Witaj! Logowanie Rejestracja
lista najbardziej frajersko przegranych lub pechowych meczów w historii Cracovii



tomex
Liczba postów:3,982 Reputacja: 3,783
02-05-2017, 22:51 #21
(02-05-2017, 18:06)Merano napisał(a):  październik 66. z Zawiszą na Kałuży. Cracovia gniecie nieprawdopodobnie. Jedna kontra i Zawisza strzela gola (po założeniu siatki Chemiczowi).

Też zapamiętałem ten mecz, bo wówczas wywarł on na mnie ponure wrażenie. Sytuacja wyglądała tak: po poprzedniej kolejce był czas na reprezentację i Pasy wyjechały na zgrupowanie do Jugosławii, co dobrym pomysłem chyba nie było. Po kilku porażkach pod rząd byliśmy z 7 punktami na 10 miejscu, tak mam zapisane w moich notatkach. Ale tak się składa, że wszystkie 3 wojskowe drużyny (Legia, Zawisza i Śląsk) były wtedy w tabeli za nami. Czerwoną latarnią była Pogoń.

Sędziował facet z Sosnowca (Zagłębie prowadziło w tabeli). Pogoda była rzeczywiście pod psem. Była niedziela, godziny obiadowe (mecz o 14-tej) ale było ciemno jak późnym wieczorem, nad Krakowem wisiały chmurzyska, od Błoń powiewał zimny wiatr, ale jakiegoś większego deszczu nie zapamiętałem.

Nasi rozpoczęli od huraganowych ataków na bramkę od strony Cichego Kącika, nic jednak nie wychodziło. Z wyjątkiem jednego, już nie pamiętam kto był faulowany przed szesnastką około 10-tej minuty, i sędzia zagwizdał wolnego. Piłkę ustawił Rewilak i pięknym strzałem umieścił ją nad murem w siatce. Do dziś nie wiem dlaczego czarny z Sosnowca tej bramki nie uznał. Potem sprawdzałem, że nawet autorzy relacji w ogólnopolskich gazetach nie wiedzieli dlaczego. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, bramkarz Zawiszy grał bezbłędnie, a nasi stracili mnóstwo sił.

Po przerwie z minuty na minutę gra stawała się praktycznie wyrównana. Zawisza miał niewysokich ale szybkich napastników  Szaryńskiego, Pieszkę i Untona, więc idealną dla nich taktyką była gra z kontry. Szczególnie słaby technicznie Chemicz nie dawał sobie rady. Cierpła nam na trybunie skóra, kiedy Zawisza przeprowadzał kontry lewą stroną.

Jeśli chodzi o pozostałe okoliczności tego meczu, to są między nami dość istotne niezgodności. Nie jestem wprowadzony w szczegóły imprezowo-towarzyskie, więc co do tych szczegółów się nie chcę wypowiadać. Ale co do faktów, jak najbardziej. 
chyba jednak zaczynam mieć sklerozę. Pisałem z pamięci  - byłem pewien że siata była przy 1. golu i że bronił Jałocha. Bo jednak ta puszczona bramka - to szmata była przeokrutna (tu się zgadzamy Wink.. Poldek puszczał szmaty, ale raczej nie takie - i może stąd autosugestia.  Teraz sprawdziłem - faktycznie bronił ś.p. Michno. A zatem skoro Waść ma rację z bramkarzem, to i zapewne z resztą też Wink.  Wniosek - mniej masła, więcej zaglądania do notatek.Wink

Przepraszam za wprowadzenie w błąd. I dziękuję za sprostowanie.

Natomiast nie wiem o jakie okoliczności towarzyskie Waści chodzi. O co mam pretensje do H.J. - to wszyscy powinni wiedzieć, ale to nie temat do wałkowania (chyba, że w innym temacie, choć ze względu na upływ czasu...)  Są to względy czysto sportowe. No może sportowo-finansowe Wink, ale nie towarzyskie Wink




tomex
Liczba postów:3,982 Reputacja: 3,783
02-05-2017, 23:05 #22
(02-05-2017, 22:35)Blady Niko napisał(a):  październik 66. z Zawiszą na Kałuży.

A kto był wtedy trenerem Zawiszy? Mieczysław "Messu" Gracz (rocznik 1919), rodem z krakowskich Grzegórzek.

Mało kto wie, że "Messu" chodził do Szkoły powszechnej przy ul. Żółkiewskiego (koło dzisiejszego Ronda Grzegórzeckiego). Tam polskiego i śpiewu uczył go Józef Kałuża. Wieść gminna niesie, że jako uczeń Messu kibicował Cracovii. W lecie 1933 roku wraz z gronem utalentowanych kolegów z Grzegórzek oraz z listem polecającym od prof. Kałuży udał się do siedziby Cracovii. Pech chciał, że akurat w klubie nikogo nie było. Od znudzonego szatniarza usłyszeli, że mogą przyjść za parę dni. Poszli więc popytać na drugą stronę Błoń...

Prawda to?
jedyny, który może wiedzieć czy to prawda czy "urban legend" - to Pan Stefan Szlachtycz.

natomiast faktem jest, że Gracza uczył Kałuża. Słyszałem wersję, że Wiecheć spławił ich niezbyt grzecznie - i to sprawiło, że przeszli przez Błonia

Mało kto wie natomiast, że "Messu" Gracz dwukrotnie założył koszulkę w Pasy. 8 czerwca 1946 Cracovia w ramach obchodów 40-lecia  zakontraktowała mecz z IFK Norkoepping. Przestraszono się jednak, że będący wtedy w przeciętnej formie piłkarze skompromitują się. I sięgnięto po posiłki zza Bloń. Tak więc 40-lecie piłkarze świętowali z rzecznymi w składzie (prócz Gracza zagrali też Giergiel i Woźniak)

Drugi mecz w naszych barwach Gracz rozegrał 10 listopada tegoż roku. Z Kispesti Budapest.

Wierząc relacjom z tych dwóch zawodów - niczym specjalnym się nie wyróżnił. Ot poproszono go to odwalił pańszczyznę



Aleks
Liczba postów:1,880 Reputacja: 115
02-05-2017, 23:20 #23
(02-05-2017, 10:27)Merano napisał(a):  Ja przypomnę frajersko przegrany mecz z Lechią na Kałuży, o ile pamiętam, rozegrany w ostatnią środę kwietnia 1961 roku. Mecz ten miał się odbyć w pierwszą niedzielę po Świętach Wielkanocnych, która przypadała w tamtym roku w pierwszej dekadzie kwietnia. Ale nasi Portugalczycy doszli z przytupem do wielkiego finału, który rozgrywano z gospodarzami na Estadio da Luz dzień wcześniej - w sobotę. PZPN przełożył więc ten mecz. (...)

(...) W euforii oczekiwaliśmy więc na przyjazd na Kałuży drużyny Korynta i Gronowskiego. Niestety zobaczyliśmy bicie głową o mur i kapitalne interwencje Gronowskiego. Ostatnie pół godziny to już była obrona Częstochowy, nasi nie schodzili z połowy przeciwnika, ale pchali się środkiem. Jak to się mówi, betony postawiły autobus, a Korynt umiejętnie dyrygował kolegami. Trzy minuty przed końcem nastąpiła kontra i ostry strzał, który Poldek obronił na poprzeczkę. Piłka wyszła w pole pod nogi ich napastnika i po frajersku popłynęliśmy u siebie 0:1.
Ech, Merano, poruszasz czule struny wspomnieniowe z tamtych czasów...  (Mało brakowało, a napisałbym 'dobrych', bo jakoś tak się to czasami odczuwa, pewnie dlatego, ze beztroskie lata chłopięce, prawie zawsze się dobrze kojarzą). Tez chodziłem wtedy na stary stadion na mecze, już samodzielnie tzn. bez ojca, ale prawie zawsze z kolegami (bylem 'wczesnym nastolatkiem' Wink ). Miałem do przejścia na nogach niespełna 15 minut z domu (mieszkałem przy ówczesnej 1 Maja) a ruch uliczny wtedy był naprawdę bardzo mały, nie było więc niebezpiecznie. 
Rzadko kupowałem biletSmile  Stało się z innymi chłopakami przy bramkach wejściowych w płocie od strony Puszkina (wcześniej i obecnie Focha) za którym była główna, drewniana trybuna. Czekaliśmy na dorosłych, którzy by nas zabrali do środka albo "na syna' albo "na litość" wpuszczających. Brali nas za ramie, prowadzili w wejściu przed sobą i mówili po prostu do dziadków sprawdzających bilety np: panie, puść pan chłopoka, niech se pasioków poogląda" i w prawie 100% udawało się wejść na mecz Smile Czasem tylko trzeba było dłużej czekać, jak przychodziło dużo ludzi. (Nikt wtedy na mówił 'pasy' tylko 'pasiaki').

Nie pamiętam tamtych meczów tak dokładnie, jak Ty.  Nie robiłem niestety notatek, zbierałem za to gazety ze sprawozdaniami. Rocznik 1961 Tempa był jednym z pierwszych prawie całych jakie przez długie lata trzymałem w piwnicy.

Pamiętam jak przez mgłę druga połowę, bo nasi mieli taka przewagę, ze kibice na trybunach wychodzili ze skory, bo nic nie chciało wpaść. Nie dostałem się wtedy na trybunę, poszedłem naprzeciwko na stojące i wraz z wszystkimi czekałem kiedy wreszcie strzelą.  Było strasznie dużo ludzi, walili wszyscy na "portugalczykow'' choć byli w drużynie i inni dobrzy piłkarze z charakterystycznym (bo łysym) Konopelskim na stoperze,  "strategiem" (tak go nazywali kibice) Szymczykiem, "Zygą" Malarzem w pomocy, Fraskiem i oczywiście obiektem docinek i żartów Poldkiem Michno w bramce. 
Gdy było dużo ludzi prawie zawsze cześć kibiców 'zaczynała wychodzić' parę minut wcześniej, bo tłok był później przy wyjściach i długo to trwało. No i ludzie zaczęli już wychodzić psiocząc przy okazji na pecha, ja szedłem też zerkając na ile się dało na boisko (w późniejszym ogromnym tłoku naprawdę takim małolatom było ciężko), a tu ludzie zaczęli wyklinać i  złożeczyć (klęło się wtedy o wiele, wiele mniej i przekleństw na meczu prawie nie było) bo nasi nie tylko nie strzelili, ale stracili bramkę!

Sorry, ze post bez konkretów; jeśli admini uznają, ze nietematyczny, to jakoś przeżyję jego usuniecie Wink



19cracovia06
Liczba postów:624 Reputacja: 262
02-05-2017, 23:36 #24
Nie pamiętam roku ani wyniku. Wiem, że było to na starym stadionie, graliśmy z ŁKS i w ostatniej akcji Hajto z główki po rogu strzelił nam bramkę. Chyb na 1:1.
Będę to pamiętał do końca życia



Wierzę, że Pan jednak mnie nie opuści, jakby miał z rąk taką zdobycz wypuścić ....

Blady Niko
Liczba postów:7,257 Reputacja: 192
03-05-2017, 00:19 #25
Też to pamiętam. Było 1:1 za kadencji Stefana Białasa u nas i Chojnackiego w ŁKS. Obie bramki padły w doliczonym czasie. Najpierw Jacek Wiśniewski, a po dwóch minutach Hajto. Było to już po podziękowaniu Jackowi Magierze.

Fragment ostatniego wywiadu Jacka Żukowskiego ze Stefanem Białasem:


- Po objęciu funkcji trenera Legii przez Jacka Magierę komplementował go Pan. Widać, że to był dobry ruch działaczy.

- Znakomity, a trzeba dodać, że ma utrudnioną sytuację, mając tak osłabiony zespół, bez czołowych napastników.
Poradził sobie. Jego pracę należy ocenić bardzo pozytywnie. To bardzo inteligentny trener. Skoro już jesteśmy przy jego
osobie, to żałuję po latach, że biorąc go do Cracovii, naraziłem go na nieprzyjemności. Jego pobyt w „Pasach” przed prawie
jedenastu laty skończył się za wcześnie, szybko z niego zrezygnowano. Na pewno był dobrym zawodnikiem, świetnie by
wpłynął na młodzież, którą wówczas Cracovia miała.

- Dlaczego Magiera nie poradził sobie w Cracovii?

- Jak to sobie nie poradził? Dla mnie był OK! W pewnym momencie usłyszał jednak, że przyszedł z Legii i niech do niej
wraca. Tak mówili o nim choćby kibice.

- Nie dał się zapamiętać z fenomenalnych występów, zagrał w Cracovii tylko pięć spotkań...

- To zawodnik z cienia, od czarnej roboty. Podobnie działa jako trener. Nie błyszczy, jest skromnym człowiekiem. Uważam,
że Cracovia straciła coś, czego powinna żałować.


Źródło: Dziennik Polski



Aston1906
Liczba postów:12,231 Reputacja: 2,938
03-05-2017, 00:24 #26
Hajto nie strzelił po rogu, tylko wrzutce z wolnego.



farciarz2
Liczba postów:2,427 Reputacja: 3,549
03-05-2017, 04:31 #27
(02-05-2017, 19:07)RobertoBaggio napisał(a):  Cala historia Cracovii to ciezka historia...Jak moze byc inaczej z wynikami dlaczego jestesmy za Cracovia ? Bo nie jest latwo i nie bedzie...
Z tą jednak różnicą, że przed wojną martwiliśmy się z powodu niewykorzystanych szans na wygranie meczu z czołowymi drużynami z silnych wówczas lig węgierskich, austriackich, niemieckich czy hiszpańskich (czyli ze znanymi i cenionymi firmami europejskimi), a teraz drżymy o wynik spotkań ze słabymi zespołami z dolnych rejonów słabej polskiej ligi.



Merano
Liczba postów:1,250 Reputacja: 16
03-05-2017, 05:56 #28
Natomiast nie wiem o jakie okoliczności towarzyskie Waści chodzi.

O nic szczególnego, nawiązywałem tylko do imprezowania po meczu z Zabrzem. Może nieprecyzyjnie się wyraziłem. Chodziło o to, że sam nie dysponuję wiarygodnymi informacjami nieoficjalnymi, żeby o nich dyskutować.



tomecki
Liczba postów:3,602 Reputacja: 670
03-05-2017, 10:05 #29
Wspaniałe zwycięstwo Arki we wczorajszym finale przypomniało mi co najmniej 2 frajersko przegrane mecze pucharowe:

Skalnik Gracze i wiele wiele lat wcześniej Pasternik Ochojno



sterby
Liczba postów:7,838 Reputacja: 8,743
03-05-2017, 10:52 #30
Derby, co nam Arab strzelił w ostatnich sekundach. Nie pamiętam, ani jaki to był rok, ani jaki trener. Stałem potem jakbym dostał obuchem w łeb przez dobrych kilka minut.



[Obrazek: gf-JzRg-qYWu-XW5A_janusz-filipiak-664x442-nocrop.jpg]
Człowieka jest łatwo oszukać.
O wiele trudniej przekonać go, że został oszukany.

Kajak
Liczba postów:5,148 Reputacja: 1,678
03-05-2017, 11:21 #31
1)2003, Gumioki 5:2( to jest absolutny hit w tej kategorii)
2)1983,Widzew 7:0( bo byłem sam w klasie za Cracovią i dzieci mnie jazdowały po tym meczy z miesiąc)
3)1984, Zabrze 3:2 ( bo kurdwa byłem na tym meczu z rodzicami i prowadziliśmy 0:2 i miałem kilkanaście lat i rycałem jak C.Ronaldo)
4 )2004, Tłoki 1:0
5) 2013,Tychy 0:1

3 spomiędzy tych najbardziej obciachowych meczów zawdzięczam trenerowi 1000 lecia, ale ten ostatni mecz z Zagłębiem( może dlatego ze świeża rana) spokojnie plasuje się w pierwszej 10.



KruszynaKSC
Liczba postów:9,017 Reputacja: 10,571
03-05-2017, 11:50 #32
Jeszcze uwiera mnie mnie jak drzazga w fiu.ie mecz z Polonia Bytom.... przegrany 1-0 gdzie gralismy prawie caly mecz z przewaga jednego zawodnika....
Jak sie nie myle byl to mecz z sezonu kiedy spadlismy ale sie utrzymalismy... Wink
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2017, 13:47 przez KruszynaKSC.



"Kocham, kocham tylko Ją!!!
Zawsze, zawsze będę z Nią!!!
Nawet, nawet w chwili zlej!!!
Nigdy, nie opuszczę Jej!!!"

Jaf
Liczba postów:1,086 Reputacja: 254
03-05-2017, 13:34 #33
Kruszyna, z tą czerwona kartką  z Polonią Bytom (2009-04-24), przypomniałeś mi jeszcze jeden mecz -

2011-10-29 Widzew Łódź - Cracovia 1:0
.

Chyba pierwsza akcja Widzewa zakończyła się szmatławą bramką w 9 minucie, 5 minut później Ukah wyleciał z boiska, ale dla Cracovii 58minut przewagi liczebnej to trochę mało na odrobienie strat. Zamiast tego lepiej samemu dostać 3 czerwone.

W skali frajerskości osobiście pozycjonuje ten mecz dosyć wysoko.


Edit:
Jak się człowiek zastanowi to trochę tego będzie, np. w sezonie 06/07 było kilka takich spotkań, które chwały nam nie przynoszą:
2006-08-12 Zagłębie Lubin - Cracovia 4:3
prowadziliśmy już 1:3... chociaż trzeba im oddać, że tydzień później odbili sobie identycznym wynikiem, ale już na naszą korzyść, w Poznaniu. Nie wiem, jest pojęcie "frajerstwo zrehabilitowane"? ;Wink Ale żeby nie było za dobrze, to w tym samym sezonie, w rewanżu z Lubinem u nas prowadziliśmy 2:0, żeby skończyć na 2:4.

Derby 2006-10-28 Wisła Kraków - Cracovia 3:0 i strata bramki w 1 minucie też nie należą do najchętniej wspominanych, podobnie jak 2006-09-24 Górnik Zabrze - Cracovia 5:1, gdzie Stefan Białas błyszczał taktyką, a KSG pokazał że można wykorzystać sytuację gdy przeciwnik gra w 10 cały mecz i wpakować im piątkę.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2017, 15:05 przez Jaf.



KruszynaKSC
Liczba postów:9,017 Reputacja: 10,571
03-05-2017, 13:46 #34
Oooooo o Widzewie tez mi cos switalo ale nie moglem sobie przypomniec z kim byl to mecz ...



"Kocham, kocham tylko Ją!!!
Zawsze, zawsze będę z Nią!!!
Nawet, nawet w chwili zlej!!!
Nigdy, nie opuszczę Jej!!!"

farciarz2
Liczba postów:2,427 Reputacja: 3,549
06-05-2017, 02:10 #35
A oto przykład chyba największego frajerstwa w historii Cracovii, które kosztowało Ją utratę mistrzostwa Polski w 1922 roku!
Otóż Cracovia zgodziła się w 1922 roku by w fazie rozgrywek ogólnopolskich wszystkie mecze grać na wyjeździe - z wyjątkiem meczu z Pogonią Lwów. Natomiast rywalizująca z Pasami - Pogoń Lwów grała ze wszystkimi grupowymi przeciwnikami "normalnie" - tzn. mecz na wyjeździe i rewanż u siebie.
Biorąc pod uwagę, że boiska przeciwników ("raczkujących" dopiero Ruchu i WKS Lubin) były fatalne np. żużlowe pseuodo-boisko na placu w Hajdukach Wielkich gdzie grała Cracovia z Ruchem zamiast na własnym z prawdziwego zdarzenia w Krakowie - uniemożliwiło to strzelenie takiej ilość bramek by wyprzedzić Pogoń właśnie różnicą bramek (oba kluby uzyskały tyle samo punktów). A było to niezwykle ważne bo choć Cracovia miała w 1922 roku lepszy bilans bezpośrednich spotkań z najgroźniejszym rywalem Pogonią Lwów (u siebie Pasy wygrały 4-1, a we Lwowie przegrały 2-3) to decydowała ilość bramek strzelonych słabeuszom w tej grupie czyli Ruchowi Hajduki Wielkie (7-0 i 8-2 dla Cracovia ale Pogoń grając u siebie na dobrym boisku a nie na żużlowym placu wygrała 12-0 z Ruchem) i WKS Lublin (7-1 i 6-0 dla Cracovii i również oba mecze na wyjeździe).
I właśnie czterech bramek zabrakło Cracovii by wygrać grupę z Lwowianami, a zapewne by je zdobyła z łatwością gdyby oba mecze rewanżowe z Ruchem i Lublinem rozegrała w Krakowie (a nie w Lublinie czy Hajdukach Wielkich na przysłowiowym "kartoflisku").
Dlaczego ówczesny prezes Cracovii Cetnarowski zgodził się na tak niekorzystne dla Cracovii rozwiązanie?! Bo chciał realizować "misję społeczną" czyli popularyzować piłkę nożną w małych ośrodkach...ale o tym, że kosztować to będzie Jego Cracovię utratę tytułu mistrza Polski już niestety nie pomyślał. Tym bardziej, że Cracovia rozegrała całą fazę finałową bez swojego największego asa Józefa Kałuży i zmarłego tragicznie na wiosnę w 1922 roku świetnie zapowiadającego się napastnika Bolesława Kotapki.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2017, 02:43 przez farciarz2.



tomex
Liczba postów:3,982 Reputacja: 3,783
06-05-2017, 10:05 #36
(06-05-2017, 02:10)farciarz2 napisał(a):  A oto przykład chyba największego frajerstwa w historii Cracovii, które kosztowało Ją utratę mistrzostwa Polski w 1922 roku!
Otóż Cracovia zgodziła się w 1922 roku by w fazie rozgrywek ogólnopolskich wszystkie mecze grać na wyjeździe - z wyjątkiem meczu z Pogonią Lwów. Natomiast rywalizująca z Pasami - Pogoń Lwów  grała ze wszystkimi grupowymi przeciwnikami "normalnie" - tzn. mecz na wyjeździe i rewanż u siebie.
Biorąc pod uwagę, że boiska przeciwników ("raczkujących" dopiero Ruchu i WKS Lubin) były fatalne np. żużlowe pseuodo-boisko na placu w Hajdukach Wielkich gdzie grała Cracovia z Ruchem zamiast na własnym z prawdziwego zdarzenia w Krakowie - uniemożliwiło to strzelenie takiej ilość bramek by wyprzedzić Pogoń właśnie różnicą bramek (oba kluby uzyskały tyle samo punktów). A było to niezwykle ważne bo choć Cracovia miała w 1922 roku lepszy bilans bezpośrednich spotkań z najgroźniejszym rywalem Pogonią Lwów (u siebie Pasy wygrały 4-1, a we Lwowie przegrały 2-3) to decydowała ilość bramek strzelonych słabeuszom w tej grupie czyli Ruchowi Hajduki Wielkie (7-0 i 8-2 dla Cracovia ale Pogoń grając u siebie na dobrym boisku a nie na żużlowym placu wygrała 12-0 z Ruchem) i WKS Lublin (7-1 i 6-0 dla Cracovii i również oba mecze na wyjeździe).
I właśnie czterech bramek zabrakło Cracovii by wygrać grupę z Lwowianami, a zapewne by je zdobyła z łatwością gdyby oba mecze rewanżowe z Ruchem i Lublinem rozegrała w Krakowie (a nie w Lublinie czy Hajdukach Wielkich na przysłowiowym "kartoflisku").  
Dlaczego ówczesny prezes Cracovii Cetnarowski zgodził się na tak niekorzystne dla Cracovii rozwiązanie?! Bo chciał realizować "misję społeczną" czyli popularyzować piłkę nożną w małych ośrodkach...ale o tym, że kosztować to będzie Jego Cracovię utratę tytułu mistrza Polski już niestety nie pomyślał. Tym bardziej, że Cracovia rozegrała całą fazę finałową bez swojego największego asa Józefa Kałuży i zmarłego tragicznie na wiosnę  w 1922 roku świetnie zapowiadającego się napastnika Bolesława Kotapki.
teraz "misja społeczna" nazywa się "odpowiedzialnością społeczną" ;Wink. Efekt podobny. Ale działacze Cracovii zawsze byli nawiedzonymi idealistami frajerami. Tak jak ten, który cztery lata wcześniej niż opisane wyżej zdarzenia  powiedział nieszczęsne "dla silnej Cracovii potrzebna jest silna wiadomo kto. Wracajcie sobie do siebie"

fajnie, że przypomniałeś ten mecz



tomex
Liczba postów:3,982 Reputacja: 3,783
06-05-2017, 10:36 #37
(03-05-2017, 10:05)tomecki napisał(a):  Wspaniałe zwycięstwo Arki we wczorajszym finale przypomniało mi co najmniej 2 frajersko przegrane mecze pucharowe:

Skalnik Gracze i wiele wiele lat wcześniej Pasternik Ochojno
pucharowych frajerskich nie ma nawet co wspominać

Poza latami 1962 i 2007 każdy sezon pucharowy Cracovii to była kompromitacja, lub mega kompromitacja.

Jak choćby megafrajerskie skarpetki na potoczance w tym sezonie. Sędzia przeczulony, innym by pozwolił poczekać na zmianę? Może, ale od dawna wiadomo jak pizdzielce traktują Cracovię i powinno się na takie regulaminowe sprawy uczulać zarówno zawodników, jak i kierownika drużyny - żeby dopilnować i nie dawać pretekstu

Wszyscy pamiętają wspaniałe boje z Błękitnymi, czy 0:2 z Sosnowcem u siebie

ja pamiętam, coś przy czym Ochojno wysiada. 

Będący wtedy (1966) na przedostatnim miejscu w śląskiej A-klasie (6. poziom) Górnik Wesoła wygrał z grającą w pełnym składzie (z Kowalikiem i Hausnerem) ekstraklasową Cracovią - i to nie jedną bramką - jak Ochojno czy Gracze, ale 4:1, a gdyby nie poprzeczka i słupek to byłoby więcej

W Pucharze Cracovii zdarzało się odpadać z rezerwami Szombierek (B-klasa), Błękitnymi Kielce (3 liga) - 2 razy, Uranią Kochłowice (okręgówka), Starem Starachowice (3 liga), Mazurem Karczew (3 liga), Górnikiem Januszkowice (Aklasa), rezerwami gts - 2 razy czy Garbarni [no, niby wzmocnionymi, ale w świat poszło], Orłem Brzeziny (A-klasa), Chemikiem Kędzierzyn (nie pamiętam gdzie był wtedy (1979), ale niżej niż 3 liga), Kabel (w 1992), oldbojami gts (tak - 1993),  ..ujawiakiem Wlocławek, no ale - poza meczem z "rezerwami" gts w 1973 to były porażki niższe niż trzema bramkami



ALRS
Liczba postów:1,379 Reputacja: 1,357
07-05-2017, 11:43 #38
(03-05-2017, 13:34)Jaf napisał(a):  Kruszyna, z tą czerwona kartką  z Polonią Bytom (2009-04-24), przypomniałeś mi jeszcze jeden mecz -

2011-10-29 Widzew Łódź - Cracovia 1:0
.

Chyba pierwsza akcja Widzewa zakończyła się szmatławą bramką w 9 minucie, 5 minut później Ukah wyleciał z boiska, ale dla Cracovii 58minut przewagi liczebnej to trochę mało na odrobienie strat. Zamiast tego lepiej samemu dostać 3 czerwone.

W skali frajerskości osobiście pozycjonuje ten mecz dosyć wysoko.
Byłem na tym meczu osobiście incognito, w środku się gotowałam , ale.musialem zachować kamienną twarz ?
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-05-2017, 11:44 przez ALRS.



Blady Niko
Liczba postów:7,257 Reputacja: 192
07-05-2017, 12:21 #39
Pamiętam mecz z Ruchem na Cichej w II lidze w marcu 2004 roku (0:0 na błotnistym boisku), bronił jeszcze Olszewski, na trybunie siedział Kaziu Węgrzyn w towarzystwie Drumlaka jeszcze nie zatwierdzonego do Cracovii. Cały peron na stacji Chorzów-Batory był przez parę godzin po meczu wypełniony tłumem na niebiesko. Niektórzy odważni (starsi) Pasiacy przemykali przez peron incognito, dla niepoznaki z miejscową gazetą pod pachą (to się chyba nazywało "Trybuna Śląska"). Z zachowaniem kamiennej twarzy oczywiście.



hank
Liczba postów:11,665 Reputacja: 17,343
07-05-2017, 12:38 #40
(03-05-2017, 10:52)sterby napisał(a):  Derby, co nam Arab strzelił w ostatnich sekundach. Nie pamiętam, ani jaki to był rok, ani jaki trener. Stałem potem jakbym dostał obuchem w łeb przez dobrych kilka minut.
Nie tylko Kolega, po tym meczu długo dochodziłem do siebie , podobnie jak po 0 : 0 z Resovią .



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy






Skocz do: