Witaj! Logowanie Rejestracja
Stadionowa Turystyka Cracovia:)-D



Żarko
Liczba postów:1,473 Reputacja: 779
12-12-2015, 17:56 #121
W maju 2011r. w Parku Jerzmanowskich na Prokocimiu jak co roku zakwitły kasztanowce,a od pamiętnych derbów Łodzi minęło już 17 lat.
Zainspirowani filmikami z YT od kilku miesięcy, w gronie kilku dobrych chłopaków planowaliśmy sprawdzić,czy faktycznie Turcy na stadionach są tacy dobrzy jak się o nich mówi,pisze i pokazuje.Licząc na piekło naszym głównym celem wycieczki stały się derby Stanbułu pomiędzy Besiktasem,a Galatasaray,czyli dwóch klubów mieszczących się po europejskiej stronie cieśniny Bosfor (Fenerbache jest po azjatyckiej).
Im bliżej wyjazdu tym więcej wątpliwości nad sensem wycieczki na inny kontynent.W dzień wyjazdu ciśnienia nie wytrzymał dobry znajomy z Radomiaka i ostatecznie do obchodzącej 16 rocznicę jeżdżenia reno laguny z silnikiem volvo pakujemy się w trzy osoby z Cracovii.Nie zdązylismy się dobrze rozpędzić,a tuż po przekroczeniu granicy z Słowacją nasze portfele stały się lżejsze o 120 euro po opłaceniu mandatu wystawionego przez tamtejszą mende.Renówka dawała rade na trasie,więc w miarę sprawnie na pierwszy pitstop zjechaliśmy dopiero w Sofii,która przywitała nas cygańskimi favelami i wiejskim zaprzęgiem konnym manewrującym na centralnej ulicy miasta.
Będąc w stolicy Bułgarii udajemy się,a jakże,na zwiedzanie stadionu CSKA i zakupy pamiątek w klubowym sklepiku,który jak się okazało był zaopatrzony w dokładnie jeden szalik klubowy.Biało-czerwony pasiak pomimo kilku dziur znalazł swojego nabywcęSmile.
200 km dzielące nas do granicy z Turcją pokonujemy w momencie,tam płacimy 20 dolarowy haracz w postaci tureckiej wizy.Następne 30 dolców przyjdzie nam zapłacić kilkadziesiąt minut poźniej na bramkach wyjazdowych z autostrady zaraz po tym jak się okazało,że nie zabraliśmy kwitka przy bramkach wjazdowych.Wreszcie wjeżdżamy do Stanbułu,gdzie naszym oczom ukazuje się bardzo gęsto zabudowany teren.Zgodnie stwierdzamy,że trochę ich tam musi mieszkać.Wbijamy do centrum,gdzie nie ma szans zaparkować,nawigacja wariuje,wszyscy trąbią,więc jeździmy w kółko.Na chwilę udaje się zatrzymać,piwo w warzywniaku w przeliczeniu na nasze kosztuje 8 zł,ale przy okazji trafimy na jakiegoś typa z Francji , który akurat udaje się do punktu sprzedaży biletów kupić ten na derby.W delegację zostaje wysłany biało-czerwony,ja z kierowcą na jakimś stromym wzniesieniu przez dobrą godzinę udajemy,że zaraz będziemy wjeżdżać na teren stojącego obok hotelu.BC wraca z biletami,więc nie jest źle,teraz pozostaje znaleźć tylko nacleg na najbliższe kilka dni.Ceny nie należą do najniższych,nawet za pokoje z kategorii podłych,gadki o Romanie Koseckim nie poprawiają naszej sytuacji.Wreszcie się udaje ,chodź chciwi turcy oszczędzają nawet na prześcieradłach.Wyciągam litrowego Absoluta ,którego dostałem od Hamera na urodziny i rozpoczynamy posiedzenie.Po chwili na banie zalapuje się chciwy turek z recepcji z którym dialog kończy się na wymieniu w kółko nazwisk Gutiegi,Quaresmy i Simao Sabrosy,którzy akurat w tamtym sezonie dołączyli do drużyny Besiktasu.Po wypiciu drugiej bani turek niespodziewanie fika na glebę,myśleliśmy,że poprostu stracił równowagę,jednakże okazało się ,że nadupcył sie jak bąk dzięki czemu już za chwilę mamy zapas pościel przynajmniej na miesiąc.
Następny dzień rozpoczynamy od kebapa,,który wbrew oczekiwaiom jest oprostu słaby w przeciwieństwie do ayrana czyli solonego,rozcieńczonego z wodą mleka po czym udajemy się w okolice stadionu na którym za kilka godzin mają się odbyć derby.Na obiekt wchodzimy bez problemu,oprócz kilku osób na murawie nie spotykamy nikogo,wiszą za to flagi,a dokładnie banery Besiktasu.Pojawia się pomysł ,żeby jakiś skubnąć na pamiątkę,ostatecznie plandeki zostaja na swoich miejscach.




Żarko
Liczba postów:1,473 Reputacja: 779
13-12-2015, 19:49 #122
Po kilku godzinach szwendania się po mieście wracamy w okolice stadionu ,gdzie zaopatrujemy się w kilku efesów sprzedawanych z wiaderka wypełnionego lodem.Turcy bardzo interesują się piłką nożną,dzięki czemu nawet biało-czerwony chcąc nie chcąc nauczył się na pamięć wszystkich nazwisk polskich piłkarzy grających w tamtym czasie w lidze tureckiej.Na osoby siedzące klimatach kibicowskim niestety tym razem nie dane było nam trafić.Wbijamy na stadion,który dwa lata później zostanie zrównany z ziemią i zastąpiony nowym odpicowanym obiektem.
Galata w jakieś dwa tysiące wypełnia sektor dla przyjezdnych,coś tam próbuje dopingować,ale idzie im to dosyć opornie, dodatkowo nie pomaga im drużyna na boisku ,która w drugiej połowie traci dwie bramki i ostatecznie przegrywa derby 2-0.
Osobiście po Besiktasie spodziewałem się wiele tymczasem wyszedłem ze stadionu rozczarowany.Dopingowali przeciętnie i monotonnie.Liczyłem na żywioł,a chwilami miałem ochotę się zdrzemnąć(kto mnie zna ten wie,że lubię).Nie lubię natomiast polityki na stadionach,a fani gospodarzy bardzo mocno się w nią angażują opowiadając się jeszcze mocniej po tej lewej stronie.
Przy okazji tego spotkana dużo mówiło się powrocie na trybuny postaci nr 1 na Besiktasie, Armeńca z pochodzenia,znanej z tego,że na środku boiska dyryguje kibicami,który kilka miesięcy spędził w szpitalu po tym jak w czasie kłótni został postrzelony w brzuch przez swojego kolegę.
Po meczu bocząc jakimiś uliczkami trafiliśmy na stolik z krzesłami przed warzywniakiem przy którym po wcześniejszym zamówieniu trzech efesów postanowiliśmy spocząć.W pewnym momencie patrzymy,a obok nas jak gdyby nigdy nic przechodzi typ z główną flaga Galaty UltraAsian(tylko ją rozwiesili na stadionie) chwila konsternacji i zaraz okazuje się,że zostajemy wchłonięci przez 2 tysiące Turków wypuszczonych z sektora dla przyjezdnychSmile.Flaga Cracovii na kurtce biało-czerwonego oprócz masowej obcinki nie przyniosła żadnej reakcji.
Ruszamy do centrum,gdzie załapujemy się na małą fetę z okazji awansu Samsunsporu (grali tego dnia z kimś ze Stanbułu) do pierwszej ligi tureckiej.
Następnego dnia chcemy zwiedzić legendarną siedzibę Galatasaray czyli stadion Ali Sami Yen niestety okazuje sie ,że deweloper zdążył już w jego miejscu wybudować bloki.Wsiadamy więc na prom i płyniemy na azjatyckie Fenerbache,które tego dnia gra w lidze mecz z bliżej nam z nazwy nieznana drużyną.Z powodu dużego zainteresowania bilety na Fenerbache są bardzo drogie, dodatkowo wygraną tego dnia gospodarze mogli sobie zagwarantować mistrzostwo Turcji,pomimo wielkiej chęci wejścia na stadion ostatecznie odpuszczamy możliwość nabycia biletów po promocyjnych cenach,czyli poniżej 200 pln oczywiście z niewiadomego źródłaSmile
Kolejnego dnia żegnamy się z Turcją,by przez Bułgarię trafić do Bukaresztu na derby pomiędzy Steauą,a Rapidem.



Les
Liczba postów:457 Reputacja: 57
21-01-2016, 16:42 #123
Jak mawia mój roztropny przyjaciel Żarko: "Kibic z kibicem zawsze się dogada..."
Ale po kolei...

Tym razem jako jedyny członek "Brygady Kryzys" ruszyłem w poszukiwaniu piłkarskich wrażeń. Można powiedzieć, że upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu Big Grin Romantyczny wyjazd z narzeczoną do Bergamo i ciekawy pojedynek
Postanowiłem zobaczyć mecz Atalanta - Inter.


BILETY:
Można je kupić z pośrednictwem netu, ale ja stwierdziłem chętnie przespaceruje się pod stadion i tam dokonam odpowiedniego zakupu. W związku z tym, dzień przed meczem razem z moją ukochana ruszamy pod stadion, po drodze odwiedzając punkt informacyjny hubcity (czy jakoś tak?) gdzie słyszę, ze pod stadionem biletów mogę nie dostać... Pierwsza myśl: "*****-cie".
Docieramy pod stadion. Już mam lekki wkurw, bo wszystko pozamykane na głucho, brak jakiegokolwiek fan-shopu i jakiś bazar pod stadionem... Moja obrotna druga połowa rozpytuje tu i tam (ciężko bo mało kto mówi po Angielsku...) i dowiadujemy się, ze bilet kupimy na przeciwko posterunku milicji w czymś co będzie kombosem lotto i sts-a... Po dotarciu w punkcie zastaje 3 kobiety nie bardzo mówiące po angielsku. W końcu starsza dosyć atrakcyjna Pani (nawet można powiedzieć, że MILF... Big Grin), sprzedaje mi bilet na Curva Pisani, ale koniecznie próbuje mi opylić bilet na sektor VIP (za 50 Ojro!!!). Mówię, że dziękuje - wole do Tiffosi Big Grin
Mam bilet i już mi trochę ciśnienie opada...
Jak jedziecie do Włoch to pamiętajcie - bez Paszportu biletu nie kupicie...



DZIEŃ MECZU
Mecz o 15. Wychodzę z Hotelu o 12.30. Nad głowa lata milicyjny helikopter. Strasznie to wku-rwiające, ale dobra nich Wam będzie... Taka mucha natrętna trochę.
Mam 20 minut na stadion. Dochodzę do skrzyżowania pod stadionem - stoi kilkanaście "dyskotek" a droga w lewo zamknięta. Domyślam się, ze tam pojedzie Inter. Idę pod stadion i podchodzę pod sektor przyjezdnych. Staje przed kordonem i zaczynam filmować podjazd MPK, w którym jest Inter (pomarańczowe "ogórki" Big Grin ). Jestem trochę w szoku bo ze strony Atalanty zero napinki. Inter trochę śpiewa, ale tak raczej bez przekonania... Może wynika to też z racji tego, że bufor jest dosyć duży i psiury sporo.
Pies z kordonu mówi po włosku coś i pokazuje, żebym się odsunął... "Only Iglisz" mówię Big Grin. Przychodzi Kierownik Dyskoteki i mówi, ze muszę się odsunąć. Ok, szeryfie...


KNAJPA
Idę na piwo do czegoś co jest kombinacją sts-u, stacji benzynowej i knajpy... Kupuje dwa browary i jedną grappe... Stawiam na dystrybutorze paliwa i pije na spokoju. Podchodzi do mnie dwóch łysych kolesi i pyta skąd jestem (nawet nieźle mówią po angielsku). Wyglądają mi na skrajną prawice Big Grin. Skąd jestem itd. Sprawdzili czy nie jestem szpieg i poszli - czujni.
Idę jeszcze po piwo (barmanka jest naprawdę śliczna - najładniejsza Włoszka jaką widziałem,ale widać, że bardzo wyniosła...). Pytam jeszcze dwóch kolesi ile przed meczem muszą zacząć wchodzić, żeby zobaczyć wszystko. Słysze, że 20 minut... Ok, męczę piwo i widzę najlepszą scęne, która mnie miażdży. Idą dwie Starsze Pani koło 80-tki w kurtkach w "panterkę" Atalanty(bardzo charakterystyczne), a dwa kroki za nimi Dziadzio w czarnej kurtce. Pierwsza myśl - Dziadzio Hooligans Big Grin
Podchodząc pod stadion widzę dwóch jegomości siedzących z piwem. Pytam gdzie mogę kupić małe piwko. Wskazują mi. Wracam do nich z małym Peroni i okazuje się, ze to Duńczycy Big Grin



KSC

Les
Liczba postów:457 Reputacja: 57
21-01-2016, 16:48 #124
Mówią, że obstawiali, że jestem niemiejscowy, a nawet Angol bo tak wyglądam Smile Oni są z Aarhus, gdzie jakby ktoś nie wiedział jest klub AGF.
Kibic z kibicem zAWsze się dogada - co racja to racja Smile

WEJŚCIE
Moi koledzy z Danii są dosyć rozmowni (jeden ma na imię Kim...) i rozmawiamy dobre kilka minut. Piłka, kibice, handball, podróże... Sączymy browarki na murku i miło gaworzymy. Ogólnie są lekko w szoku, że mam pojęcie o ich kibicowskich realiach i znam nazwiska Duńskich Piłkarzy Ręcznych Smile
Wchodzimy razem na stadion, bardzo płynnie i bez problemu. Cu-r-va Pisani jest z bramką i ten łuk jest młynem. Sprawdzanie dość pobieżne i ekipa znana wnoszenia rac w tyłkach miała by pole do popisu Smile
Trybuny są dwupoziomowe, wyglądają trochę jak rusztowania, na których postawiono ławki. Mogę szukać miejsca, które mi przysługuje, ale całe szczęście to nie Anglia. Nabite na pełno, ciężko się gdzieś wcisnąć więc stajemy na drugim (wyższym poziomie) na samym dole. Straszny tłok...

MECZ
Po chwili pojawiają się piłkarze, na wyjście na młynie w górę idzie sektorówka w niebiesko-błękitne pasy (chyba była na cały łuk, ale jaki efekt to trudno ocenić). Nie ma do niej żadnego piro, ale jest fajny, rytmiczny doping. Całą pierwszą połowę, 3-4 prowadzących intonuje rytmiczne przyśpiewki, które śpiewa cały młyn. Reszta stadionu z rzadka włącza się do dopingu choć stadion na 22 tysiące prawie pełny. Po golu dla Atalanty rozpoczyna się prawdziwy amok. Wszyscy na siebie skaczą, wpadają i krzyczą. W tym czasie zaliczam glebę przynajmniej ze dwa razy Smile
Gol dla Interu nieco ostudza entuzjazm i zapał gospodarzy, którzy nieco spuszczają z tonu. W drugiej połowie doping jest słabszy, ale nadal jest dosyć sympatyczny dla ucha.
Jeśli chodzi o oflagowanie to raczej old-scholowe, flag kilkanaście, duże. Moją uwagę przykuwają dwie ?proste?, które przypominają mi to co było na rejmana zanim pojawiła się ?stocznia?. Ogólnie takiego stadionu w Polsce od czasów ?starego? Zabrza czy może trochę Chorzowa nie widziałem.
Dziwne, ale po meczu kopacze nie podchodzą pod sektor fanatyków. Może jaki bojkot mają...

GOSCIE
Podczas derbów Belgradu, siedząc w młynie Crveny stwierdziłem, ze to oni byli na trybunach lepsi. Byłem w błędzie. Tym razem może być podobnie... Mimo zdaniem Inter był bardzo słaby. Wprawdzie wypełnili prawie cały sektor dla przyjezdnych, ale flag mieli tylko kilka (albo były tak małe...). W ciąg całego spotkania słyszałem ich raptem 4 ? 5 razy. Każdy ich okrzyk młyn gospodarzy kwitował gromkim ?merda? (ogólnie jak nie ?merda? to jeszcze byli ?putany? i ?bastardo? Big Grin ). Jak tak patrzyłem na ten Inter to mi trochę przypominali Nas na niektórych wyjazdach - ?przyjechaliśmy, patrzcie i podziwiajcie? Smile

MECZ NA BOISKU
Całkiem niezły, nawet go trochę pooglądałem i pewnie bym o tym nie wspomniał gdyby nie interwencja Samira Handanovica, która moim zdanie może być interwencją roku. Polecam.

WYJŚCIE I POWRÓT
Po meczu zegnam się moim kolegami, którzy podczas meczu tak świrowali, jak by to ich zespół grał tego dnia, a nie Atalanta Smile Strach pomyśleć co by było jakby znaleźli jeszcze na stadionie ziele, którego tak poszukiwali Smile Pstrykam kilka fotek, wypijam piwo w barze, powoli ruszam na górę do Starego Bergamo, gdzie planuje zjeść kolacje.
Kiedy docieram zastaję mnie kapitalny widok panoramy miasta, na tle gór, a jego środku oświetlony stadion ? naprawdę ładnie.

POST SCRIPTUM
Siedząc w samolocie przy szklaneczce czegoś mocniejszego i kontemplując bardzo udany pod każdym względem weekend, tylko jedna uporczywa myśl nie dawała mi spokoju: Gdzie jest ŁKS???...

Relacjonował : Jan Wężyk Smile



KSC

Ferencvaros
Liczba postów:1,196 Reputacja: 5
22-01-2016, 00:21 #125
Ktoś poza mną pamięta Jana Wężyka? Big Grin

Liga chińska rusza w marcu, możecie liczyć na update'y Smile



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

the Painter
Liczba postów:1,048 Reputacja: 5,132
24-01-2016, 20:18 #126
Les Napisał(a):
-------------------------------------------------------
>
>
> Strach
> pomyśleć co by było jakby znaleźli jeszcze na
> stadionie ziele, którego tak poszukiwali Smile
MERDA!!Ale wiocha to Bergamo. Proper shithole!



Gdy tylko nadszedł moment, w którym drużyna zaczęła się załamywać, rozlegały się chóralne okrzyki i wiersze ad hoc ułożone.

Żarko
Liczba postów:1,473 Reputacja: 779
25-01-2016, 16:31 #127
Z Bergamo wspomnienia mam takie sobie.Dwa lata temu patrząc w terminarz Serie A wycyrklowałem,że skoro derby Mediolanu odbywają się w ostatni weekend lutego to przyjdzie nam je oglądać już w iście wiosennej aurze,bo przecież to Italia,a nie dajmy na to przykładowo Ukraina.Jednak im mniej czasu pozostawało do wyjazdu tym zimniej (wg serwisów pogodowych) robiło się w całej Europie,z północnymi Włochami na czele.
Startujemy z Balic w 5 osób z Cracovii i po jednej sztuce z Arki i Lecha,choć do ostatniej chwil wydawało się,że Arkowiec zakończy swoją podróż w Krakowie. Po tym jak samolot z Gdynii którym podróżował do Krakowa z powodu złych warunków atmosferycznych zmuszony był lądować w Katowicach.Sprawność na autostradzie taxi drivera i uczynność na bramkach lotniska lasek z Rayanaira sprawiają,że naprawdę cudem startujemy w komplecie.Na pokładzie tradycyjna integracja i wymiana spostrzeżeń na temat krajowego podwórka z dwoma kumatymi typami z Polonii Bytom.
Miejscówkę mamy zaklepaną na Citta Alta,czyli tym górnym, starym, klimatycznym Bergamo o ,którym pisał Leśny.Natychmiast udajemy się na pizze,a później do knajp,w których spędzamy czas do późnego wieczora.I tu drogi czytelniku rada ode mnie .Bergamo to naprawdę piękne miasto do którego bilet w dwie strony kupisz za mniej niż 100zł,ale jedź tam jak Leśny z narzeczoną tudzież, żoną ,kochanką,czy dziewczyną na romantyczny weekend połączony z oglądnięciem na trybunach najlepszej obecnie włoskiej bandy jaką stanowią tifosi Atalanty.Wyjazd z kolegami sobie odpuść ,no chyba że lubisz senną atmosferę na mieście połączoną z zostawianiem sporej floty przy równie sennym barze.
Derby o których mowa na początku miały być w niedziele daniem głównym, serwowanym wieczorem natomiast o godzinie 15 na przystawkę mieliśmy wszamać Atalantę z Romą,czyli dwie potężne włoskie firmy.Pogoda od rana dawała w kość, temperatura na sporym plusie a do tego non stop gęsto padający śnieg,który topniał na ubraniu,ale na ulicy już nie nadążał dzięki czemu szturmem wdzieral się do butów.Po dojściu pod stadion miałem dość.Z ulgą przyjąłem info,że to mecz podwyższonego ryzyka,więc biletów dzisiaj nigdzie nie zakupimy.Roma zajechala w mniej niż 200 osob,czyli na nich bardzo słabo,a chuligani z Bergamo też sobie odpuścili,a patrząc na historie rzadko im się to zdarzalo przy okazji tego spotkania.Przemarznięci i przemoczeni(dwie osoby odpuściły) ruszyliśmy na dworzec z którego na szczęście od razu mieliśmy pociąg do Mediolanu,gdzie po kilku kilometrowym marszu na stadion znowu miałem dośćSmilePlusem byl zakup biletów od konika po 40 jurków za sztukę.Bilety jak się spodziewaliśmy na najwyższy poziom stadionu,czyli ten z którego nic nie widać, ale już samo wdrapanie sie tam, tymi charakterystycznymi wieżyczkami można bylo uznać za spory sukces.Nie wiem co mną kierowało wtedy,ale myślę sobie ***** i ostatkiem sił nie znajdując żadnego chętnego do tej podróży ostatecznej ruszam na zwiedzanie San Siro,a konkretnie uderzam pod sektory z milanistami znajdujące się za przeciwną bramką.Klucząc w tych wszystkich korytarzykach i przeskakując z poziomu na poziom po jakiś 10 minutach docieram do celu.Spoko,ale trzeba jeszcze wrócić...Dziesięć minut przed końcem meczu radzimy by opuścić obiekt ,bo może być problem z załadowaniem się do ostatniego pociągu do Bergamo.Ledwo zipiąc zdążamy na styk.W Bergamo kolega stwierdza,że zna fajny skrót i wcale nie musimy jechać autobusem.Dzięki czemu do pensjonatu idziemy równe 1,5 h...Wylot następnego dnia o 10.20.Kolega od skrótu przekonuje,że nie ma co jechać taryfą na lotnisko,bo mamy dużo czasu,więc spokojnie możemy zrobić tą trasę wloskim mpk.Nikt nie bierze pod uwagę tego,że przyjdzie nam przejechać cale Bargamo i zaliczyć wszystkie możliwe przystanki autobusowe.Na lotnisku jesteśmy punktualnie o 10.20....Fatalne warunki atmosferyczne opóźniają odlot samolotu o jakieś dwie godziny.ZdążyliśmySmile



the Painter
Liczba postów:1,048 Reputacja: 5,132
25-01-2016, 17:39 #128
Spacery!Rozumiem.Wink
Ale Południe chyba się lepiej nadaje do turystyki nożnej,znaczy pieszej(Tongue)
Ja nie wiem, bo ja cały czas w tym posranym autobusie.



Gdy tylko nadszedł moment, w którym drużyna zaczęła się załamywać, rozlegały się chóralne okrzyki i wiersze ad hoc ułożone.

Żarko
Liczba postów:1,473 Reputacja: 779
01-02-2016, 01:30 #129
Milan-Inter 3-0.Czytam na moim ulubionym portalu weszlo o wyniku,oprawie i znienawidzonym rywalu z za miedzy i tak mi się przypomniała rozmowa z kibicami Polonii Bytom w czasie lotu powrotnego z Bergamo do Krakowa. Chłopaki z Polonii mieli zajawkę na Inter,więc w dzień meczu nieprzypadkowo trafili do knajpy słynącej za siedzibę fanatyków tego klubu,gdzie oprócz międzynarodowych był też mocno pijany zgodowicz z Lazio.Nagle konsternacja,bo do knajpy jak gdyby nigdy nic wchodzi kilku milanistów w barwach i zamawia piwo.Wspomniany przyjaciel Interu z prowincji Rzymu ciśnie nieproszonym gościom ciężko,ale po chwili dostaje reprymendę od gospodarzy,że tak nie wypada i zamyka się w sobie.
Takie dziwne klimaty panują w tym Mediolanie,słowo nienawiść wymienione w relacji weszlo wg moich obserwacji jest im obce.



Ferencvaros
Liczba postów:1,196 Reputacja: 5
01-02-2016, 05:03 #130
Ja bylem swego czasu na Inter- Atalanta na San Siro.

Mam troche lek wysokosci, miejsca tez mielismy raczej wysoko, wiec nie do konca czulem sie dobrze, jeszcze zaczelo wiac I to wszystko sie zatrzeslo. Skoro mowisz, ze Bergamo jest fajne, to pewnie jest to przeciwwaga dla slynnego Mediolanu, ktorego, oglednie mowiac, nie polecam. Poza Ostatnia Wieczerza nie ma tam raczej nic ciekawego.

Z Atalanta- Inter zapamietalem tez, ze mecz byl bardzo nudny, a Maicon gral, jakby byl pijany. Atalanty jakies moze 200- 400 osob, duzo ultraski, ale tez nie powalali na kolana.

W marcu w Chinach zaczyna sie sezon. Jiangsu, taka raczej przecietna druzyna, kupila ostatnio za 27 mln euro Ramireza z Chelsea. Najlepsza druzyna to zdecydowanie Gangzhou (po naszemu Kanton) Evergrande, gdzie gra ten Brazylijczyk Paulinho, ktory za mlody zaliczyl epizod w LKSie Lodz. Swego czasu grail tu Drogba I Anelka, ale sie nie sprawdzili. U mnie w Hangzhou jest klubn Greentown (mieszkam niedaleko stadionu, bardzo eleganckiego I duzego), ale to druzyna raczej ze srodka tabeli bez znanych z Europy grajkow. Liga chinska dotknieta jest dwoma duzymi problemami- korupcja na bardzo duza skale I limitem obcokrajowcow. Nie moze grac wiecej niz 3 nie- Chinczykow (w klubie moze byc czterech albo pieciu) wiec reszta to musza byc Chinczycy, co jednak zaniza poziom. Mimo to Gangzhou Evergrande to najlepszy obecnie klub w Azji. Ten klub to finansowy gigant, nalezacy w 60% do Evergrande (najwiekszej w Chinach firmy deweloperskiej, to sobie sami wyobrazcie... Wink ) I w 40% do Tao Bao (Chinski gigant, takie polaczenie Amazona, Allegro, platnosci elektronicznych. Nie chce sie tu wymadrzac, ale jak sie Wam wydaje, ze Zuckerberg z facebooka to kozak I wzor do nasladowania, to poczytajcie sobie o Jacku Ma, zalozycielu Alibaba Group, do ktorej nalezy miedzy innymi Tao Bao). W Guanghzou trenerem jest Scolari, gra tam, poza Paulinho, Alan Carvalho (przez lata najlepszy napastnik w lidze austriackiej) I Ricardo Goulart (znany w Brazylii pomocnik), do tego wiekszosc reprezentacji Chin I pilkarz roku w Korei Kim Yung Gwon.

Od marca zaczne wklejac relacje Smile



Tymniemniej uważam, parafrazując (chyba) Katona Starszego, że głównym problemem jest tutaj Tabisz.

pawelski
Liczba postów:873 Reputacja: 643
01-02-2016, 11:25 #131
Ferencvaros Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Od marca zaczne wklejac relacje Smile

ale obiecaj, ze odpalisz jakąs race...
Albo chociaz rzucisz achtungiem :]



the Painter
Liczba postów:1,048 Reputacja: 5,132
01-02-2016, 14:50 #132
Ferencvaros Napisał(a):
-------------------------------------------------------
>
>
>
> W marcu w Chinach zaczyna sie sezon.


Ferenc, uważaj na siebie. Tam mogą być te, triady.
Nie waż sobie lekce, dziadków w parkach (zwłaszcza pijanych mistrzów).Tu niby Konfucjusz,Tai Chi,jedno kulawe spojrzenie i stateczny dr Pai Hii Wo,zamienia się w nayebanego koksem Jackie Chana i kopie z pięty w potylice(bez odrywania drugiej pięty od ziemi).Tak,że oczy dookoła głowy i siła spokojuWink



Gdy tylko nadszedł moment, w którym drużyna zaczęła się załamywać, rozlegały się chóralne okrzyki i wiersze ad hoc ułożone.

Les
Liczba postów:457 Reputacja: 57
10-02-2016, 20:28 #133
Relacja z wyjazdu będzie pisana "na raty" Smile



KSC

the Painter
Liczba postów:1,048 Reputacja: 5,132
14-02-2016, 17:15 #134
Les Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Relacja z wyjazdu będzie pisana "na raty" Smile


Po hebrajsku?



Gdy tylko nadszedł moment, w którym drużyna zaczęła się załamywać, rozlegały się chóralne okrzyki i wiersze ad hoc ułożone.

hrobry82
Liczba postów:145 Reputacja: 6
24-02-2016, 23:23 #135
izraela nie ma bo wysoko kosztowa wyprawa sie podobno okazala, natomiast duzymi krokami zbliza sie wyprawa do Macedonii (po raz kolejny) i jej stolicy Skopje, tu ceny sa ja 10 lat temu u nas Big Grin



the Painter
Liczba postów:1,048 Reputacja: 5,132
25-02-2016, 17:07 #136
I love you like bees love honey.
I love you like Jews love money.
(To o Cracovii )
Wiem, luźno związane z tematem i w dodatku rymowane, czyli Painterstyle.



Gdy tylko nadszedł moment, w którym drużyna zaczęła się załamywać, rozlegały się chóralne okrzyki i wiersze ad hoc ułożone.

Les
Liczba postów:457 Reputacja: 57
26-02-2016, 01:26 #137
hrobry82 Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> izraela nie ma bo wysoko kosztowa wyprawa sie
> podobno okazala, natomiast duzymi krokami zbliza
> sie wyprawa do Macedonii (po raz kolejny) i jej
> stolicy Skopje, tu ceny sa ja 10 lat temu u nas Big Grin

Nie będę wyprzedzał TMK Smile



KSC

audax
Liczba postów:2,041 Reputacja: 742
27-02-2016, 18:38 #138
no i Zvezda prowadzi 2-1.. a bylo tak pieknie
Zarko zrob cos!
finito, tu byla dopiero drukarnia..



"Dokładnie. Dla idei "Cracovia". Napewno nie dla samego meczu. Ta idea jest nie określona i nie nazwana. Tego sie nie da wytłumaczyc, ale łatwo sie da poznac kto czuje "Cracovie" tak samo jak Ty".

STC_Piotrek

Les
Liczba postów:457 Reputacja: 57
29-02-2016, 17:55 #139
Niedzielny poranek w apartamencie w Belgradzie dzień po meczu derbowym...
Bohaterowie:
- Ja
- Żarłacz
- B. z Żona
- Emigranci w liczbie dwóch - "Nierozjebywalni"
- Dwóch Lechitów
- Dwóch ŁKSiaków (Gdzie jest ŁKS?)

Sceneria:
Suto zastawiony stół plus lodówka z "łodzkimi" browarami w liczbie 17

Akt I
ŁKesiak: A wiecie, ze Lech pił wódkę z Legią?
Emigrant: Lech pił wódkę z Legią? Dlaczego?
Lechita: Bo Legia miała wódkę...
Drugi Lechita: Nam wszystko zabrali... Nawet przyszedł kapitan.
Emigrant: A!!! To wiele wyjaśnia....


Akt II

Ja: Zgody to może nie będzie, ale może choć układ...
Lechita: Chyba waracamy tym samym samolotem...

Akt III
B. : A znacie takiego wariata z Piły...
(kilku wymienionych - i bang!!! Trafiony!!!)
Drugi Lechita: Dawaj dzwonimy!!!
(numer wykręcony, słuchawka wedruje do B.)
B: Siema tu B. z.... Big Grin

Akt IV:
Wędruje "wzmocniony" papieros między emigrantami, oni podają go Drugiemu Lechicie...
Emigrant: Palisz?
Drugi Lechhita: To będzie dla mnie gwóżdź do trumny...
Emigrant (z uśmiechem na ustach): No to jaraj.

Tak było... A ja tam byłem i Wam to streściłem Big Grin



KSC

the Painter
Liczba postów:1,048 Reputacja: 5,132
29-02-2016, 18:30 #140
Ale jaki finał? Lechita nr2 przybił gwoździa?Obstawiam,że przybił, jak pił jeszcze wódkie z tą warszawską prostytutkie.



Gdy tylko nadszedł moment, w którym drużyna zaczęła się załamywać, rozlegały się chóralne okrzyki i wiersze ad hoc ułożone.






Skocz do: