Witaj! Logowanie Rejestracja
lista najbardziej frajersko przegranych lub pechowych meczów w historii Cracovii



farciarz2
Liczba postów:2,450 Reputacja: 3,692
02-05-2017, 01:37 #1
Po dzisiejszym kuriozalnym meczu z Zagłębiem Lubin nasuwa się refleksja: jak często Cracovii zdarzało się nie wykorzystywać szansy i w wyjątkowo nieprawdopodobny sposób przegrywać lub nie wygrywać ważnych meczów albo takich, których nie wolno było nie wygrać ze względu na okoliczności. Na początku przedstawię kilka a potem może ktoś będzie uzupełniał:

Zaczęło się jeszcze przed pierwszą wojną światową:

26 X 1913 rok - Cracovia - Rapid Wiedeń 1-2(1-0). Mecz niezwykle prestiżowy dla polskiej drużyny bo z mistrzem Austrii i jednym z najlepszych zespołów Europy środkowej i w ogóle kontynentu. A dodatkowo wygrana Cracovii nad mistrzem kraju "okupującego" Polskę miałaby charakter propagandowo-patriotyczny, wszak pobić najlepszy klub kraju zaborcy to byłaby nobilitacja dla zniewolonego narodu przynajmniej w dziedzinie rywalizacji sportowej.
Jest 82 minuta i przy prowadzeniu Cracovii 1-0 (po bramce Kałuży) jest rzut karny dla krakowskiej drużyny. Niestety Traub go nie wykorzystuje i zamiast 2-0 dla Cracovii robi się 1-1 bo po błyskawicznym kontrataku Austriacy wyrównują w 83 minucie (z rzutu karnego dla nich), a dodatkowo w 89 minucie załamana Cracovia traci gola na 1-2. Zamiast więc wygrać z renomowanym przeciwnikiem - wyjątkowo głupio przegrywamy.
10 X 1909 rok - Cracovia - Kassai AC 2-2(2-2). W meczu z mistrzem północnych Węgier Cracovia już po 9 minutach prowadziła 2-0 ale jeszcze do przerwy dała sobie strzelić dwie bramki. Gdy jednak w drugiej połowie prawidłowo zdobyła trzeciego gola, który dałby jej wygraną i co byłoby dla młodziutkiego polskiego piłkarstwa zaszczytem - urażeni Węgrzy zagrozili zejściem z boiska, więc Cracovia z tej zdobyczy zrezygnowała i mecz zakończył się tylko remisem. Tym razem więc nie frajerstwo lecz przesadne dżentelmeństwo jej piłkarzy pozbawiło Cracovię zwycięstwa.
Ciekawostką jest fakt, że o tym meczu Tadeusz Boy-Żeleński napisał "Kuplet futbolisty".
18 IX 1921 rok - Warta Poznań - Cracovia 2-2 (2-1). Mecz rozegrany w ramach pierwszych rozgrywek o mistrzostwo Polski. Jest 90 minuta i przy stanie 2-2 rzut karny dla Cracovii wykonuje Gintel i niestety pudłuje. A jeśliby Cracovia wygrała 3-2 to byłaby jedynym zespołem w historii polskiej piłki nożnej, któremu w jednym sezonie w walce o tytuł udałoby się pokonać wszystkich przeciwników. Wszak pozostałe mecze Cracovia wygrała i był to jedyny jej remis.
2 X 1921 rok - MTK Budapeszt - Cracovia 0-0. Mecz w Budapeszcie z ówczesnym i wielokrotnym mistrzem Węgier i (jak pisano) jednym z najlepszych klubów na kontynencie. Cytat z "Przeglądu Sportowego" opisuje zdarzenie z ostatnich minut meczu: "Tuż przed końcem Kałuża jedzie sam do bramki, lecz nie spieszył się z oddaniem strzału tak, że Szenkey zdołał nadlecieć z tyłu i przeszkodzić zrobieniu pewnej bramki". Zamiast więc pokonać świetny zespół, który przez ostatnie trzy lata wygrał ze wszystkimi zagranicznymi zespołami grającymi z nim w Budapeszcie - Cracovia uzyskuje tylko remis. Tym razem o ironio! z powodu niezdecydowania i frajerstwa samego Kałuży. 
15 IX 1923 rok - FC Barcelona - Cracovia 1-1 (0-1). Według relacji ówczesnego "Przeglądu Sportowego" o tym co się dzieje w 77 minucie przy wyniku 1-1: "Po rozbiciu przez Gintla ataku Barcelony osiąga Chruściński w 33 minucie drugiego gola dla Cracovii nie uznanego niesłusznie przez sędziego z powodu rzekomego spalonego." Była więc szansa pokonać Barcelonę w Hiszpanii ale tym razem mieliśmy chyba pecha przez tamtejszego...sędziego. 
12 IV 1924 rok - Cracovia - Union Oberschoneweide Berlin 4-4 (3-0). Mecz Cracovii z aktualnym wicemistrzem Niemiec był wyjątkowo kuriozalny i chyba świadczący o fatalnym przygotowaniu kondycyjnym drużyny. Otóż Cracovia do 60 minuty prowadziła aż 4-0 i Niemcy w ciągu pół godziny potrafili odrobić straty, w tym ostatnią bramkę zdobyli w 88 minucie po trafieniu samobójczym Górki (zastąpił Zastawniaka).

Tak było przed pierwszą i drugą wojną.

Przykłady frajerstwa z późniejszych lat:

26 VI 1977 Cracovia - Resovia 0-0. Ostatni mecz sezonu w trzeciej lidze i wygrana daje Cracovii awans do drugiej ligi.
Niestety Cracovia strasznie rozczarowuje rekordowo liczną publiczność i zaledwie remisuje, choć w poprzedniej rundzie z tą samą Resovią wygrała w Rzeszowie 2-0.
12 VI 2005 Amica Wronki - Cracovia 3-2(0-1). Remis daje w tym meczu Cracovii awans do europejskich pucharów. Niestety - mimo, że Pasy prowadzą do 73 minuty 2-0, w ciągu niewiele ponad kwadransa bezmyślnie tracą gola po golu,a ostatnią bramkę na 2-3 w doliczonym czasie gry w 91 minucie.   
18 XI 2016 Piast Gliwice - Cracovia 2-2. W doliczonym czasie gry Budziński zdobywa bramkę na 2-1 i na 25 sekund przed końcem doliczonego czasu gry Cracovia ma piłkę i zamiast ją przytrzymać, traci niecelnym krosowym podaniem. Piast robi tzw. "wrzutkę na aferę", bezmyślny faul, rzut karny i tylko 2-2. Mecz może nie tak ważny czy prestiżowy ale okoliczności straty punktów "nieziemskie".  

Po tych nonsensownych wynikach aż chce się zacytować starożytnego rzymskiego pisarza Terencjusza:
"Życie ludzkie jest jak gra w kości. Jeśli nam się nie dostała do rąk ta kość, którą chcemy, trzeba się starać jak najlepiej wyzyskać tę, która nam była przez los sądzona".  
Cracovia niestety albo przez swoich piłkarzy albo przez trenera albo sędziego nie potrafiła tej kości która przez los w tych meczach była jej sądzona - jak najlepiej wyzyskać.

Tych frajerskich, pechowych, bezmyślnych, nieprawdopodobnych porażek czy strat punktów było w historii Cracovii zarówno tej dawnej jak i najnowszej dużo więcej. Jak będę miał czas to jeszcze coś dodam, a jak ktoś sobie coś przypomina niech uzupełni tę listę.     
 




KamilloLce
Liczba postów:5,054 Reputacja: 2,529
02-05-2017, 01:42 #2
Na pewno pod dział nietypowych i przegranych meczów nadaje się "mecz we mgle" z Koroną w roku 2005.



tomecki
Liczba postów:3,616 Reputacja: 732
02-05-2017, 08:57 #3
Z mojej pasiastej historii wymieniłbym kilka o mniejszym czy większym kalibru które zapamiętałem ( pomijając tu w/w mecz z Amicą i mecz we mgle):

26.05.1984r. Górnik Zabrze - Cracovia 3-2 (0-2) - wygrana dawała szanse na utrzymanie w I lidze ( po latach dowiedziałem się, że ponoć w przerwie renegocjowano umowę przedmeczową i Górnik zaczął grać)

21.05.2989r. Cracovia - Garbarnia 0-1 ta porażka spowodowała, że straciliśmy lidera na rzecz Garbarni i to ona ( finalnie nieskutecznie) walczyła w barażach o awans do II ligi z Bałtykiem Gdynia

11.04.1993r. Okocimski Brzesko - Cracovia 2-1 porażka spowodowała, że Okocim wyprzedził nas w tabeli i awansował finalnie do II ligi ( po latach pojawiły się głosy o podejrzanie słabej dyspozycji w tym meczu na naszej obronie Marcysia Motyki i wpływie tego faktu na końcowy wynik meczu Wink )

06.06.2004r. Tłoki Gorzyce - Cracovia 1-0, chyba każdy to pamięta, na szczęście porażka bez ostatecznie zgubnych konsekwencji

06.03.2009 ŁKS Łódź - Cracovia 4-3 , podobnie jak wczoraj do 89 prowadzimy 3-2, by dostać gola w 89 minucie na 3-3 i w 94 minucie w ostatniej akcji na 4-3 , w tym wypadku baaardzo pomogli sędziowie akurat

05.11.2010 Cracovia - GTS 0-1 mecz przegrany po golu w ostatniej akcji 94 minuta i załatwia nas Arab Boukhari ( to był ich bolesna zemsta za 1-1 na Hutniku z sezonu wcześniej)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2017, 08:58 przez tomecki.



Miszczu2007
Liczba postów:6,974 Reputacja: 2,183
02-05-2017, 09:11 #4
Legia - Cracovia 2:1 - prowadzimy po karnym w 4 minucie, mamy dobre sytuacje i gramy jak nigdy. W 77 minucie tracimy gola na 1:1, a w 90 minucie sędzia gwiżdże rzut wolny pośredni za przewinienie Cabaja - zbyt długie przetrzymywanie piłki. Od tej pory nie spotkałem przypadku by sędzia dał rzut wolny za coś takiego. Przegrywamy 2:1 po karnym idioty Iwańskiego. To była jedna z najgorszych porażek, ale pamiętam jeszcze 4:3 z Lubinem (jakoś na początku prowadziliśmy 3:1) i w następnej kolejce z Kolejorzem akurat przypadkowo wygrany mecz, gdzie prowadziliśmy 3:0, daliśmy sobie strzelić na 3:3, potem Zakrzewski strzelił na 4:3 i sędzia niesłusznie nie uznał i w końcówce walnął Giza :Smile Niby oficjalnie wtedy wygraliśmy, ale ten mecz był czystym frajerstwem z naszej strony. I jeszcze nudne derby na 0:0, które przegraliśmy 0:1 w 94 minucie.



Orlean
Liczba postów:2,754 Reputacja: 1,137
02-05-2017, 09:22 #5
Wątek idealnie pasujący do wielu popisów naszych kopaczy w historii klubu. Mnie od razu przypomina się mecz z czerwca 2003 na Suchych Stawach gdzie do przerwy po dwóch golach Krzyśka Hajduka prowadzimy 2-0 by w drugiej połowie w odstępie 25 minut tracimy pięć goli i przegrywamy 5-2! Pomeczowe wkurwienie trzymało parę dni.



Diabel
Liczba postów:5,516 Reputacja: 4,045
02-05-2017, 09:56 #6
(02-05-2017, 09:11)Miszczu2007 napisał(a):  Legia - Cracovia 2:1 - prowadzimy po karnym w 4 minucie, mamy dobre sytuacje i gramy jak nigdy. W 77 minucie tracimy gola na 1:1, a w 90 minucie sędzia gwiżdże rzut wolny pośredni za przewinienie Cabaja - zbyt długie przetrzymywanie piłki. Od tej pory nie spotkałem przypadku by sędzia dał rzut wolny za coś takiego. Przegrywamy 2:1 po karnym idioty Iwańskiego. 
ale trzeba pamiętac ze w tamtym meczu narodziła się drużyna Tongue



= sietniok na Madagaskar, won z Cracovii!! ===
To My

Merano
Liczba postów:1,250 Reputacja: 16
02-05-2017, 10:27 #7
Ja przypomnę frajersko przegrany mecz z Lechią na Kałuży, o ile pamiętam, rozegrany w ostatnią środę kwietnia 1961 roku. Mecz ten miał się odbyć w pierwszą niedzielę po Świętach Wielkanocnych, która przypadała w tamtym roku w pierwszej dekadzie kwietnia. Ale nasi Portugalczycy doszli z przytupem do wielkiego finału, który rozgrywano z gospodarzami na Estadio da Luz dzień wcześniej - w sobotę. PZPN przełożył więc ten mecz.

Pamiętam, że ostrzyliśmy sobie z ojcem apetyt na widowisko, bo dwa pierwsze mecze po powrocie Portugalczyków do kraju to była wielka uczta.

Pierwszy po powrocie z Górnikiem Zabrze na Kałuży co prawda przegraliśmy 2:3, ale naprawdę było co oglądać. Kowalik i Hausner przyćmili najlepszego w Portugalii Musiałka (Szołtysik nie zagrał) i dali próbki swojej klasy. Wielki Górnik ze swoimi gwiazdami (trenował ich wtedy Dziwisz) miał z Pasami spore trudności, choć nasi grali bez Rewilaka. Początek widzę to jakby to było wczoraj. Już na dzień dobry, bodajże w 3 minucie Kowalik idzie śmiało na przebój lewą stroną, ogrywa jak dziecko starego wygę Floreńskiego i wystawia patelnię na szesnastkę (nie Pietrasińskiemu, tylko temu który przyszedł z Hutnika, zapomniałem nazwiska). Jest 1:0. Ryk potworny. Stadion jeszcze wówczas ze starą trybuną, pęka w szwach, zabrakło biletów, ludzie zostali na zewnątrz. Ryk taki że znajomi słyszą echo siedząc w ogrodzie w Bieżanowie.

W następną niedzielę był mecz w Mielcu. Pojechałem z ojcem i zobaczyłem deklasację Stali. O ile pierwsza połowa była jeszcze w miarę wyrównana (Kowalik strzelił bramkę na 1:0 rogalem bezpośrednio z kornera), to w drugiej Stal już praktycznie nie istniała, a Hausner z Kowalikiem z pomocą Szymczyka i Conopello urządzali sobie gierki pokazowe. Najładniejsza była czwarta bramka, Januszek urządził sobie slalom pomiędzy obrońcami, wystawił Krzyśkowi i po jego uderzeniu trener Stali musiał zmienić załamanego Mysiaka (znany wtedy, bardzo dobry bramkarz, ocierający się o reprezentację).

W euforii oczekiwaliśmy więc na przyjazd na Kałuży drużyny Korynta i Gronowskiego. Niestety zobaczyliśmy bicie głową o mur i kapitalne interwencje Gronowskiego. Ostatnie pół godziny to już była obrona Częstochowy, nasi nie schodzili z połowy przeciwnika, ale pchali się środkiem. Jak to się mówi, betony postawiły autobus, a Korynt umiejętnie dyrygował kolegami. Trzy minuty przed końcem nastąpiła kontra i ostry strzał, który Poldek obronił na poprzeczkę. Piłka wyszła w pole pod nogi ich napastnika i po frajersku popłynęliśmy u siebie 0:1.



kludi
Liczba postów:2,790 Reputacja: 399

Karvin
Liczba postów:6,731 Reputacja: 2,931
02-05-2017, 10:56 #9
Lewart 2-3 w w 2001
I
Hutnik 2-5 w 2003 roku




Cracovia Pany!

tomex
Liczba postów:3,982 Reputacja: 3,783
02-05-2017, 13:57 #10
temat ciekawy, choć sądzę, że powinny być rozdzielone mecze przegrane naprawdę pechowo lub przez "odpowiednie sędziowanie" od meczów przegranych frajersko lub megafrajersko.

Od siebie dorzucę kilka:"megafrajerskich"

październik 66. z Zawiszą na Kałuży. Cracovia gniecie nieprawdopodobnie. Jedna kontra i Zawisza strzela gola (po założeniu siatki Chemiczowi). Pod koniec meczu Zawisza zamknięty w hokejowym zamku. Wybicie na uwolnienie i bramkarz H.J. (oby jego imię i nazwisko zostało na wieki zapomniane, on wie za co) puszcza nieprawdopodobną szmatę. (nie może się usprawiedliwiać, że go słońce oślepiło, bo dzień był szarawy a w czasie meczu padało. Nie może się też usprawiedliwiać śliską piłką, bo jej w ogóle nie dotknął). Do końca 2 minuty. Wtedy czasu nie przedłużano. Mecz zaczął czarną serię, spychającą Cracovię na dno tabeli. To był przedostatni mecz Janusza K. w Pasach na Kałuży. Potem zagrał jeszcze tylko w przegranych derbach (strzelił gola na pożegnanie), wziął udział w spotkaniu z kibicami "Pod Baranami", na którym zaklinał się, że "zrobi wszystko" aby uratować Cracovię przed spadkiem, a potem sp... jak zwykły szczurek, co przekreśliło jego wcześniejsze dokonania czysto sportowe. Nie tylko w moich oczach.

wrzesień 69. z Pogonią na Kałuży. Cztery dni po przełożonym meczu z Górnikiem, w którym Cracovia zremisowała (a zabrzanie grali w pełnym składzie z Lubańskim, Oślizłą, Szołtysikiem, Kostką i świeżo pozyskanym Banasiem), ba mogła nawet wygrać, gdyby Szymczyk w ostatniej akcji mając pustą bramkę, lecz widząc dwie piłki trafił w tę właściwą Wink.

Pogoń była beznadziejnie fatalna. I nic wielkiego nie pokazała. Ale wygrała bo nasi albo za długo i za mocno świętowali sukces z Zabrzem, albo pomyśleli że "teraz jakaśtam Pogoń to z palcem w tyłku" i snuli się po boisku. Prasa pisała, że "mecz z Zabrzem kosztował za wiele sił".

Bramkarza? Tymczasem to bohater meczu z Górnikiem puścił dwie tak straszliwe szmaty, że szkoda gadać. Ale reszta wcale lepsza nie była. Mikołaj, który 4 dni wcześniej wyłączył z gry Szołtysika - teraz dawał się ogrywać jakiemuś melepecie ze Szczecina jak trampkarz. I to za każdym razem.
Ja dotrwałem do końca meczu, ale wielu kibiców okazało dezaprobatę wychodząc na długo przed zakończeniem zawodów
O tym jaka Pogoń była słaba świadczy to, że w pół roku później w Szczecinie - drużyny grając tymi samymi składami uzyskały diametralnie inny wynik - 2:0 dla Cracovii. Niemniej tak badziewna Pogoń zdobyła 10 (w przeliczeniu na obecne) 14 pkt więcej i utrzymała się

"Tylko rok w drugiej lidze hasłem krakowskiej młodzieży" - napisało po tym spadku Tempo. I sprawdziło się. Ale nie tak, jak myślał autor. I tutaj mecz przegrany megafrajersko, ale nie z głupoty - tylko jak najbardziej celowo

Oficjalnie mówiło się, że nowy trener Jabłoński zamęczył piłkarzy na obozie. Nieoficjalnie zaś mówiono, że kopacze zagonieni do roboty postanowili zaprotestować przeciw trenerowi. A jak? Udawaniem gry. W pierwszym meczu na Kałuży w sezonie 70/71 miałem okazję oglądać największą żenadę w historii Cracovii. Już pierwszy atak gumioków dał im gola. Po tym sukcesie Hutnik cofnął się na swoją połowę i czekał co zrobi Cracovia. Ale ponieważ nasze asy nie chciały nawet wychodzić ze swojej połowy i spacerowały sobie podając piłkę - to po 20 minutach gumioki zaatakowały i w ciągu 15 minut strzeliły dalsze 4 gole. W odróżnieniu od opisanej wyżej Pogoni - tym razem nie wytrzymałem i po raz jedyny w życiu wyszedłem z meczu przed końcem.
Ciekawostka tego meczu (ostatecznie zakończonego wynikiem 1:7). Bramkę dla Cracovii strzelił Sroka, który wkrótce wylądował u gumioków, natomiast dla Hutnika 3 gole strzelił Szczepankiewicz, który za dwa lata strzelał już dla Pasów. Strzelił Sroka - widziałem to na własne oczy, choć każda gazeta (Tempo, Sport, Dziennik, Krakowska, Echo) podawała innego strzelca

A kopacze dopięli swego. Trener zrezygnował. Ale jego następca - Meus - uzyskiwał równie dobre rezultaty. Tym razem ponoć kopacze zaządały od prezesa pieniędzy za normalną grę. Po 6 kolejkach na koncie Cracovii było 0 pkt i bramki 5:25. Tak rozpoczął się marsz ku 4. lidze
Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2017, 14:06 przez tomex.



Merano
Liczba postów:1,250 Reputacja: 16
02-05-2017, 18:06 #11
październik 66. z Zawiszą na Kałuży. Cracovia gniecie nieprawdopodobnie. Jedna kontra i Zawisza strzela gola (po założeniu siatki Chemiczowi).

Też zapamiętałem ten mecz, bo wówczas wywarł on na mnie ponure wrażenie. Sytuacja wyglądała tak: po poprzedniej kolejce był czas na reprezentację i Pasy wyjechały na zgrupowanie do Jugosławii, co dobrym pomysłem chyba nie było. Po kilku porażkach pod rząd byliśmy z 7 punktami na 10 miejscu, tak mam zapisane w moich notatkach. Ale tak się składa, że wszystkie 3 wojskowe drużyny (Legia, Zawisza i Śląsk) były wtedy w tabeli za nami. Czerwoną latarnią była Pogoń.

Sędziował facet z Sosnowca (Zagłębie prowadziło w tabeli). Pogoda była rzeczywiście pod psem. Była niedziela, godziny obiadowe (mecz o 14-tej) ale było ciemno jak późnym wieczorem, nad Krakowem wisiały chmurzyska, od Błoń powiewał zimny wiatr, ale jakiegoś większego deszczu nie zapamiętałem.

Nasi rozpoczęli od huraganowych ataków na bramkę od strony Cichego Kącika, nic jednak nie wychodziło. Z wyjątkiem jednego, już nie pamiętam kto był faulowany przed szesnastką około 10-tej minuty, i sędzia zagwizdał wolnego. Piłkę ustawił Rewilak i pięknym strzałem umieścił ją nad murem w siatce. Do dziś nie wiem dlaczego czarny z Sosnowca tej bramki nie uznał. Potem sprawdzałem, że nawet autorzy relacji w ogólnopolskich gazetach nie wiedzieli dlaczego. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, bramkarz Zawiszy grał bezbłędnie, a nasi stracili mnóstwo sił.

Po przerwie z minuty na minutę gra stawała się praktycznie wyrównana. Zawisza miał niewysokich ale szybkich napastników Szaryńskiego, Pieszkę i Untona, więc idealną dla nich taktyką była gra z kontry. Szczególnie słaby technicznie Chemicz nie dawał sobie rady. Cierpła nam na trybunie skóra, kiedy Zawisza przeprowadzał kontry lewą stroną.

Jeśli chodzi o pozostałe okoliczności tego meczu, to są między nami dość istotne niezgodności. Nie jestem wprowadzony w szczegóły imprezowo-towarzyskie, więc co do tych szczegółów się nie chcę wypowiadać. Ale co do faktów, jak najbardziej. Z pewnością w bramce Pasów wystąpił w tym meczu Poldek Michno (po raz ostatni), a nie Heniu Jałocha, który bronił po dwóch tygodniach w Chorzowie, a potem bronił też z GTSem na Kałuży i w ostatnim meczu rundy (zremisowanym) w Łodzi. Chemicz zawalił nie pierwszą ale drugą bramkę, dając się ograć Pieszce (wtedy była ta opisana siatka), który wystawił piłkę Szaryńskiemu, wychodzącemu na pozycję sam na sam z Poldkiem Michną. Pierwszą bramkę zawalił Poldek przepuszczając strzał z wolnego z dwudziestu kilku metrów.

Zjazd w dół tabeli rozpoczął się w tamtym sezonie już pod koniec września na boisku Gieksy na Bukowej, kiedy nasi napastnicy dali się fizycznie stłamsić. Byłem tam wtedy, drwale z Gieksy nie przebierali w środkach. Jedynie Hausner się nie dał zastraszyć i wykonał kilka indywidualnych rajdów zatrudniając Czaję. Ale to nie wystarczyło i i przegraliśmy 0:1.



KruszynaKSC
Liczba postów:9,045 Reputacja: 10,636
02-05-2017, 18:09 #12
Dla mnie z Hutnikiem 2-5 wygrywając 2-0 za św. Wojciecha....
Drugi taki mecz przypomina mi się na wyjeździe z Katowicami... wszyscy ich lala jak w kaczy kuper a my tam przegraliśmy po karnym strzelonym przez Wróbla byłego naszego napastnika ...tfu... napastnika... kopacza..
Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2017, 21:42 przez KruszynaKSC.



"Kocham, kocham tylko Ją!!!
Zawsze, zawsze będę z Nią!!!
Nawet, nawet w chwili zlej!!!
Nigdy, nie opuszczę Jej!!!"

RobertoBaggio
Liczba postów:2,456 Reputacja: 1,940
02-05-2017, 19:07 #13
Cala historia Cracovii to ciezka historia...Jak moze byc inaczej z wynikami dlaczego jestesmy za Cracovia ? Bo nie jest latwo i nie bedzie...



tomex
Liczba postów:3,982 Reputacja: 3,783
02-05-2017, 21:33 #14
(02-05-2017, 18:06)Merano napisał(a):  październik 66. z Zawiszą na Kałuży. Cracovia gniecie nieprawdopodobnie. Jedna kontra i Zawisza strzela gola (po założeniu siatki Chemiczowi).

Też zapamiętałem ten mecz, bo wówczas wywarł on na mnie ponure wrażenie. Sytuacja wyglądała tak: po poprzedniej kolejce był czas na reprezentację i Pasy wyjechały na zgrupowanie do Jugosławii, co dobrym pomysłem chyba nie było. Po kilku porażkach pod rząd byliśmy z 7 punktami na 10 miejscu, tak mam zapisane w moich notatkach. Ale tak się składa, że wszystkie 3 wojskowe drużyny (Legia, Zawisza i Śląsk) były wtedy w tabeli za nami. Czerwoną latarnią była Pogoń.

Sędziował facet z Sosnowca (Zagłębie prowadziło w tabeli). Pogoda była rzeczywiście pod psem. Była niedziela, godziny obiadowe (mecz o 14-tej) ale było ciemno jak późnym wieczorem, nad Krakowem wisiały chmurzyska, od Błoń powiewał zimny wiatr, ale jakiegoś większego deszczu nie zapamiętałem.

Nasi rozpoczęli od huraganowych ataków na bramkę od strony Cichego Kącika, nic jednak nie wychodziło. Z wyjątkiem jednego, już nie pamiętam kto był faulowany przed szesnastką około 10-tej minuty, i sędzia zagwizdał wolnego. Piłkę ustawił Rewilak i pięknym strzałem umieścił ją nad murem w siatce. Do dziś nie wiem dlaczego czarny z Sosnowca tej bramki nie uznał. Potem sprawdzałem, że nawet autorzy relacji w ogólnopolskich gazetach nie wiedzieli dlaczego. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, bramkarz Zawiszy grał bezbłędnie, a nasi stracili mnóstwo sił.

Po przerwie z minuty na minutę gra stawała się praktycznie wyrównana. Zawisza miał niewysokich ale szybkich napastników  Szaryńskiego, Pieszkę i Untona, więc idealną dla nich taktyką była gra z kontry. Szczególnie słaby technicznie Chemicz nie dawał sobie rady. Cierpła nam na trybunie skóra, kiedy Zawisza przeprowadzał kontry lewą stroną.

Jeśli chodzi o pozostałe okoliczności tego meczu, to są między nami dość istotne niezgodności. Nie jestem wprowadzony w szczegóły imprezowo-towarzyskie, więc co do tych szczegółów się nie chcę wypowiadać. Ale co do faktów, jak najbardziej. 
chyba jednak zaczynam mieć sklerozę. Pisałem z pamięci  - byłem pewien że siata była przy 1. golu i że bronił Jałocha. Bo jednak ta puszczona bramka - to szmata była przeokrutna (tu się zgadzamy Wink.. Poldek puszczał szmaty, ale raczej nie takie - i może stąd autosugestia.  Teraz sprawdziłem - faktycznie bronił ś.p. Michno. A zatem skoro Waść ma rację z bramkarzem, to i zapewne z resztą też Wink.  Wniosek - mniej masła, więcej zaglądania do notatek.Wink

Przepraszam za wprowadzenie w błąd. I dziękuję za sprostowanie.



KruszynaKSC
Liczba postów:9,045 Reputacja: 10,636
02-05-2017, 21:46 #15
Miało być w kaczy kuper... Smile

Słowniki mają nazwiska jesli już wcześniej coś pisałeś bo pamiętają jeśli już jakieś wyrazy były używane...

A co do sortu.. to tak jak najbardziej pierwszy sort Wink



"Kocham, kocham tylko Ją!!!
Zawsze, zawsze będę z Nią!!!
Nawet, nawet w chwili zlej!!!
Nigdy, nie opuszczę Jej!!!"

Aston1906
Liczba postów:12,231 Reputacja: 2,938
02-05-2017, 22:04 #16
Dżizas, tomex się przyznał do błędu. Aż wzniosę toast, a mam ku temu okazję, bo celebruję rodzinne przyjęcie Big Grin



KruszynaKSC
Liczba postów:9,045 Reputacja: 10,636
02-05-2017, 22:07 #17
To coś nudno musi być na rodzinnym przyjęciu skoro forum na bieżąco ogarniasz Tongue



"Kocham, kocham tylko Ją!!!
Zawsze, zawsze będę z Nią!!!
Nawet, nawet w chwili zlej!!!
Nigdy, nie opuszczę Jej!!!"

Aston1906
Liczba postów:12,231 Reputacja: 2,938
02-05-2017, 22:23 #18
I jeszcze LM oglądam, wot dzisiejsza tiochnika Wink



Blady Niko
Liczba postów:7,257 Reputacja: 192
02-05-2017, 22:35 #19
październik 66. z Zawiszą na Kałuży.

A kto był wtedy trenerem Zawiszy? Mieczysław "Messu" Gracz (rocznik 1919), rodem z krakowskich Grzegórzek.

Mało kto wie, że "Messu" chodził do Szkoły powszechnej przy ul. Żółkiewskiego (koło dzisiejszego Ronda Grzegórzeckiego). Tam polskiego i śpiewu uczył go Józef Kałuża. Wieść gminna niesie, że jako uczeń Messu kibicował Cracovii. W lecie 1933 roku wraz z gronem utalentowanych kolegów z Grzegórzek oraz z listem polecającym od prof. Kałuży udał się do siedziby Cracovii. Pech chciał, że akurat w klubie nikogo nie było. Od znudzonego szatniarza usłyszeli, że mogą przyjść za parę dni. Poszli więc popytać na drugą stronę Błoń...

Prawda to?



Kacyk
Liczba postów:269 Reputacja: 219
02-05-2017, 22:47 #20
Sądzę, że warto do kolekcji dołączyć, choć to mecz rezerw - ostatni mecz rezerw w ubiegłym sezonie...








Skocz do: