Witaj! Logowanie Rejestracja
U NASZYCH RYWALI....(prywatne "pogaduchy" będą kasowane) część II



bodzio969
Liczba postów:1,141 Reputacja: 1,264
05-06-2020, 15:19 #14,061
(05-06-2020, 09:03)SaNtO napisał(a):  Świetnie. Czas go odsunąć od grania : )


Takie zagrania to w innym klubie stosują... ;(




kriss7
Liczba postów:1,134 Reputacja: 331
10-06-2020, 09:03 #14,062
https://www.youtube.com/watch?v=pNJ0uWjemiw osrodek treningowy Legii. Wielki herb i napis + ul.Legionistow 3.... Czy u nas bedzie podobnie? Jakas identyfikacja z klubem, czy raczej ''no name'' by tylko na tym zarabiac........



maczupiczu
Liczba postów:28 Reputacja: 27
10-06-2020, 09:49 #14,063
(10-06-2020, 09:03)kriss7 napisał(a):  https://www.youtube.com/watch?v=pNJ0uWjemiw    osrodek treningowy Legii. Wielki herb i napis + ul.Legionistow 3.... Czy u nas bedzie podobnie? Jakas identyfikacja z klubem, czy raczej ''no name'' by tylko na tym zarabiac........

Ale trzeba przyznać, że pieknie sie prezentuje ich ośrodek...



paluch
Liczba postów:2,131 Reputacja: 801
11-06-2020, 14:09 #14,064
No to legia do lipca osłabiona https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/...nu-w-legii
Może u nas wzmocnienie z 2 Bundesligi



Diabel
Liczba postów:6,059 Reputacja: 5,276
11-06-2020, 14:32 #14,065
panowie, jak zwykle, wklejajcie tekst, linki zdychaja po jakims czasie, poza tym wszedzie cie prosza o jakies zgody, usuwania addblocka etc



= sietniok na Madagaskar, won z Cracovii!! ===
To My

paluch
Liczba postów:2,131 Reputacja: 801
11-06-2020, 21:56 #14,066
AS Monaco mówi "nie". Radosław Majecki może nie dokończyć sezonu w Legii
Jak ustaliliśmy, AS Monaco nie zgodziło się, by Radosław Majecki dokończył sezon w Legii Warszawa. Zgodnie z zapisem w umowie, bramkarz stanie się zawodnikiem francuskiego klubu 1 lipca.



MITSUBISHI_WRC
Liczba postów:326 Reputacja: 238
11-06-2020, 22:15 #14,067
(11-06-2020, 14:32)Diabel napisał(a):  panowie,  jak zwykle, wklejajcie tekst, linki zdychaja po jakims czasie, poza tym wszedzie cie prosza o jakies zgody, usuwania addblocka etc
Cytat:AS Monaco mówi "nie". Radosław Majecki może nie dokończyć sezonu w Legii

Jak ustaliliśmy, AS Monaco nie zgodziło się, by Radosław Majecki dokończył sezon w Legii Warszawa. Zgodnie z zapisem w umowie, bramkarz stanie się zawodnikiem francuskiego klubu 1 lipca.

Radosław Majecki podpisał kontrakt z AS Monaco pod koniec stycznia tego roku. Kosztował siedem milionów euro, a Legia zastrzegła sobie dodatkowo dziesięć procent z przyszłej sprzedaży zawodnika. Majecki związał się z AS Monaco kontraktem do 2024 roku, a kluby porozumiały się, że młodzieżowy reprezentant Polski zostanie wypożyczony do Legii do końca tego sezonu.


Nikt jednak nie przewidział, że obecne rozgrywki ekstraklasy nie skończą się planowo, czyli w drugiej połowie maja. Przez pandemię koronawirusa świat sportu niemal na całym świecie stanął. Nowy terminarz polskiej ligi jasno określa, że sezon ekstraklasy zakończy się dwa miesiące później, czyli 18-19 lipca.


Legia po pandemii rozpoczęła rozmowy z AS Monaco, ale kwestia dojścia do porozumienia przedłużała się. W klubie porządkowano sprawy po niespodziewanym odwołaniu rozgrywek Ligue 1, w Warszawie liczono, że Francuzi pójdą polskiej drużynie na rękę i pozwolą Majeckiemu dokończyć sezon.

Jak dowiedziały się WP SportoweFakty, AS Monaco nie zgodziło się jednak na pierwszą prośbę Legii. W tygodniu przedstawiciele klubu wysłali do Legii pismo z odmową przedłużenia wypożyczenia bramkarza. Mistrz Francji z 2017 roku chce mieć młodzieżowego reprezentanta Polski, jak najszybciej się da. AS Monaco rozpoczyna okres przygotowawczy już za jedenaście dni - 22 czerwca.


Gdyby Majecki został w Legii, miałby przed sobą do rozegrania siedem meczów w lidze, a należy pamiętać, że Legia występuje jeszcze w Pucharze Polski (jest w półfinale). Po spotkaniach w Polsce piłkarza czekałby dodatkowo urlop i do AS Monaco dołączyłby po najważniejszych przygotowaniach. Francuzi nie chcą też ryzykować zdrowia zawodnika, zwłaszcza że Majecki leczył niedawno niegroźną kontuzję mięśniową.

Klub z Ligue 1 rozstał się na początku tygodnia z Danijelem Subasiciem. Chorwat spędził w zespole osiem lat, w ostatnim sezonie był rezerwowym, ale AS Monaco nie przedłużając z nim kontaktu, dało jasny sygnał, że o miano pierwszego bramkarza ma rywalizować Majecki. W poprzednich rozgrywkach numerem 1 był Benjamin Lecomte.


Legia jest obecnie pierwsza w lidze, z przewagą aż dziesięć punktów nad Piastem Gliwice. Na ten moment sytuacja z bramkarzami nie jest jednak zbyt komfortowa. Drugi bramkarz Radosław Cierzniak leczy kontuzję i nie trenuje z drużyną (ma się to wkrótce zmienić). A Wojciech Muzyk wystąpił dla pierwszej drużyny tylko raz, wcześniej bronił głównie w drugiej i trzeciej lidze. Debiut w meczu Pucharu Polski z Miedzią Legnica na pewno mógł wypaść lepiej: zawodnik zawinił przy golu, w kilku innych sytuacjach był niepewny. A Legię czekają na finiszu rozgrywek kluczowe mecze.

Żródło: https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/...nu-w-legii



Cracovia Graffiti: https://www.youtube.com/watch?v=ay5VA-oOhDg
Jest jedna rzecz dla której warto żyć, Cracovia (Mitsubishi) i nie zmienia się nic.
Sopot ma ''Monciak'', Warszawa ''Paleciak'': https://www.youtube.com/watch?v=GYDpmwU8lBY

hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
13-06-2020, 14:59 #14,068
WIETRZENIE W BIAŁYMSTOKU. SZEFOWIE JAGIELLONII SZYKUJĄ SIĘ RUCHÓW KADROWYCH .
PKO Ekstraklasa: Jagiellonia Białystok szykuje się nie tylko do gry w grupie mistrzowskiej, ale i ruchów kadrowych. Jakie transfery mogą zostać przeprowadzone? Ewentualne, najgłośniejsze rozstanie z Jagą może dotyczy jej kapitana – Tarasa Romanczuka.
Jagiellonia bardzo gładko zaklepała sobie miejsce w czołowej ósemce, a jej piłkarze z czystymi głowami mogą szykować się do meczu zamykającego rundę zasadniczą (niedzielnym rywalem mistrz Polski – Piast Gliwice).

Tej zimy zanosiło się, iż jubileuszowy sezon, w setne urodziny klubu zakończy się zupełną klapą, jednak trzynaście punktów ugrane w pięciu poprzednich meczach wlało sporo optymizmu w serca kibiców Dumy Podlasia. Finisz ligi będzie dla nich zatem interesujący, a zanosi się, że nadchodzące lato w kontekście przewidywanych ruchów kadrowych – Jagi, również. Oczywiście w dużym stopniu budowa i zmiany w kadrze na kolejny sezon zostanie zdeterminowana przez miejsce zajęte przez ekipę trenera Iwajło Petewa. Dziś identycznie blisko, bo dwa punkty dzielą białostoczan od ostatniego miejsca wśród ósemki najlepszych, jak od miejsca na najniższym stopniu podium zapewniającego udział w pucharach.
Ewentualne, najgłośniejsze rozstanie z Jagą może dotyczy jej kapitana – Tarasa Romanczuka. Blisko tego było już kilka razy, także w styczniu obecnego roku, gdy o lidera drużyny i od sześciu lat jagiellończyka całym sobą, pięknie oddanego klubowi zabiegali Turcy. Ostatecznie rozmowy między klubami ugrzęzły na ostatniej prostej. Teraz temat mocno wraca, o czym zapewniają menedżerowie z „Kusinski football agency” firmy z którą współpracuje Romanczuk.
Wiadomo, potrzebne jest zielone światło z Jagiellonii, lecz sondowanie rynku w poszukiwaniu gracza na pozycję numer 6 ruszyło. Pomocnikowi, pochodzącemu z Ukrainy, posiadający polski paszport i który raz wystąpił w biało–czerwonej koszulce, w ramach zasług wobec Jagi klub nie ma zamiaru piętrzyć problemów. Tarasowi wkrótce stuknie 29 lat, a sześć z nich spędził ambitnie walcząc i to dosłownie – na chwałę Jagi. Na jesień kariery chciałby zarobić lepszy grosz za granicą. Najświeższe wieści są takie, iż pewne zainteresowanie wykazują kluby z Bliskiego Wschodu.
Rychłe wygaśnięcie kontraktu (z końcem rozgrywek) – Jakuba Wójcickiego najpewniej zamyka białostocki etap kariery prawego obrońcy. Łączy się go z Zagłębiem Lubin. Z „Miedziowymi” jest już po słowie i to od kilku miesięcy, a uczynił to w majestacie prawa (pół roku do końcu umowy z Jagą). Są też inni chętni, lecz raczej piłkarze ekipy ze stolicy polskiej miedzi zostaną nowymi kolegami Wójcickiego.
Nadchodzi kres nieudanej przygody z Jagą Martina Kostala. Pomocnik pozyskany z Wisły Kraków był delikatnie wypychany z klubu zimą, wszak na boisku pożytku nie było z niego krzty pożytku. O ile przed zawieszeniem rozgrywek jeszcze co nie co grywał, teraz jest zupełnie pomijany. Jego małżeństwo z Białymstokiem dogorywa. W podobnym położeniu, choć tu iskierka szansy na pozostanie tli się jest Bodvar Bodvarsson. Islandczyk nie zdołał zapracować na zaufanie u szkoleniowca (trzeba oddać, że zadanie utrudniały kłopoty zdrowotne). Ale „Bodi”, nawet w pełni sił nie jest ani pierwszym ani drugim wyborem na lewą stronę jagiellońskiej defensywy.
Obrońcą z którym Jagiellonia nie wiąże przyszłości to Wojciech Błyszko. Środkowy obrońca już w styczniu dostał wolną ręką w poszukiwaniu klubu, a że jemu i jego menedżerowi robota szła opornie, Jaga dogadała się na wypożyczenie z pierwszoligową Wartą Poznań. Strony już szykowały się do uściśnięcia dłoni finalizującego czasową przeprowadzkę z Podlasia do Wielkopolski, ale nagle ktoś sobie uświadomił, że po Błękitnych Stargard z których Jaga wykupiła Błyszkę latem 2019, zmiana klubu na trzeci w jednym sezonie nie wchodzi w grę. I sprawa się rypła. 20–latek przepadł na głębokim zapleczu Jagi.
A z Chorwacji nieśmiało przypomina się Ognjen Mudrinski. Napastnik, za którego wydano ponad pół miliona euro to uosobienie największej klapy transferowej w historii Jagi. Teraz Serb terminuje na wypożyczeniu w chorwackim klubie HNK Gorica, a w czwartkowy wieczór popisał się dwoma golami w wygranym, ligowym spotkaniu.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ia/gs1wv8e



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

krzys67Bytom
Liczba postów:476 Reputacja: 1,475
13-06-2020, 16:29 #14,069
Mój post wysoce nieobiektywny.

Z posta powyżej:
"Teraz temat mocno wraca, o czym zapewniają menedżerowie z „Kusinski football agency” firmy z którą współpracuje Romanczuk."

Tu zawodnika JB nie widać:
https://www.transfermarkt.com/kusinski-f...rater/7228
ale jest za to Kamil Pestka.

Ciekawe co osiągnie ta "agencja" Huh

Nie moja wina, że nie lubię menagierów ... stąd post "wysoce nieobiektywny"

POZDRAWIAM w 114 rocznicę  Heart



hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
14-06-2020, 13:57 #14,070
Od czasów Nemanji Nikolicia żaden napastnik Legii nie miał tak udanego początku w warszawskim klubie. Tomaš Pekhart świetnie zastąpił Jose Kante po wznowieniu rozgrywek PKO Ekstraklasy. W 30. kolejce PKO Ekstraklasy Legia zagra z Górnikiem w Zabrzu. Początek o godzinie 18.
Czeski napastnik okazał się świetnym zastępstwem dla Jose Kante, którego brak okazał się nieodczuwalny dla Legii. – Pekhart pokazał, że nieobecność Kante nie stanowi problemu, bo potrafi się znaleźć w polu karnym Piłka go tam szuka – mówi były napastnik Legii Marcin Mięciel.
Pekhart zaliczył lepszy start od takich napastników Legii jak Aleksandar Prijović, Armando Sadiku, Jarosław Niezgoda, czy Eduardo. Lepszy początek z L-ką na piersi miał tylko Nemanja Nikolić.
Czech jest też pierwszym napastnikiem sprowadzonym z zagranicy, od czasów Nikolicia i Prijovicia, który może się sprawdzić przy Łazienkowskiej. – To wynika ze stylu gry Legii. Dawno nie było tak dobrze przygotowanej drużyny w ofensywie – analizuje Cezary Kucharski .
Kiedy w lutym tego roku Tomaš Pekhart trafiał do Legii, można było mieć obawy, że jego losy potoczą się tak jak innego Czecha Tomaša Necida. Łączyło ich nie tylko imię i narodowość, ale też fakt, że obaj przyszli do Legii zimą bez spędzenia z drużyną okresu przygotowawczego, są wysocy, mieli dobre CV z wieloma meczami w reprezentacji, ale także nieudany okres w poprzednim klubie. Mało tego, na papierze to Necid wyglądał lepiej, bo był młodszy (miał dopiero 27 lat, przy 31, obecnie już 32, Pekharta) i więcej występów w czeskiej kadrze.
Okazało się, że przy wszystkich podobieństwach jest między nimi zasadnicza różnica. Necid od początku rozczarowywał, podczas gdy Pekhart szybko zaczął strzelać gole. Po sześciu meczach może pochwalić się czterema trafieniami. Ostatnim napastnikiem, który równie dobrze, a nawet lepiej, zaczął przygodę z Legią, był Nemanja Nikolić. Potem Węgier został królem strzelców z imponującym dorobkiem 28 goli. Czy Czech podąży jego śladem?
Na razie wiadomo, że nieobecność Jose Kante, spowodowana najpierw czerwoną kartką w spotkaniu z Piastem, a potem kontuzją, jest mniej uciążliwa, niż można się było spodziewać. Czech debiutował w meczu z Jagiellonią (4:0) i w końcówce zdobył pierwszą bramkę dla Legii. Potem były dwa epizody z Cracovią (2:1) i Lechią (2:0), z drużyną z Gliwic (1:2) w ogóle nie wszedł na boisko. I wtedy z pomocą przyszedł mu los, najpierw Kante został ukarany czerwoną kartką w starciu z gliwiczanami, potem wybuchła pandemia koronawirusa i nowy nabytek lidera miał więcej czasu, by po wznowieniu treningów zgrać się z zespołem.
Po powrocie piłkarzy na boiska Kante musiał pauzować za wspomniane przewinienie z marca, z czego były reprezentant Czech (grał przeciwko Polsce podczas EURO 2012) doskonale skorzystał, zdobywając najpierw bramkę w starciu z Lechem (1:0), a potem dwie kolejne z Wisłą (3:1). – Pekhart pokazał, że nieobecność Kante nie stanowi problemu, bo potrafi się znaleźć w polu karnym Piłka go tam szuka – mówi były napastnik Legii Marcin Mięciel. Trener Aleksandar Vuković miałby pewnie dylemat, co zrobić z atakiem, ale problem bogactwa czasowo się rozwiązał, Kante nabawił się urazu i Czech występuje dalej. – Może Vuko będzie czasami wykorzystywał obu napastników jednocześnie? Myślę, że mogą grać razem, tyle że Kante poza polem karnym – dodaje inny były napastnik stołecznego klubu Cezary Kucharski. – Kante daje więcej jakości w grze. To zawodnik bardziej kompletny. Pekhart ma mało kontaktów z piłką, za to dobrą skuteczność – mówi Mięciel.
Jego słowa potwierdzają statystyki. Czech gra jak typowy napastnik takiej postury (mierzy 194 cm wzrostu) – wykonuje niewiele podań, od sześciu do dziewięciu w spotkaniu, za to toczy dużo pojedynków główkowych, od dziewięciu do jedenastu, zwykle najwięcej ze wszystkich uczestników spotkania. Nie potrafi dryblować, w starciu z Lechem nie udało mu się nikogo okiwać, a w kolejnych spotkaniach nawet nie podejmował takiej próby.
Dla porównania, w niedawnym meczu z Lechią Kante wykonał 22 podania (13 celnych), miał siedem dryblingów, z czego cztery udane. – Nie jest demonem szybkości. To piłkarz pola karnego, tam powinien czekać na podania i w ogóle nie powinien się stamtąd ruszać. Potrafi się znaleźć, przewidzieć akcje. Będzie w stanie wykorzystać jedną na trzy okazje – mówi Kucharski. – Wiemy, jak z napastnikami Legii bywało. Różnie. Jedni mieli świetne wejście i potem przestawali strzelać, inni potrzebowali czasu, by się rozkręcić. Po kilku spotkaniach nie można ani nikogo skreślać, ani popadać w zachwyt – zastrzega Mięciel.
Jeśli przyjrzeć się poprzednikom czeskiego napastnika, to najlepsze wejście miał Nikolić, choć też pierwsze dwa spotkania były nieudane w jego wykonaniu. Potem szybko zaczął zdobywać bramki seryjnie. Aleksandar Prijović potrzebował więcej czasu, aby stać się ważną postacią drużyny. Inna sprawa, że w Legii nie osiągnął takiego statusu, jak później w PAOK Saloniki. Jarosław Niezgoda trafił jako młody napastnik, przy pierwszym i drugim podejściu do Legii wiele nie pograł. Dopiero za trzecim razem zaczął występować i szybko strzelać. Bardzo drodzy w utrzymaniu, mający dobre CV, wspomniany Necid, Armando Sadiku i Eduardo nie spełnili oczekiwań, choć od razu zaczęli grać w pierwszym składzie. Także świetnie zarabiający Daniel Chukwu nigdy się na dobre do niego nie przebił. Sandro Kulenović przyszedł jako junior i zaczął grać po dwóch latach, ale głównie jako rezerwowy, podstawowym napastnikiem został później, ale nie był chyba na to gotowy. Carlitos też miał raczej średni początek, ale z czasem został kluczowym zawodnikiem drużyny, zanim Aleksandar Vuković z niego zrezygnował.
Także sam Pekhart nigdy w karierze nie miał tak dobrego dorobku w nowym zespole po sześciu spotkaniach. A występował w dziewięciu profesjonalnych klubach. Bardzo dobry początek miał w 1.FC Nürnberg w sezonie 2011/12, gdzie trafiał do siatki w każdym z trzech pierwszych spotkań, i to w Bundeslidze oraz Pucharze Niemiec, ale potem się zaciął. Trzy gole miał też jeszcze w Sparcie Praga rok wcześniej. W kolejnych ekipach początki były już gorsze. W ostatnim klubie, hiszpańskim drugoligowcu Las Palmas, po sześciu meczach w rubryce gole widniała liczba zero.
Pekhart jest też pierwszym napastnikiem sprowadzonym z zagranicy, od czasów Nikolicia i Prijovicia, który może się sprawdzić przy Łazienkowskiej. – To wynika ze stylu gry Legii. Dawno nie było tak dobrze przygotowanej drużyny w ofensywie. Zespół jest nastawiony na grę do przodu, więc napastnikowi łatwiej się gra, bo koledzy potrafią wykorzystać jego potencjał – analizuje Kucharski.
Pytanie, co dalej. Czy Pekhart będzie równie skuteczny? – Myślę, że tak. Jeśli utrzyma miejsce w składzie, to będzie skuteczny. Przy stylu Legii, gdy strzelają wiele goli, dostarczają sporo piłek w pole karne. Tam jest miejsce dla wysokiego napastnika. Zakładam, że będzie miał dużo okazji podbramkowych, to wynika z ofensywnej gry Legii – kończy Kucharski.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...am/jb18dc4



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

KamilloLce
Liczba postów:5,165 Reputacja: 2,797
14-06-2020, 21:04 #14,071
Nie wiem co Wojtek bierze, ale chcę ten sam towar.
[Obrazek: EafobugXQAI4Pei?format=jpg&name=medium]



leszuła
Liczba postów:268 Reputacja: 223
14-06-2020, 21:21 #14,072
W zrealizowaniu założeń przeszkodził gwizdek sędziego rozpoczynający spotkanie Big Grin



hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
15-06-2020, 10:22 #14,073
Gość nic a nic się nie zmienił , dalej buja w obłokach .



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
16-06-2020, 16:27 #14,074
Urazy Adama Dei i Marko Vejinovicia mocno komplikują plan Ireneusza Mamrota.
Arka tylko zremisowała z Wisłą, przez co strata do Białej Gwiazdy w dalszym ciągu wynosi sześć punktów, więc Żółto-Niebiescy mogą żałować zmarnowanej szansy do zmniejszenia dystansu. Jednak brak zwycięstwa w meczu z Wisłą Kraków, to niejedyny problem trenera gdynian. Po meczu z Legią z urazem mięśnia dwugłowego uda zmaga się lider zespołu, Marko Vejinović. Wciąż nie wiadomo, czy Holender będzie brany pod uwagę w meczu z Wisłą Płock. Jakby tego było mało, powracający po dłuższej przerwie spowodowanej czerwoną kartką Adam Deja, nabawił się poważnej kontuzji.
W końcówce spotkania z Wisłą podczas jednego ze starć w polu karnym Deja długo się nie podnosił z murawy. 27 – latek może mówić o sporym pechu. Na powrót do gry czekał dłużej, niż jego koledzy, bo od 7 marca i meczu z Wisłą Płock, z którą Arka zmierzy się w następnej kolejce. Wówczas jeszcze przed przerwą otrzymał czerwoną kartkę, przez co musiał pauzować w trzech kolejnych spotkaniach (z Lechią, Śląskiem i Legią). Uraz Marko Vejinovicia spowodował, że Deja znalazł się w wyjściowej jedenastce i już wiadomo, że na kolejny swój występ poczeka dłużej niż ostatnio. - Na gorąco nie wygląda to za dobrze. Nie chcę za dużo mówić, ale może być to nieco dłuższa przerwa. Niewątpliwie jest to dla nas problem, bo wiemy też, że uraz leczy Marko Vejinović. Nie mamy aż tak dużego wyboru w środku pola, więc będziemy musieli inaczej poukładać ustawienie. Nie chcę wyrokować, ale na pewno pierwsza diagnoza jest mało optymistyczna – mówił zaraz po spotkaniu z Wisłą Ireneusz Mamrot.
Przed meczem w Płocku szkoleniowiec Arki ma spory problem. Musi zastąpić dwóch ważnych zawodników środka pomocy. Nie od dziś wiadomo, że Vejinović jest bardzo ważnym graczem w zespole Żółto-Niebieskich. W tym sezonie zdobył dla Arki 8 bramek, najwięcej w drużynie. W meczu przeciwko Wiśle Kraków jego brak był mocno widoczny. Gospodarze często mieli szansę, aby wyjść z piłką do kontrataku, ale równie szybko przytrafiały im się straty. Brakowało zawodnika, który weźmie grę na siebie, przytrzyma i rozegra piłkę. - Strata Marko jest dla nas znacząca, wiemy, jak wartościowym jest zawodnikiem, ale źle wyprowadzona piłka nie jest spowodowana jego nieobecnością. W pierwszej połowie było za dużo nerwów. Wisła lepiej grała, ale mieliśmy kilka odbiorów, po których niestety popełnialiśmy sporo niewymuszonych błędów. W drugiej części było pod tym kątem lepiej, ale i tak uważam, że wyprowadzaliśmy zbyt mało kontrataków – tłumaczył Mamrot.
Zakładając brak obu zawodników w kadrze gdynian, pozostaje trzech piłkarzy mogących obsadzić te pozycje. Co prawda Adam Danch w ostatnim czasie gra jako środkowy obrońca, ale wielokrotnie w Arce występował już na pozycji defensywnego pomocnika. Oprócz niego w środku pola gra Michał Kopczyński i Michał Nalepa. Najbardziej kreatywnym z tej trójki jest ten ostatni i to on mógłby grać nieco wyżej, przed wspomnianą dwójką zawodników. Nie ma jednak co ukrywać, że cały sztab powinien w najbliższych dniach zrobić wszystko, aby postawić na nogi Vejinovicia.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ia/qzq97r2
**********************************************************
Przesunięcie Tymoteusza Puchacza na bok obrony wygląda na strzał w dziesiątkę. Trener Dariusz Żuraw już kilka razy w tym sezonie testował 21-letniego skrzydłowego w roli defensora, ale w październiku ubiegłego roku po przegranym meczu z Zagłębiem (1:2) zarzucił ten pomysł i wrócił do niego dopiero teraz.
Jeden mecz w ekstraklasie opuścił Tymoteusz Puchacz, pauzował wówczas za kartki.
Sześć razy w tym sezonie 21-latek rozpoczął mecz w roli lewego obrońcy.
30 sprintów wykonał Puchacz w dwóch ostatnich spotkaniach, żaden z lechitów nie miał ich w tym czasie więcej.
Tymek zanotował po wznowieniu rozgrywek słabsze występy na skrzydle, a już wcześniej planowaliśmy, że w momencie, gdy nasz nominalny lewy obrońca Wołodymyr Kostewycz będzie miał dużo minut w krótkim czasie, to damy mu odpocząć i spróbujemy Puchacza w jego miejsce. I pewnie będziemy go jeszcze na tej pozycji próbować – wyjaśnia powody takiej decyzji personalnej poznański szkoleniowiec. – Wahadło, lewa obrona, skrzydło – nie robi mi to żadnej różnicy. Gra przy linii jest moim atutem, niezależnie od tego, w jakiej roli. Kiedy ktoś mi rzuci piłkę na ściganie się z rywalem, to jest mój żywioł – podkreśla z kolei sam Puchacz, odnosząc się do tematu występów na wciąż nietypowej dla siebie pozycji.
W ostatnich dwóch spotkaniach z Pogonią (4:0) i Koroną (3:0) 21-latek wystąpił na lewej stronie obrony i podobnie jak cały zespół – za oba te mecze zebrał bardzo dobre recenzje. W każdym miał też po jednej asyście – z Portowcami obsłużył podaniem Jakuba Modera, a w Kielcach wyłożył piłkę Christianowi Gytkjaerowi. Obie te akcje rozpoczął od imponujących kilkudziesięciometrowych rajdów przy linii bocznej. – Jego gra na pozycji lewego obrońcy się podoba, bo prezentuje w niej ofensywne atuty. Jest dynamiczny, wbiega na pełnej szybkości z głębi pola, ma asysty. Dysponuje dobrym dośrodkowaniem i niezłym strzałem. Nie mam jednak przekonania, że już dziś jest to dla niego optymalna pozycja, bo ma wciąż deficyty w grze w defensywie. Korona i Pogoń nie prezentowały tylu atutów z przodu, by to obnażyć, ale przy lepszym rywalu pewnie wyszłyby jego problemy na przykład w grze jeden na jednego w obronie – zauważa były defensor Lecha Marcin Drajer.
Coraz częściej można usłyszeć jednak głosy, że wystawianie Puchacza na boku obrony nie musi być działaniem doraźnym i tymczasowym, a mogłoby się sprawdzić także na stałe. Zwłaszcza że w perspektywie najbliższych kilku miesięcy Kolejorz najpewniej pożegna się z obstawiającym dotychczas regularnie tę pozycję Kostewyczem, którego kontrakt wygasa z końcem grudnia tego roku. – Być może jest to dla niego odpowiednia docelowa pozycja, ale najpierw musi poprawić zachowania, gdy rywal jest przy piłce, czyli kwestie ustawienia, zawężania pola gry czy podwajania krycia. Na pewno trenerzy Lecha mają tego świadomość i on też to wie. Znam go dobrze od wielu lat, miałem okazję prowadzić go jako trener w kadrach wojewódzkich i już wtedy był zawodnikiem o cechach głównie ofensywnych, a w zadaniach w obronie czuł się mniej pewnie. Wtedy występował u nas nawet nie na boku, a w środku pola, na pozycji numer osiem albo dziesięć i brylował w ofensywie. Jeżeli jednak poprawi się w grze w obronie, a każdy mecz rozegrany na tej pozycji pozwoli mu zbierać w tym elemencie doświadczenie, to kto wie – może mógłby się kiedyś odnaleźć na stałe w tej roli – analizuje Drajer.
To wszystko jednak rozważania dotyczące przyszłości, a Kolejorza już w sobotę czeka wyjazdowy mecz z Piastem i przed nim trener Żuraw będzie musiał zdecydować, czy kontynuować eksperyment z Puchaczem, czy wrócić do używanego przez większość sezonu wariantu z Kostewyczem. – Po dwóch tak dobrych występach Puchacza nie sądzę, by trener Żuraw zdecydował się na zmianę. Pytanie tylko, czy Tymek znów będzie miał okazję tak mocno błyszczeć w ofensywie, bo nie ma wątpliwości, że Piast jest drużyną z innej półki niż Korona – podsumowuje Drajer.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ie/pcql0cz



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
17-06-2020, 16:30 #14,075
Arka Gdynia poinformowała dzisiaj, że umowa z Nemanją Mihajloviciem została rozwiązana za porozumieniem stron.
24 – letni Serb przyszedł do Arki zimą, debiutował w meczu z Cracovią (0:1). Z gdyńskim klubem podpisał kontrakt do 30 czerwca 2021 roku. Zarówno on, jak i osoby w klubie nie ukrywały, że nad morze przeniósł się głównie za namową Aleksandara Rogicia. Rodak pomocnika był trenerem Żółto-Niebieskich, a Mihajlovicia znał ze wspólnej pracy w Belgradzie. Uznawany swego czasu za wielki talent serbskiej piłki w ostatnich latach mocno spuścił z tonu. Latem 2017 roku holenderskie Heerenveen zapłaciło za niego Partizanowi aż 1,70 miliona euro. Trudno powiedzieć, żeby pomocnik podbił Eredevisie, częściej grał w zespole do lat 21, jednak wydawało się, że Arka będzie miała z niego sporo pożytku.
Wskazywały na to również jego występy, chociażby ten szalony z Rakowem Częstochowa (3:2). Serb pojawił się na boisku na ostatnie pół godziny, gdy jego drużyna przegrywała 0:2. W doliczonym czasie gry zdobył swoją premierową bramkę dla Arki, wówczas dającą jej cenne zwycięstwo. W akcji bramkowej Mihajlović pokazał próbkę swoich wysokich umiejętności, przede wszystkim znakomity drybling i precyzję strzału. Następne dwa spotkania rozegrał w pełnym wymiarze czasowym, ale sam Rogić podkreślał, że zawodnik potrzebuje czasu, aby przygotować formę na cały mecz. Tak naprawdę trudno powiedzieć, żeby Mihajloviciowi ktoś w pełni zaufał. A szkoda, bo niemal za każdym razem, gdy pojawiał się na boisku dawał coś ekstra, nie bał się wchodzić w pojedynki, miał ciąg na bramkę.
Jedna z wysoko postawionych osób w klubie powiedziała nam nieoficjalnie, że Serb nie pasuje Ireneuszowi Mamrotowi do koncepcji. Głównie dlatego, że skupia się tylko i wyłącznie na grze ofensywnej, zapominając często o defensywie. Trochę przypominał pod tym względem Lukę Zarandię, którego Zbigniew Smółka niejednokrotnie publicznie nazywał leniem. Z drugiej strony nasz rozmówca przyznał, że Mihajlović nie dostał prawdziwego zaufania i szansy pokazania się w dłuższym wymiarze czasowym. Serba zapamiętamy więc jedynie z cudownego trafienia w meczu z Rakowem, które rzadko możemy oglądać na polskich boiskach.
Arka żegna go bez większego żalu. Czy słusznie? Przekonamy się na koniec sezonu. Prawdą jest, że w drużynie gdynian brakuje ofensywnych zawodników, mogących zrobić różnicę, zagrać pod faul, wywalczyć jedenastkę, więc ten ruch może dziwić. Z drugiej strony sztab szkoleniowy Arki obserwował Serba na co dzień i być może Mihajlović miał inne problemy, o których nie wiemy, np. nadwaga, czy brak profesjonalnego podejścia do treningu. W obecnej sytuacji Arki nikt by raczej nie strzelał w sobie kolano, pozbywając się wartościowego zawodnika, zwłaszcza, że niedawno apelowano, że wszystkie ręce na pokład. Przypomnijmy, że jeszcze przed restartem rozgrywek rozwiązano kontrakt z Christianem Maghomą.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ia/7svxzll
******************************************************************************************************************************************************************************
Mimo pojawiających się doniesień o zainteresowaniu ze strony Legii Warszawa, na ten moment niewiele wskazuje na to, byśmy Christiana Gytkjaera, snajpera Lecha Poznań, mieli oglądać także w kolejnym sezonie na polskich boiskach. Nikt w ekstraklasie nie jest w stanie zaoferować mu pieniędzy, jakich obecnie oczekuje. A zagraniczne kluby już teraz mu tyle proponują.
Na dziś wymagania finansowe Christiana Gytkjaera to trochę ponad milion euro za sezon plus tyle samo w europejskiej walucie za sam podpis pod kontraktem. Ta druga kwestia oczywiście nie może dziwić, bo za kilka tygodni Gytkjaer będzie zawodnikiem bez ważnej umowy z żadnym klubem i do nowego zespołu będzie mógł trafić zupełnie za darmo, więc w ramach takiej transakcji sam będzie mógł wynegocjować dla siebie dodatkową kwotę. Dokładnie tak samo wyglądała sytuacja, gdy przychodził do Lecha po zakończeniu współpracy z TSV 1860 Monachium. Wtedy także poznaniacy wypłacili mu milion euro za samo sygnowanie kontraktu.
Czy któryś z klubów PKO Ekstraklasy stać obecnie na tak wysoki wydatek? Wątpliwe. Lech na pewno nie jest w stanie obecnie sprostać wymaganiom finansowym 30-latka, a nawet gdyby był, w ostatnich latach w Poznaniu unikali budowania dla pojedynczych zawodników kominów płacowych. A ten musiałby być gigantyczny. Duńczyk byłby co prawda nawet skłonny w przypadku Kolejorza zejść trochę ze swoich oczekiwań, ale to wciąż byłyby kwoty znacznie przewyższające to, ile przy Bułgarskiej byliby dziś w stanie zapłacić.
We wtorek zaś w internecie zawrzało, gdy zaczęły pojawiać się informacje, jakoby Gytkjaer miał od nowego sezonu zamienić Lecha na Legię. Zainteresowanie warszawskiego klubu najlepszym snajperem ekstraklasy nie może dziwić, bo klub z Łazienkowskiej ma na radarach wszystkich czołowych piłkarzy ligi. Na dziś to jednak nic więcej niż tylko zainteresowanie właśnie - konkretów, ani tym bardziej oficjalnej oferty nie ma. Gdyby jednak Legia chciała przekonać Gytkjaera do gry przy Łazienkowskiej, także musiałaby postawić spory komin płacowy, bo wiązałoby się to ze sporym przebiciem rocznych poborów Artura Jędrzejczyka, który już dziś jest najlepiej zarabiającym zawodnikiem ligi.
Jednak nawet gdyby Legia, na przykład po sprzedaniu za wysoką kwotę Michała Karbownika, spróbowała takie pieniądze wyłożyć, mało realne jest, by Duńczyk mógł trafić na Łazienkowską. Po pierwsze – sam Gytkjaer od jakiegoś czasu deklaruje, że jeżeli miałby zostać w Polsce, to dalej w barwach Lecha i swoje zdanie podtrzymał także w materiale zrealizowanym przez klubową telewizję po wtorkowych doniesieniach o zainteresowaniu ze strony Legii. Chociaż bazując na doświadczeniach z przeszłości nie sposób nie traktować oczywiście takich deklaracji z odpowiednim dystansem.
Ważniejszym aspektem jest jednak to, że Gytkjaer już teraz ma na stole konkretne propozycje opiewające na oczekiwany milion euro za sezon z zagranicznych klubów. I to nie jedną, a kilka. Na razie jednak ma ten komfort, że może wstrzymać się z decyzjami i czekać w spokoju na kolejne, bo te z pewnością jeszcze będą spływać. Swoją dobrą grą do zakończenia sezonu i wywalczeniem korony króla strzelców ekstraklasy może jeszcze mocniej zbudować swoją pozycję i ugrać dodatkowe pieniądze na kontrakcie z nowym klubem. Działania w tym kierunku rozpoczął całkiem nieźle, bo od hat tricka przeciwko Koronie w ostatni weekend.
https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ie/jtzbm6c
za



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
18-06-2020, 16:47 #14,076
Mecz z Piastem w 33. kolejce będzie ostatnim występem młodego bramkarza w Legii Warszawa - Radosław Majeckiego. Potem wyjedzie do Monaco przygotowywać się do nowego sezonu Ligue 1.
Radosław Majecki został kupiony zimą przez AS Monaco za siedem milionów euro. Jest to najwyższy transfer w historii ekstraklasy
21-letni bramkarz rundę wiosenną spędza jednak w Legii Warszawa, której stara się pomóc w zdobyciu mistrzostwa Polski
Nie będzie mógł tego zrobić jednak do końca. 1 lipca będzie już zawodnikiem zespołu z Księstwa, który nie pozwolił, by dokończył rozgrywki w Legii .
Sezon dokończy między słupkami Radosław Cierzniak, a 21-latek będzie w tym czasie walczył o bluzę z numerem jeden w klubie Ligue 1.
Francuzi zapłacili za Majeckiego siedem milionów euro (najwyższy transfer w historii ekstraklasy), połowa kwoty już wpłynęła na konto warszawskiego klubu. Termin realizacji drugiej raty przypada na czerwiec 2021 roku. Warunkiem, by menedżerowie reprezentujący piłkarza w ogóle usiedli do rozmów, była zgoda Monaco na wypożyczenie do Legii na rundę wiosenną. Negocjacje trwały od sierpnia do grudnia. W styczniu Majecki poleciał do Francji, podpisał kontrakt do 30 czerwca 2024 roku i wrócił do Warszawy dokończyć sezon. Z powodu koronawirusa rozgrywki zostały przedłużone. Piłkarz chciał zostać, ale Monaco już 22 czerwca rozpoczyna przygotowania do sezonu. Z klubu odeszli bramkarze Danijel Subašić oraz Diego Benaglio, więc trener chce, by Majecki jak najszybciej rozpoczął rywalizację z Benjaminem Lecomte. Przyjazd pod koniec lipca pewnie skazywałby Polaka na rolę rezerwowego.
– Patrząc na jego niedawny występ z Lechem, otrzymali od nas promocyjną cenę. Francuzi wykonali świetny ruch. Radek dojrzewa i kwitnie w Legii, w Monaco będą zaskoczeni tym, co pokaże, kiedy już wejdzie do ich bramki – chwalił niedawno Majeckiego dyrektor sportowy warszawskiego klubu Radosław Kucharski.
Młody bramkarz to silny punkt lidera ekstraklasy. W tym sezonie w co trzecim występie nie puszczał gola. Częściej od niego czyste konta zachowywali František Plach z Piasta (trzynastokrotnie) oraz Dante Stipica z Pogoni (dwanaście razy).
Ale w niedzielnym meczu z Górnikiem Majeckiemu przytrafił się katastrofalny błąd. W 30. minucie Jesus Jimenez uderzył, a właściwie kopnął piłkę z około 25 metrów. Futbolówka leciała wolno, legionista schylił się, uklęknął na lewe kolano, dociągnął je do prawej nogi i wyciągnął ręce. Ale jeszcze nie miał futbolówki w dłoniach, a już zaczął podnosić głowę, zaczął wstawać i... nieszczęście gotowe.
Piłka wyślizgnęła się z rąk, przeleciała między nogami i wpadła do siatki. To najpoważniejszy błąd Majeckiego w dorosłej karierze.
– Błąd techniczny, nic więcej. Zdarza się. Nie ma najmniejszego wpływu na ogólną ocenę umiejętności Radka – mówi Wojciech Kowalewski, były reprezentant Polski i były bramkarz Legii.
Błąd nie wyniknął z braku umiejętności, tylko... pośpiechu. W ostatnich tygodniach Majecki ćwiczył jeszcze szybsze wznawianie akcji. W Zabrzu, kątem oka, widział po prawej stronie Marko Vešovicia i chciał błyskawicznie rzucić piłkę do Czarnogórca – gapiostwo, chwila nieuwagi i dekoncentracji spowodowały, że po meczu bramkarz stał się bohaterem memów. Na jednym z nich Jimenez smaruje piłkę wazeliną i mówi: „To jest plan Górnika na mecz z Legią”.
Piłkarz się przejął, bo pierwszy raz od dawna doświadczył, jakie konsekwencje niesie za sobą taka pomyłka, ale też zdaje sobie sprawę, że nie wyniknęła z braku umiejętności technicznych. Jest przekonany, że na milion takich strzałów obroniłby... milion. Nie ma taksówkarza, który nie miałby stłuczki, ani kierowcy bez mandatu. Kiedy w drugiej połowie spotkania w Zabrzu piłka z podobną siłą leciała w kierunku jego bramki, najpierw ją złapał, a dopiero potem rozpoczął akcję. Każdy skoczek narciarski po upadku chce jak najszybciej usiąść na belce, skoczyć, wylądować i zapomnieć o bolesnym doświadczeniu. W drugiej połowie potyczki z Górnikiem Majecki popisał się świetnym refleksem i wybronił strzał w sytuacji jeden na jeden z Igorem Angulo, choć snajper Górnika miał piłkę na lepszej, lewej nodze i nie był atakowany. Winy zostały odkupione, błąd nie zostawi śladu, bo mentalność i psychika to jedne z atutów Majeckiego.
– W przypadku bramkarza najważniejsza jest pierwsza poważna interwencja po błędzie. Ta w Zabrzu była skuteczna, więc nie pozostawiła śladu w psychice bramkarza. Pierwszy błąd nie spowodował kolejnych. Wygląda na to, że Radek szybko zostawił tamtą pomyłkę za sobą. To młody chłopak, ale świadomy swoich możliwości i umiejętności – ocenia Kowalewski.
Licznik meczów Majeckiego w Legii zatrzyma się na liczbie 58. Spotkania ze Śląskiem Wrocław, Jagiellonią oraz Piastem 27 czerwca będą jego ostatnimi przed wyjazdem do Francji. Zastąpi go Cierzniak, który od wznowienia rozgrywek leczy kontuzjowane plecy. Nie ma niebezpieczeństwa, że na finisz sezonu oraz półfinał i, być może, finał Pucharu Polski drużyna zostanie z niedoświadczonym Wojciechem Muzykiem. Na upartego Cierzniak mógłby jeździć z zespołem na mecze, ale wśród rezerwowych spokojnie może siedzieć Muzyk, a 37-latek szykuje się na grę w lipcu. – Po wyjeździe Radka będę gotowy na sto procent. Odkąd jestem w Legii, zawsze byłem, by bronić. Brałem pod uwagę taki scenariusz wypadków i postaram się zagrać na najwyższym poziomie – powiedział Cierzniak, który niedawno rozpoczął piąty rok w Legii i za dwa tygodnie dostanie szansę, aby udowodnić, że zasługuje na bluzę z numerem jeden także w przyszłym sezonie. – Poradzi sobie, to doświadczony bramkarz – przewiduje Kowalewski.
Majecki zostawia zespół w dobrych rękach i spełnia swoje marzenia oraz obietnice. Powiedział kiedyś, że chciałby wyjechać do zagranicznego klubu, ale dopiero po tym, jak rozegra sezon w ekstraklasie i zdobędzie mistrzostwo Polski. Jest o krok od realizacji planu, więc teraz może wyznaczać sobie kolejne cele. Gdyby EURO 2020 odbyło się zgodnie z planem, byłby poważnym kandydatem do nominacji na turniej. Impreza została przełożona na przyszły rok, więc teraz Majecki chce dokończyć dzieła w Legii, a potem walczyć o miejsce w Monaco. I nie dać o sobie zapomnieć selekcjonerowi Jerzemu Brzęczkowi.
Z Polski wyjedzie za kilkanaście dni, ale... nie na długo. Na przełomie letnich miesięcy jego francuski klub przyjeżdża na zgrupowanie do ośrodka „Remes” w podpoznańskiej Opalenicy. Już z najdroższym piłkarzem ekstraklasy w swoich barwach.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...ii/0zc2wzp



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
19-06-2020, 17:04 #14,077
TRZEBA WIEDZIEĆ, KIEDY NA SCENĘ WEJŚĆ. JÓŹWIAK POWINIEN ODEJŚĆ Z LECHA. ŻEBY NIE STRACIŁ SZANSY, JAK GUMNY .
To już pora. Kamil Jóźwiak powinien spróbować sił w mocniejszej lidze niż PKO Ekstraklasa. W Lechu Poznań stał się ważnym zawodnikiem i jeśli szybko nie wykona następnego odważnego kroku, nigdy się nie dowie, na co go stać. Bo łatwo przegapić najlepszy moment. Jest tak samo jak w meczu: liczy się czas.
Efektowne rajdy, zagrania i strzały utwierdzą wszystkich w przekonaniu, że mamy do czynienia z nieprzeciętnym zawodnikiem i takim, którzy są w cenie – szybkościowcem, dryblującym, podającym i przede wszystkim myślącym o najlepszych decyzjach.
Jesienią 2017 roku Jóźwiak był na ostrym zakręcie. Nie grał w pierwszej drużynie, bo nie zgadzał się na warunki nowego kontraktu. Dziewiętnastolatek tracił bezcenny czas, ale udało się wtedy porozumieć z Lechem.
Niech Jóźwiak nie prześpi dobrej koniunktury, teraz musi się wykazać dobrym „tajmingiem”, którego pechowo zabrakło – nie z własnej winy – Robertowi Gumnemu.
Jóźwiak w Lechu nie zawsze gra równo, ale to gatunek piłkarza, że kiedy ma swój dzień, potrafi poprowadzić drużynę do sukcesu, dać jej impuls do ataku. W takich sytuacjach staje się indywidualistą, który chętnie bierze na siebie ciężar gry i jedną szarżą rozrywa szyki obronne rywala. Runda finałowa to dla niego świetne okno wystawowe. Z Lechem ma o co walczyć, bo w realnym zasięgu jest drugie miejsce w lidze, a do tego jeszcze Puchar Polski. Przede wszystkim może jednak pomóc sobie. Efektowne rajdy, zagrania i strzały utwierdzą wszystkich w przekonaniu, że mamy do czynienia z nieprzeciętnym zawodnikiem i takim, którzy są w cenie – szybkościowcem, dryblującym, podającym i przede wszystkim myślącym o najlepszych decyzjach.
Jesienią 2017 roku Jóźwiak był na ostrym zakręcie. Nie grał w pierwszej drużynie, bo nie zgadzał się na warunki nowego kontraktu. Dziewiętnastolatek tracił bezcenny czas, ale i Lech ryzykował sportowo, finansowo i wizerunkowo. Udało się wtedy porozumieć. Jóźwiak znowu mógł się skupić na graniu i zaraz miną już trzy lata o tamtego impasu. Zasiedział się trochę przy Bułgarskiej, co kibiców Kolejorza z pewnością nie martwi.
W lutym przedłużył umowę do końca sezonu 2021/22. Dzisiaj jest już 22-latkiem, który ma za sobą debiut w seniorskiej reprezentacji Polski i ciągle czeka na chwilę, kiedy zgłosi się po niego dobry zachodnioeuropejski klub. Padały już różne nazwy, a w maju było głośno o zainteresowaniu Realu Valladolid. No i dobrze, traktujemy to jako wstęp do ciekawej transferowej historii z Kamilem Jóźwiakiem w roli głównej. Niech nie prześpi dobrej koniunktury, teraz musi się wykazać dobrym „tajmingiem”, którego pechowo zabrakło – nie z własnej winy – Robertowi Gumnemu. Wybierał się do Borussii Mönchengladbach za kwotę, która z wszystkimi bonusami sięgała 8 mln euro! Do transakcji miało dojść zimą 2018 roku. Obrońca do dzisiaj jest w Lechu, bo musi się uporać z problemami zdrowotnymi i ustabilizować formę.
Gumnego i Jóźwiaka łączy to, że ciągle czekają na przepustkę do ziemi obiecanej. Zawsze warto wiedzieć, kiedy trzeba już zejść ze sceny, ale jeszcze cenniejsza jest wiedza, kiedy należy na nią wskoczyć.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...an/3bj3f4q



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

hank
Liczba postów:12,978 Reputacja: 20,416
24-06-2020, 10:00 #14,078
Z ligi tureckiej Bartłomiej Pawłowski może wrócić do PKO Ekstraklasy. Zainteresowany nim jest Śląsk Wrocław.
Bartłomiej Pawłowski w Śląsku? To jest możliwe. Zespół walczy o prawo startu w europejskich pucharach, w czwartek czeka go ważny mecz z Cracovią, ale już myśli o kolejnych rozgrywkach. Zaklepał sobie ofensywnego pomocnika Rafała Makowskiego, który może próbować być następcą Michała Chrapka, a teraz trwają poszukiwania alternatywy dla słowackiego skrzydłowego, bo wszystko wskazuje na to, że Robert Pich opuści Wrocław. To jeden z najlepiej zarabiających piłkarzy w drużynie i choćby z tego powodu łatwo sobie wyobrazić, że podpisując nowy kontrakt, nie chciałby dostawać mniej. Zastąpienie 32-letniego Słowaka nie będzie łatwe. Przez wiele sezonów spędzonych w Śląsku wypracował sobie mocną pozycję. Pawłowski ma podobne walory i w porównaniu z Pichem cenną zaletę – jest od niego młodszy o cztery lata. Poza tym nie chodzi tylko o ewentualne zastępstwo Słowaka, bo były młodzieżowy reprezentant Polski wygląda na lepszego piłkarza niż zawodzący w Śląsku jego rówieśnik Filip Marković.
Pawłowskiemu często zarzucano chimeryczną formę, która skutkowała częstymi zmianami klubu, ale w poprzednim sezonie był jednym z ważniejszych piłkarzy Zagłębia Lubin. Już po rozpoczęciu obecnych rozgrywek za 650 tys. euro kupił go Gaziantep FK. Zagłębie na transakcji źle nie wyszło, bo znalazło godnego następcę w osobie Sašy Živca, ale Pawłowski w Turcji sportowej satysfakcji już nie miał. Do tej pory tylko dwa razy zdarzyło mu się wystąpić w wyjściowym składzie w lidze. W 15 meczach nie strzelił żadnego gola, ma tylko dwie asysty. Ostatni raz na boisku pokazał się w styczniu, w tym roku w dwóch meczach zagrał raptem 13 minut. Z naszych informacji wynika, że nie układają mu się dobrze relacje z rumuńskim trenerem Marius Sumudicą i choć ma jeszcze dwuletni kontrakt, rozwiązanie umowy i poszukanie sobie nowego pracodawcy jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Zanim powróci do kraju, z pewnością rozpatrzy dostępne opcje w Turcji. Z kolei w ekstraklasie, oprócz Śląska, zainteresowanie jego zatrudnieniem wykazuje też Lech Poznań.

za https://www.przegladsportowy.pl/pilka-no...aw/tel92z6



Semper fidelis .
Nigdy nie zejdziemy na psy

PrzemoWZG
Liczba postów:1,641 Reputacja: 492
24-06-2020, 15:32 #14,079
To się nazywa atmosfera w drużynie. U nas ktoś taki jest? 
https://www.facebook.com/RakowCzestochow...009686292/



VelVet
Liczba postów:1,774 Reputacja: 878
24-06-2020, 15:41 #14,080
eee tam sztywno jak nie wiem.



Na sektorze B się stoi.
[Obrazek: 500px-Jestesmy_flaga_projekt.jpg]






Skocz do: