Witaj! Logowanie Rejestracja
Książka, której nie chcieli dopuścić do druku!!!



the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
06-03-2019, 08:56 #401
Okazało się, że martwiłem się na zapas, bo nawet jedna pojedyncza dusza, z pośród grzeszników z Evertonu, nie została zawrócona, a byli tam osobnicy, którym nie pozwoliłbym poruszać się swobodnie, nawet po ogródku przed moim domem. W Damie (Amsterdamie-dop. tłum.)jak zawsze, niczego nie brakowało .Jedynie wprowadzenie Euro, jako środka płatności, okazało się wielkim przekrętem. Wcześniej browerek kosztował jakieś 3 Guldeny, po wymianie pieniądza, powinien kosztować w takim razie około 2 €. Chcielibyście! Cena nadal była taka sama, zmienili tylko literkę z tyłu. Inne przyjemności też podrożały. Jeden z chłopaków targował się z panienką.
-Co? 30 funa za łeb?! - stuknął w okienko.
-Już wolę sobie puknąć w jajko i popić 10 browarami. Wal się!
Dotarliśmy do Brukseli i na miejsce zbiórki, w owianej niesławą, angielskiej knajpie O'Reilly's. Jebbało żabami jak chooj, co zawsze jest pytong i zawsze popsuje radochę z dobrego drina. Pojawił się kolo z Anderlechtu i przekazał nam, żebyśmy byli gotowi, bo będzie ich ze cztery setki później. Odpowiedzieliśmy, że 400 głów, to dla nich absolutne minimum, bo my już w tej chwili, mamy coś koło tego, a kilka samolotów, wciąż jeszcze mieliśmy w powietrzu.Typ potwierdził też, że zarówno Chelsea, jak i Manchester United, widzieli Belgów w akcji i wypadli dość blado na ich tle. Goniłem bilety pod Old Trafford, gdy oni tam grali i przynajmniej wzrokowo, prezentowali się bardzo dobrze, nie miałem więc powodów, by poddawać jego słowa pod wątpliwość.
O 6.30 wystartowaliśmy i ruszyliśmy do metra. Miałem ze sobą gdzieś ze 150 chłopaków. Czemu co tydzień nie możemy mieć takiej liczby?I nie ma co pjerdolić o Easyjetcie. Wyjazd do Boro, kosztuje połowę z tego co do Brukseli. Koniec pjerdolenia. Wszyscy wysiedliśmy po drodze, na jakiejś małej, obskurnej stacyjce, gdy dowodzący obstawą policjant, nieopatrznie ostrzegł nas, żeby nikt tu przypadkiem nie wysiadał, bo właśnie tutaj zbierają się chuligani Anderlechtu. Możecie sobie wyobrazić naszą reakcję. "Eeej! Wysiadamy! Wszyscy wysiadać!". Wysypaliśmy się z pociągu jak jeden mąż. A czerwony jak cegła, belgijski wąs, został w środku, zastanawiając się, czy jego angielski jest taki słaby, czy też ma doczynienia z osobnikami mocno pjerdolniętymi. Jego angielski był doskonały.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!


the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
06-03-2019, 19:38 #402
Przeszliśmy uliczką na wzgórze i tam natrafiliśmy na taką barierę, ustawioną przez policję, w celu zapobieżenia atakom na nas, ze strony miejscowych. Rozmontowaliśmy ją bardzo sprawnie i ruszyliśmy w stronę kilku ulicznych barów, które właśnie wypróżniały się z zawartości, czyli z chłopaków z Anderlechtu. Przed nimi było mrowie policyjnych żółwi, ale widać było, że kompletnie nie ogarniają sytuacji. Dali doopy po całości, pozwalając nam dotrzeć tak daleko, a wyraz zwątpienia i przerażenia na ich twarzach, był dla nas, jak jarzące się zielone światło. Sięgnęli po swoje szturmowe pały i zaczęli nimi walić rytmicznie w tarcze. Jedyny efekt tego pokazu, to rosnąca ekscytacja w ekipie Anderlechtu. Robili imponujące wrażenie. Obejrzałem się za siebie i chociaż paru zniknęło gdzieś na lewiźnie, wciąż mieliśmy firmę trzy razy taką, jak normalnie. Zapał, aż im z doopy kapał.Graj muzyko. Rock'N'Roll.
Piekło otworzyło szeroko swe bramy, gdy doszliśmy do psów. Anderlecht ruszył na nas.Widziałem ten szoł setki razy i przeważnie, nie posiadał on żadnego sensownego zakończenia. Najpierw na nas ruszają. Psiarnia mieli kilku najodważniejszych z pierwszej linii. Koniobijcy z tłumu rzucają w nas, tym co mają, reszta udaje agresywnych. Wszyscy krzyczą: "Stać! Stać! Nie spjerdalać!", po czym zaczyna się gremialna ucieczka całego peletonu, przed naszą grupą pościgową.Ale tym razem było inaczej. Rozlaliśmy się po całej ulicy i kazałem wszystkim stać i czekać, aż się do nas zbliżą. Szli z góry. My musieliśmy się wspinać. To duża przewaga w walce. Zwłaszcza w starciu grupa na grupę. Idący z góry, mogą cię zepchnąć i nawet jeśli masz za sobą duży tłum, też może to oznaczać dla ciebie kłopoty. Lepiej poczekać, niech dojdą, niech dojrzeją, a jeśli ci od frontu, wciąż będą mieli ochotę do walki, no cóż, zwyciężą ci dominujący technikami bokserkimi i/lub kickbokserskimi.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
07-03-2019, 01:16 #403
Chłopaki od nas z czoła, nie wybierali się nigdzie, więc albo Anderlecht naprawdę dążył do konfrontacji, albo trwało przedstawienie, które za chwilę się skończy.
To nie było przedstawienie. Weszli brutalnie w prewencje i otworzyli przerwę. My w tą przerwę napieraliśmy. Miejscową chuligankę, policja chooj obchodziła. Wyjebbane mieli na nich po całości. Walki wybuchły na całej szerokości ulicy. Początkowo mieliśmy obawy, że przy naszej podwyższonej aktywności, zaczną nas skręcać, ale szybko okazało się, że martwimy się zupełnie niepotrzebnie. Wąsy pałowały wszystko, co poruszało się w zasięgu ich pał i próbowali nas zepchnąć z powrotem do podnóża tego wzniesienia. Wielu miejscowych chłopaków miało w rękach szklanki i wymachiwali parasolami. Butelki gęsto rozbijały się wokół nas. W momencie, gdy zajarzyliśmy, że aresztowania są mało prawdopodobne, ostro podkręciliśmy tempo i bez trudu przeszliśmy przez cięką niebieską linię. W tym momencie, to była niesamowicie intensywna nadoopcanka. Myślę, że to był punkt kulminacyjny całego starcia.Drastyczne sytuacje, wymagają drastycznych środków. Policja została zmuszona. Wytoczyli ciężką artylerię Z cudacznej bazooki, która niezawodnie została wymyślona przez słynnego McGiver'a i przypominała skrzyżowanie gaśnicy z odkurzaczem, wystrzelili w nas potężną bombę z gazem łzawiącym. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego. Najpierw pukło głucho, ale tak jakby ktoś czopa z doopy wieloryba wyciągnął, a kłębu dymu, wyleciało coś na kształt wielkiego, czerwonego balonu i eksplodowało w samym środku naszego tłumu.Może ta broń nie prezentowała się jak super zaawansowany technicznie gadżet, ale jej efektywności nie można było nic zarzucić. Byłem zagazowany wielokrotnie. Przez przeciwnych kibiców i przez policję. W mieście, w kraju i za granicą, ale jeszcze nigdy nie zostałem aż tak dojechany bronią chemiczną. Nic nie widziałem, nie mogłem oddychać, zbierało mnie na spawy, a skóra we wszystkich odsłoniętych miejscach, paliła mnie, zaraz, żebym znalazł dobre porównanie, jak skoorwysyn.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
07-03-2019, 12:36 #404
Gdy opadła czerwona mgiełka, siły Anderlechtu przegrupowały się i ruszyły do kolejnego natarcia. To muszę im przyznać, że byli zayebiście waleczni i ciężko by mi było ich przyrównać, do którejś z naszych krajowych firm. Przynajmniej za ostatnie kilka lat. Nic sobie nie robili, ani z nas, ani z psiarni. Potem przyatakowali raz jeszcze, ale z kolesiami spawającymi po obu stronach barykady, wąsom udało się odzyskać, jako taką kontrolę. Stałem dosłownie kilka jardów od Belgów i widać po nich było, że ich to koorewsko kręci. Kochali to. Dostawali korby ze szczęścia. Zrywali ze swoich zdrowo zbudowanych klat, koszulki i pokazywali prężnie wydziabane:ANDERLECHT i WEST SIDE. Podejrzewam, że to drugie to nazwa ich sektora.
Zostaliśmy ostatecznie zepchnięci z tego wzgórza,eskortowani przez park i bez żadnych już problemów, dotarliśmy pod stadion. Tam jednak znów pały straciły na chwilę piłkę z oczu i pięć dyszek najlepszego co ma Everton, wymknęło się poza policyjny radar i wyruszyło na poszukiwania owego West Side,siedliska zła. Znaleźliśmy je i na chamca przeleźliśmy przez bramki,pomimo głośnych protestów pojedynczego biletera. Weszliśmy na prawie kompletnie jeszcze pusty sektor naszych przeciwników, znajdujący się dokładnie na przeciw naszego sektora. Było tam trochę chłopaków od nich i nie powiem, żeby nasz widok ich uszczęśliwił. Ominęło ich starcie na wzgórzu i widać było po nich, że są pogrążeni w głębokim szoku, "goszcząc" bandę Evertonu na ich sektorze.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
08-03-2019, 12:28 #405
Żeby nie było, że nas tam nie było, krzyknęliśmy jeszcze: "EV-ER-TON!!!". Wszyscy z naszego sektora odpowiedzieli gromkim aplauzem. Zawodnicy rozgrzewający się na murawie, kręcili głowami z podziwu dla naszej zuchwałości, poczym wszyscy skłonili się przed nami, w uznaniu dla evertońskiej łobuzerki. Podszedł do nas też jeden ochroniarz i mówi: "Panowie, lepiej przenieście się do innego sektora, bo tutaj za chwilę, będzie pełno chuliganów." Uśmiechnąłem się i odpaliłem:" Pałuj się koleżko! Chuligani już tu są!". Nie wiem, czy skumał, co do niego mówię. Popatrzył jakoś dziwnie po czym się oddalił. Wkrótce jednak oblazło nas całe stado żółwi i wyparli nas stamtąd do naszego sektora. I tak się opłacało.
Przez całą pierwszą połowę było gadane tylko o bitwie na wzgórzu,a oni wciąż sprzedawali nam browar. Nie mogłem wyjść z osłupienia. Osoby decyzyjne,pod wpływem przedmeczowych wydarzeń, podjęły decyzję, że po zakończeniu spotkania, wychodzimy zdecydowanie z cienia i robimy to co gospodarze. Wbijamy chooj w policję, a co? Takie same zasady dla wszystkich. Ustalono, że wychodzimy pojedynczo, wcześniej, zanim ruszą zwykli kibice i zbieramy się na zewnątrz. Szły tylko stare, sprawdzone wygi. Żadnych jednoszczałowców, statystów i stojaków. Mając świeżo w pamięci postawę Anderlechtu jaką się wykazali podczas przedmeczowej konfrontacji, oczekiwałem, że każdy jeden mężczyzna, który znajdzie się tego wieczoru w akcji, będzie musiał spełnić swój obowiązek. Tam nie będzie pleców za którymi można się bezpiecznie schować. A Anderlecht, na pewno przyjdzie po więcej.
Gdy było jeszcze z 10 minut do zakończenia meczu, wyszedłem na zewnątrz i nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Jakieś 1500 fanów Evertonu, wybrało się w tą podróż i dwie trzecie z tego czekało pod stadionem, wciąż mając nadzieję, że to nie koniec atrakcji. Przecież nie jechali taki kawał, żeby sobie mecz oglądać.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-03-2019, 12:34 przez the Painter.



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
08-03-2019, 22:14 #406
Był tam mój dobry ziomek Barry, który musiał już dobiegać pięćdziesiątki. Barry był wszędzie. Na High Street Kenny, na the Den, nigdy nie opuszczał meczu. Stał tam z nieśmiałym uśmiechem i z lekko rozdziawioną gębą, niczym pięciolatek przed choinką w bożonarodzeniowy poranek. Gdy mnie zobaczył, złapał za bary i zaczął mną potrząsać. Chaotycznie, bez ładu i składu, powtarzał w kółko, jak bardzo jest dumny, że całe życie czekał na ten dzień, "i w ogóle Andy, taki jestem z nas dumny." Jesem pewien, że zarząd i władze nie dzieliły z nim tej radości i szczęścia, ale ja osobiście, wiedziałem dokładnie, co on wtedy czuł.
Podjechało kilka policyjnych vanów, wypchanych funkcjonariuszami. Czekali na nas z kolejną barierą, która miała nas zatrzymać. Niepewność malowała się na ich twarzach. Pomyślałem, że nie będą dla nas stanowili większej przeszkody, niż plastikowe słupki i poprzeczki, które ustawili na naszej drodze. Nie stanowili. Kilku typów z dzieciakami, poprosilo nas o przejście. Rozstąpiliśmy się, ale durne psy nie chciały ich wypuścić i bezceremonialnie odepchnęli od prowizorycznego ogrodzenia. Zaczęły się przepychanki, prośby i groźby wykrzykiwane co raz głośniej, ale nie było to nic poważnego. Wystarczyło jednak, by jeden z mundurowych debili, kompletnie stracił nad sobą panowanie. Spanikował i wyjebbał na nas, kolejną z tych gazowych bomb. Mimo ich skuteczności, nie zaliczyłbym ich do tzw. broni inteligentnych. Wszyscy, co tam byli, oberwali równo. Dzieciaki, chłopaki, ojcawie, maniury. Wszyscy kibice. Ci kulturalni i ci brutalni.
Ten belgijski wąs, co strzelał, choć raczej mu nie kazano, był odpowiedzialny za wszystko, co stało się potem. Bez ściem i wyolbrzymiania, cały Everton, niczym jeden doprowadzony do wściekłości organizm, wybuchł. Wybuch potężnie. Nie żeby tam nasza Snorty Fourty, czy tylko rzesze kombatantów, co chwilowo przerwali swoje chuligańskie emerytury. Nie młodzi na dorobku, ani janusze, którym odjebbało. Cały Everton, do ostatniego dziadka, ruszył na belgijską policję i zaczął ich ścigać. Ścigał długo i zawzięcie, a tych, których dopadł, młócił, w imię szeroko pojętej sprawiedliwości społecznej. W imię pryncypiów i w obronie naszych wartości. Był to widok, którego nie zapomnę nigdy. Gdy siły porządku, przygotowywały się do prewencyjnego uderzenia na nas, naciągając skórzane rękawice i zakładając przyłbice, siły chaosu i destrukcji, czyli my, uderzyły niespodziewanie na nich. Ze wszystkich stron, spadła na nich lawina ciosów i kopniaków. Niektórzy dostawali po kilka strzałów jednocześnie. Innych wciągnięto do zabawy, przypominającej grę w dziada na rozgrzewce, przy czym policjantom przypadała zawsze ta sama rola. Robili za piłkę i byli przekopywani w nieskończoność. Wszędzie walały się ich kaski i inne pogubione akcesoria.. Oni się nie cofali, oni spjerdalali ze strachu o własne życie.


[Obrazek: 33554d794ae08627c3c24b5af4eb55cd.jpg]

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-03-2019, 22:16 przez the Painter.



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
09-03-2019, 12:14 #407
Dobiegli do następnej floty swoich zaparkowanych vanów i tam wraz ze wsparciem, próbowali się przegrupować.Co chwilę w ich stronę leciały ich kaski z przyłbicami. Rozmontowaną barierę, też posłaliśmy mniej więcej w ich kierunku. Jeden z chłopaków porównał to do strajku górników. Nie zgadzam się. Jebbać to ich całe "wydobycie, a nie na zasiłku życie". Kto to był? My Jesteśmy Everton! Popłynęła dawna pieśń bojowa i gromkie "WE AAARE EVIL!!!" ("Jesteśmy Złem!!!" - dop. tłum.), wypełniało całą okolicę. Sporego kawała tej bariery, użyliśmy jako tarana. Jeden typ odjechał i zaczął ciągnąć "Rule Britannia". Kazałem mu się zamknąć. Nie jesteśmy Anglia. My Jesteśmy Everton!
Psy próbowały zachować resztki twarzy. Próbowali raz za razem i raz za razem im nie wychodziło. Po tym, jak dokonali na nas tego nikczemnego zamachu bombowego, Everton definitywnie wykluczył taką opcję z ich menu.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
12-03-2019, 14:30 #408
Jeśli udało im się zagazować jakiś nasz oddział, natychmiast z tumanu jadowitej mgiełki, wyłaniał się nasz następny kontyngent i jechał z psiarnią,dołączając do Bitwy o Brukselę. Widziałem chłopaków, którzy nosili na sobie zdobyczne przyłbice, ochraniacze, tarcze i pały. Paru miało nawet całe komplety. Wiele osób myślało, że to może tajniacy, którzy dozbroili się na prędce, w co który mógł i chcą nas atakować, idąc z odsieczą mundurowym. Wyjaśnianie tej pomyłki, wprowadziło trochę zamieszania w naszych szeregach. Ostatnią deską ratunku przed nami, miały być wytoczone dwa wozy pancerne, z wodnymi armatkami, które polewały nas hektolitrami lodowatej amonicji. Pech chciał, że wtedy lało przez cały dzień, jak z cebra i wszyscy mieli przemoczone, wszystko co mieli na sobie, więc mało kto nawet zauważył, że oprócz deszczu, zaczęło się coś jeszcze lać na nas. My laliśmy policję dalej, po swojemu. Szybko dali sobie spokój z tymi polewaczkami. Wycofali się i uderzyli po raz ostatni, z kolejnym balonem wypełnionym gazem. Ale ponownie efekt był ten sam. Odepchnęliśmy ich i wycofali się z placu boju. Zostaliśmy tam tylko my.
Co robimy? Idziemy szukać Anderlechtu. Nigdzie nie było ich widać. Przechodziliśmy obok jednego baru z dobrze zaryglowanymi drzwiami. Widzieliśmy w oknach twarze typów, przyklejone do szyb. Zamarli w niemym podziwie dla naszej ekipy. Nikt się nie wychylił. To nie był dobry czas dla bohaterów. Ta noc należy do nas. I tylko do nas.
Z powrotem do O'Railly. W środku i w pobliżu, cała okolica grzmiała niczym pobudzony mocno rój pszczół. Roiło się tam od chłopaków, tak samo, jak w dwóch sąsiednich knajpach. Mnóstwo kolesi, których nie widziałem na meczu od dzieciaka. Ściskali sobie wity nawzajem. Pozdrawiali i gratulwali sobie, wpadając w niedźwiadki. Atmosfera popsuła się trochę, gdy jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, we wszystkich większych europejskich miastach, zaczęły się zbierać turasy, miotając w nas szkankami i butelkami z bezpiecznej odległości. Ktoś tam od nas ruszył na nich, kogoś dorwali, niewielkie zamieszanie. Ja już miałem dość i nie chciało mi się biegać za brudasami.Na ten moment, cała komenda miejska Brukseli, została postawiona na nogi. Pełny stan osobowy, włącznie z tymi ściągniętymi z urlopów.Filmowali nas z kilkunastu kamer. Wraz z kilkoma ziomkami, uderzyliśmy na zasłużonego drina. Znaleźliśmy niewielki bar na uboczu, otwarty do 6.rano i bez zastanawienia, wbiliśmy do środka. Widok trzech piłkarzy z pierwszego składu, sączących koktajle, nikogo nie ździwił. Pewne rzeczy się nigdy nie zmienią. Postawili nam po browarze i byli bardzo w porządku.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
13-03-2019, 12:12 #409
Do domu odlecieliśmy następnego dnia. Na wcześniejsze loty, na lotnisku czekali łowcy sesancji, próbujący zdobyć kilka szczegółów z tej burzliwej nocy. Jak zwykle znalazło się kilku takich, co by chcieli sprzedać swoją historię. Czytałem potem, w niektórych reportażach, że za wszystko odpowiedzialna była belgijska policja. Nie wiem kto był źródłem tych informacji, ale musiał wybrać się na wyjazd do jakiejś innej Brukseli, na jakiejś innej planecie. Z nami go nie było.
Według raportów policji, zatrzymano w sumie 24 fanów Evertonu, głównie za te ganianki z Turkami. Gdyby psy miały ochotę, albo raczej odwagę, mogliby zgarnąć dziesięć razy tyle. I to tylko tych najbardziej agresywnych. W trakcie walki, był nawet taki moment, że zrobiło mi się żal miejscowych wąsów. Ale zaraz, jedna z ich bomb wybuchła centymetry od mojej stopy i od kopa mi przeszło. Z tych aresztowanych, tylko dwóm postawiono zarzuty i trzeba przyznać, że media nie rozdmuchiwały tej sprawy. Kilka migawek w TV i jedna kolumna w the Sun. Jakby to było w Anglii, to przez tydzień, byłaby to pierwsza wiadomość we wszystkich serwisach informacyjnych. Pierwsze strony tabloidów, a szarpana wichrem Kate Aide stałaby przed kamerą,.. która relacjonowała dla państwa live and direct. W studio, Peter Sissons. Peter, back to you!
Przyznam się wam, że nie należę do miłośników latania. Od momentu, gdy podwozie odrywa się od pasa startowego, do głowy przychodzą mi najczarniejsze myśli. Mówi się, że na moment przed śmiercią, przed oczami przelatują ci migawki z całego życia,tak? To pozwólcie, że coś wam powiem. Gdyby podczas tamtego lotu, pilot poinformował pasażerów, że straciliśmy oba silniki i nic nie uchroni nas, przed katastrofą, przed oczami stanąłby mi obrazek Kevina Ratcliffe'a, wznoszącego nad głową Puchar Zdobywców Pucharów,w Rotterdamie. Usłyszałbym naszą ekipę, jak śpiewa: Chaaampions! Chaaampions! w drodze na Seven Sisters. Ale w momencie gdy samolot uderzałby o ziemię, otworzyłbym oczy i zobaczyłbym najlepszą bandę Evertonu, jaka odwiedziła i zdobyła jakieś europejskie miasto, kiedykolwiek.
I powiem wam coś jeszcze. Umierałbym koorewsko szczęśliwy.

Epilog:
Koniec z meczami,lub wczasy za kratami.
(Full Time or do time)

Wyjazd na Anderlecht, był dowodem na to, że chociaż futbolowa chuliganka, nie jest już tak popularna jak na przykład w szalonych latach siedemdziesiątych, to jednak wciąż pośród fanów znajdzie się wielu chętnych, by zamieszać w garnku, jeśli będą tylko odpowiednie składniki na zupę. Napisałem wielu, bo wiem, że tak jest. Tylko oderwani od rzeczywistości "eksperci", zawsze będą pjerdolić o chuligańskiej mniejszości. Znawcy, co "w temacie siedzą" ,a chooj wielki się znają. Pies ich jebbał z ich wiedzą. Jakieś 80 procent, ostrożnie licząc, z wszystkich fanów Evertonu, którzy pojechali do Brukseli, brało udział w zajściach na ulicach miasta. Mistrzostwa Świata w 2002. , na których obyło się bez chuligańskich ekscesów, są dla tych zyebbanych mądrali kolejnym dowodem na to, że bandytyzm na meczach piłki nożnej, to już tylko ponura przeszłość. Oj, będzie bolało, jak się zderzą z rzeczywistością i wybudzą ze swojego pięknego snu.
Nie sądzę, żeby w miastach Japonii i Korei, mogło kiedykolwiek dojść do jakichś zamieszek z udziałem kibiców, w czasie rozgrywania tamtej imprezy. Sądowe zakazy podróży za granicę, zrobiły w pewnym sensie robotę, ale wpierw może zastanówmy się, ilu chłopaków, tak naprawdę miało na tyle sosu, żeby tam polecieć? Podejrzewam, że gdy w 2006, turniej będzie rozgrywany w Niemczech, sytuacja będzie się prezentować nieco odmiennie. Myślę, że nawet na Mistrzostwach Europy , może się wydarzyć to i tamto, gdy pewne zwaśnione reprezentacje chuliganów, porozdeptują sobie nawzajem zamki, na plażach Portugalii. Ile kosztuje bilet do Algarve (popularny kurort w Portugalii, chętnie odwiedzany przez Brytyjczyków-dop. tłum.)? Tyle, a ha. A do Jokohamy? Założę się grupa wsparcia dla reprezentacji w Portugalii, będzie wielokrotnie liczniejsza od reprezentacji naszych kibiców na Dalekim Wschodzie . Kilku błaznów z orkiestry dętej i paru zarobionych w chooj janków w koszulkach. Dołączyli do karnawałowej atmosfery w Pyta-Yongu.


[Obrazek: a207dbf486916e0dbcc29cdc31c581b1.jpg][Obrazek: b1c665d7d367cfad1032159597009fd7.jpg]

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-03-2019, 12:16 przez the Painter.



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
13-03-2019, 13:53 #410
Na zdjęciach powyżej, Snorty40 vs. Men in Black (Man. U). Randka na parkingu.
Dwa, trzy posty wyżej - Europejskie wakacje. Everton odpiera ataki RC Lens. Śp Bieżan wiedziałby, co to za ekipa. Ligę francuską miał zawsze dobrze ogarniętą.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
14-03-2019, 10:41 #411
Jakieś dwa lata temu, przewidywałem, że w eliminacjach, możemy mieć nawet ofiary śmietelne. Nie wkręcam was. To samo mogło się stać na finałach. Mecze Anglii z Turcją, mogły zamienić się w krwawą jatkę. Zarówno na wyjeździe, jak i u nas Doszłoby do rozruchów na masową skalę, gdyby nie to, że angielskim fanom uniemożliwiono podróż. Powszechny zakaz wyjazdowy na mecz w Stambule, prawdopodobnie uratował kilka ludzkich istnień. Tak myślę ja i tak myśli wielu innych. Jednakże na plażach Algarve i po całej Portugalii, odseparowanie zwaśnionych grup, będzie o wiele trudniejsze. Będzie to dla władz nielada wyzwaniem, ale muszę one podjąć ten challenge, chyba, że chcą organizować pogrzeby. Mam szczerą nadzieję, że się mylę, bo takie myśli mnie naprawdę przerażają.
Z mojego osobistego punktu widzenia, awantury na meczach się skończyły. Wiedziałem, że na Goodison uknuto spisek przeciwko mnie, żeby mnie wrobić, w każdą aferę jaka wydarzy się w dniu meczu. To się zaczęło, nawet jeszcze zanim zacząłem pisać tą książkę. Samo chodzenie na mecze, stało się ryzykiem, dla waszego oddanego autora. Taki przykład. Jednego razu zatrzymano mnie w związku z podejrzeniem o "rasizm", nielegalną sprzedaż biletów i przemoc. Nie postawiono mi jednak żadnych zarzutów, bo w rzeczy samej, byłem niewinny, w odniesieniu do tych oskarżeń. Psy z Merseyside, przypominały mi tylko, że mają mnie na oku. Napisanie tej książki, było jak dostawa amonicji do ich artylerii. Wreszcie mieli czym do mnie strzelać. I strzelali. Salwa za salwą, jak agenci Edgara J. Hoover'a, w zasadzce na Bonnie Parker i Clyde'a Barrow'a. 167 kul.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
14-03-2019, 17:53 #412
Od momentu ukazania się książki, a właściwie, od chwili, gdy trafiła ona do rąk dziennikarzy z lokalnych tytułów gazet, moje dni na stadionie, były policzone. Nawet wypad z chłopakami na miasto, stawał się coraz trudniejszym wyzwaniem dla mnie. Tydzień przed księgarską premierą, zgodziłem się na krótką rozmowę z Liverpool Echo, wychodząc z założenia, że nieważne, dobrze, czy źle, ważne, żeby o tobie mówili. Myślałem, że to będzie parę kolumn i niewielki rozgłos, ale gdzie tam. "NIECH KTOŚ POWSTRZYMA TEGO BANDZIORA!", grzmiał wielki tytuł na pierwszej stronie, a pod nim, moje wielkie, kolorowe zdjęcie. W środku znajdowała się trzy-stronnicowa rozkładówka i jebbane łby apelowały nawet do parlamentarzystów z naszej konstytuanty, by nie dopuścili, aby ta pozycja trafiła na półki księgarń. Zrobili jeszcze sondę telefoniczną dla czytelników, czy powinno dojść do publikacji, czy też nie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, większość była za niedopuszczeniem tej pozycji do sprzedaży. Żartuje tylko. To akurat nie ździwiło mnie ani trochę.
Wynik sondażu wywołał raczej mój zachwyt. Gdy mówisz ludziom, żeby czegoś nie kupowali, przeważnie w biegu łapią portmonetki i bieną w te pędy do sklepu. No więc, w tym miejscu, małe podziękowania dla moich przyjaciół z redakcji Echa, za świetne wyniki pierwszego wydania, które rozeszło się w parę tygodni. Psy też nie byłyby sobą, gdyby się nie zaangażowali. Próbowali niedopuścić do promocyjnego party i spotkania z czytelnikami, z okazji edycji. Chcieli przeszkodzić w wynajęciu lokalu, ale wynik konfrontacji wąsów z chłopakami, był jak zwykle ten sam. Najpierw trochę zabawy w kotka i myszkę, a potem konspiracyjne spotkanie w lokalu należącym do typka od nas z ekipy. Psy czekały w vanach zaparkowanych, pod fałszywym adresem. Wydrukowaliśmy nawet fałszywe bilety, na spotkanie, które nigdy się tam nie odbyło. Przejdę się i sprawdzę, może tam jeszcze czekają.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
15-03-2019, 14:12 #413
Everton FC poszedł jeszcze dalej. W czasie gdy prowadzone były zaawansowane rozmowy, na temat proponowanych przenosin na Kings Dock, które miały wzbogacić klub o kilka milionów funtów, doszło do posiedzenia zarządu, poświęconego tylko mojej osobie i dziełu, które spłodziłem. Ustalono, że mam dożywotni zakaz wstępu na Goodison Park. Musieli się strasznie zestresować wydaniem tej książki, bo przenosiny, popijerdolili bez żadnego wysiłku. Sprawa z zakazem wydanym przez klub, ma się jednak tak, że w odróżnieniu od zakazu sądowego, jedyną konsekwencją jego złamania, jest wyprowadzenie przez porządkowych ze stadionu. W najgorszym razie, mandat za wtargnięcie na teren prywatny. I właśnie to robiłem. Ze zmiennym szczęściem. Za każdym razem, gdy zostałem rozpoznany,to była masakra. Obciach jak chooj. W końcu dałem sobie z tym spokój i w trakcie meczów, siedziałem w jakiejś knajpie pod stadionem. Uwierzcie mi. Wyglądałem jak jakaś ciota, siedząc na trybunach, w środku sierpnia, w płaszczu, w szaliku i w czapeczce i do tego jeszcze okulary przeciwsłoneczne.
Inną sprawą jest to, że z czasem, rodzą ci się w głowie, przeróżne paranoje. Rozwijają się po cichu i nawet nie wiesz, kiedy twój umysł zaczyna szwankować. Przestajesz normalnie odbierać rzeczywistość. Raz poszedłem na mecz z Newcastle. Gdy wszedłem na trybunę i sadowiłem się na moim foteliku, z głośników, popłynął komunikat spikera, który w jednej chwili, zmroził mi krew w żyłach."WSZYSCY FUNKCJONARIUSZE POLICJI I PRACOWNICY OCHRONY NA STADIONIE - UWAGA! ROZPOCZYNAMY OPERACJĘ 'GOODISON'!!!". Nie, nie miałem motylków w podbrzuszu. Raczej węgorze w doopie. Z samego dołu trybuny ruszyło na mnie 30 psów i stewardów. Nie wytrzymałem. Poderwałem się i po schodach zbiegłem w stronę kołowrotków. Przeskoczyłem przez nie i zatrzymałem się dopiero na ulicy, poza stadionem. Później jeden ze stewardów oświecił mnie, że były to planowane ćwiczenia ewakuacji trybun, na wypadek zamachu bombowego.
Derby Merseyside, to mecz, którego nie odpuszczę za nic w świecie. Więc tym razem przebranie i charakteryzację, przygotowałem sobie bardzo starannie. Minęło zaledwie kilka minut od mojego wejścia na trybuny i już podbija do mnie starszy podchujaszczy z liverpoolskiej policji. Poprosił mnie o natychmiastowe opuszczenie stadionu. Zrobiłem wielce ździwioną minę. "Ale dlaczego???". Pies tylko parsknął cicho. "Andy, chłopaku. Posłuchaj, masz bana. Więc zrób nam wszystkim przysługę i spjerdalaj stąd szybciutko."Ja swoje. Biedny ździś." Ale.. Panie oficerze .. Nie.., nie wiem o czym Pan mówi. To jakaś pomyłka. Ja mam na imię Dave." Pies zbliżył swóją paskudną gębę do mnie i wyszeptał dość cierpko:
- Nie wkoorwiaj mnie ...DAVE. -Powiedziałem, wynocha ze stadionu! Albo zaraz cię skręce i będziesz siedział na dołku, dopóki nie udowodnisz, że nie nazywasz się Andy. W porządku? DAVE?.
-A tak, jestem Andy. Teraz sobie przypomniałem. Do zobaczyska panie sierżancie.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-03-2019, 14:20 przez the Painter.



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
15-03-2019, 20:45 #414
Ten miał przynajmniej poczucie humoru Za kilka rzeczy, które napisałem w książce o OSD i z których nie byli specjalnie uszczęśliwieni, wyłapałem parę śmiesznych klapsów, gdy nadażyła im się okazja. Po derbach, zebraliśmy się w mieście i w dobrą stówę ruszyliśmy z pod Korony do Wetherspoon'a. Tam stanęliśmy przeciw podobnej grupie Czerwonych, po drugiej stronie ulicy. Dostałem gumę na plery i do końca wieczoru byłem już filmowany. Wracając do domu o w pół do drugiej, zatrzymał się koło mnie policyjny van, wypełniony skoorwielami. Dostałem szpica w doopę, w nadziei, że sprowokuje to jakąś moją reakcję, która jednak nie nastąpiła. Jeden z nich przeszukał mnie.Kazał mi ściągnąć buta. Wziął go i wyrzucił na środek skrzyżowania. Uprzedzono mnie, że jeśli tam po niego pójdę, zostanę zatrzymany, za stwarzanie zagrożenia dla ruchu kołowego. Popatrzyłem z politowaniem na tego żałosnego fiuta i powiedziałem mu, że moja książka sprzedaje się bardzo dobrze i już z zaliczki od wydawnictwa, kupiłem sobie kilka par sportowych butów Prady. Dostałem jeszcze jednego klapsa, ale warto było. Jednak ten wieczór, o czym wtedy jeszcze nie wiedziałem, stał się początkiem mojego końca. Niewielka awantura jaką mieliśmy z Liverpoolem, została dokładnie zfilmowana i pętla na szyi Andiego chuligana, zaczęła się powoli zaciskać.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
16-03-2019, 15:46 #415
Everton grał mecz towarzyski w Holandii i drutneli mnie na lotnisku, zanim nawet dotarłem, do pierwszego sklepu wolnocłowego. W dzisiejszych czasach istnieje cała paleta przepisów, których używa się, do powstrzymywania ludzi, przed wyjazdem z kraju. Najlepsze jest to, że powstały one wszystkie, by powstrzymywać niepożądany element, przed wjazdem w nasze granice. O żesz koorwa! Gdyby tak samo trudno było wjechać uchodźcom do naszej ukochanej ojczyzny, jak trudno jest wyjechać angielskiemu chuliganowi za granicę, każdy miałby po kilka ofert pracy, a w mieszkaniach mógłby przebierać. Po paru dniach trafiłem do sądu i policja wystąpiła o sądowy Zakaz podróży międzynarodowych dla mnie. Kwestionowałem to przed sądem przez kilka tygodni, ale w końcu dałem sobie spokój i zaakceptowałem postanowienie trybunału. Musiałem. Oni opierali się na filmiku, na którym widać czarno na białym, że po wydaniu książki, po banie na Goodison, wciąż angażuję się w chuligankę na Evertonie. Jeśli do tego dorzucić, wszystko to, do czego otwarcie przyznawałem się na stronach mojej książki, no, po prostu nie miałem ani pół nogi, na której mógłbym się oprzeć.
W sądzie przedstawiciel obrony, mógł zapoznać się z aktami oskarżenia. Nie uwierzycie. Ponad 300 stron śledzenia, inwigilacji i reszty tego gówna. Większość to były jakieś nic nieznaczące pierdoły, ale był to dzwonek alarmowy. Przeciągły i wyraźny. Pokazało się, że nawet jak nie byłem na jakimś meczu, nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, byłem obserwowany z ukrycia. Takie sytuacje jak wypad z Alfiem, we wtorkowy wieczór do chińczyka, albo jak w środowe popołudnie, podrzucam komuś bilety na Anfield. Oni to wszystko mieli. Moim zdaniem to pojechali grubo, ale co tam. Najważniejsze dla nich, że zrobiło to robotę.


[Obrazek: c65c0713f94829c32a8fc0876950c573.jpg]

Autor, po opuszczeniu budynku sądu, do którego trafił po pojawieniu się na meczu Walia-Rosja (myślał, że zakaz dotyczy tylko meczy z udziałem reprezentacji Anglii).
[Obrazek: c8ad90bf9145056ee7f30e8d0af3df5f.jpg]

A tu druga pozycja w jego dorobku. Napisane do spóły z Nick'iem Lawless'em "Hooligans". Tu akurat tom II, tego bardzo ciekawego leksykonu, w którym można znaleźć opis każdej brytyjskiej ekipy od A do Z.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2019, 16:03 przez the Painter.



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
17-03-2019, 14:57 #416
Przyjebbali mi dwuletni zakaz na wszystkie stadiony w kraju. Nie wolno mi było w dniu meczu, odwiedzać żadnego miasta, ani miasteczka, w którym będzie grał Everton. Nie mam też prawa, pokazywać się w dniu meczu, w promieniu dziesięciu mil od stadionu Evertonu, tak, że nawet nie mogę się napić bronka z chłopakami. Żeby być fair, to muszę przyznać, że w walce z futbolową chuliganką, ten zakaz był naprawdę efektywnym rozwiązaniem.Koorewsko efektywnym!
Po tym jak otrzymałem sądowego bana, prasa znów rzuciła się na mnie. Szycha z liverpoolskiej komendy, Ian Millar, opowiadał dziennikarzom na lewo i prawo, jak to nikczemny bandzior, został w końcu postawiony przed obliczem sprawiedliwości, dzięki nieustannej, wielomiesięcznej pracy, specjalnej grupy wywiadowczej, złożonej z najlepszych funkcjonariuszy, jakich ma Policja Merseyside. Tumany po policyjnych szkółkach, mogły się pofatygować do Waterstone'a (coś jak u nas Empik-dop. tłum.) i kupić sobie egzemplarz mojej książki. Wszystko tam było w środku. No, ale przynajmniej mieli robotę. Powiedziałem o tym, w wywiadzie dla Radio City i chylę przed nimi czoła, bo nadawali go w serwisach, w czasie największej słuchalności. W ten sam dzień, bomba domowej produkcji, została wrzucona przez okno, do jednego z bardziej znanych klubów nocnych w mieście i rezerwowy zawodnik Liverpoolu, został postrzelony z broni palnej w tyłek. A mimo to, wciąż można było usłyszeć rozmowę ze mną w wiadomościach o 17.Jaja jak chooj, nie?
Tak samo jak na mecze Evertonu, nie mogę jeździć na żadne spotkania, jakiekolwiek reprezentacji piłkarskiej Anglii, za granicą. Popełniłem poważny błąd, gdy złamałem, akurat ten paragraf mojego bana. Myślałem, że dotyczy to tylko reprezentacji Anglii, więc z paroma ziomkami, wybrałem się na mecz Walia-Rosja. Tydzień później drzwi mojego mieszkania otworzyły się z hukiem i powędrowałem skuty do lochu, mając w perspektywie, że spędzę tam najbliższe 6 miechów. Ostatecznie wyłapałem tylko 750£ grzywny, bo sąd dał wiarę, wersji prezentowanej przez moją obronę, iż naruszenie przeze mnie mojego zakazu, wynikało jedynie z nieporozumienia i błędnej interpretacji jego postanowień.

ŚWIEŻO MALOWANE
Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2019, 15:05 przez the Painter.



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
17-03-2019, 17:41 #417
I tutaj nie było żadnej ściemy. Żeby zrozumieć co tam jest napisane , Rumpol of the Bailey musiałby siedzieć z tobą przez tydzień i ci to wyjaśniać (Horace Rumpol to postać podstarzałego londyńskiego adwokata z serialu TV, pisanego przez prawnika Johna Mortimer'a, który bronił przeróżnych klientów, z których wielu miało, zdawałoby się przegrane sprawy. Serial cieszył się tak ogromną popularnością, że później powstawały słuchowiska radiowe z Rumpol'em i pisano nawet książki.-dop. tłum.). Obrzydliwy dokument i przepis na katastrofę. Jeśli nie przestudiujesz go bardzo dokładnie, możesz się sam wpędzić w nieliche kłopoty. Zasadniczo chodzi o to, że jak jesteś gdzieś na wakacjach i dwie dziunie zaczną sobie kopać piłkę dmuchaną w pobliżu ciebie na plaży, lepiej składaj szybciutko swój leżak i wracaj do swojego hotelu,
bo jak cię przyluka jakiś pies, następny turnus, albo nawet kilka, spędzisz w miejscu, gdzie planeta kopsa żara w kwadraty.
Chcę być z czytelnikami w zupełności szczery, więc nie udaję, że jestem jednym z tych autorów od hool-book'ów, co to ulegli wewnętrznej przemianie i są teraz kompletnie odmienionymi członkami swoich społeczności. Ja ze swoją przeszłością zerwać nie potrafię. Jestem od tego uzależniony i korzystam z pomocy specjalistów, by dotrzeć do źródła tego problemu. Bo właśnie na tym to polega. Wszystko zaczyna się i kończy w mojej psychice. Muszę to tylko odpowiednio zdiagnozować, a potem rozpocząć terapię Gdybym był zboczeńcem obnarzającym się na ulicy, alkoholikiem, czy ćpunem, sądy kierowałyby mnie na leczenie, otrzymywałbym opiekę medyczną i doradztwo jak walczyć z nałogiem. Chuliganów natomiast trzeba tylko pozamykać i spokój. Jakoś wolę w sobotnie wieczory, ponapjerdalać się troszkę, z typami takimi jak ja, niż czaić się w krzakach, w samym płaszczu i machać fiutem i jajcami, do przechodzących kobiet i dzieci. No cóż. Na profesjonalną pomoc dla takich zwyrodnialców, zawsze znajdą się środki.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
18-03-2019, 01:30 #418
W jakich my czasach żyjemy? Świat zwariował.
Mam nadzieję, że dzięki pomocy psychiatry, uda mi się to zwalczyć. Takich ludzi jak ja, są tysiące w całym kraju. Pod koniec roku, kończę 40 lat i już powinienem z tego wyrosnąć. Martwi mnie to i to bardzo.
Odkąd skończyłem 16 lat, byłem aresztowany ponad 20 razy, całe tygodnie spędziłem na salach sądowych i odbywałem karę więzienia. Grzywny i mandaty kosztowały mnie tysiące funtów. Byłem przekopywany, pocięty, rozpadały mi się znajomości, małżeństwo zakończyło się nieuniknionym rozwodem. Straciłem dobrze płatne prace. A wszystko to z powodu awantur na meczach piłki nożnej. Siedziałem w tym biznesie przez ćwierć wieku. Widziałem tam, setki kolesi, którzy pojawiali się i znikali. Widziałem wiele złych rzeczy. Czasem bardzo złych, jak Heysel, czy Hillsborough. Widywałem ludzi straszliwie okaleczonych i co najmniej przy kilkunastu okazjach, zwykle za każdym razem, gdy byłem zamykany, obiecywałem sobie, że z tym skończę. Ale za każdym razem zdawałem sobie sprawę, że to tylko czcze obietnice. Następny mecz podwyższonego ryzyka i znów będę w samym oku cyklonu. Byłem jak ten pijaczyna, co wieczorem przysięga się na wszystkie świętości, że już nigdy, przenigdy, grama alkoholu do ust nie weźmie, a na drugi dzień rano, czeka o 9.30 na otwarcie monopolowego, przestępując z nogi na nogę (jeszcze do niedawna sklepy w UK, mogły sprzedawać alkohol tylko od 10. rano, do 22.Coś jak u nas za komuny.-dop .tłum.). To jest nałóg:wóda, narkotyki, na meczach bijatyki. To jest wszystko to samo.
Jeśli chodzi o Everton, to nie mamy już ekipy i nigdy już nie będziemy mieć takich liczb, jak w latach osiemdziesiątych mieliśmy co sobotę. Ale jest mnóstwo młodych chłopaków, którzy dbają, żeby nas zawsze było widać. Do tego dochodzą mecze o tak zwanym "specjalnym ciężarze gatunkowym", jak na przykład Stoke w Pucharze, albo jakiś mecz zagranicą, na które potrafimy się zebrać, by pokazać światu na co jeszcze nas stać. Pjerdolcie te kłamstwa i farmazony, jakie dzieciaki wypisują na necie. Jeśli ktoś nie wierzy, że na tych meczach mieliśmy skład marzeń, złożony z samych profesjonalistów,gotowych na każdego rywala, to mój przekaz dla tych ludzi jest następujący: Chooj wam w doopę!Krótko i jednoznacznie. Nie mamy o czym gadać. Wiem, że jeśli zaistnieje taka potrzeba, potrafimy się jeszcze zebrać i to mi wystarcza.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
18-03-2019, 12:18 #419
Byłem uważany za jedną z osób decyzyjnych na Evertonie. Miałem ten status przez lata. U nas nigdy nie było tego gówna z kultem jednostki. Jedynym przywódcą, nieomylnym wodzem. Zawsze mieliśmy jakiś tuzin chłopaków, którzy przerastali całą resztę bardzo wyraźnie i to nie tylko gabarytami, ale przede wszystkim zapalczywością. Tworzyliśmy dowództwo, nasz sztab. Ale każdy jeden z nas, mógł w przeciągu paru godzin zebrać, konkretną grupę. Każdy był zdolny, by rozrzucić wici. Moja pozycja, była oczywiście magnesem, przyciągającym uwagę organów ścigania. Nie miałem żadnych złudzeń, że nadejdzie kiedyś taka chwila, że umoczę doopę, dlatego tylko, że jestem, tym kim jestem. Napisanie tej książki, tylko przyśpieszyło ten moment.
Więc, czy było warto? Powiem, że było warto. Te lata to był wspaniały czas. Pisanie sprawiło, że zasypałem się lawiną wspomnień. W recenzji mojej książki, jaka ukazała się w Echu, można było przeczytać , że powinienem się cieszyć ze swoich 15 minut sławy. Jakiś niezły idiota musiał to napisać. Cieszyłem się nią i wciąż cieszę, trochę dłużej niż kwadrans. To co teraz piszę, to już czwarte wydanie, poprawione. Sprzedałem więcej egzemplarzy, niż mi się kiedykolwiek śniło. Piszę też pewne rzeczy dla telewizji i na ukończeniu jest moja druga książka. Prawa do ekranizacji, nabyli ostatnio poważni amerykańscy producenci, którzy zastanawiają się teraz, czy film "Scally", też zrobi furorę. Nie mam na razie, żadnych newsów, w temacie obsady, ani tego, kto ewentualnie miałby się wcielić w moją postać. Faworytami u bukmacherów, są Poul Usher aka Berry Grant, w latach mojej młodości i Ricky Tomlinson w latach obecnych.
[Obrazek: bee625fe2d0dbadb026e45846b6a0740.jpg]

Poul Usher (Berry Grant) z serialu o policjantach the Bill.
[Obrazek: 87e823b824efdce54e35c1644bb029a8.jpg]

Ricky Tomlinson

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!

the Painter
Liczba postów:914 Reputacja: 3,265
18-03-2019, 19:02 #420
Od czasu do czasu, mam też fuchę w SKY TV, gdzie robię za eksperta od chuliganki i przygotowuję dla nich czasami jakieś analizy. Dokąd to wszystko mnie zaprowadzi? Końca nie widać. Jedyny minus to to, że moja działalność pozaboiskowa, jak teraz lubię to nazywać, uległa całkowitej dezaktywizacji. Raczej bezpowrotnie. Ale to znowu nie jest taka zła nowina.
Może wam się to wydać, objawem choroby psychicznej, ale nawet po wyjeździe na Anderlecht, przez głowę mi nie przemknęła myśl, że nie pojadę na St. Andrews, w Szczepana, spędzając mile popołudnie w gronie dobrych kumpli, że już nigdy nie odwiedzę Old Trafford,Main Road, czy Riverside. Dalej chciałem jeździć do tamtych miejsc i razem z gangiem Evertonu, szukać tam chłopaków takich jak my. Futbolowych chuliganów, którzy to kochają i zawsze kochać będą. Takich, co dobrze wiedzą, że już dawno powinni zjechać na pitstop, ale nie potrafią, bo gdy znaczyna się awantura, to nie ma lepszej jazdy na tym świecie.
Anderlecht powinien to wszystko zmienić. Po pierwsze, żadna ekipa nie była już w stanie dostarczyć nam emocji, które przebiłyby to, co przeżyliśmy tamtego dnia w stolicy Belgii. Po drugie już jadąc tam, wiedziałem, że jak dalej to będę ciągnął i dalej będę chodził na mecze, to zacznę przypominać tego niewidomego idącego pojedynczym torem na spotkanie z pośpiesznym, który wciąż się pociesza, że dokądś te schody przecież muszą prowadzić. Po Brukseli mówię sobie: "Dosyć. Enough is enough.Ja z tym kończę!". Przechodzę na zasłużoną emeryturę, albo jeśli wolicie, odchodzę u szczytu sławy. Ale nie. Ja wolałem się oszukiwać. Nie potrafiłem przestać chodzić. Pomimo aresztowania w drodze do Holandii, wciąż w tym siedziałem. To co tu teraz napiszę to najszczersza prawda, którą powtórzę nawet przed Bogiem. Byłem uzależniony,a moim narkotykiem była chuliganka.
Dwie rzeczy , zmieniły dotychczasowy bieg wydarzeń w moim życiu. Gdy pisałem tą książkę,po krótkiej chorobie zmarł mój ojciec. Miał 80 lat, dobre życie i wszyscy żegnali go z żalem, ale nie o to chodzi. Gdy siedziałem przy jego łóżku i patrzyłem jak gaśnie światło w jego oczach, nie mogłem przestać myśleć o tym całym smutku i tych wszystkich zmartwieniach, które miał z mojego powodu. Był twardym gościem, ale stu procentowym dżentelmenem. Nigdy, ani raz, nie podniósł na mnie ręki. Ani on, ani matka. Może powinni. Zawsze będzie mnie gryzło to, że ojciec umierał wiedząc, że wciąż się w to angażuję, że przynoszę do domu kłopoty i wstyd rodzinie. To zostanie ze mną na zawsze i nigdy sobie tego nie wybaczę.

ŚWIEŻO MALOWANE



I raz i dwa i trzy. Jadą na mecz wiślackie psy.
Wkurwe ich. Wkurwe psich, wytrysków jebbanych.
I raz i dwa i trzy! My na przystanku czekamy.
Tak to My. Hycel squad. Litości nie znamy!






Skocz do: