Witaj! Logowanie Rejestracja
Stadionowa Turystyka Cracovia:)-D



Les
Liczba postów:460 Reputacja: 57
01-03-2016, 02:24 #141
Pełna relacja - wkrótce. Dla mnie ostatni wyjazd przed emigracją,.. "Brygada Kryzys" od teraz lata beze mnie.



KSC


Żarko Banned
Liczba postów:1,476
14-04-2016, 02:16 #142
Obiecuje,ze rusze z Argentyna we wtorek:-)
Slowo Zyda



Żarko Banned
Liczba postów:1,476
26-04-2016, 15:08 #143
Buenos dias!
Zakup biletów na samolot do Argentyny okazał się rzeczą mniej skomplikowaną niż bułek u sałatkowego,czyli typa,który w godzinach porannych śmiga od jednego biurowca do drugiego i kosi sałatę z tych sałatek i bułek upychanych wygłodniałym pracownikom.
I kiedy większość jak co dzień debatowała nad tym czy zapodać tym razem bułę z pastą jajeczną(bo wczoraj znowu była kura),albo dla odmiany sałatkę grecką(bo dużo w niej fety w ostatnich tygodniach) ja jarałem się ofertą lufthansy wg. której była szansa dolecieć do Buenos Aires z Pragi za 1700 pln. W czasie więc gdy jedni przebierali w bułach ja łączyłem się telefonicznie z kolejnymi ziomkami przedstawiając im na szybko plan działania równocześnie przekonując,że to o czym dotychczas rozmawialiśmy(głównie przy wódzie) przy okazji wielu wojaży po europie naprawdę może się udać.
Przy takich cenach biletów czas nagli(bład w sytemie,ograniczona pula itp.),więc po czterdziestu minutach miałem na liście trzech ochotników:biało-czerwonego i dwóch Lechitów z Kościana.Jeszcze tylko telefon do koleżki z Woli(pozdro S-o) z kartą kredytową i pytaniem czy dałby rady to zabukować i po mniej więcej godzinie tańczyłem na środku pokoju labada z czterema eticketami w rękuWink
Pięć miesięcy upłynęło głównie na oczekiwaniu tego kiedy wreszcie biało-czerwony powiadomi swoją małżonkę o tym ,że leci do ArgentynySmile
Ruszamy z końcem lutego,więc wypizd u nas jeszcze okrutny.Komitet pożegnalny sprawia,że spóźniam się na autokar mający podwieźć mnie do Wrocławia,gdzie czeka reszta ekipy przemieszczająca się z Wielkopolski.Tu tylko wspomnę,że trochę podróżując nauczyłem się,ze przy ustalaniu kosztorysu danej wycieczki podstawowym punktem obok kasy na żarcie,przejazd,czy nocleg jest taki z mandatami,zgubieniem pieniędzy,spóźnieniem na samolot,albo oskubaniem cie z dodatkowej kasy za nocleg,czy wypożyczenie samochodu.Ale o tym przy innej okazjiSmile
Wróćmy jednak do meritum,bo pewnie wszyscy zastanawiają się co i kiedy powiedział biało-czerwony żonie.Starsze pokolenie pamięta,młodsze pewnie nie do końca wierzy w historie o wyjściu w papciach z domu mającym na celu wyrzucenie śmieci,a następnie powrocie po kilku dniach,albo tygodniach z meczu wyjazdowego przy okazji którego zahaczyło się jeszcze o zgody.
Biało-czerwony będąc absolwentem Starej Szkoły Kibicowania,widząc co się wokół dzieje poczuł się w obowiązku udowodnienia,że SSK jeszcze nie umarła i ma się dobrze.Zostawił list z wyjaśnieniami i przeprosinami ,wziął śmieci,wsiadł w wcześniej zapakowany w tobołek z rzeczami samochód i pojechał po chłopaków z Kościana...
Do Pragi jak wiadomo dotarliśmy z lekkim opóźnieniem, ale mając wystarczająco dużo czasu zaparkowaliśmy niedaleko lotniska na dachu jakiegoś hipermarketu do którego zeszliśmy na śniadanie.Na pytanie,czy można zostawić na nim bryczkę tak na dwa tygodnie usłyszeliśmy,ze nie,ale nigdzie w regulaminie ,czy tam na jakiś okolicznych tabliczkach nie jest to zapisane.Z apetytem wpierniczaliśmy buły wiedząc z jaka łatwością przyszło nam znalezienie darmowego parkingu na tak długi okresSmile
Pierwsza przesiadkę mieliśmy bardzo szybko bo już we Frankfurcie,gdzie czekał nas ośmiogodzinny postój,więc żeby nie zamulać momentalnie wbiliśmy się w metro które kierowało się do centrum. Przejeżdżając przez jakiś las rozkminiłem,że może akurat wśród tych drzew mieści się Stadion...Leśny,czyli ten na którym grając po kolana w wodzie Polacy przerżnęli z helmutami w półfinale mistrzostw świata w '74.Wyskoczyliśmy,żeby to sprawdzić i faktycznie miejsce się zgadzało,ale zarówno trybuny jak i murawa mocno różniły się od tych oglądanych w urywkach z komentarzem Ciszewskiego.O starym stadionie przypomina jeszcze jakaś wieża i muzeum mieszczące się pod trybunami.
(tu wkleje później foto)
Frankfurt chyba turasami nie stoi,bo w centrum chwilę zajęło nam znalezienie kebaba,ale ostatecznie się udało.Następnie wylądowaliśmy wiadomo gdzie,czyli w pijalni piwa,gdzie gruba,niemiła z buzi Helga polewała nam kolejne litrowe browary za 7e sztuka(a jakże!)bo doszlismy do wniosku,ze takie się bardziej opłacaWink
Mocno zmęczeni nieprzespana nocą spędzona w samochodzie wróciliśmy na lotnisko,a tam naszym oczom ukazał się las łóżek wyposażonych w całkiem wygodne materace.Dlatego o tym wspominam ponieważ temat związany z choćby chwilowym przespaniem się dominował u nas od momentu wylądowania u szwabów.
Pomimo nadludzkiego wysiłku jaki kosztował nas cały dzień, biało-czerwony zaproponował jeszcze po piwie chodź zaraz mieli otwierać bramki.Po wypiciu kilku łyków faktyczne zaczęto wpuszczać ludzi na pokład,ale b-c dowiedział się,że spokojnie możemy wejść do samolotu z tymi browarami.Coś mi to do końca nie pasowało,wiec profilaktycznie nakryłem swój bluzą.W środku wiadomo,przed tak długą podróżą każdy próbuje się w swoje miejsce do siedzenia wkomponować jak najwygodniej,większość ludzi stoi ,upycha bagaże,ale ja jestem skoncentrowany na b-c który jak gdyby nigdy nic żłopie to piwo przyniesione z zewnątrz w sąsiedztwie jakiejś starej stewardessy,która ma na to centralnie wyyebane. Postanowiłem nie być gorszy,odłożyłem bluzę na fotel i niczym hejnalista z wieży mariackiej poprostu wytrąbiłem sporą zawartość puszki .W momencie rozległ się ryk,krzyczała HENDE HO!!!!lub coś podobnego,ale ja nie rozumiałem,a poza tym piwo utknęło mi w gardle,to ta stara Heike Drexler podniosła taki raban po tym jak zagrałem hejnał po czym znikła,by wrócić po chwili z kapitanem samolotu.
Biało-czerwony wdał się z nim w ostrą dyskusję twierdząc,że ten bardzo słabo zna się na swojej pracy,ale jeśli ma mu to w czymś pomóc to wyrzucimy to nasze wniesione piwo do śmieci.A tak w ogóle to najlepiej będzie jak się od nas po prostu *****Smile.Poszedł sobie,ale,że samolot nie odpalił nawet jeszcze silników z każda minutą zacząłem odczuwać coraz większy niepokój.Po kilku minutach podszedł do nas z drugim kapitanem czy czymś podobnym,żeby zakomunikować nam,że za złamanie regulaminu samolotu mamy opuścić pokład.W jednym momencie całe życie stanęło mi przed oczami.Konsternacja trwała dobrych kilka sekund,po czym usłyszeliśmy,że to ostatnie ostrzeżenie i nie musimy jednak tego samego dnia wracać na dach hipermarketu po auto.
Kiedy samolot oderwał się od ziemi zamówiliśmy sobie już po legalnym piwieSmile

cdn



the Painter
Liczba postów:1,070 Reputacja: 5,399
27-04-2016, 20:31 #144
Jeśli mowa o SSK, to mi się przypomina, jak jeden taki co wyglądał jak młodszy brat Rudi Völlera.został wysłany w sobotni ranek po śmietanę. Wrócił kilkanaście godzin później z zestawem przypraw z resteuracji i oświadczył małżonce:"Nigdzie nie było śmietany, to wziąłem to."



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

Żarko Banned
Liczba postów:1,476
19-05-2016, 13:25 #145
Lecimy dalej,czyli do Rio de Janerio,gdzie w oczekiwaniu na samolot do Buenos mamy spędzić cztery godziny.Na miejscu zaszumiało nam w głowie ,ale tym razem od temperatury powietrza,która w naszym przypadku skoczyła nagle do góry o kilkadziesiąt stopni jak i pomysłów zobaczenia jakiejś miejscówki w Mieście Boga. Efektem czego było wdepnięcie na minę jaka czeka podróżnego na każdym lotnisku świata czyli w taksówkę.Nie wiemy jakimi kryteriami kierował się chytry taryfiarz mówiący i rozumiejący tylko po portugalsku,ale zamiast pod pomnikiem Jezusa z widokiem na Maracane, schodach na których jakiś znany piosenkarz kręcił teledysk,czy favelach,które zaproponowałem ja, wylądowaliśmy na...molo, które czasy swojej świetności miało już dawno za sobą. Zwiedzenie zabytkowego zapewne obiektu, okupowanego przez lubiących eksperymenty z heroiną i wszechobecny smród ryby zakończyliśmy pospiesznie w budynku nieopodal,który wbrew naszym pierwszym przypuszczeniom nie okazał się myjnią samochodową tylko barem.Chytry taryfiarz przez ten czas krążył wokół nas niczym wygłodniały sęp [Obrazek: 201502271_sansaeq.jpg] i dopiął swego proponując nam korzysta dla siebie wymianę dolarów na reale,bo przy molo i myjni niestety kontora się nie doszukaliśmy.
Po wypiciu kilku piw zapakowaliśmy się do taryfy w drogę powrotną na lotnisko,gdzie wspomniany już wyżej chooj do wcześniej ustalonej i niemałej kwoty doliczył sobie drugie tyle twierdząc,że to rekompensata za czas,który nam poświęcił przy molo.Gringo z Niemiec,czy Anglii zapewne dla świętego spokoju uiścił by taką dopłatę,ale nie gringo z Polski.Gringo z Polski kazał mu spi.rdalać.Po kilku minutach podbił do nas z mówiącą i myślącą po portugalsku policją,a punktem arbitrażowym stała się informacja turystyczna.Po wysłuchaniu obu stron chytry taksówkarz został wezwany do oddania nam części pieniędzy z tej ustalonej pierwotnie kwoty jaka już zainkasował,ale nie byliśmy takim rozwiązaniem zainteresowani.A tyle się mówi,że pieniądze nie śmierdząSmile
Na strefie bezcłowej mój sokoli wzrok wypatrzył pozostawionego samemu sobie,ledwie napoczętego , przeznaczonego do degustacji litrowego absoluta,a że czas nas nie naglił,więc chwilę przy nim spędziliśmy.



Żarko Banned
Liczba postów:1,476
19-05-2016, 13:28 #146
Po wyladowaniu w Buenos część za nomową poznanych w samolocie helmutów staje w dlugiej kolejce do kontaru,który wg ich słów płaci za dolara najlepiej w Argentynie,a czesc,która stac w kolejkach nie lubi udaje się na pierwsze w zyciu argentyńskie piwo czyli Quilmes(identycznie nazywa się najstarszy klub sportowy w BA),który od tego momentu stanie się naszym nieodłącznym kompanem do końca podrozy.Po chwili pakujemy się do taryfy za staremi ktorej siedzi kibic BOca i jedziemy na apartament z basenem na dachu wiezowca, zabukowanym na blokingu.Po dotarciu na miejsce okazuje się,ze może nasza miejcowka nie lezy w ścisłym centrum,ale zapewne basen na dachu zrekompensuje nam ta niedogodność.Nietety zaraz pojawiaja się kolejne przeszkody na naszej drodze do zameldowania się .Pod wskazanym numerem miesci się cos w stylu naszego Wierzynka kolo lodowiska(czyli spoko) tyle,ze mniejszy,niemniej localsi w środku po hiszpańsku uspokaja nas,ze bardzo dobrze trafiliśmy i na bank zaraz właściciel apartamentu po nas przyjedzie.Po ok. godzinie korzystając z uprzejmości kilku Argentynek i argentynczykow udalo nam się dodzwonic do naszego rezydenta.Przyjechal skurczybyk na rowerze w argentyńskiej wersji klapek Kubota i przedtawil warunki umowy.Pomijac fakt,ze zaliczki zarządał już w knajpie w ktorej się spotkaliśmy rozmowy układy się po mysli obydwu stron do momentu kiedy doszliśmy do ostatniego punktu umowy czyli kwoty która miałaby pokryc ewentualne szkody,a przy ich braku zostalaby nam zwrocona przy wymeldunku.Po tym jak napisal na kartce 200 dolarow(od osoby) popatrzyliśmy na niego z politowaniem i stwierdzilimy ze to super oferta i przystajemy na nią.
Zadowolony z siebie kazal nam chwile poczekac,bo musi troche ogarnąć oczekujące na nas mieszkanie po czym wsiadl na swoje Wigry3 i pojechal,a my odpaliliśmy neta w poszukiwaniu mieszkania w ścisłym centrum miasta.

Po dziesięciu minutach z kibicem Indepediente mknęliśmy w strone Microcentro czyli głównej dzielnicy BA na ktorej znajdowal się nasz hotel.TRoche mu do Hiltona brakowalo,ale lokalizacja,klimatyzowany , codziennie sprzątany pokoj oraz sniadania za 55 zl os\doba sprawily,ze nie mielismy prawa narzekac na nic.
BC który dysponowal peso zakupionymi na lotnisku zszedł na dół do sklepu kupic cos do jedzenia.Wrocil wyraznie niepocieszony,bo wg jego przeliczen produkty spozycze byly o wiele droższe niż w Polsce,wiec nasuwalo się pytanie jak będzie z reszta szczególnie stekami które obiecaliśmy sobie konsumowac na sniadania,obiady i kolacje.
Naszym celem tego dnia był zakup biletow na najważniejszy w czasie tego wyjazdu mecz pomiedzy San Lorenzo a Carinthians w Copa Libertadores.Wiadomo Argentynskie ekipy maja wiele zgod poza granicami panstwa ,przyjaznia się z najwiekszemi ekipami pozostałych krajow ameryki poludniowej za wyjątkiem Brazylii,wiec zapowiadalo się spoko.

Wychodzimy na miasto i zaczynamy błądzic.Masa ludzi,wszyscy mowia po hiszpańsku,jedni kieruja do metra,drudzy na autobus.Metodą prob i błędów z mapą w reku (zakupiona w kiosku) jak na prawdziwych turystow przystalo docieramy do oddalonego jakies 10 km od centrum stadionu San Lorenzo.
I kiedy widzac brame stadionu nasze szczescie zdawalo się nie mieć końca natychmiast zostaliśmy sprowadzeni na ziemie informacją,ze mecz SL-COrinthians zostanie rozegrany bez publiczności za wybryki kibicow SL na poprzednim wyjazdowym meczu w Copa Libertadores.
Na pocieszenie zostaje nam ligowa potyczka San Lorenzo z niewiele znaczącym w Argentynie San Martin.,ale po bilety musimy udac się na dzielnice,gdzie miesci się siedziby klubu do ktorej wiezie nas kibic Atletico Banfield(mistrz Argentyny z 2010 r.).Bilety na mecz cos kolo czterech dyszek,sporo,ale jak jestes zarejestrowanym socios placacym skladki to polowe z tego jak nie mniej.
Idac za ciosem postanawiamy znaleźć tajemniczy hotel (o którym przewijal nam pierwszy z taksówkarzy wożący nas po miescie) w którym można kupic bilety na mecze BOca Juniors,grali akurat wtedy z jakimis ogórkami których nazwy nie pamiętam,ale żeby się dostac na la bombonere bez względu na rywala musisz wysupłać z portfela minimum 100 dolarow amerykanskich.Jak się jednak wezmie pod uwage fakt,ze kibicuje im ponad 40 procent społeczeństwa i tabuny turystow z calego swiata to kwota szybko przestaje szokować.HOtel faktycznie dysponowal biletami,ale wg naszych obliczen,żeby zobaczyc w akcji ogorki,które akurat w tamtym meczu pokonaly BOce trzeba było wysupłać tych dolarow w sumie?tysiac.I tak rozpoczęła się dyskusja z obsluga hotelu,która na trwale zmienila nasze życie w BA.
Okazalo sie,ze przed przyjazdem do Argentyny nie odrobilismy lekcji z sytuacji ekonomicznej tego kraju.A kraj ten okazalo sie nie doszedl jeszcze do siebie po kryzysie jaki przeszedl bodajze w 2001r.Z tego powodu Argentynczycy mieli wiadomo gdzie trzymanie oszczednosci w rodzimej walucie za to chetnie wymieniali ja na stabilnego dolara.Argentynskiemu rzadowi bylo to nie na reke i staral sie sztucznie utrzymac kurs peso wobec amerykanskiej waluty rownoczesnie zmuszajac obywateli to oszczedzania w peso.Przyjezdni natomiast byli zobligowani do wymiany dolarow na peso po oficialnym kursie nizszym o okolo 1\3 od kursu wolnorynkowego.Jak sie latwo domyslic poza rzadem nikt nie byl zainteresowany oficialnym handlowaniem zielonymi.No moze procz tych helmotow z samolotu.

Doradzono nam wiec udanie się na najslynniejsza ulice w BA Calle de Florida która cinkciarzami stoi i gdzie za jednego dolara dostaje się 13 peso.Dla porównania w kantorze na lotnisku Ci którym chcialo się stac w kolejce dostali tych peso 8.Taka wymiana to ciekawa sprawa.Cinkciarzy na tej ulicy sa setki i każdy mowi ,,cambio,cambio?? kiedy już wybierzesz najuczciwszego ten zabiera cie zwykle do sklepu z odzieza ,albo innym badziewiem wola właścicielkę a ta bo oglądnięciu pieniędzy(najlepiej niepomiętych o wysokich nominalach)wyplaca ci peso z kasy sklepowej.Wbrew pozorom wszystko odbywa się legalnie.
Z tego co się orientuje pod koniec 2015r. rzad argentynski zrównał kurs oficjalny dolara z czarnorynkowym,wiec dzisiaj pewnie na Floridzie ciezko usłyszeć ,,cambio,cambio??,które dźwięczało mi pod kopułą jeszcze dlugo po powrocie do Polski.
Po tym wydarzeniu nie wsiedliśmy już wiecej do argentyńskiego mpk,bo wyszlo nam,ze kurs taryfa w dowolne miejsce wynosil cos kolo 15 zl,wiec się nie kalkulowalo mordować w autubusach.
Sklep spożywczy,o którym była wczesniej mowa odwiedzaliśmy już tylko po to,żeby kupic quilmesy,bo sniadanie mielismy w hotelu,a na obiad i kolacje wcinaliśmy steki z frytkami popijając winem.
Wszystko co mozna przeczytac o Argentynskiej wolowinie to prawda.Argentynczycy zra ja bez opamietania,zjadaja jej tyle,ze lokalne krowy,gdy ich mlode pociechy krowki sa niegrzeczne strasza je wlasnie Argentynczykami.
Konczac temat jedzenia napisze tylko,ze taki stek z frytkami kosztowal nas tam 25-30 zl i wrzucam dwie foty z naszego ulubionego lokalu
[Obrazek: 201503061_sansawq.jpg]
[Obrazek: 201503032_sansaap.jpg]
Buenos Aires jak wiadomo należy do największych aglomeracji na swiecie licząc jakies 15 mln mieszkańców,natomiast samo miasto skupia ich kolo trojki.Ameryki nie odryje piszac ,ze pilka nozna jest tam religia, czescia tozsamosci narodowej i kultury,wiec kibicują tam dosłownie wszyscy.

Najslynniejsze El clasico w Buenos maja miejsce pomiedzy Boca-River,Racing ?Indepediente i San-Lorenzo ?Huracan,a 60 km od centrum w La Placie Estudiantes walczy z Gimnasia.Te ostatnie derby zapewne mielibysmy okazje zobaczyc na zywo,gdyby jak dotad niezawodna strona socceraway nie pierdzielnęła się z terminami.I tak wsiadając do taksowki prowadzonej tym razem przez kibica Huracanu na pytanie co za mecz leci w radiu(lubia sobie głośno posłuchac,a komentator niezależnie od rangi spotkania dostaje bialej gorączki relacjonując spotkanie)dowiedzieliśmy się,ze to akurat leci to El clasico na które mielismy udac się dzien pozniej.Mowi się trudno,bo akurat kurs zamówiliśmy pod stadion San Lorenzo czym ewidentnie popsuliśmy humor kierowcy.Widac było po chlopie,ze z każdym kilometrem był coraz bardziej pospinany,ale raczej nie ze strachu tylko z wkur.ienia,ze kolejni przechodzący ulica fani SL dotykają jego samochodu.I kiedy tak staliśmy w korku wśród kibicow SL ocierających się o jego bryczke,bedac niedaleko stadionu zapytal czy nie chcielibyśmy reszty trasy zrobic z buta,bo on już nie daje rady.San Lorenzo powstalo w prima aprilis,a Huracan w swieto zmarlych 1908r.Ponad 40 tysieczne stadiony obu klubow SA od siebie oddalone o jakies 4 kilometry i znajdują się na sąsiadujących ze soba ubogich, robotniczych dzielnicach.Ta Huracanu wyróżniała się kiedys wysypiskiem śmieci na którym wybudowano m.in. stadion i wiezienie,które dwadzieścia lat temu zamknieto i po czesci zrównano z ziemia[Obrazek: sintechoj_sansaas.jpg]. Nie przepadający za Huracanem nazywaja ich śmieciarzami.W swojej hitorii SL piętnastokrotnie zdobywalo mistrzostwo Argentyny,natomiast Huracan uczynil to razy pięć.SL w 2014r. osiegnelo swój największy sukces w historii wygrywając Copa libertadores.
Kilka dni po meczu SL pojawiliśmy się na Huracanie ,który gral z Gimnasia La Plata male derby.Niestety od kilku lat na meczach ligowych w Argentynie obowiazuje zakaz przyjmowania kibicow gosci.Strome trybuny polozone blisko murowy
[Obrazek: 201503061_sansqrw.jpg]
[Obrazek: 201503061_sansqxn.jpg]
ogrodnicze ogrodzenie wokol boiska
[Obrazek: DSCN0679j_sansqrs.jpg]
i betonowe krzeselka
[Obrazek: 201503061_sansqxa.jpg]
sprawily,ze stadion Huracanu wydal mi sie bardziej klimatyczny od stadionu SL.
Wg badan w 42 mln Argentynie San Lorenzo kibicuje 5% ,czyli ponad dwa miliony Argentynczykow,natomiast Huracanowi 3% i w sumie mialo to potwierdzenie w czasie naszego pobytu tam.Poczatek sezonu,jedni i drudzy w grupowej fazie Copa libertadores,rywale z nienajwyższej półki ale na SL pojawilo się ok. 25 tysiecy osb,natomiast na Huracanie może polowa z tego.O dopingu można napisac dokladnie to samo co wczesniej o wołowinie.San Lorenzo jest uwazane za najlepiej dopingujaca ekipe w Argentynie,wiec nie byliśmy zaskoczeni faktem,ze wypadli w tej dziedzinie lepiej od sąsiadów.Nasza uwage przykuł niemałych gabarytow typ przed trzydziestka i chyba troche majacy nierowno pod sufitem.Przez caly mecz na przemian skakal,śpiewał,machał nad głową ściągniętą koszulka i modlil się z rekami wzniesionymi ku niebiosom.W miedzyczasie trzykrotnie się rozpłakał raz ze szczescia po strzelonej bramce,a dwukrotnie z bolu po golach straconych.Na tym zdjeciu akurat macha koszulka przy ogrodzeniu oddzielajacym sektory
[Obrazek: DSCN5687J_sanarhn.jpg]
Natomiast wysiadając na dzielni Huracanu luknelismy przez szybe do studia tatuażu,gdzie akurat mloda Argentynka skończyła dziarać sobie na ramieniu herb tego klubu.Kolezanka ,która z nią przyszła miala juz taki nad kostka.

I na koniec tego odcinka jeszcze o fan clubach.Docieraja one na mecze w takich ichniejszych, kilkudziesięcioletnich PKSach,wiec pewnie przy okazji każdego meczu sporo ich jednak do celu nie dobija.Widząc rozklekotany pojazd,wypelniony dziczą zaopatrzoną w bęben i trąbkę byliśmy przekonani,ze to jakis happening przygotowany z okazji meczu.Dopiero po meczu w oczekiwaniu na taryfe zauważyliśmy takich autobusow kilkadziesiat z czego kilka miało powazny problem z ruszeniem w droge powrotną.



the Painter
Liczba postów:1,070 Reputacja: 5,399
19-05-2016, 19:10 #147
Żarko Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Lecimy dalej,czyli do Rio de Janerio,gdzie
>
> .Chytry taryfiarz przez
> ten czas krążył wokół nas niczym
> wygłodniały sęp
> ,ale nie gringo z Polski.Gringo z Polski
> kazał mu spi.rdalać.
>
Ja bym go w rewanżu.Zaprosił do Krk. Zabrał na D.Abadonie, na starą Wolę, na kopiec Kraka, albo na Bagry. Może lepiej na Żwirkę. Ze żwirowni już by nie wrócił.
Copacabana(Słońce jest dla wszystkich, plaża dla wybranyCh!)??,Sambodrom ??capoeira w zaułkach??Nic??Nada??Ale Was przewiózł złotówa -przewodnik.
Żarko, czy Ty masz jakiś hip-hopowy skład w piwnicy?Wink



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

Żarko Banned
Liczba postów:1,476
14-06-2016, 14:15 #148
Trzecią część wycieczki zaczniemy od wizyty na argentyńskiej dzielni,na którą wali większość turystów zaraz po przylocie do Argentyny,czyli na Boce.Z naszego hotelu była tam z buta jakaś godzina drogi,więc w kilkanaście minut dojechaliśmy tam taksówką za pietnastaka, z kibicem Argentinos Juniors.W sumie miejscówka dysponuje jedną główną, kolorową uliczką z knajpami,gdzie gromadzą się wszyscy turyści,kilkoma w miarę zadbanymi przecznicami,portem i oczywiście La Bombonierą,której zwiedzanie jest równie popularne co siedzenie na wspomnianej wyżej ulicy.

Ogarnięcie tych atrakcji zajęło nam kilkanaście minut po czym udaliśmy się na poszukiwanie jakieś lokalnej speluny, z dala od turystów w celu opierdzielenia jakiegoś dobrego steka przepijanego piwem.Włócząc się po uliczkach, na których dominowało pato i bieda trafiliśmy na lokal,w którym uwagę, oprócz masy starych plakatów i pamiątek BJ, przykuwał brak znacznej części sufitu.Musiał ten brakujący kawałek na bank pochłonąć kilka ofiar,ale nam to nie przeszkadzało i dodatkowo stek smakował wyśmienicie.Do poniedziałku byłem przekonany,że byliśmy pierwszymi i zapewne ostatnimi europejczykami w tej mordowni,ale moje przypuszczenia rozwiał w poprzedni poniedziałek, jednym telefonem ziomek z Kościana informując,że w niedziele na C+ oglądał dokument Stadiony świata według Erica Cantony i tenże Eric w 2012 r. przeprowadzał tam wywiad z trzema starszymi kibicami Boca...

Boca grała następnego dnia,więc zawitaliśmy na dzielnicę odpowiednio wcześniej w celu zorganizowania biletów na mecz.W kasach były tylko dla socios, ale co chwila ktoś podchodził z ofertą sprzedaży.Problemem była jedynie cena.W pewnym momencie podbiło do nas kilku żołnierzy z ich glównej bandy mającej swoje stoisko i sklep w kamienicy pod stadionem radząc,żebyśmy kupili u nich za sto dolarów sztuka,bo cała reszta sprzedających to oszuści i będziemy w plecy.Grzecznie podziękowaliśmy i udaliśmy się do zaprzyjaźnionego lokalu na żarcie,po drodze spotykając kilku lokalsów poznanych dzień wcześniej(za koszulkę Pasów jeden oferował dwie jakie tam chce argentyńskie,ale oczywiście odmówiłem)pozdrawiających nas groźnie brzmiącym:Cracovia!Poczęstowali nas piwem,dwóch było porobionych ciężko,ale trzeci wyglądający na kumatego trybił co się wokół na dzielni toczy.Przewinęliśmy mu,że nie mamy biletów i w odpowiedzi usłyszeliśmy,że podzwoni gdzie się da to może coś się uda skołować.

Mieliśmy wrócić w to miejsce za dwie godziny,ale w drodze na steka,w samym sąsiedztwie bombonierki, na oczach kamer spotkaliśmy kolejnego handlarza biletami.Trzymał w ręku całą talie plastikowych biletów po 50 dolarów sztuka.Po dwudziestu minutach zbiliśmy o dwadzieścia(dolar na minutę) i byliśmy z siebie mega zadowoleni.Nie pozostało nam nic innego tylko brać,prawie tak jak w luźnym wątku transferowym na forum.Trochę nas zdziwiło,że nie przeliczył zainkasowanych od nas pieniędzy,ale również ucieszyło,bo celowo daliśmy kilkanaście dolarów mniej do puliSmileW dobrze nam znanym barze prawdopodobnie właściciel po oglądnięciu biletów utwierdził nas tylko w przekonaniu,że są prawdziwe i nie musimy się niczego obawiać.Do meczu było sporo czasu,więc wsiedliśmy w taryfę z kibicem River i udaliśmy się o oddalone o kolejne pięć kilometrów położone obok siebie stadiony Racing Club i Independiente w kolejnej ubogiej dzielinicy BA-Avelanneda.Tam godzinę po rozpoczęciu meczu BJ miało się rozpocząć spotkanie z udziałem Racing Club,czyli klubu ,który właśnie po pięćdziesięciu latach odzyskał Mistrzostwo Argentyny.

Na załączonym zdjęciu widać ile dzieli jednych od drugich,po mojej namowie udaliśmy się na koniec tej drogi na zdjęciu prowadzącej do stadionu Independiente,gdzie imprezowało sporo kibiców Racingu w asyście parrilli,czy argentyńskiej wersji grilla i litrowych browarów polewanych w prywatnym domu do którego wstęp miał każdy.Jak będziecie kiedyś w Argentynie i w dzień meczu zachce się wam jeść odpuście knajpy,udajcie się pod stadion na parrille na której smażą się wszelakiego rodzaju mięsa z kiełbasa chorizo na czele.Na pierwszy rzut oka nie wygląda to najlepiej,ale smakuje nie gorzej niż wspominane wcześniej steki.No dobra trochę gorzejSmile.Grilla prowadził gość w bluzie z nazwą bandy Racingu(pytam sie czy można taką kupić,w odpowiedzi słysze ,że tak,ale tylko zarejestrowani socios mają taka możliwość),więc po chwili złapaliśmy kontakt,coś mu się ujebało,że wyglądam jak szefciu chuliganów River,wiec po pewnym czasie zacząłem się czuć trochę niezręcznie kiedy kolejnym osobom wskazywał mnie palcemSmile.Po godzinie czuliśmy się już tam jak u siebie,ale trzeba się było zawijać na Boce.Ustaliliśmy,że wrócimy na Racing na drugą połowę,a wprowadzi nas za niewielką opłatą ten koleżka z Racingu,który jak się okazało był jedną z czołowych postaci w ich bandzie.

Docieramy na Boce,a tam zasieki wokół stadionu takie i w takiej odległości od niego,że go prawie nie widać.Wchodzimy przez pierwsze bramki i od razu jeb!czerwona żarówka się zapala i już wiadomo,że wpadliśmy jak Rysiek Ridel w kompot,czyli daliśmy sobie wcisnąć fałszywe bilety.Chwila konsternacji,łapanie taksówki tym razem już nie pamiętam z kibicem czyjego klubu i po 10 minutach ponowne jesteśmy pod stadionem Racingu.Serdeczne powitanie i wjeżdżają kolejne browary.Na stadion wchodzimy bramą wjazdową przez boczne boisko widoczne na zdjęciu.Czas do meczu spędzają na nim chłopaki z ekipy,my udajemy się do sklepiku,w którym mogą kupować tylko i wyłącznie socios,a po chwili staję się właścicielem bluzy ,o której wcześniej wspominałem.

Wchodzimy na kolejny mega klimatyczny obiekt im. najsłynniejszego kibica klubu-Prezydenta Perona.Motyw stadionu na skórze widzimy przynajmniej wśród kilkunastu osób.Atmosfera lepsza niż na San Lorenzo,a czas pokaże ,że najlepsza jaką było nam dane przeżyć w czasie tego wyjazdu.Pasja,religia,oddanie,zaangażowanie od pierwszej do ostatniej minuty ludzi zwykle ubogich materialnie,ale bogatych duchowo na sypiącym się stadionie w mej pamięci zostanie na zawsze...Po meczu zostaliśmy zaproszeni na dużą imprezę z udziałem kibiców Racingu z okazji końca karnawału,ale z uwagi na to ,że samego rano mieliśmy autokar do Rosario z bólem serca musieliśmy odmówić.

PS.Zdjęcia najpóźniej wkleje jutro



Khalid Pasiak
Liczba postów:15,486 Reputacja: 5,608
14-06-2016, 15:18 #149
Żarko - Twoje relacje sa SUPER i pisz dalej ale błagam!!!! Wal chłopie jakies akapity itp. bo strasznie cieżko to się czyta.




http://www.pajacyk.pl/ Wejdź, kliknij brzuszek pajacyka i pomóż  głodnym dzieciom +Ustaw jako stronę startową!!!

Żarko Banned
Liczba postów:1,476
14-06-2016, 15:43 #150
Hehehe dobra rada,faktycznie aż oczy bolały.Następnym razem wezmę to pod uwagęSmile



sterby
Liczba postów:9,338 Reputacja: 14,977
14-06-2016, 16:33 #151
Pisałem już, że to najlepszy wątek w ostatnich latach na forum?
Jak pisałem to trudno, powtórzę się Smile



Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.

[Obrazek: 0_0_520470275_jest_chujowo_ale_stabilnie...middle.jpg]

Żarko Banned
Liczba postów:1,476
14-06-2016, 18:04 #152
(GLOS)(WIKTORIA)(Tongue)Smile-D(Big GrinSmileoB)-X(



Żarko Banned
Liczba postów:1,476
15-06-2016, 13:10 #153
BOMBOnierka
[Obrazek: 134420021_sqrwqsw.jpg]

Jeśli chcecie kupić prawdziwe bilety na Boce za sto dolców to uderzajcie w to miejsce z grillem
[Obrazek: 201502281_sqrwasq.jpg]

Jeśli chcecie kupić kawałek pamiątkowego plastiku z logo Boca to walcie do tego typa w żółtej koszulceSmile
Niespodzianka,bo dopiero dzisiaj trafiłem na to zdjęcie,robione grubo przed zakupem pamiątkiSmile
[Obrazek: DSCN5773J_sqrwaqq.jpg]

Sjesta na dzielni
[Obrazek: 201503011_sqrwqpw.jpg]

Boca wy faje do was nie jeżdżą tramwaje( opuszczona linia tramwajowa)
[Obrazek: DSCN5758-_sqrwqwh.jpg]

Prawie jak na Kubie
[Obrazek: 201503011_sqrwqpa.jpg]

[Obrazek: 134415471_sqrwqhh.jpg]

Zdjęcie z neta,na którym widać modernizowany stadion Independiente po tym jak przytulili troche kasy od Atletico za Kuna Aguero.
[Obrazek: independi_sqrwqhx.jpg]

Domek z piwem
[Obrazek: DSCN5781j_sqrwqrx.jpg]

Vamos Racing
[Obrazek: 134675021_sqrwqre.jpg]

Rysunek na skórze
[Obrazek: DSCN5809-_sqrwqex.jpg]



Żarko Banned
Liczba postów:1,476
20-06-2016, 02:31 #154
Konkurs !!!
Za dwanascie godzin losowanie LE,wrzucajcie typy kogo wylosujemy w pierwszej i w drugiej rundzie.Nagroda bedzie kilka pucharowych historii skreslonych tutaj do konca czerwca br i szalik Levadii TallinnWink



Żarko Banned
Liczba postów:1,476
20-06-2016, 02:55 #155
Ktos mi powiedzial,niedawno ,ze wiekszosc z tych ponad dziesieciu tysiecy wyswietlen to sobie sam nabilem...
Napierniczajcie wiec z typami ni z ***** ni z pietruchy kogo wskaze nam los ,a noz widelec szalik legendarnej Levadii stanie sie WaszWink



the Painter
Liczba postów:1,070 Reputacja: 5,399
20-06-2016, 13:19 #156
.



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

Żarko Banned
Liczba postów:1,476
22-06-2016, 03:34 #157
No takiej frekwencji w tym konkursie to się w najpiękniejszych snach nie spodziewałemSmile
I do tego pusty głos Paintera mający zapene sugerować jakąś drużynę z pustej umysłowo albanii.
Historii z Sarejeva(w sumie pięć wizyt przez pięć lat)nie będzie,ale za to szalik Levadii wędruje do Paintera!GratulujęSmile



the Painter
Liczba postów:1,070 Reputacja: 5,399
22-06-2016, 08:15 #158
Vabank, vabank!
Cracovia gra.
Nieważne kogo los Nam wskaże.
Vabank, vabank!
Cracovia gna.
Jedziemy po nich jak husarze!



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

the Painter
Liczba postów:1,070 Reputacja: 5,399
23-06-2016, 10:55 #159
Ogłoszenia -temat zbiorczy?Dobrze trafiłem?
Zamienię szalik Levadii czegoś tam, na 5 (pięć) historii z Sarajeva.Tania okazja, polecam!



-Andy, dzieciaku! Podaj no piłeczkę!! Raz! Raz!
Cole w tym momencie miał już dosyć.
-O co ci chodzi fiucie jebbany?! Jaki masz problem?!
-Problem? Ty jesteś moim jedynym problemem. Bo widzisz, ja kocham United, a ty grasz tam choojnie!!

T. O'Neill Men In Black

Merol
Liczba postów:1,525 Reputacja: 776
23-06-2016, 23:15 #160
the Painter Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Vabank, vabank!
> Cracovia gra.
> Nieważne kogo los Nam wskaże.
> Vabank, vabank!
> Cracovia gna.
> Jedziemy po nich jak husarze!


nucę to od kilkunastu godzin. Moja Żona i Dzieci bardzo Ci dziękują.. Wink








Skocz do: