Witaj! Logowanie Rejestracja
Stadionowa Turystyka Cracovia:)-D



Ferencvaros
Liczba postów:1,196 Reputacja: 5
05-11-2015, 14:26 #81
Merol ma najlepszy post w tym temacie. Dla efektu lepiej przeczytać to z telefonu Smile



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.


the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
05-11-2015, 21:04 #82
Niech będzie pochwalony Nasz ©lub Biało-Czerwony!
Na spec.życzenie założyciela, tego fun-tastycznego wątku :
Wycieczka do Neapolu! -Przez całą Europę !-Wyjazd w poniedziałek! - Powrót w sobotę! Tak reklamowano na Pasach, kolejne wyjazdowe spotkanie Narodowej, w walce o punkty w eliminacjach do mundialu France '98. Nie mogłem się nie zapisać. Ominęło mnie San Marino(brak środków), ominął mnie Paryż (sprawy zawodowe),Neapol musiałem zobaczyć, "choćbym miał umrzeć".Tym razem wspólny wyjazd Świętej Trójcy,jedziemy z Arką i Lechem. Wyjazd opłacony, złote na liry wymienione. Ostatnie rozmowy na lini Krk. - G.nia i w poniedziałkowe południe melduje się na parkingu pod El Passo.Okazuje się, źe wielki piętrus z Arką i Leszkami, jakieś 5dyszek, parkuje już tam z godzinę. Od nas jakiś tuzin, może pietnastak. Jest paru ziomków z Kozłówka, jest Prokocim, Wola, Podwawelskie i Huta.Skromne reprezentacje Rżąki i Bieżanowa. Muszę wspomnieć, że dwóch znanych napastników z Cracovii, pauzowało wtedy za kartki, po ostrych faulach na konfiorach z rzeki, co na pewno miało wpływ na naszą frekwencję. Kontynuując.Wiara się trochę porozłaziła.Leszki poszły zwiedzać Rynek, Arkowcy intensywnie poszukiwali szpilki, albo coś ostro zakończonego. W odp.na ich apel, parę osób od nas strzeliło sprężynami. Nie bardzo, zaprzeczyli Arkowcy, musimy zrobić dziurki w sreberku. Ostatecznie sytuację uratowała Cracovia, tzn.Jej odznaczka.Postanowiono,że o 17. Godz.W i na nikogo nie czekamy. Za kwadrans 5. zajeżdżają dorożki z Lechem.Brakuje 2os z Podwslk.Ch.jedziemy. Od nas trochę kwaśne miny. Na szczęście dogonili nas w Chyżnem.Po rozgoszczeniu się na górnym pokładzie autobusu, który dzieliliśmyz Pyrkami,ktoś zarzuca czapkę na wew. kamerę (nikt nie lubi być szpiegowany),ostry protest kierowcy pierwszy z późniejszych wielu pod adresem kibiców Cracovii. Oj nie mamy łatwo z tymi kierowcami. Zapodajemy na video One way ticket i cały autobus ma konkretną bekę. Wieczorem HC porno przy którym układamy się do snu Granicę słow. - aust.mimo nerwówki pokonujemy bezszelestnie. Następnego dnia pada propozycja by za niewielką dopłatą odwiedzić cmentarz polskich żołnierzy pod Monte Cassino, lub słynące z tanich alko. San Marino. Ostatecznie zwyciężyła opcja nr 2,czego bardzo do dziś żałuję. W S.M krąży lewa zielenina,którą zna3my nasz szlak. Dla niektórych koń3 się to spotkaniem z carabineri.Na szczęście zostają puszczeni ,ale mamy się wynosić z S.M.Zanim się wynieśliśmy, z kumplami odwiedzamy liczne monopole. Promocji jak na lekarstwo, ale są darmowe degustacje.Niektórzy zniecierpliwieni żmudną procedurą z mini miarkami, wyciągają z butelek dozowniki i leją po szlachecku prosto w spragniony gardziel. Wywołuje to małe zdzisie na twarzach subiektów , ale byli bezradni. Co zrobić jak się Państwo bawi. Ja nabyłem gustowną biżuterię kibicowską na palce i zjadłem najdroższą i najgorszą pizze w życiu. W ten sposób przesrałem połowę lirów, które miałem na wyjazd. Na szczęście knuckle-duster sprzedałem jakiś czas potem z niezłą przebitką. Po paru godz. zajeżdżamy do Sienny, lub miejscowości o podobnie brzmiącej nazwie, gdzie A&L mają wykupiony nocleg.Od nas nie wykupił prawie nikt,więc parę osób waletuje korzystając z gościnności zgód. Reszta postanawia nocować w busie(co o3wiście nie przypadło do gustu kierowcom,którzy zamkneli nas w środku).Były to głównie osoby zorientowane na zarobek, które chciały połą3ć przyjemne z pożytecznym i w planach miały wieczorne spacery. Niestety dzięki uprzejmości driverów 1.zamek, który musieli wyłamać tego wieczoru, był w ich własnym autobusie. Miny kierowców rano, możecie sobie wyobrazić. Mówiliśmy im, że w nocy ktoś się próbował włamać,ale jak zobaczył, że jesteśmy w środku dał długą, Chyba nie łykneli,niewierne Tomasze. Rano cała grupa dokonała bezgotówkowych zakupów w pobliskim sklepie. W przeciągu2-3 min. towar dosłownie zniknął z półek. Nie zostało praktycznie nic. Popołudniu meldujemy się u stóp Wezywiusza tzn. w stolicy Kampanii Neapolu. Na rogatkach do autobusu wskakuje nam gostek , który mówi mieszaniną polskiego, angielskiego i włoskiego. Mówi, że ma dziewczyna z Polska i że nam pomoże. Bardzo mi się nie podobał ten mały pomocnik św.Mikołaja w środku maja. Jak się później okazało, przeczucie mnie nie myliło. Na razie jedziemy pod stadio San Paolo,na którym ma być rozgry wany mecz. Prowadzi nasz nowy przewodnik. Pod stadionem trzaskamy fotki, podziwiamy graf grupy The Masstifs. Do meczu parę godzin, planujemy wyruszyć w miasto na zwiedzanie. Kierowcy nalegają byśmy wsiedli do środka,bo muszą gdzieś zaparkować i po krótkiej jeździe zgodnie ze wskazówkami italiańca, lądujemy na solidnie ogrodzonym parkingu policyjnym tuż obok sporego komisariatu. Zakomunikowano nam, że tu będziemy czekać na mecz i o żadnym zwiedzaniu nie ma mowy. PKP CHWDP!!! Gotujemy. No to nas qr.y wzięły pod ch.j.Ale błazny bramy za nami nie zamknęli. Postawili jedynie paru cieciów. Nie ma co tracić okazji. Kto się zorientował,niby niedbale kierował się w stronę bramy do wolności. Na tradycyjne 3-4 z pichami wydzieramy z okrążenia tzn.blisko połowa z nas.Ci co zostali,wydzwaniali później do nas na nieliczne komórki, żebyśmy wracali, bo będą mieli przeje bane, ale olaliśmy ich. Wiedzieliśmy, że nic im nie mogą zrobić, bo to by było niezgodne z Konwencją Genewską i ogólne bezprawie.
The End of Part One.
Ps. Wkejam tym razem w odcinkach, bo wycieczka długa i gdyby Merol chciał np. zapytać o kolor autobusu...



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

Żarko
Liczba postów:1,404 Reputacja: 611
05-11-2015, 21:17 #83
W dzień,a raczej w przeddzień wyjazdu do Lwowa (bo z tego co pamiętam pociąg z Płaszowa odjeżdżał o drugiej,albo nawet o czwartej nad ranem) nie wiedziałem nawet,że taki temat istnieje.Z okazji piątku jednak pojawiłem się u króla Bolesława i po jasnym pełnym jednym,albo dwóch wróciłem do domu spakować bagaż na podróż.Miejscówkę opanowaliśmy w mniej lub bardziej kulturalny sposób,a ja się nawet wyspałem
[Obrazek: 2nqxph1.jpg]
reszta drużyny podziwiała widoki z takiej perspektywy
[Obrazek: 2mo2zjd.jpg]



jbć (ts)awara

the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
05-11-2015, 21:38 #84
Ja chcę być ambasadorem.O3wiście JKM Cracovii B)-



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

Merol
Liczba postów:1,534 Reputacja: 774
05-11-2015, 21:40 #85
Riposta lepsza niż opowieść a autobus był biały Smile



the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
06-11-2015, 04:07 #86
Zapraszam państwa na kolejny odcinek porywającej historii pt. "Przez całą Europę, tam i z powrotem, czyli Wycieczka do Neapolu."
W poprzednim odcinku Tongueołączone siły Arki,Cracovii i Lecha,czyli tzw. Joint Forces, zostają wciągnięte w zasadzkę przez miejscowe pały. Jednak grupie desperatów, złożonej głównie z kibiców Cracovii, po brawurowej ucieczce, udaje się wydostać z okrążenia.
Wbiegamy w uliczki okalające stadion św. Pawła (Ciekawe, którego, bo było chyba kilku.Stawiam na Pawła-korespondenta, tego od listów,co ostrzegał wiernych przed psami.)Nikt nas nie goni, ani śladu psów. Napotkanych tubylców, pytamy o drogę do centrum. Okazuje się, że właściwy Neapol, znajduje się po drugiej stronie Wezywiusza i można tam się dostać jedynie tunelem wykutym pod majestatycznym wulkanem. Nie ma opcji by dostać się tam pieszo gdyż tunel jest tylko dla zmotoryzowanych. Nie ma opcji? Powiedzcie to naszej legendzie ze Rżąki. Jako jedyny zamoczył nogi w wodach zatoki neapolitańskiej.Do meczu coraz mniej czasu. Rezygnujemy ze zwiedzania i włóczymy się po dzielnicy przylegającej do stadionu. Trochę slumsowata, jak zresztą cały Neapol(przynajmniej ten, który widzieliśmy w drodze na stadion). Ludzie tam leniwi, najpopularniejsze słowo to maniana, a wszystko kontroluje (i taksuje) miejscowa organizacja społeczna zwana La Comorra. Podczas spaceru spotykamy młodego Fedaina, członka bojówki miejscowego Napoli, ale nie ma on żadnych info. żeby Włosi się na nas szykowali.Powoli uderzamy w stronę stadionu.Spotykamy tych, którym nie udało się zbiec.Informują nas,że w autobusie kipisz. Skonfiskowano wszystko co według włoskich psów, nie miało nic wspólnego z kibicowaniem. Poszły się yebać wszelkie sztućce, zakupione w S.Marino kusze i tym podobne wynalazki. Niektórzy zachowali swoje przy sobie. Ale niemożność dostania się do autobusu, oraz kompletny brak krzacurów wokół stadionu,zmusiły ich do przemycenia gadżetów na mecz. Upchanych w obuwie. Poszło, ale potencjalnych naśladowców ostrzegam. Z kozikiem w jednym bucie i z kastetem w drugim, nie spaceruje się zbyt komfortowo. Tak przynajmniej mówili ci, którzy zdecydowali się na taki hazard. Mimo obecności sporych sił porządkowych, paru chłopakom od nas udaję się zdawkowo przywitać z 4,słownie z czterema, albo może nawet z 3,z trzema fanami pogoni. Więcej nie było. Tak właśnie wyglądało tropienie, a raczej śledzenie nas po Europie przez przepełnione żądzą zemsty, bestie z zatoki szczecińskiej. Po krótkiej wymianie uprzejmości flaga z napisem Szczecin i gryfem,zmienia właściciela.Tak na marginesie, czemu to skrzyżowanie qrwy z mułem,czyli ten cały gryf jest w herbie śledzi. Przecież pogoń jest herbem samym w sobie,takim zbliżonym do logo Burberry.Ktoś wie?Wracając do tematu. Te 4 ofiary ze Szczecina,to i tak w ch.j odważni kamikadze. Oprócz nich na meczu nie zjawili się żadni inni kibice z Polski.Mam na myśli kibiców afiszujących się ze swoją przynależnością klubową. Ani zaprzyjaźnionych, ani neutralnych nie mówiąc już o wrogo do nas nastawionych.Sprawdziło się to co mówił R. w autobusie. Parę dni wcześniej rozmawiał z gołębiami z S-ca, które stwierdziły, że jak jadą Ogry z Poznania,STERYDY Z Gdynii i ci Poyebańcy z nożami z Krakowa, to oni tak jak reszta normalnej Polski zostają w domu( Zgadnijcie jaka była odp. autobusu na to info. A.:A.Gdn. Q.-Świnia!!,L. gromkie:Oto są Qrwy z krainy kwitnącej bulwy!!!.my: Cracovia Żydzi, tej Qrwy nikt nie nawidzi!).Jest trochę jakichś incognito, którzy siedzą razem z "Pogonią", odgrodzeni od nas rzędem prewencji. Z nami trochę neapolitańskiej polonii, z której podśmiechujemy się przez 90min. ,bo straszne chamy. Na boisku też żenada. 3 po stronie Włochów, po naszej-0 walki.Nic się nie stało,Polacy nic się nie stało!-wyjemy pod koniec z goryczą. Leszki intonują Morza szum, ptaków śpiew..,ale Wiara słabo zna dalsze zwrotki. Przebojem jest przyśpiewka dotyczącą naszych pomeczowych planów, oraz nocnego życia w stolicy włoskiego Południa. Wszyscy na qrwy!O qrwa, wszyscy na qrwy!!-raz za razem płynie z polskiego sektora. Po meczu pod czujnym, teraz już na prawdę, okiem carabinierich,zapakowani zostajemy do autobusu i wywiezieni z miasta z zakazem powrotu. Nasza randka z córami pobliskiego Koryntu, zostaje odłożona na czas nieokreślony.
FINE



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

Żarko
Liczba postów:1,404 Reputacja: 611
06-11-2015, 13:04 #87
Cracovia z Lechem w drodze z Neapolu
[Obrazek: 2emopow.jpg]



jbć (ts)awara

Ferencvaros
Liczba postów:1,196 Reputacja: 5
06-11-2015, 13:46 #88
Planuje teraz pochodzic na lige chinska i azjatycka lige mistrzow, jak bedzie cos ciekawego to Wam opisze Smile

Painter- fajnie sie czyta o tym Neapolu, dobrze, ze troche ogarnales fantazyjny styl Wink ktory to byl mecz, pewnie z dwa lata wczesniej niz ten Neapol, ze Pogon faktycznie jechala w duzej liczbie w celu konfrontacji z Cracovia? To byl Paryz moze?



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

Żarko
Liczba postów:1,404 Reputacja: 611
06-11-2015, 14:01 #89
Zabrze. To może nie Paryż,ale akurat oprócz Pogonii przyjechała tam też wtedy reprezentacja FrancjiSmile



jbć (ts)awara

the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
06-11-2015, 14:51 #90
Dziękoova Żarko, za ilustrację do mojego skromnego story. Też mam parę fotosów,ale nie pod ręką(zresztą nie wiem gdzie się je wpycha w telefon, żeby się wyświetliły).
Ferenc. nic nie ogarnąłem. Materiał słabyTongue.Co do tych śmiesznych mścicieli,co nie dali rady,chociaż bardzo chcieli, w Zabrzu nas mogli trafić,czekaliśmy przed meczem. Nawet transparent z wynikiem ich nie zmobilizował. I. pojechał do Paryża na lewym paszporcie (w orginalnym misiek za S.Marino), żeby tylko im dać szansę. I co?PiSdA blada. To ich całe mszczenie po Chorzowie, to między bajki i klechdy włożyć.
Wieczorem epilog "Opowieści neapolitańskich". Zapraszam.



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

Ferencvaros
Liczba postów:1,196 Reputacja: 5
06-11-2015, 15:16 #91
Cos w tym jest co mowisz o tej Pogonii.

Teraz na tym meczu u nas, co bylo ich tak duzo, napierali na krate przewiazana zwyklym lancuchem w 100 osob. Niby szarpia, niby wyzwiska, ale jakos tak bez przekonania i lancucha oczywiscie nie zerwali. Akurat widzialem to dobrze w przerwie, bo chodze na A Smile



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
06-11-2015, 15:25 #92
Czyli tzw. parcie daremne, jak przy raku odbytnicy. Typowa centrala rybna. Potwierdza moją diagnozę. Ale ciach bajera o tych śledzionach, bo mam niesmak, a lunch w planie.



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
07-11-2015, 02:10 #93
"Opowieści neapolitańskie"-Episode III >Przystanek Wenecja i z powrotem w domu< Epilog
Zapakowani w autobus, na który powoli już wszyscy dostajemy alergii(jeździliście autobusem przez parę dni?),opuszczamy Kampanię, trochę zawiedzeni, ale przede wszystkim zmęczeni,po atrakcjach mijającego dnia. Nie dziwne, więc, że wkrótce autobus wypełniło chrapanie ponad 60 młodych mężczyzn. Rano budzimy się i przecieramy oczy ze zdumienia. Jakiś parking, wszędzie woda...Toż to rodzinna mieścina szekspirowskich kochanków, słynna na cały świat Wenecja. Śniadamy, rozglądamy się ciekawie, podziwiamy, że to się wszystko nie rozpłynie. Po śniadaniu wskakujemy na pokład tramwaju wodnego(,który tramwaj przypominał nieszczególnie) i nucąc pod nosem znany przebój o weneckiej gondoli, na której facet z babą się pier.., wyruszamy w stronę Grand Canal i placu św.Marka (ciekawe, którego, bo było chyba kilku.*sorki nie mogłem sobie darować).Zabytkowe centrum Wenecji, jeśli chodzi o ogólną atmosferę, przypomina trochę nasze Stare Miasto. Turyści z najdalszych zakątków świata, miejscowych nie uświadczysz. Nawet handlarze wszelakim gównem i malujący portrety na poczekaniu, wyglądają na przybyszów.Po licznych kanałach poruszamy się wspomnianymi tramwajami, o3wiście na podstawie tzw.biletów "rocznych".Na szczęście kanarów tam ni widu, ni słychu. Tylko stewardzi wpuszczający pasażerów na pokład, patrzą na nas dziwnie, bo wszyscy pokazują bilety, a my nie. Ja próbowałem trochę z innej mańki informując ich, że służbowo,na statek,do kapitana, jednak widząc kompletny brak zrozumienia na ich makaroniarskich facjatach,odpuściłem po paru próbach.Łazimy, zwiedzamy, optymiści szukają jubilera samoobsługowego,bez powodzenia. O 15.z powrotem na zbiórkę tylko po to by się dowiedzieć, że spora część naszej grupy optuje za przedłużeniem naszego pobytu u Romea i Julii aż do wieczora. Nam ( Cracovii )to rybka, ale nie spodobało się to kilku Arkowcom, zwłaszcza tym w rozmiarze double XL,którzy mieli zobowiązania zawodowe i trochę śpieszyli się do Gdyni. R.,któremu wciąż chyba marzyły się lokalne prostytutki,przekonywał, że Lech i Cracovia chcą zostać. Jak to u Arkowców w zwyczaju,dyskusja była gorąca i tylko czekaliśmy aż zaczną się napierda. .ć po łbach.Jeden z nasZych, prawdopodobnie pod wpływem środków, wpadł w lekką paranoję , myśląc że my też jesteśmy stroną w tym sporze. T.zapytany co robimy, tylko wzruszył ramionami i zakręcił scyzorykiem w łapach.Stanęło w końcu na tym,że zostajemy do 22.i ani minuty dłużej. No to z powrotem nad Grand Cnl.Wielu z nas zauważyło przytomnie, że im niżej słonko nad horyzontem,tym banknoty 50$ made in Federal Reserves of USA Filia Wejherowo, nabierają autentyczności.Wraz z zapadającym zmrokiem zakupy stają się coraz popularniejsze SmilePrzechadzając się po bulwarach wzdłuż wielkiego kanału ze zdumieniem spostrzegamy Biało-Czerwony Pasiak w ogródku ekskluzywnej resteuracji. Jeden z naszych z uwagą studiuje kartę dań. Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia. Wiadomo co jest tromfem. Dla rozrywki, postanawiamy dyskretnie świadkować całej akcji. Po chwili D.wskazuje usłużnemu garson, danie na które ma ochotę. Kelnerzyna zapisuje zamówienie by po chwili zjawić sięz butelką rekomendowanego wina.M.fachowo łapie bukiet w nozdrza,kołysze kielichem.Upija łyka obficie spłukując jamę ustną by wszystkie kubeczki dokonały ekspertyzy. Jeszcze raz niucha z pustego kielicha. Wreszcie z uznaniem kiwa głową i wielkopańskim gestem,odsyła kelnera po szame. Po chwili ląduje przed nim wielki talerz antipasti lub innego tagliatelle. Podbijają Arkowcy. O co kaman?Wprowadzamy ich w temat, też zostają na finał. Po posiłku, nasycony M. nie śpiesznie delektuje się ostatnim kielonem czerwonego i spokojnie opuszcza ogródek jadłodajni,po angielsku oczywiście. My cichutko żeby nie wzbudzać sensacji, podśpiewujemy mu przebój z tamtych czasów :"U,u,uuu!Chłopaki.U,u,uu!Nie płacą! U,u,uuu!Chłopaki...."Teraz finał. Po chwili do pustego stolika, podbija nieszczęsny kelner.Minę ma nietęgą. Czeka chwilę, rozgląda się nerwowo. Może wróci z kibla tiffo-Polacco. Płonne nadzieje. Za moment pojawia się kierownik sali. Jednym spojrzeniem ogarnia sytuację i bez słowa zaczyna nieszczęśnikowi wypłacać karki.Przez cały czas dusiliśmy się ze śmiechu. Teraz już rżymy jak źrebaki po kwasie. Mówię wam oscarowa scena.Gdy się trochę uspokoiliśmy,kontynuujemy spacer bulwarem. Na placu czarni gonią podróby Louis Vuitton'a.Kolo z Arki wyciąga 50 baksów. Sprzedawca z piasków Sahary jest wniebowzięty,ale kłopot.Nie stać go, żeby wydać resztę. Wraz ze wspólasami uzbierał 3/4 wymaganej sumy. Arkowiec daje znać, że wystar3 i zadowolony chowa w kielnie plik orginalnych lirów a pod pachę lewego Vuittona. Czarni cieszą się jak dzieci, że wydymali naiwnego Polacco. No i już prawie 10.Jeszcze N. zalicza challenge Poznaniaków. Za bodajże 60 tys. rozebrał się do slipek i przepłynął klasycznym ze 3m.w tym Grande Canal. Całkiem zgrabnie mu poszło. Efekt treningów na Bagrach. Za dwie dziesiąta.Powtórka z rozrywki. Brakuje 2 chłopaków od nas. Dogonią nas w Chyżnem?Raczej nie. Jadą, znaczy się płynną.Pod nabrzeże zapierd Ala nowoczesna Łódź taka "no niezłe cacko",full speed,music full. Parkuje z pichami,tzn. z taką dużą falą."Gondolier" łapie w zęby trefnego Granta. Keep the change.Banana ma takiego, że po nim jak po trapie T. i M.S wskakują na ląd. Dalej już nie wiele się dzieje. Długa droga do domu. R.opowiada takie historie,że do dzisiaj mnie brzuch boli.Okazuje się,że Arkowcy przemycili betona-rugbystę,starego qmpla,nie pucując się cały wyjazd.Ogólnie rodzinna atmosfera,wspominki.Promocje?Owszem.Ale pośpieszamy.Jednak na Słowacji znajdujemy chwilę by zatrzymać się na przejeździe, na którym zginął chłopak z Arki.Chwila zadumy, wyszeptane Wieczne odpoczywanie i dalej w drogę. Byle do domu. A jeszcze austriacka straż graniczna, żebyichpiesyebał.Jak się jeden Arkowiec przymierzał do G-17to suka jeszcze wytrzymała.Ale jak jej koliegen dostał od drugiego paszport z komentarzem Yo motherfucker z czystym brooklińsm akcentem,to chłopak pojechał na osobistą,deep&hard (z użyciem gumowej rękawiczki)z tego co mówił.No i tyle. God save my ass&kończyny dolne.Nigdy więcej autobusem! Najdalej na Mateczny. Ale gdy mija kacur i puszcza wódkowstręt,znów przychodzi ochota na drinka.


-----------------------------------------------------------------------------

Panie, jak tamci wyskoczyli z autobusu, to ci zaczęli uciekać.Tego jednego co się przewrócił, otoczyli panie.I tak zaczęli go kopać ...
-Szalik mu zabrali!
- Tak wyrwał mu jeden szalik I zaczęli kopać. Panie, tak go kopali, jakby go chcieli zabić.A-KO-PA-LI-PSA panie.

Z pustej psiej budy,
Zrobimy trumnę.
I zakopiemy, wiślacką qr.we!
©hevra Kadisha -Żydowskie Bractwo Pogrzebowe



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

sterby
Liczba postów:7,625 Reputacja: 7,991
07-11-2015, 13:05 #94
A nie było nic o łowieniu ryb przez T.



[Obrazek: gf-JzRg-qYWu-XW5A_janusz-filipiak-664x442-nocrop.jpg]
Człowieka jest łatwo oszukać.
O wiele trudniej przekonać go, że został oszukany.

the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
07-11-2015, 14:28 #95
sterby Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> A nie było nic o łowieniu ryb przez T.


Przy mnie łowił tylko oczami. Przy przejeździe przez przełęcz św.Bernarda(chyba tylko jeden był), rzucił okiem w kilkuset metrową przepaść, na dnie której szumiał potok i oświad3ł :"Tu muszą głowacice brać."



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

hrobry82
Liczba postów:145 Reputacja: 6
09-11-2015, 12:24 #96
Lwow CD,

po dotarciu do przemysla wysiadamy razem z prawie calym pociagiem i idziemy wsrod ludzi z walizkami i roznej masci siatami na busa do medyki, kierowca ze cale 2 albo 3 zl wiezie tylko sobie znanymi skrotami pod samo przejscie graniczne, mijajac po drodze stojace w korku tiry i osobowki, tam znow w tlumie mrowek przez clo i paszporty. Po przekroczeniu tymczasowej Big Grin granicy polsko ukrainskiej zacyna sie inny swiat, kto by ten wie o czym mowie, kto nie byl musi sam zobaczyc. Do Lwowa najtanszym srodkiem lokomocji jest marszutka, a ze wyjazd jest z kategorii ekonomicznych, wybieramy te opcje. Miedzy tobolami, siatami, kurami i kaczkami nas 3 popijajacych lokalne specjaly i co najwazniejsze 2 calkiem ladne ukrainskie dziewczyny Smile .jako ze jeden kolega jak mu podac piwo z rana lapie szybko humor, podobnie jak ten co wypil 16 piw w budapeszcie Wink droba mija na ogolnej bece z marszutki, zarcikow i bajerzenia dziwuszek. Sam Lwow to dla mnie miasto magiczne, pelne naszej historii, naszego stylu po prostu nasze, taki krk x3. lazenia po miescie i knajpach opisywac sensu nie ma. Sam mecz na stadonie "upaina" obywal sie w dosc mocnym deszczu, co pewnie wplynelo na frekfencje gospodarzy. Wystawili mlynek taki moze na 500-800 os w wiekszosci dziwolongow, spiewy marne, nie melodyjne, jakies takie pierdzenie swini. w mlynie zauwazyc mozna bylo kilku upaincow z koszulkami "banderstadt" a ich jedyna plaga na kiju przedstawiala bandere z lat mlodzienczych. Gosci bylo moze ze 20 gdzies tam po drugiej stronie stadionu. To co sie rzuca w oczy to to ze wszystko co zostalo zrobione w tym miescie przed '39 jest zajebiste, z klasa, nawet po tylu latach trzymajace fason. wszystko bez wyjatku po '39 to dziadowstwo i kicz. Powrot na tych samych zasadach co przyjazd czyli tanie % Smile wszysko bylo by spoko gdyby nie 2 dniowy kac po weekendzie Big Grin



the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
09-11-2015, 14:14 #97
We Lwowie pod stadionem poganiaczy (a może powidlaków,już zapomniałem. Na zlocie Sokolstwa w każdym bądź razie),doszło do pierwszych odnotowanych incydentów z udziałem kibiców Cracovii(prawdopodobnie pierwszych w ogóle w historii polskiej p.n).Przydałaby się jakaś tablica pamiątkowa, choć podejrzewam, że władze upainy,przychylnie na taki projekt nie spojrzą.



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

Żarko
Liczba postów:1,404 Reputacja: 611
10-11-2015, 18:19 #98
Ilekroć temat wchodzi na Lwów tylekroć sie zastanawiam czemu jak dotąd byłem tam tylko raz.
Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to w nadchodzącym roku zamierzam świetowac tam zdobycie Pucharu Polski i przy okazji oglądnąć meczyk Karpat z Szachtarem DonieckSmile.
Pamiętam,że zanim na dobre zdażyliśmy otrząsnąć się po podróży to już w czasie przekraczania granicy nawiązaliśmy całkiem spoko kontakt najpierw z jedną,a później z drugą sympatyczną Ukrainką z którymi odbywaliśmy podróż wesołym autobusem do Lwowa,a pózniej juz po powrocie przez jakis czas kontynuowaliśmy znajomość w KrakowieWink
Myślę,że nie miałyby nic przeciwko temu,ze wstawie tu ich zdjecie
[Obrazek: 2k28ok.jpg]

Na Lwowskim Rynku za jakies 30 zł osoba/ noc wynajęliśmy od babuszki pokój z widokiem na ratusz.Żarcie na mieście srednie za to piwo i ceny świetne.Aż strach pomyść jak to sie ma teraz kiedy wartość hryvny poleciała na morde.Jesli chodzi o klimat to spokojnie mozna go określic takim powrotem do przeszłości,czyli lat 80tych i 90tych.
Życia nocnego o którym tyle się słyszy nie zasmakowałem ponieważ jakimś cudem ze zmęczenia odcięło mi w pewnym momencie prąd i odbiłem kimac na kwatere.

Następnego dnia przed cmentarzem Łyczakowskim spotkaliśmy typa z reklamówką Legii.Trzeba przyznać,że trzymał fason do końca ze smutkiem w głosie komunikując swojej rodzinie,że chyba sie bedzie musiał bicSmile
O tym co sie działo na meczu chyba wszystko opisał h82,wiec ja tylko wkleje fotki
[Obrazek: ddnhgn.jpg]
[Obrazek: t6baqr.jpg]

Jeśli chodzi o gościnność to w czasie tamtego pobytu odniosłem wrażenie,że zbyt uprzejmie to tam Polaków nie traktowano,ale ponoć teraz kiedy jako jedyni nie boimy się tam jeździć sytuacja uległa poprawieSmile
W dzień powrotu trafiliśmy na dworcu samozwańczego taxidrivera,który swoim kilkudziesięcioletnim kombiakiem nie zawachał nas się podwieźć 60 km do granicy za niecałe pięc dyszek na trzech.
W pociągu tym razem zajelismy cały przedział i po opróżnieniu 0,7 l poszlismy spać.Po jakimś czasie obudziły mnie odgłosy dobiegajace z głośnika,wstalem zobaczyć na jakiej to wichurze zaparkowaliśmy.Po chwili zorientowalem się,że jestreśmy już na naszym Głównym,ale na jakims bocznym peronie,bo właściwe były akurat modernizowane w zwiazku ze zbliżającym się EURO.Następny przystanek byłby w Częstochowie.



jbć (ts)awara

the Painter
Liczba postów:904 Reputacja: 3,239
10-11-2015, 20:10 #99
fot.1 -like this(tu)(tu)



Najbardziej lubię, jak są cienkie i długie.

Merol
Liczba postów:1,534 Reputacja: 774
11-11-2015, 00:39 #100
Górek [ Odpowiedz prywatną wiadomością ] [ignoruj wpisy]
Re: Sparingi zimowe 2006
12 lut 2006 - 13:34:38 Zarejestrowany: 10 l. temu
Posty: 5
Byłem w Presovie.To był najgorszy dramat jaki widziałem w życiu a widziałem już sporo. Na boisku poznawałem tylko Zachariasza który bronił w 1 połowie. Nasi spóźnili się godzinę nadjeżdzając od strony granicy węgierskiej czym wprawili w osłupienie kibiców słowackich.I niestety tylko tym bo przegrać mogli dużo ,dużo wiecej.
Odpowiedz Cytuj Raportuj

Wklejam post zasłużonego PASIAKA z którym byłem na tym wyjeździe Smile długo by pisać co było po drodze..
To były czasy Smile Albin Mikulski i te klimaty








Skocz do: