Witaj! Logowanie Rejestracja
Marcos Álvarez - witamy w Cracovii!



PrzemoWZG
Liczba postów:1,656 Reputacja: 520
07-08-2020, 18:18 #341
Dokładnie..Liga to tam *uj.. Ale żeby na puchary zespołu nie wzmocnić to już są kur. wa szczyty wszystkiego ... Też się zastanawiam z kim on ma grać... Przeprowadzanie w tym klubie transferów to ***** one dno...




MSC
Liczba postów:5,340 Reputacja: 1,093
08-08-2020, 11:59 #342
Na jakie k...a puchary? Jeden mecz, góra dwa przy dużym szczęściu.



PrzemoWZG
Liczba postów:1,656 Reputacja: 520
08-08-2020, 12:12 #343
Realnie patrząc tyle meczy pewnie rozegramy, ale My kibice nie tego oczekujemy..



gusto
Liczba postów:1,466 Reputacja: 2,542
08-08-2020, 21:00 #344
Edit: Pogrubiłem najważniejsze z naszego punktu widzenia fragmenty.

Álvarez: Przyszedłem do Cracovii wygrywać tytuły
Łukasz Olkowicz

https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ki/1dtr4ef

Marcos Álvarez w pierwszym wywiadzie jako piłkarz Cracovii opowiada o swoich wątpliwościach, oczekiwaniach wobec niego i pasji Michała Probierza.

Łukasz Olkowicz: Prawdopodobnie debiutować pan będzie na najlepszej z możliwych scen w Polsce, czyli stadionie Legii. Wie pan, że łatwo się tam pokazać, ale i spalić?

Marcos Álvarez: Gramy na wyjeździe i liczę się z nieprzyjaznym nastawieniem kibiców. To mecz o stawkę, a ja najbardziej nie lubię grać towarzysko. To takie spotkanie o nic, gdy możesz sobie pogadać z przeciwnikiem, dlaczego w ogóle gra w piłkę albo z jakiego powodu trener wystawił go na tej pozycji.

Bez gęsiej skórki nie ma wyzwania?

Marcos Álvarez: W piłce nie boję się niczego. Ze stresem i sytuacjami, jakie mogą nas czekać w Warszawie, jestem zaznajomiony.

Gdzie pan się z nimi tak poznał?

Marcos Álvarez: Całe moje życie tak wyglądało, od początku kariery w Eintrachcie Frankfurt. Tam też były stresujące sytuacje. Mam się bać porażki? Ona nie oznacza, że umierasz, więc dlaczego się denerwować? Obok są twoi koledzy, radzisz sobie z nerwami, więc idź i wykonuj swoją pracę najlepiej, jak potrafisz. Inni mają znacznie trudniejszą, bardziej odpowiedzialną i nieprzeciętną. Lekarze codziennie ratują komuś życie, śmierć krąży wokół nich i muszą z tym żyć. A piłkarz? Mamy piękny zawód, więc cieszmy się każdą minutą na boisku. Wdzięcznym trzeba być za taką robotę.

Od meczu w Warszawie płynnie przeszliśmy do presji, pracy lekarzy, śmierci. A tak w ogóle uporządkujmy kolejność wydarzeń. Jest jesień 2019 roku. Dzwoni pana dobry znajomy Paul Grischok, były piłkarz z przeszłością na polskich boiskach i przedstawia pomysł gry w Cracovii. Pierwsza myśl?

Marcos Álvarez: Byłem, hmm... No byłem bardzo zaskoczony.

A gdy już pierwsze zaskoczenie minęło?

Marcos Álvarez: Powiedziałem ojcu, zareagował podobnie. Później, gdy rozeszło się, że podpisałem kontrakt z Cracovią, wiele osób w Niemczech nie ukrywało zdziwienia. Paul przesyłał mi filmiki z kibicami Cracovii. I wtedy to ja byłem zaskoczony. Zobaczyłem przyjemny stadion, fanów mocno wspierających zespół. Paul zachęcał do tego transferu, przekonywał, że to dobry wybór.

A żeby wzmocnić przekaz poleciał do Frankfurtu, żeby spotkać się z pana rodziną.

Marcos Álvarez: Razem z Arturem Wolskim, drugim z agentów pilotujących ten transfer. Wtedy nie byłem zdecydowany na Cracovię. Nie jestem sam, mam rodzinę, więc chciałem dowiedzieć się jak najwięcej. Usiedliśmy z moim ojcem, żoną i porozmawialiśmy. Niedługo skończę 29 lat, to miał być mój pierwszy zagraniczny klub. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, otrzymuję dużo wsparcia od żony i nie zamierzałem decydować sam.

Dużo mieliście znaków zapytania?

Marcos Álvarez: Oczywiście, że tak. Nigdy wcześniej nie byłem w Polsce. Brat ojca jest trenerem, jako asystent wygrał z Sevillą Ligę Europy w Warszawie. To nasze jedyne doświadczenie z waszym futbolem. Nie znałem polskiej ligi, jej poziomu. Ojciec chciał, żebym dowiedział się tyle, ile mogę. Zobaczył stadion, ośrodek treningowy, porozmawiał bezpośrednio z trenerem, a nie przez telefon. Obiecać można wiele. Zapłacimy ci tyle i tyle, tylko przyjdź do nas. Później nie zawsze to pokrywa się z rzeczywistością.

W końcu pan wsiadł do samolotu i poleciał do Krakowa. Grischok opowiadał, że wtedy szanse na transfer do Cracovii oceniał już na osiemdziesiąt do dwudziestu.

Marcos Álvarez: Był styczeń, wróciłem z krótkich wakacji w Egipcie. Do rozpoczęcia treningów w Osnabruck zostało dwa-trzy dni. W Krakowie chciałem zobaczyć stadion, ośrodek treningowy, przekonać się, jak wygląda klub, jak pracuje trener. Nie zdawałem sobie sprawy, że Cracovia ma taką historię. Poczytałem o niej, poznałem przeszłość. Zresztą robię tak zawsze z klubami, do których mam przyjść.

A jak smakowała styczniowa kolacja na Rynku w „Wierzynku” z Michałem Probierzem, gdy po raz pierwszy przyleciał pan do Krakowa?

Marcos Álvarez: Usiedliśmy w bardzo starej restauracji, należącej do właściciela klubu. Był trener, wiceprezesi. Zazwyczaj trenera w nowym klubie spotykasz na stadionie, w ośrodku treningowym. W tym przypadku było trochę inaczej. Mogliśmy szybciej się poznać, nawiązać więzi.

To wtedy przekonał się pan do oferty Cracovii?

Marcos Álvarez: Tak, zdecydowanie. Było bardzo przyjemnie. Przed przyjazdem do Krakowa rozmawiałem z trenerem Probierzem dwa razy. Przedstawił swój pomysł na mnie, zapewnił, że będę jednym z najważniejszych zawodników w drużynie. Przekazał mi dużo pewności siebie.

To trener, który lubi krzyknąć, gdy coś mu się nie podoba.

Marcos Álvarez: Cenię osoby, które mówią bezpośrednio, co myślą o tobie. Odebrałem trenera Probierza jako pasjonata. Usłyszałem, że bardzo mu zależy na moim transferze i będę głównym napastnikiem: „Podpiszesz kontrakt, a my postaramy się ściągnąć cię w styczniu. Jesteś dla nas bardzo ważny. Gdybyśmy nawet mieli poczekać pół roku, to nic się nie zmieni”.

Podpisał pan kontrakt obowiązujący od lipca, a żeby wcześniej trafić do Krakowa musiały dogadać się kluby. Rozmowy trwały długo, porozumienia nie przyniosły i do końca sezonu musiał pan zostać w Niemczech. Rozczarowanie?

Marcos Álvarez: Zrobiłem wszystko, aby być wcześniej w Krakowie i pomóc drużynie od zimy, a okazało się, że nie mogę odejść. Łatwe to dla mnie nie było, bo nastawiłem się na transfer do Cracovii. Ustalono, za ile VfL mnie sprzeda, a Cracovia chciała tyle zapłacić. Ale w ciągu 24 godzin wszystko się zmieniło. W Osnabrück powiedzieli: „Nie puścimy cię teraz, bo przegraliśmy dużo meczów i przesunęliśmy się z ósmego miejsca na piętnaste. Grozi nam spadek, potrzebujemy cię”. W sumie grałem w tym klubie pięć sezonów, a w tym ostatnim utrzymaliśmy się w 2. Bundeslidze. Teraz mogę skupić się na grze dla Cracovii.

Zastanawia się pan, jaka to będzie gra? Styl Cracovii kojarzy się z piłką bezpośrednią, dużą liczbą dośrodkowań. Tak zresztą jej piłkarze strzelili trzy gole w finale Pucharu Polski.

Marcos Álvarez: A może Cracovia trochę zmieni styl? Nie wiemy, jakie jeszcze transfery zrobi klub. Nie zajmuję się strategią, ale jeżeli sprowadzi kolejnych 3-4 zawodników, to może w nowym sezonie trener będzie chciał grać inaczej?

Niedługo się przekonamy.

Marcos Álvarez: Jeśli nie, odnajdę się w sposobie, w jakim do tej pory grała Cracovia. W Niemczech przeszedłem drogę przez trzecią, drugą i pierwszą ligę, doświadczyłem wiele stylów. Mojej drużynie zdarzało się grać w niskim pressingu. Po odbiorze piłki liczyliśmy na kontry, stosowaliśmy dośrodkowania, bo tak chcieliśmy strzelić gola. Na 20 metrach jestem szybki. Żeby z tego skorzystać jako napastnik czekałem na kontrę. W razie potrzeby potrafię się też zastawić, chronić piłkę. Jestem w tym dobry.

A na jakiej pozycji pan jest najlepszy? Bo tych, gdzie może pan zagrać jest kilka.

Marcos Álvarez: W ostatnich latach nauczyłem się, że nie jednostka jest najważniejsza, ale drużyna. Zagram tam, gdzie ona mnie potrzebuje. Jeżeli trener powie, żebym był napastnikiem, to tam wyjdę. Ofensywny pomocnik? Nie ma problemu. Jeżeli potrzebują mnie na skrzydle, to jestem gotowy.

No dobrze, ale gdzie pan czuje się najswobodniej?

Marcos Álvarez: Preferuję grę na środku. Jako ofensywny pomocnik moim zadaniem jest nie tylko strzelanie goli, ale stwarzanie sytuacji kolegom. Na tej pozycji mogę strzelić dziesięć goli w ekstraklasie. To mój cel. Najwięcej zależy od trenera, gdzie mnie ustawi. Grając tylko jako napastnik moim celem będzie 15 goli. Podobnie było w ostatnim sezonie w Osnabrück. Miałem trochę kontuzji. Myślę, że bez nich spokojnie zdobyłbym 15-16 bramek w 2. Bundeslidze.

Zdaje pan sobie sprawę, jak duże są oczekiwania w Cracovii wobec pana?

Marcos Álvarez: Wiem, że nie przyjechałem tu na wakacje. Chcę pomóc klubowi, żeby drużyna była jeszcze lepsza. Potrzebuje trochę czasu na poznanie kolegów.

Od wspomnianego Grischoka usłyszałem: „Alva nie chce być najlepszym piłkarzem Cracovii, tylko ligi”.

Marcos Álvarez: Ha, ha. Z Paulem się przyjaźnimy, graliśmy razem w Stuttgarter Kickers. Powiedział: „Marcos, jeśli się skupisz, będziesz grał dobrze, bez kontuzji, nie zrobisz nic niemądrego, to zostaniesz najlepszym zawodnikiem Cracovii”. Odpowiedziałem mu, że nie będę najlepszym piłkarzem Cracovii, tylko całej ligi. Razem się z tego śmialiśmy. Przede mną pierwszy sezon w Polsce. Chcę, żeby za słowami szły czyny. Zawsze stawiam sobie wielkie cele i pracuję tak, by je osiągnąć.

Więc jakie są cele na najbliższe trzy lata w Cracovii?

Marcos Álvarez: Przyjechałem tutaj wygrywać tytuły. Trener Probierz też mierzy wysoko, najwyżej, jak tylko można. Również dąży do zdobycia mistrzostwa, pucharu. Chciałbym poprowadzić Cracovię do fazy grupowej Ligi Europy, a wtedy stanie się bardziej rozpoznawalna. To musi być nasz cel. Wiem, że wcześniejsze próby były nieudane.

W pięciu ostatnich latach trener Probierz cztery razy wprowadził swoją drużynę do europejskich pucharów. To plus. Minus jest taki, że jego zespoły szybko odpadały.

Marcos Álvarez: Więc postaram się to zmienić. Z trenerem dużo rozmawiamy, nawet wtedy, kiedy wypoczywał na urlopie, a ja ćwiczyłem codziennie indywidualnie w Krakowie. Pytał, jak się czuję, co robiłem. Po zakończeniu sezonu w 2. Bundeslidze miałem trzy tygodnie wolnego. Kiedy zaczynasz przygotowania po takiej przerwie, na początku jest ciężko.

Z trenerem kontaktowaliśmy się już w trakcie poprzedniego sezonu. Od kiedy podpisałem kontrakt z Cracovią, zacząłem oglądać jej mecze. Opuściłem dwa, może trzy. Trener odzywał się po spotkaniach. Wyjaśniał, dlaczego gramy w taki sposób, chciał też poznać moje zdanie na temat tego, co zobaczyłem.

I jakie ma pan zdanie?

Marcos Álvarez: Teraz poznałem już zespół. Spotkałem inteligentnych zawodników, z którymi myślę, że szybko znajdę wspólny język. Czuje się wśród nich swobodnie. Na początku najwięcej pomagał mi Rafael Lopes.

Teraz może pana zaprosić na zwiedzanie Warszawy.

Marcos Álvarez: Zdążył mi pomóc w Cracovii. Jest Portugalczykiem, dobrze mówi po hiszpańsku. W pierwszych dniach najwięcej czasu spędzałem z nim. Gdy miałem pytania czy problemy, to mogłem do niego zadzwonić. Tak zresztą robiłem. Podpowiedział, co warto zobaczyć w Krakowie, gdzie co znaleźć. Był dobrym kapitanem, bo pomógł nowemu zawodnikowi, zaopiekował się nim.

Jak pan zareagował, gdy usłyszał, że za przewiny z przeszłości Cracovia zacznie sezon z minus pięcioma punktami?

Marcos Álvarez: Podchodzę do tego tak, że musimy jak najszybciej wygrać dwa mecze i zapomnieć o byciu na minusie. To dziwne uczucie, gdy wygrasz dwa razy i zamiast sześciu punktów masz jeden, ale co innego nam zostało? O motywację na mecze z mocniejszymi drużynami nie trzeba się martwić, musimy skupić się na spotkaniach z tymi słabszymi. Nie możemy z nimi gubić punktów. Gdy będzie zima, boiska dalekie od ideału, wtedy trzeba wyjść i zgarnąć trzy punkty. Pewnie, że przyjdą porażki, ale one absolutnie nie mogą zatruwać naszych myśli. W wygrywaniu ligi pomaga myślenie tylko o zwycięstwach.

A propos języków, o których pan wspomniał. To prawda, że zna ich pan pięć?

Marcos Álvarez: Ojciec mojej mamy to Włoch, a mój tata jest Hiszpanem. Ja wychowałem się w Niemczech, a w szkole miałem francuski i angielski. Stąd te pięć języków. Angielskiego uczyłem się od pierwszej klasy przez dwanaście lat. Już jako zawodowy piłkarz poznałem wielu zawodników posługujących się tylko tym językiem. W ostatnim sezonie w Osnabrück mieliśmy czterech czy pięciu, którzy mówili jedynie po angielsku. Mój niemiecki jest perfekcyjny, angielski na dobrym poziomie, a dużo lepszy jest hiszpański.

Polskiego też się pan nauczy?

Marcos Álvarez: Skoro podpisałem kontrakt z Cracovią na trzy lata, to naturalne, że będę się uczył. Choć trener mówi po niemiecku, angielsku. Kraków to duże miasto, wiele osób porozumiewa się po angielsku, ale akurat zamieszkałem w małym miasteczku pod Krakowem. Tam jest inaczej. Ludzie rozumieją, co powiesz po angielsku, ale odpowiadają po polsku. W tym momencie to dla mnie trudne. Moja żona jest Rosjanką, ona pewne rzeczy rozumie.

Nasz język jest trudny, ale życzę powodzenia. Gdy podpisywał pan kontrakt z Cracovią, to była wiceliderem ekstraklasy z dwoma punktami straty do Legii. Poruszaliście wtedy temat europejskich pucharów?

Marcos Álvarez: Trener zapewniał, że w następnym sezonie w nich zagramy. To też był dla mnie znak, żeby związać się z Cracovią w oczekiwaniu na międzynarodowe mecze.

W tym roku Cracovia zaczęła osuwać się w tabeli. Co pan sobie wtedy myślał w dalekim Osnabrück?

Marcos Álvarez: Rzeczywiście po koronawirusie wyniki już takie dobre nie były. Zacząłem się obawiać, czy gra w Europie będzie aktualna. Na szczęście został Puchar Polski, bardzo ważny dla klubu, no i dla mnie.

Był pan na trybunach podczas finału z Lechią. Jak panu się podobał jego poziom?

Marcos Álvarez: Przede wszystkim cieszę się, że mogłem być z drużyną. Poczułem się szczęśliwy, że Cracovia po tylu latach wygrała Puchar Polski.

Ledwo Álvarez pojawił się w klubie, a Cracovia zgarnęła pierwsze trofeum od 72 lat.

Marcos Álvarez: Ha, ha, mój kontrakt zaczął obowiązywać od 1 lipca, ale nie zrobiłem nic dla tego trofeum. Byłem z drużyną tydzień przed finałem, widziałem, jak trenowali. Zobaczyłem paczkę przyjaciół, poczułem atmosferę pomiędzy nimi i jak ten puchar jest dla nich ważny. W tym sezonie chcę obronić trofeum, by móc powiedzieć, że w Polsce wygrałem krajowy puchar. Grając, a nie przyglądając się temu z trybun.

Ale uciekł pan od odpowiedzi o poziom finału.

Marcos Álvarez: W Polsce drużyny jak najszybciej chcą strzelić gola. Biegną na jedną bramkę, ktoś stracił piłkę, więc zaraz biegną w drugą stronę. Gonitwa. W obronie stoją wielcy faceci, którzy robią dużo wślizgów. Ogólnie jest dużo biegania.

Odnajdzie się pan?

Marcos Álvarez: Lubię intensywną grę. Choć niemiecka liga jest odrobinę silniejsza.

Doceniam dyplomację.

Marcos Álvarez: W Niemczech jest pięć-sześć klubów z czołówki, wśród nich Bayern czy Borussia Dortmund, dla których są zarezerwowane najwyższe miejsca. Ci mniejsi, jak Mainz czy Eintracht, nie mają szans na tytuł. Za to w Polsce każdy może wygrać z każdym i to jest ta różnica. Niedawno mistrzostwo zdobył Piast, a inne mniejsze kluby potrafią uprzykrzyć życie Legii.

Kto z trenerów kształtował Marcosa Álvareza?

Marcos Álvarez: Michael Skibbe włączył mnie do pierwszego zespołu Eintrachtu i dał szansę. Prowadził mnie dwa lata. No i mój ostatni trener w Osnabrück, Daniel Thioune. Ustawił mnie jako napastnika, pomógł stać sie piłkarzem, jakim jestem obecnie. Mój transfer do VfL uważano za największy, a mnie traktowano jako największą gwiazdę. Robiłem, co chciałem.

I teraz ta opowieść skręci w dobrą lub złą stronę.

Marcos Álvarez: Słyszałem, że jeżeli w weekend będę zdobywał bramki, to dalej mogę robić to, co chcę. Strzelałem i nie przychodziłem na treningi. Wtedy z młodzieżowych drużyn przyszedł trener Thioune. Graliśmy o awans do 2. Bundesligi. Miałem z nim później rozmowę: „Marcos, jeżeli chcesz jeszcze kiedyś zagrać w Bundeslidze, to przy swoim obecnym podejściu nie masz na to szans. Nie podoba mi się sposób, w jaki trenujesz. Nie podoba mi się, jak podchodzisz do obowiązków, jak funkcjonujesz poza boiskiem. Daję ci szansę, a ty masz trenować każdego pieprzonego dnia. Jeśli będziesz opuszczał treningi w tygodniu, leniuchował, to u mnie nie będziesz grał”.

I co pan na to?

Marcos Álvarez: Powiedziałem: „Trenerze, zrozumiałem. Jeśli chcesz, żebym pracował w taki sposób, mogę tak zrobić”. W całej dziesięcioletniej karierze w seniorskiej piłce to były dla mnie najlepsze trzy sezony.

Patrzę na pana statystyki z tego ostatniego. 13 goli i 3 asysty w 2. Bundeslidze. To był ten najbardziej wyjątkowy sezon?

Marcos Álvarez: Nie, bo mogę grać lepiej. Miałem problemy, przestaliśmy dogadywać się z trenerem. Jako najlepszy strzelec drużyny nie dostawałem tylu szans, ilu oczekiwałem. Patrząc na czas rozegranych minut uzbierałem ich 45 procent. W innych drużynach napastnik z takimi statystykami zaczyna od początku.

Z 29 meczów rozegranych w zeszłym sezonie w 2. Bundeslidze od pierwszej do ostatniej minuty wystąpił pan tylko w sześciu.

Marcos Álvarez: Jak pan widzi, coś jest nie tak. Gdyby było inaczej, strzeliłbym więcej goli, miał więcej asyst. Jeżeli trener we mnie wierzy, jest za mną, to potrafię się odwdzięczyć. Gdy powie: „Słuchaj, na boisku masz dowolność, będę cię chronił, bo jesteś moim zawodnikiem”.

W Bundeslidze jako 19-latek zagrał pan trzy minuty przeciwko Köln. Gdy patrzy pan wstecz, to czego zabrakło, żeby zaczepić się tam na dłużej?

Marcos Álvarez: Podpisując pierwszy profesjonalny kontrakt z Eintrachtem byłem za młody. Nie miałem jeszcze 17 lat. To okazało się bardzo dużym problemem. Rodzice mówili: „To twoje życie, twoje pieniądze. Ty na nie zapracowałeś i możesz z nimi zrobić, co ci się podoba. Jeżeli będziesz zarabiał miesięcznie dziesięć tysięcy euro, to nie każemy ci dziewięciu wpłacać do banku, a tysiąc zostawić dla siebie. My możemy ci pomóc, staramy się to robić”.

Przyjaciele, których nigdy nie powinienem tak nazywać, zauważyli, że zacząłem dobrze zarabiać, stałem się rozpoznawalny. Namawiali: „Chodź z nami na imprezę, napij się drinka”. Nawet jeśli ktoś mnie przed tym przestrzegał, kiwałem głową, ale robiłem odwrotnie. Słuchałem, ale nie słyszałem. Wszystkiego uczyłem się sam. Do tego dwa lata zabrały mi kontuzje. Ale gdy miałem 25-26 lat, czyli generalnie od trzech lat, przestałem mieć urazy.

Wcześniej było 16 meczów w młodzieżowych reprezentacjach Niemiec. Od U-16 do U-20.

Marcos Álvarez: Bardzo przyjemny moment kariery, podróże do pięknych krajów na zgrupowania, mecze. Stoisz na murawie i słuchasz hymnu kraju, w którym się urodziłeś, gdzie mieszka twoja rodzina. Coś wyjątkowego. Poznałem piłkarzy, którzy dziś grają w Bundeslidze, Serie A, Premiera Division. Wciąż utrzymujemy kontakt.

Pół sezonu spędził pan też w drugim zespole Bayernu. To był dobry ruch?

Marcos Álvarez: Nie wspominam tego czasu dobrze. Eintracht grał o utrzymanie, a od trenera usłyszałem, że w takiej sytuacji on potrzebuje doświadczenia i młodzież będzie miała kłopoty z grą. Opuściłem więc klub i przeniosłem się do Monachium. Miałem 18 lat, pierwszy raz opuściłem dom. Trafiłem do Hermanna Gerlanda. Specyficznego trenera, u którego zajęcia są naprawdę bardzo ciężkie. Później trenowałem z pierwszą drużyną, a grałem w drugiej.

Dokładnie 11 meczów w 3. Lidze.

Marcos Álvarez: Bayern miał najlepszy ośrodek treningowy, jaki widziałem w życiu, poznałem tam bardzo wiele osób. To największy klub w Niemczech. Dla mnie okazał się za duży. Trafiłem do niego o dwa-trzy lata za wcześnie.

Szansę są małe, głównie z powodu wieku, bo we wrześniu skończy pan 29 lat, ale gdyby dostał pan ofertę w Bundesligi, jaki klub byłby tym wymarzonym?

Marcos Álvarez: Zawsze chciałem grać w najwyższej lidze. Przeniosłem się do Polski, zagram w ekstraklasie. To był mój cel. Oczywiście tym największym jest gra w Bundeslidze, gdzie już byłem. W Niemczech mam przyjaciół, rodzinę, to ta różnica pomiędzy grą w lidze zagranicznej i rodzimej. Chciałbym jeszcze kiedyś wystąpić w Eintrachcie Frankfurt. Jako nastolatek podpisałem z nim pierwszy kontrakt, tam mieszka moja rodzina. Zagrać dla nich, jeszcze raz na tym stadionie, to moje marzenie.

Skoro jesteśmy przy rodzinie, to pana wujek, Antonio Álvarez, był trenerem Sevilli.

Marcos Álvarez: A wcześniej jej piłkarzem, grał w reprezentacji Hiszpanii. Futbolową mamy rodzinę.

Jest coś, czego pan się od niego nauczył?

Marcos Álvarez: W Hiszpanii spędzaliśmy wakacje i czułem się tam jak w domu, przygotowywałem do sezonu. Czasy, w których grał wujek, różnią się od obecnych. Gra była wolniejsza, ale on doskonale wie, na czym polega futbol. Wiele lat przepracował jako trener w sztabie pierwszej drużyny Sevilli. Prowadził choćby Jesúsa Navasa i Frédérica Kanouté, piłkarzy z najwyższego poziomu. Słyszałem od niego, jak ważna jest w piłce regeneracja. Żeby się odprężyć, wyspać, właściwie odżywiać. Bo jeżeli twoje ciało nie będzie wypoczęte wzrasta zagrożenie kontuzją. Mnie od trzech czy czterech lat, kiedy nie jestem już taki napięty, urazy omijają. Idealny stan dla mnie jako piłkarza.

Kto w karierze miał na pana największy wpływ?

Marcos Álvarez: Rodzice. Tata był zawodowym piłkarzem, w piłkę grał czterdzieści lat temu. Inne czasy, po karierze musiał ciężko pracować, wziął trzy prace. Nie chciał pozwolić, żeby nam czegoś brakowało. Podobnie zachowywała się mama. Pamiętam, że jak wychodziła do pracy, a my wracaliśmy ze szkoły, na stole czekało na nas jedzenie. Pieniędzy może nie mieliśmy za dużo, ale byliśmy szczęśliwi.

Dziś jestem w najlepszym wieku dla piłkarza, dużo w piłce widziałem. W młodości byłem zawodnikiem, który nie lubił trenować. Zdecydowanie bardziej wolałem grać. Trudno było mi się zmusić do treningu, przekonać się, żeby na niego iść. Z wiekiem więcej zrozumiałem. W ostatnich dwóch-trzech latach dzięki żonie stałem się spokojniejszy, bardziej cierpliwy. Jestem w formie i w następnych dwóch latach, jeśli obędzie się bez kontuzji, mogę zrobić jeszcze większy krok.

Myśli pan, że gdyby teraz udało się panu zrealizować cele w Polsce, to więcej zawodników z 2.Bundesligi będzie chciało przyjść do ekstraklasy?

Marcos Álvarez: Jasne. Trener Probierz już pytał, czy mogę podpowiedzieć kilka nazwisk. Podrzuciłem mu, a oczywiście na końcu to on decyduje. Problem jest w tym, o czym mówiłem. Niemieccy piłkarze obawiają się polskiej ligi – poziomu, stadionów, ośrodków treningowych.

Pan będzie polecał ekstraklasę?

Marcos Álvarez: Oczywiście, że zarekomendowałbym ją niemieckiemu piłkarzowi. On nie zna polskiej piłki, co tydzień ogląda transmisje z Anglii czy Hiszpanii. A najważniejsze, żeby zobaczyć to na własne oczy. Myślę, że w następnym roku wielu z nich przekona się, że to dobra opcja i inaczej spojrzy na polską ligę.

Czego pan się po niej spodziewa?

Marcos Álvarez: Nie wiem jeszcze, jak wyglądają mecze, ale do tej pory otoczka jest fantastyczna. Wszystko, co usłyszałem podczas negocjacji przed podpisaniem kontraktu, potwierdza się. W klubie zapewniali, że pomogą mi z wynajęciem domu i słowa dotrzymali, pomogli się wprowadzić. Dostałem też od nich wsparcie, by po urlopie motorycznie dojść do siebie. Wiele osób w piłkarskim świecie dużo zapewnia, a po podpisaniu kontraktu rzeczywistość okazuje się odmienna. W Cracovii spełniło się wszystko, co obiecali.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-08-2020, 21:32 przez gusto.



leszeczek
Liczba postów:14,831 Reputacja: 11,211
08-08-2020, 22:16 #345
Ja bym jeszcze pdkreślił ostatnie zdanie, które mnie, po lekturze forum mile zaskoczyło:

Marcos Álvarez: Nie wiem jeszcze, jak wyglądają mecze, ale do tej pory otoczka jest fantastyczna. Wszystko, co usłyszałem podczas negocjacji przed podpisaniem kontraktu, potwierdza się. W klubie zapewniali, że pomogą mi z wynajęciem domu i słowa dotrzymali, pomogli się wprowadzić. Dostałem też od nich wsparcie, by po urlopie motorycznie dojść do siebie. Wiele osób w piłkarskim świecie dużo zapewnia, a po podpisaniu kontraktu rzeczywistość okazuje się odmienna. W Cracovii spełniło się wszystko, co obiecali.



"dopóki nie było internetu, nie zdawałem sobie sprawy z tego ilu na świecie jest idiotów" S.Lem

Od pewnego czasu pojawiam się rzadko i nie reaguję na zaczepki. Ot taka zmiana.

Camron
Liczba postów:2,595 Reputacja: 805
08-08-2020, 22:18 #346
Wywiad może być upiększony, ale mimo to podoba mi się podejście Alvareza do swojego zawodu (to jak mówił o lekarzach) i dystans do obietnic dotyczących pensji. Ostrożny, przyjechał sprawdzić i porozmawiać, nie sam bo konsultował decyzję z rodziną. Zapoznał się z historią klubu, nie przyjechał tylko po pieniądze. Myślę, że bardzo ważne przy transferze było zapewnienie o graniu pierwszych skrzypiec w drużynie. Szkoda że Superpuchar nie odbędzie się jutro bo chciałbym go zobaczyć na boisku w naszych barwach.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-08-2020, 22:19 przez Camron.



Kibic Cracovii traci cierpliwość w niedzielę wieczorem, ale koło środy powinien znów być cierpliwy.

sarmata
Liczba postów:886 Reputacja: 1,174
08-08-2020, 23:06 #347
Z wywiadu wynika, że przyjście Marcosa zostało załatwione tak, jak należy. Życzę wszystkim, żeby rzeczywistość nie okazała się odmienna, a po wypełnieniu kontraktu zawodnik mógł powtórzyć słowa: W Cracovii spełniło się wszystko, co obiecali.

Powodzenia, Marcos!



Stadion sercem, a Salvator ciałem. Cracovia 100 %.

squier strat
Liczba postów:6,055 Reputacja: 6,523
08-08-2020, 23:40 #348
Aż mi go szkoda Sad



Endriusza
Liczba postów:1,049 Reputacja: 1,236
09-08-2020, 00:30 #349
(08-08-2020, 22:16)leszeczek napisał(a):  Ja bym jeszcze pdkreślił ostatnie zdanie, które mnie, po lekturze forum mile zaskoczyło:

Marcos Álvarez: Nie wiem jeszcze, jak wyglądają mecze, ale do tej pory otoczka jest fantastyczna. Wszystko, co usłyszałem podczas negocjacji przed podpisaniem kontraktu, potwierdza się. W klubie zapewniali, że pomogą mi z wynajęciem domu i słowa dotrzymali, pomogli się wprowadzić. Dostałem też od nich wsparcie, by po urlopie motorycznie dojść do siebie. Wiele osób w piłkarskim świecie dużo zapewnia, a po podpisaniu kontraktu rzeczywistość okazuje się odmienna. W Cracovii spełniło się wszystko, co obiecali.
Google translator



farciarz2
Liczba postów:2,859 Reputacja: 5,047
12-08-2020, 12:31 #350
Po dzisiejszej kompromitacji 0-3 z Niecieczą do przerwy - oby nie okazało się, że oczekiwania wobec Alvareza były zdecydowanie na wyrost.



Arena
Liczba postów:619 Reputacja: 462
12-08-2020, 12:37 #351
Oceniasz gościa po 45 minutach sparingu którego nie widziałeś?



MITSUBISHI_WRC
Liczba postów:347 Reputacja: 286
12-08-2020, 12:39 #352
Oby to był tylko wypadek.. przy pracy... to 1-3. A nie spadek formy, to tylko sparing, ale.... Zobaczymy jak będzie w następnych meczach.



Cracovia Graffiti: https://www.youtube.com/watch?v=ay5VA-oOhDg
Jest jedna rzecz dla której warto żyć, Cracovia (Mitsubishi) i nie zmienia się nic.
Sopot ma ''Monciak'', Warszawa ''Paleciak'': https://www.youtube.com/watch?v=GYDpmwU8lBY

farciarz2
Liczba postów:2,859 Reputacja: 5,047
12-08-2020, 20:22 #353
(12-08-2020, 12:37)Arena napisał(a):  Oceniasz gościa po 45 minutach sparingu którego nie widziałeś?
Ja go nie oceniam. Ja tylko napisałem, "oby'' 
I mam głęboką nadzieję i życzenie, że ten niekorzystny scenariusz się nie sprawdzi.



mariusz
Liczba postów:2,048 Reputacja: 468
13-08-2020, 06:53 #354
(12-08-2020, 12:31)farciarz2 napisał(a):  Po dzisiejszej kompromitacji 0-3 z Niecieczą do przerwy - oby nie okazało się, że oczekiwania wobec Alvareza były zdecydowanie na wyrost.
Spokojnie akurat o niego bym się nie martwił.Większe zmartwienie to covid19 gdzie powracają restrykcje i niewiadomo jak ten sezon będzie wyglądał.



Ojcze Święty Czuwaj nad Swoją Cracovią.



CRACOVIA PANY

gusto
Liczba postów:1,466 Reputacja: 2,542
13-08-2020, 06:59 #355
Jeśli sparing był zamknięty to dla mnie znaczy, że ćwiczyliśmy coś, czego wcześniej nie graliśmy lub graliśmy mało. Wynik to sprawa drugorzędna.



hank
Liczba postów:13,427 Reputacja: 22,039
13-08-2020, 10:13 #356
(13-08-2020, 06:59)gusto napisał(a):  Jeśli sparing był zamknięty to dla mnie znaczy, że ćwiczyliśmy coś, czego wcześniej nie graliśmy lub graliśmy mało. Wynik to sprawa drugorzędna.
A i zawodnicy pewnie uważali na swoje "kości" .



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

SaNtO
Liczba postów:17,924 Reputacja: 7,862
16-08-2020, 20:38 #357
Poproszę zdjęcie Marcosa bez koszulki, chcę wiedzieć czy on jest wielkim ubitym kwadratem czy zwykłym grubasem



docent
Liczba postów:7,899 Reputacja: 2,825
16-08-2020, 20:42 #358
Lepiej nieSmile zaległości treningowe ma, to pewne. Oby do meczu z Malmo zrzucił ze 2 kilo. Ale będzie z niego pociecha. Podobnie może z Rivaldinho, na razie po prostu nie czuje chemii z kolegami, musza razem trochę pograć i będzie dobrze.



Futbol to jest prosta gra.
Wystarczy popatrzeć na Liverpool, Bayern, Real Madryt i starać się robić to samo.

leszeczek
Liczba postów:14,831 Reputacja: 11,211
16-08-2020, 20:43 #359
(16-08-2020, 20:38)SaNtO napisał(a):  Poproszę zdjęcie Marcosa bez koszulki
No i mamy coming out.

Przestaje mnie dziwić pytanie, czy Rakoczego oceniam po aparycji. Nie oceniaj innych wg swoich kryteriów.



"dopóki nie było internetu, nie zdawałem sobie sprawy z tego ilu na świecie jest idiotów" S.Lem

Od pewnego czasu pojawiam się rzadko i nie reaguję na zaczepki. Ot taka zmiana.

ZbigniewT
Liczba postów:1,106 Reputacja: 2,253
16-08-2020, 20:45 #360
(16-08-2020, 20:38)SaNtO napisał(a):  Poproszę zdjęcie Marcosa bez koszulki, chcę wiedzieć czy on jest wielkim ubitym kwadratem czy zwykłym grubasem
wygląda jednak na to , że jest ubity ale nawet, gdy są to same mięśnie, to tez nie jest to dobre dla kondycji. To nie są zawody strongmenów  Big Grin








Skocz do: