sklepów odmawia jej sprzedaży. Zresztą bardzo słusznie.
W tym momencie mieliśmy już na doopie ministra sportu, który oświadczył, że trzeba nas namierzyć, za zachęcanie kibiców do przemocy i oficjalnie zakazał publicznej sprzedaży magazynu. Natychmiast przystąpiłem do przygotowania następnego wydania. Mieliśmy nawet porobione t-shirty z nadrukiem nagłówków. Ale od tego dnia, w tajemniczy sposób, wszelka korespondencja przestała do nas docierać. Myśleliśmy, że może ludzie boją się pisać po tym wszystkim, chociaż mówi się, że królewska poczta gwarantuje tajemnice korespondencji. Żeby się przekonać, daliśmy znajomemu kierowcy tira, 10 listów zaadresowanych do nas, z prośbą o wysłanie ich z różnych części kraju. W listach tych były zamówienia na 100 egzemplarzy, zmyślone opisy zmyślonych awantur. Ogólnie były zmyślone. Żaden z nich nigdy nie dotarł do naszej P.O Box. Oznacza to, że Royal Mail to banda złodzieji. Ciach bajera.
Wypuściliśmy kolejne wydanie, ale gdziekolwiek próbowaliśmy je sprzedać, były konfiskowane, a sprzedający zamykani bez postawienia jakichkolwiek zarzutów. Skończyło się tak, że musiałem to wszystko przerwać i zostało mi 2000 niesprzedanych kopii. Pod względem finansowym to była katastrofa i chociaż w ostatecznym rozrachunku, byliśmy tylko 500£ w plecy. Ale gdy pomyślę ile mogliśmy na tym zgarnąć ... Ech, lepiej nie myśleć. Gdyby tylko udało nam się puścić w obieg drugie wydanie, wierzę, że wyszlibyśmy na czysto. Po kampanii reklamowej jaką zafundował nam the Sun, nie byłoby z tym problemu. Mieliśmy przy tym trochę radochy i trochę szkoda, że parę groszy nie wpadło w kierman, ale przynajmniej byliśmy sławni przez jeden dzień. To na pewno i nikt tego nam nie zabierze. Niewielu ludzi może to powiedzieć.
Gdy zbierałem materiały do tej książki, natknąłem się na dwie kopie-matki pierwszego wydania GIT i gazetę z 10 maja 1990 roku. Poczytałem sobie trochę. To była fajna lektura. Nadal nie wiem, o co było całe to zamieszanie. Dzisiaj, nie jestem pewien, czy wzmianka o tym, trafiłaby na drugą kolumnę, na 47. stronie the Sport. O pierwszej stronie the Sun niebyłoby nawet co marzyć.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2018, 18:36 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
11-09-2018, 20:46 #132
Ale w 1990, Margaret Thatcher była już na wylocie i chciała się jeszcze pokazać, że coś robi. GIT niestety dołączył do długiej listy tak zwanych sensacyjnych histori chuligańskich, które tak naprawdę, nie były warte, by popatrzeć nawet na nie drugi raz. O ile prawda o tym, wyszła by najaw.
Po tym wszystkim, pojechałem na Worldcup do Włoch i pomyślałem, że gdyby mi się chciało wtedy znów włączyć produkcję GITa, pewnie trochę szmalcu bym zgarnął. Dziś tacy jak Cass Pennant, czy mój ziomek Steve Cowens z Sheffield, są częściej w TV, niż Trevor Mcdonald (obecnie już sir Trevor - popularny czarnoskóry dziennikarz BBC) i pewnie zarobili już na tym, na choćby małego drinka. Znam Steve dobrze i wiem, że wyciągnął z tego, lepiej niż na dobrego drinka. Wiecie co mówi się o ludziach z Yorkshire (przysłowie angielskie mówi, że Yorkie jest jak Szkot, z którego wyciśnięto dobroduszność). Ostatnio jak się przeprowadzałem, znalazłem cały karton GITa. Mnóstwo pchnąłem na necie, większość do Stanów Średnio za dychu od kopii. Oni tam kochają czytać o angielskich chuliganach. To byłby biznes. Ilu ludzi mieszka w Stanach? A 10 procent z tego? Razy 10£?Coś pięknego!

Rozdział 11.
Everton jest biały?

3 non-blondies
Przez lata Everton dorobił się opini klubu rasistowskiego. Nie sądzę, żeby było aż tak źle, jak o nas mówiono i pisano, ale tylko Bogdan Kłamcewski by zaprzeczał, że ten problem był obecny w naszym klubie, a zwłaszcza na naszych trybunach. Jeśli w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych odwiedziłeś Goodison, a twój kolor skóry był w innym odcieniu niż odcień bieli, czekała cię jazda. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. I nieważne kibic, czy piłkarz. Obrzucano cię gównem. W dużych ilościach. To, że przez pierwsze 110 lat w historii klubu, zagrał u nas tylko jeden czarnoskóry zawodnik, też wcale nie pomagało. Nazywał się Cliff Marshall i był skrzydłowym. To, że był gównianym skrzydłowym, też wcale nie pomagało. Dla nikogo nie było też tajemnicą, że czarne lub brązowe twarze, były rzadkością na naszych trybunach, nie mówiąc już o naszej firmie.


ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
12-09-2018, 11:18 #133
Jak sięgnę pamięcią, mieliśmy tylko trzech takich chłopaków.
Joe Blackie należał do naszych decyzyjnych pod koniec lat 70. i na początku 80.To był zayebiście dobry koleś, ale zayebał z focha, po tym jak poczuł, że jest Nelsonem Mandelą z Goodison i zaczął wszystkich pouczać, edukować i prawić kazania. Zagrał jednak rasowo swoją kartę i został jakimś pracownikiem socjalnym, czy coś takiego. Później zawsze zaprzeczał, że kiedykolwiek, był w cokolwiek zamieszany. Moim zdaniem, takim zachowaniem pokazał ile jest wart. Zapomniał szybko jak wielu chłopaków, wstawiało się za nim, gdy miał kłopoty czy to z innymi ekipami, czy w naszej własnej. Widziałem go parę razy w telewizji, jak opowiadał pjerdoły. Myślę, że parę funciaków z tego miał. Przeszłość i kolor skóry, należą do tych rzeczy, które trudno jest zmienić. Nie rozumię, więc dlaczego typek nie potrafi podnieść rąk do góry i przyznać: Tak, byłem bandytą. Myśli, że co? Pomyliliśmy go z kimś? Przez 20 lat, był jednym czarnym na stadionie, z wyjątkiem tych rzadkich okazji gdy Marshall dostawał szansę.
Carlos był bandytą, pełną gębą, w czasach ery casuals. Był zajebbistym zawodnikiem. Tak dobrym, jak to tylko możliwe. Miał głęboko w doopie, kto jest czarny, biały, żółty czy różowy. Gdy zaczynało się mordobicie, był taki sam jak każdy jeden z nas i po prostu kochał to. W odróżnieniu od Joe nigdy nikt z naszych nie miał problemu, że Carlos jest "inny" i ludzie czuli się komfortowo w jego towarzystwie. Zginął w wypadku samochodowym, na jednym z rave'ów. Wiele się później mówiło o tym wypadku Chodziły różne słuchy. Zginął na pewno w niejasnych okolicznościach i tak to zostawmy. Wielu osobom, strasznie go później brakowało i wciąż brakuje.
No i był jeszcze Jimmy Hindus. Być ciapatym i chodzić na Everton, no to wymagało silnego charakteru, ale Jimmy miał jeszcze inne odmienności. Był Cockney'em. Jak to się stało, że został kibicem Evertonu, jest dla mnie nadal niezgłębioną tajemnicą. Ale był nim i był powszechnie za to szanowany. Raz zostałem u niego po meczu z Crystal Palace. Przeważnie do stolicy jeździłem tylko na mecze, a wcześniej na jakieś dziwne szkolne wycieczki, więc tak naprawdę nie znałem w ogóle miasta. Pobyt u Jimmy'ego, otworzył mi oczy. W piątkowy wieczór, zobaczyłem Londyn, jakiego do tej pory nie znałem. W tym wielorasowym i multikulturowym tyglu, czułem się normalnie, jakbym był zagranicą. Nie byłem do tego przyzwyczajony i zapytałem Jimmy'ego czy często ma tutaj problemy. Właśnie gdy odpowiadał mi, że:"Nie" , dostał w głowę kamieniem. Gdybym nie był taki spiętety, pewnie by mnie to ubawiło. Koleś, który mu zayebał był czarny i rzucił jeszcze "Fuckin' paki" w stronę Jimmy'ego.
To był jeden jedyny raz, gdy u niego nocowałem i później nie widziałem go przez wiele lat. Dopiero całkiem niedawno spotkałem go na imprezie charytatywnej w hotelu Adelphi w Liverpoolu i z zaskoczeniem dowiedziałem się, że wciąż jeździ na Everton i co rundę kupuje karnet.
Poza tymi trzema, naprawdę trudno mi sobie przypomnieć jakieś kolorowe twarze na Evertonie, mam tu na myśli, ogólnie nasze trybuny, a nie tylko naszą ekipę.

Niggerpool
Nigdy nie uważałem Evertonu, jako klub, za rasistowski, ale wielu tak o nas myślało. Myślę, że jeśli już, to całe miasto jest negatywnie nastawione do kolorowych . To,że nie mieliśmy żadnych czarnych graczy, którzy osłabiliby ten trend pośród fanów Niebieskich, tylko dolewało oliwy do ognia i wiele osób myślało sobie: "Jebbać to. Everton jest biały."Tacy są właśnie kibice piłki. Niepokorni. Nazwiesz ich bandytami, to będą się właśnie zachowywać jak bandyci. Wystarczy spojrzeć na Millwall. Kibice Evertonu byli uważani za rasistów, więc wielu, którzy wcześniej zwalali to z chooja, nagle zaczynało nimi być. Fani LFC, wcale nie byli lepsi. Wielu uważa, że nawet gorsi, do momentu, aż ściągneli do drużyny Johna Barnes'a.
To zadziałało na Evertonie. Nasi wrogowie, mieli coś, czego my nie mieliśmy. Dobrego, czarnoskórego piłkarza.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
12-09-2018, 14:11 #134
Nagle setki fanów Evertonu, miało powód, by w sobotnie popołudnie stać się rasistą na pół etatu. Wcześniej jak przyjechałeś na Merseyside, zawsze były rasistowskie przyśpiewki, ale była to ignorancka beka, nie nienawistne ataki jakich doświadczał Barnes. Clyde Best był jedynym graczem czarnoskórym w latach 70. i on też dostawał trochę na plecy. Był jeszcze bramkarz Man. City, Alex Williams. Gdy przyszło mu bronić na Goodison, na bramce od Street End, rzucano w niego czym się dało, ale to byli głównie Urchins robiący sobie jaja. Nie sądzę, żeby wielu z nich miało poglądy rasistowskie, takie czy inne. To były rzeczy, które angielscy fani robili tylko po to, by dokuczyć rywalom. To samo spotykało go na innych stadionach.
Dobrze pamiętam gdy raz na Goodison, po śmierci naszego ex-menadżera, Harry'ego Catterick'a, była przed meczem minuta ciszy. Graliśmy wtedy z Ipswich i cały stadion pogrążył się w głębokim milczeniu. Usłyszałbyś nawet spadającą szpilkę. Nagle w tej głuchej ciszy dało się słyszeć głośny krzyk: "Wynocha z naszego stadionu czarnuchu!!" Wszyscy zaczęli się rozglądać, po trybunach, nie wiedząc o kogo chodzi. Wreszcie wśród przyjezdnych, znalazł się jeden adresat, którego ktoś wypatrzył. To był koniec minuty ciszy. Chociaż, niektóre docinki były humorystyczne i z przymróżeniem oka, to czego doświadczał Barnes, było zdecydowanie bezlitosne i obraźliwe. Wciąż nie wiem, jak to się stało, że się nie spakował i nie wrócił do Watford.
Pierwszy mecz, który grał przeciwko nam, to był Puchar Ligi na Anfield. To był mord.Dostaliśmy jedną trzecią miejsc na the Kop i przez cały mecz było tam słychać tylko "Everton jest biały!", a nawet "Niggerpool". Stoiska owocowo-warzywne miały żniwa, bo za każdym razem gdy Barnes był przy piłce, około dwóch ton bananów lądowało na murawie. Następnego dnia Everton FC, wystosował oficjalne przeprosiny, skierowane pod jego adresem, a nasz prezes, dobrze pojechał po tak zwanej "mniejszości",która hańbi nasz klub. Mniejszość, dobre sobie. Chyba z 90 procent kibiców Evertonu brała w tym udział tamtego wieczoru. Oburzenie na nasze zachowanie w prasie, jeśli miało coś osiągnąć, to tylko pogorszyły sytuację, jako że parę dni później, graliśmy z nimi w lidzę. Znów na Anfield i chociaż tym razem nie dostaliśmy już tyle biletów cały anty-doping o rasistowskim podtekście, znów skupił się na Barnes'ie.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-09-2018, 14:20 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
12-09-2018, 19:03 #135
W książce o Barnes'ie zatytułowanej "Skin deep", można przeczytać, że ktoś, kiedyś został nawet aresztowany, za próbę wniesienia na Anfield żywej małpy, która miała zostać wyrzucona na murawę. Nie wiem czy to była prawda. Kibice Evertonu może jeszcze wybuliliby funta na banany, ale małpa, kosztowałaby ze cztery dychy. Minimum.

West Ham
Opowiedziałem wam już historię Jobe'a Henry'ego , który został dobrze pocięty w Manchesterze. Ale to nie był atak rasistowski. To by się skończyło tak samo dla niego gdyby był biały,bo ci, którzy to zrobili byli przekonani, że jest jednym z chłopaków z United. Ale historia Petera Lawrence'a z West Ham(patrz rozdział 2.), to już trochę inna para wellingtonów.
Graliśmy z nimi w środowy wieczór na zakończenie sezonu. Gdy bilety trafiły do sprzedaży, zarówno Everton jak i WHU miały szansę na mistrzostwo, więc wszystkie miejsca zostały wysprzedane. Ostatecznie, zanim rozegrano ten mecz Liverpool zgarnął tytuł, ale East Enders i tak pojawili się w parę koła, włączając w to, dobrą liczbę Inter City Firm. Przed meczem zrobili takie mini show, jak zwykle paru zagwieździło z czoła, ale nic tam nie było, poza robieniem dobrego wrażenia. Nie dla nas takie jasełka. Na czele tej trupy aktorskiej, stał bardzo wygadany, czarny nastolatek i pamiętam jak sobie pomyślałem wtedy-Ej chłopaku. Lepiej zamknij jadaczkę i trzymaj się mocno poły płaszcza Billa Gardnera i swojego gangu, bo jak się zgubisz po meczu, to nie masz zbyt wielu takich jak ty tutaj , żeby się wtopić w tłum.
Tak jak po nocy, nadchodzi dzień, tak po meczu ICF zawitała na County Road. Niewielu ekipom się to zdarzało. Mr. Gardner i jego chłopaki pojawili się tam, ale nie na długo i wkrótce zapinali w przeciwnym kierunku. Czarny dzieciak, który miał tak dużo do powiedzenia przed meczem, wyraźnie zostawał z tyłu. Został i pochlastali go na wstążki, od stóp do głów. Na chirurgii, pracowali nad nim, dosłownie całą noc, żeby go pocerować do kupy. Było w tym tyle agresji, że policja poprosiła go o wygłoszonie apelu w telewizji, by sprawcy oddali się w ręce prawa, gdyż według psów, sami potrzebują pomocy.
Szczerze, to myślę, że gdyby był biały nie oprawionoby go tak bardzo. Ekipa, która go cięła, chciała go zayebać, co dla mnie samego, było czymś z poza mojej książki i gdyby nie pojawił się sierżant Plod, chłopak pewnie by był martwy.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-09-2018, 19:09 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

sterby
Liczba postów:8,509 Reputacja: 11,570
12-09-2018, 20:58 #136
Tłumacz wyraźnie przyspieszył,musiał był czek przelew przyjść z wydawnictwa.




[Obrazek: 5b5092c122ecd_o_medium.jpg]

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
12-09-2018, 23:15 #137
I wished

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

MSC
Liczba postów:5,324 Reputacja: 1,048
13-09-2018, 06:56 #138
Uważaj tylko bo napiszą o wszystkim w The Sun i będzie koniec zabawy Tongue



the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
13-09-2018, 08:12 #139
Chłopak, który się nazywał Larry, wyłapał za to 7 lat. Nie był to najsprawiedliwszy wyrok, bo każdy facet na Evertonie i jego Stanley też, wie kto to zrobił i to nie był Larry. Typ zayebał takiego focha na nas, że kiedy pojawił się na powietrzu,zapiął przerzutkę i zaczął kibicować Liverpoolowi. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak zgorzkniałym i pokręconym można wyskoczyć po siedmiu latach w puszce. Było o wiele więcej, takich przypadków jak Jobe'a i tego dzieciaka z West Ham, ale te dwie sprawy, zostały dobrze rozdmuchana przez prasę, właśnie dlatego, że pasowały do metki-rasistowski klub, jaką nam przyklejono. Propaganda, która miała potwierdzić ten zarzut. Gdyby wszystkie przypadki na Evertonie, gdzie pojechaliśmy z kimś na ostro, były tak samo szeroko relacjonowane, to co miesiąc potrzebowałbyś nowej teczki na wycinki.

Polityka
Gdy Liverpool podpisał kontrakt z Barnes'em, było wiadomo, że my też musimy znaleźć jakiegoś czarnego zawodnika, żeby pozbyć się opini klubu rasistowskiego. Wyszło jednak tak, że wszyscy ciemnoskórzy piłkarze zaczęli wierzyć, że nie są mile widziani na Goodison i zaczęli odrzucać oferty Evertonu. Viv Anderson, Poul Parker, Mark Walters a nawet Stan Collymore, wszyscy odpowiedzieli nam: "Dziękuję , ale raczej podziękuję." Tych dwóch ostatnich, podpisało później kontrakty na Anfield, co tak pomogło relacjom rasowym na Evertonie, jak góra lodowa Titanicowi. Im więcej czarnych zawodników odrzucało nasze oferty, tym więcej szumu wokół tego robiły gazety. Co raz bardziej też w siłę rosło stronnictwo, zebrane pod sztandarem "Biały Everton. Tak trzymać."W końcu udało nam się znaleźć typa, który dał się przekonać, ale nie była to żadna gwiazda, która zadowoliła by większość.

ŚWIEŻO MALOWANE



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę

the Painter
Liczba postów:1,016 Reputacja: 4,352
13-09-2018, 11:15 #140
To był koleś, który nazywał się Daniel Amokachi. Straszny był z niego drewniak, ale zdobył parę ważnych bramek, zwłaszcza w półfinale FA Cup, gdy złotaliśmy Spurs 4:1.Gdy ogłoszono, że przychodzi do nas, było trochę narzekań ze strony kibiców. Apogeum tego, była próba ataku na nowego zawodnika, podczas prezentacji, gdy jeden typek próbował wbiec na boisko. W sądzie chłopak zeznał, że biegł, żeby przywitać nowy nabytek w klubie. Sędzia to łyknął i kolo wyszedł jako niewinny. Jak mu się to udało, pozostanie tajemnicą, z której wyjaśnieniem nawet Arthur C. Clark miałby kłopoty.
Amokachi, zdobył gola w debiucie przeciwko QPR i wielu hardcorowców twierdzi, że nigdy się nie cieszyło. Może i nie, ale założę się, że rok później, gdy strzelał gole, które otworzyły nam drogę na Wembley, klaskali nawet uszami. Pod koniec sezonu, na mecz z Newcastle, ktoś przyniósł kilka tysięcy wlepek National Front, z napisem- "Everton jest dumny z tego, że jest biały i niech tak pozostanie." Typ, który je przyniósł, poszedł na górną trybunę na Gwladys Street End i rozrzucił je, jak Argentyńczycy na mistrzostwach świata w '78.Przez dwa miesiące, wiatr rozdmuchiwał je po całym stadionie. Były dosłownie wszędzie. I znów nasz prezes Philip Carter, wystąpił w telewizji i obiecywał, że sprawca zostanie ukarany dożywotnim zakazem. Poziom jaki prezentowaliśmy na boisku sprawiał, że taki ban, byłby raczej nagrodą, nie karą.
Na następnym meczu, po incydencie z naklejkami, mieliśmy małą inwazję grup anty-nazi. Takiego smrodu gazety narobiły wokół tej sprawy. Wyłapali parę klapsów i już więcej się nie pokazali na naszych trybunach. Zorganizowana polityka i piłka nożna, nigdy nie szły w parze na Goodison. Zabawne, ale nigdy pośród nas nie było tylu zwolenników National Front, albo BNP, co na niektórych londyńskich klubach. Paru kolesi przystąpiło do Combat 18,zaraz po jego zawiązaniu, ale było to raczej motywowane nienawiścią do IRA, a nie do czarnych i Azjatów. Trend był najbardziej widoczny po tchórzliwym zamachu bombowym w Worrington. Pośród ofiar znalazł się młody chłopak Tim Parry, kibic Evertonu.
Tego roku, podczas przedsezonowego tour po Europie, ktoś zabrał do Hamburga kilkaset wlepek "Keep the Everton White". Niektórzy poprzyklejali sobie je na przedzie czapeczek bejsbolowych. Poprosiłem naszego ówczesnego menadżera, Mike'a Walkera o wspólną fotkę. Zgodził się, a że był kompletnym ignorantem w tych sprawach, złapałem jedną z tych czapeczek od kogoś i w momencie gdy miała strzelić migawka, nałożyłem mu ją na głowę. Wysłaliśmy odbitkę wraz z listem napisanym na bekę, że menadżer jest rasistą i wysłaliśmy do naszego oficjalnego fanzina When Skies Are Grey, który prowadził w imieniu klubu antyrasistowską krucjatę pośród kibiców. Wydawca twierdził jednak, że nigdy go nie otrzymał.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2018, 11:39 przez the Painter.



Chociaż jesteś chłopak w dechę
Nie dostaniesz nic na krechę






Skocz do: